dzień ferialny [4 kl.]

Inne serwisy:

Krucjata eucharystyczna
KOMUNIKATY
Św. Pius X Rekolekcje ignacjańskie Mały modlitewnik łaciński Krucjata różańcowa Filozofia św. Tomasza z Akwinu Katecheza DVD dla kapłanów Mszalik codzienny

Kazania: wszystkiex. Jana Jenkinsa

Wykład o programie „Great Books”

Szanowny panie dyrektorze, drodzy nauczyciele, drodzy słuchacze,

Pragnąłbym rozpocząć tę konferencję od kilku obserwacji dotyczących obecnych problemów stojących przed edukacją. Myślę, iż wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, że współczesna edukacja znajduje się w obliczu poważnych problemów, można by nawet powiedzieć – prawdziwego kryzysu. W pewnym sensie jakieś problemy zawsze istniały, jednak zakres i znaczenie obecnych problemów ma nie tyle wymiar materialny, jest nie tyle kwestią trudności, co raczej kryzysu tożsamości. Nie chodzi obecnie o brak środków czy pieniędzy na edukację, chodzi raczej o odpowiedź na pytanie, co to znaczy być człowiekiem wykształconym.

Jednak jedną rzeczą jest zdiagnozowanie bolączki, a inną znalezienie odpowiedniego remedium. Myślę, że wszyscy tu obecni jesteśmy przekonani, że system edukacji jest chory, śmiertelnie chory, tak więc chodzi nam nie tyle o jego krytykę, co o znalezienie odpowiedniego lekarstwa. Jeśli jednak lekarstwo ma wrócić pacjentowi zdrowie, musi być ono proporcjonalne do choroby. Podczas tej krótkiej konferencji chciałbym przedstawić w skrócie doświadczenie z obszaru Ameryki, rozwiązanie które można by określić jako zdrową reakcję na obecny kryzys, a także pomoc – gdyż odpowiada ono z dużej mierze temu, co moglibyśmy nazwać edukacją klasyczną.

Można powiedzieć, że bolączka trapiąca obecne polską edukację, pojawiła się w waszym kraju stosunkowo późno w stosunku do reszty świata. Ameryka, będąca często awangardą wszystkiego, co nowoczesne, jest również niestety poletkiem doświadczalnym dla wszystkich idei rewolucyjnych. Narzucany tu obecnie system edukacji jest w dużej mierze przenoszeniem wzorców amerykańskich, w naturalny więc sposób skutki będą podobne: brak dyscypliny, brak autorytetu, brak wzorów, brak wymagań wobec dzieci, brak wszystkiego wznioślejszego, niż zwykły pragmatyzm – w skrócie, zanik wszystkiego, co nazywamy cywilizacją.

Jednak już w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku pojawiały się w amerykańskich środowiskach naukowych, zwłaszcza związanych z Uniwersytetem Columbia, głosy ludzi zaniepokojonych przyszłym kształtem edukacji. Liczni nauczyciele i wykładowcy, zwłaszcza z uczelni wyższych, zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństw zagrażających młodzieży i jej wychowaniu. Był wśród nich profesor Erskine, który z kolei wywarł wpływ na tak znane postaci jak Mortimer Adler. Głównym przedmiotem niepokoju był wówczas fakt, że edukacja stawała się tak zbyt specjalistyczna, że uniwersytety nie formowały już pełnego człowieka, niepokojono się, że system edukacji zapomniał, czym jest istota ludzka. Była to zdrowa reakcja na to, co nazywamy obecnie pragmatyzmem, na system propagowany przez takich wychowawców jak John Dewey, którzy kładli nacisk na to, że wszelka edukacja by mieć jakąkolwiek wartość, musi mieć zastosowanie praktyczne. Śmierć prawdziwej edukacji zapowiadał radykalny empiryzm filozofów takich jak William James. Przypisywanie wartości jedynie temu, co ma praktyczne zastosowanie, doprowadziło do wykluczenia całych gałęzi wiedzy, redukując je do praktycznego konsensusu opinii pluralistycznego społeczeństwa. Zarzucono poszukiwanie prawdy, czy też raczej prawda została zredukowana do tego, co przynosi korzyść, do tego co praktyczne czy też tego co sprawnie funkcjonuje. Oczywiście taka filozofia nigdy nie zadała sobie trudu by sprecyzować, co oznacza „sprawne funkcjonowanie” i całkowicie ignorowała fakt, że istoty ludzkie są czymś więcej niż tylko maszynami pracującymi dla państwa, że posiadają dusze nieśmiertelne.

Program Great Books stanowił reakcję na ową jałową filozofię, postulując powrót do tego, co uważane było za podstawowe źródła cywilizacji zachodniej. Postulował powrót do tego, co nazywano „Tradycją Zachodnich Sztuk Wyzwolonych”, a zasadniczym elementem tego programu było dogłębne studium tekstów, należących do tak zwanych Great Books. Program ten oparty jest o kanon tekstów, uważanych za fundament dla procesu edukacji uczniów. Obecnie istnieje kilka programów, wzorowanych na ruchu Great Books, w przypadku każdego z nich dobór tekstów jest nieco inny. Chciałbym jednak przedstawić uważaną za klasykę listę pochodzącą z książki Mortimera Adlera: „Jak czytać książkę” (How to Read a Book). Jest to lista typowa dla tego programu i na jej podstawie możemy wyrobić sobie osąd o jej zaletach i słabościach, zwłaszcza w odniesieniu do katolickiej szkoły.

Ponieważ system ten opiera się o listę tekstów, a nie o program nauczania, uczniowie niemal w całości posługują się tekstami źródłowymi. Nacisk kładziony jest na otwartą dyskusję prowadzoną przez wykładowcę lub nauczyciela. Od uczniów oczekuje się, że będą pisali eseje i sprawozdania o tym, co przeczytali i stanowi to znaczną część ich systemu oceny. Posługiwanie się tekstami źródłowymi sprzyja wyrobieniu podejścia interdyscyplinarnego, gdyż większość pozycji wchodzących w skład tak zwanego Kanonu Zachodniego nie podpada pod żadną konkretną dyscyplinę czy kategorię. Nawet jeśli pozycje takie jak „Republika” Platona mogłyby być zaklasyfikowane do filozofii, sam Platon mówi w nich też o muzyce, o rządzie, o cnocie i niezliczonych innych rzeczach, nie może być dokładnie sklasyfikowany, on sam jest twórcą całego zespołu opinii.

Celem programu Great Books jest wykształcenie pewnej uniwersalnej wizji oraz osobistego zrozumienia obejmującego każde zagadnienie. Program nie ma ambicji wykształcenia wielkiego matematyka czy historyka, ale raczej kogoś na kształt człowieka renesansu, posiadającego uniwersalną wiedzę odnośnie wszystkiego, co go otacza, wedle dewizy Terencjusza: „Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce”. Wedle tej koncepcji osoba wykształcona powinna posiadać przynajmniej elementarną wiedzę o każdej dziedzinie nauki i sztuki. Powinna znać przynajmniej rdzeń tego, co stanowi Cywilizację Zachodnią. Celowanie w określonej dziedzinie powinno być raczej inicjatywą ucznia, niż obowiązkiem narzucanym przez szkołę.

Nawiasem mówiąc, można by w tym miejscu dodać, że często znamieniem człowieka wykształconego jest właśnie fakt, że trudno go skategoryzować czy sklasyfikować jakąś etykietką. Etykiety takie jak „liberał” czy „konserwatysta” są w istocie czymś współczesnym i wywodzą się z filozofii pragmatyzmu czy dokładniej od Hegla, wraz z koncepcją sprzecznych idei tworzących syntezę. Człowiek prawdziwie wykształcony nie może być zamknięty w jakiejś kategorii, przywiązany jest do obiektywnej prawdy, polegającej na zgodzie z rzeczywistością. Nie jest skrępowany przez to, co „praktyczne” czy oparte o konsensus innych. Odeszliśmy daleko od czasów, gdy można było dyskutować o zaletach czy konsekwencjach praw – bez klasyfikowania wszystkiego jako „lewicowe”, „prawicowe”, „populistyczne”, nie-populistyczne”, bez żadnego odniesienia do tego, czy służy ono dobru wspólnemu, czy też nie. Jest to konsekwencją braku kultury, czy raczej inwazji anty-kultury na każdą dziedzinę życia publicznego, anty-kultury będącej owocem obecnego systemu edukacji.

Choć wiele szkół pracujących w oparciu o program Great Books organizuje wykłady dotyczące pozycji, jakie należy czytać, pierwotna metoda polegała raczej na dyskusji. Nauczyciel jest wówczas bardziej arbitrem w debacie na dany temat niż rzeczywistym wykładowcą we współczesnym sensie tego słowa. Podejściu temu można czynić wiele zarzutów, o których powiem później, jednak generalna zasada polega na analizie przez ucznia wszystkich aspektów tekstu, powinien on zostać przyswojony, zrozumiany, a nawet kwestionowany i krytykowany. Celem jest nie tyle zapamiętanie opinii i szczegółów, co pobudzanie uczniów do myślenia.

Metoda ta jest w dużym stopniu sokratejska w prawdziwym sensie tego słowa: zaczyna się od serii pytań, a dyskusja ma doprowadzić do pewnych konkluzji. Dobry nauczyciel będzie stopniowo pobudzał do dociekań, aż sam uczeń dojdzie do tych samych wniosków, co Platon. Na przykład w tekście „Republiki” dotyczącym cech koniecznych dla rządu (q.v. Republika 473c-d) nauczyciel nie rozpocznie od wyliczenia różnych opinii Platona, ale zapyta uczniów, jakimi cechami powinien odznaczać się idealny władca. Stopniowo pojawiać się będą pytania dotyczące rządu w ogólności, a na koniec ostateczna konkluzja podobna do platońskiej: że królowie, jeśli mają rządzić dobrze, muszą być filozofami. Oczywiście technika taka wymaga od nauczyciela wiele przygotowań i może często prowadzić do nie planowanej dyskusji nie przynoszącej żadnego pożytku wychowawczego – i jest to jedna z wielkich słabości tej metody. Przy dobrym nauczycielu jest bliski ideałowi, przy źle przygotowanym prowadzić może do jałowych dyskusji.

Jest to tylko bardzo ogólny zarys programu Great Books i chyba najlepiej zrobię podając pewne źródła, w których można znaleźć więcej informacji na ten temat, a także o kilku uniwersytetach i szkołach w Ameryce, gdzie program ten jest realizowany. Myślę jednak, że najważniejsze jest ukazanie zalet i słabości tego systemu dla klasycznej edukacji w katolickiej szkole.

Najpierw przyjrzyjmy się zaletom. Powrót do źródeł, do tekstów źródłowych, jest absolutnie katolicki w prawdziwym sensie tego słowa – gdyż to właśnie tam odnaleźć można najjaśniej wyrażone idee. By nieustannie odnawiać i umacniać naszą wiarę musimy wciąż na nowo powracać do Pisma Świętego, do słów Zbawiciela oraz decyzji soborów powszechnych. Podobnie jak w przypadku nauk świeckich nie ma nic lepszego niż wsłuchiwanie się w głos tych, którzy byli prawdziwymi mistrzami w tej dziedzinie. Czytanie jest w pewnym sensie słuchaniem głosu nauczyciela bez ograniczeń czasu i przestrzeni. Dlatego czytanie pism Izaaka Newtona oznacza uczenie się od niego, choć z drugiej ręki. Wszyscy wielcy teologowie, wśród których musimy wspomnieć zwłąszcza świętego Tomasza z Akwinu, wykazywali nieodmiennie wielki szacunek dla starożytnych autorytetów i zawsze uważali za brak pobożności odstępowanie od ich opinii, a jeśli to czynili, nigdy nie krytykowali swych mistrzów. Ten duch katolicki musi być zachowywany we wszystkich dziedzinach, nie tylko w boskiej Tradycji, ale nawet w tym, co moglibyśmy nazwać tradycją ludzką. Niezależnie od tego, czy ktoś lubi Shakespeare’a czy też nie, jego mistrzostwo w posługiwaniu się językiem angielskim wymaga szacunku, a jego kunszt w odmalowywaniu wszystkich oblicz ludzkiej natury i jej słabości ma znamię czegoś ponadczasowego pod tym względem, że stanowi wierne echo rzeczywistości, a nawet wiekuistego szczęścia. To, że powinien istnieć Kanon Cywilizacji Zachodniej jest pewne, z tego prostego powodu, że istnieją ludzie bardziej utalentowani od innych, którzy wykorzystując wiernie swe zdolności stworzyli dzieła o ponadczasowej wartości, opierające się upływowi czasu.

Jak jednak zauważyliście na podstawie tej listy książek, wiele rzeczy można krytykować. Ten „Kanon” nie może abstrahować od Magisterium Kościoła w katolickiej szkole. Nonsensem byłoby usiłować formować intelekt uczniów w oparciu o książki, będące w sposób oczywisty propagatorami błędu. Wiele z książek znajdujących się na tej liście jest nie tylko szkodliwych, ale też destrukcyjnych w odniesieniu do samego celu edukacji. Można wyobrazić sobie zamęt w głowach uczniów spowodowany umieszczeniem na tej samej liście dzieł świętego Tomasza z Akwinu i Bertranda Russela czy Karola Marksa. Istnieje wielka różnica pomiędzy wpływem, jaki wywarł dany autor oraz tym, czy pisał rzeczy prawdziwe, czy też nie. Umieszczając wszystkie na tym samym poziomie otrzymujemy w efekcie intelekt, który zna wszystko, ale nie zrozumiał absolutnie niczego.

W kwestii Pisma Świętego, mamy Tradycję, będącą świadkiem tego, co należy do kanonu ksiąg natchnionych. Podobnie w tym, co dotyczy rzeczywistości przyrodzonej, istnieje pewna tradycja – dzieła, które używane były w szkołach od czasów niepamiętnych. Na przykład nawet w nauce łaciny za wzór stawiane były zawsze mowy Cycerona, wciąż studiowany jest Wergiliusz, podobnie jak pisma Cezara czy Owidiusza. Tworzą one jak gdyby kręgosłup tego, co moglibyśmy nazwać kanonem literatury łacińskiej. Z pewnością inni autorzy też mają określone zasługi, gdy jednak ma się tak mało czasu by wyrobić dobry styl, powinniśmy pozostać przy tym, co pewne i prawdziwe. To samo można powiedzieć o każdej innej dziedzinie.

W owej liście skompilowanej na użytek programu Great Books widać wyraźnie protestancki wpływ wielu z jego inicjatorów – widoczny jest brak jakiejkolwiek idei jednoczącej czy odniesienia do Magisterium. W pewnym sensie ludzie ci nie ustrzegli się tego, co stanowiło prawdziwe źródło problemu – w rzeczywistości kryzys w edukacji rozpoczął się wraz z pojawieniem się protestantyzmu, który czynił ludzki rozum niezależnym od obiektywnej prawdy. W tym sensie lista pozycji proponowana przez program Great Book powinna zostać poważnie zmodyfikowana i częściowo odrzucona jako niekatolicka. Niemniej jednak, jak powiedziałem wcześniej, w każdej nauce istnieje pewna tradycja, która musi być przestrzegana oraz respektowana i chodzi jedynie o to, by podejść bardziej – a nie mniej – selektywnie w wyborze pozycji, by były one wielkie nie tylko z nazwy, ale przede wszystkim w wartości. Przy poważnych modyfikacjach można stworzyć podobną listę pozycji, będących najwierniejszym echem tego, co nazywane jest często philosophia perennis.

Największą zaletą tego systemu propagowanego przez twórców programu Great Books jest prawdopodobnie stworzenie rdzenia kanonu w oparciu o owe monumenty minionych wieków. W czytaniu oryginalnych pism Newtona jest coś, czego nigdy nie doświadczy się, czytając opracowania. Przykładowo czyta się często w książkach z zakresu fizyki, że moglibyśmy wziąć ruch takiego wielkiego ciała jak Ziemia i potraktować to tak, jakby cała masa skoncentrowana była w jednym punkcie. Wychodząc od tego można opisać jej ruch w postaci równania matematycznego, co z kolei pozwala przewidzieć jej przyszłe położenie. We współczesnych podręcznikach jest to traktowane jako założenie, bez podania jakiegokolwiek dowodu. Jednak Izaak Newton nie traktował tego jako założenia. Przedstawił dowód, równie zachwycający, jak sam wynik. Pisał nawet, że ruch wszystkich przedmiotów odbywa się po tej samej trajektorii, jak to, co nazywamy „środkiem masy”, wysuwa nawet bardziej ogólny wniosek, że można to stosować do wszystkiego, co się porusza. Następnie dowodzi, że każde ciało, na które działa przyciąganie odwrotnie proporcjonalne do odległości od centrum, poruszać się będzie po elipsie. Istnieją wiec setki zestawień dotyczących ruchu planet, mających wykazać, że jest tak w rzeczywistości. We współczesnych podręcznikach nie ma po tym śladu, ponieważ współczesny podręcznik uczy jedynie równań i ignoruje całkowicie powód, dla którego są one prawdziwe.

Ów powrót do dzieł wielkich umysłów przeszłości jest wyrazem pragnienie powrotu do pytania: „dlaczego”, tak ważnego dla edukacji. Edukacja nie polega jedynie na zapamiętywaniu i wykorzystywaniu formułek, polega na zrozumieniu, dlaczego wszechświat jest taki, a nie inny. Niestety wiele podręczników zadowala się jedynie podaniem faktów, które należy znać, by zdać egzamin. Nie ma w tym ducha ciekawości, ducha odkrywcy, nie stara się wykazać, dlaczego jest tak, a nie inaczej. By posłużyć się innym przykładem, często pisze się, że Ziemia krąży wokół Słońca, nie stara się jednak przedstawić żadnego dowodu na prawdziwość tej tezy. Czytamy jedynie że w „czasach ignorancji” ludzie uważali, iż jest odwrotnie, jeśli jednak zastanowicie się nad tym – nie ma nic równie nieoczywistego, jak ruch Ziemi. Ziemia którą widzimy i czujemy i na której żyjemy – nie porusza się – to raczej Słońce i gwiazdy poruszają się wokół nas. Wiele wybitnych umysłów starało się to udowodnić – i nie bez powodu – a jednak oczekuje się od nas, że przyjmiemy to na wiarę, bez kwestionowania. W pewnym sensie jesteśmy w większym stopniu ignorantami niż ludzie z przeszłości, którzy opierali się przynajmniej na własnym instynkcie i obserwacjach. Obecnie jednak od studenta wymaga się, by po prostu zaakceptował ten fakt, który w pewnym sensie jest całkowicie sprzeczny z naszymi obserwacjami – gdyż nikt z nas nie widział nigdy Ziemi poruszającej się czy obracającej – jest to wniosek wyciągnięty w oparciu o inne obserwacje.

Dlatego edukacja klasyczna nie może nigdy ignorować powiedzenia Arystotelesa, że wiedza opiera się na przyczynach, że nauka oparta jest na zasadzie przyczynowości. Poznać coś prawdziwie, oznacza poznać tego przyczynę, wiedzieć, dlaczego tak jest. Niekiedy przyczyny są historyczne, niekiedy wynikają po prostu z wolnej woli człowieka, a jednak wszystko ma swoją przyczynę. Edukacja jest dziś nużąca i monotonna, ponieważ nie stara się dać odpowiedzi na pytanie o przyczynę, każe jedynie nauczyć się tego, co pisze w podręczniku. Pod tym względem przesłanie autorów programu Great Books ma wielką wartość – w istocie jest to jedynie echo nauczania świętego Tomasza z Akwinu i Arystotelesa – scientia ex causis. Pierwszym pytaniem zadawanym przez dziecko nie jest „Co?”, ale „Dlaczego?” – a prawdziwa edukacja powinna być w stanie odpowiedzieć na to pytanie.

Podobnie metoda sokratejska jest całkowicie tradycyjna, można by nawet powiedzieć, scholastyczna. Sam święty Tomasz nie rozpoczynał swych artykułów Sumy od serii faktów, ale od zbioru pytań i zastrzeżeń. Przyczyna tego jest taka, że nigdy nie może istnieć pragnienie poznania czegoś, jeśli nie ma czegoś do odkrycia. Gdybyście znali odpowiedź, nie potrzebowalibyście nauczyciela. To seria obiekcji jest niejako motorem napędowym dla intelektu, by poszukiwał odpowiedzi, której udziela nauczyciel. Metoda ta jest absolutnie niezbędna dla prawdziwie katolickiej edukacji, ponieważ edukacja nie polega na bezmyślnym powtarzaniu zdań, ale na przyswojeniu sobie prawdy.

Należy jednak unikać dwóch skrajności, od których program Great Books nie jest niestety wolny. Pierwszą jest całkowity brak podręczników i ustalonego programu. Samo podanie listy lektur nie jest w szkole realistyczne, zwłaszcza w przypadku szkoły, która ma bardzo ograniczony czas na potraktowanie każdej pozycji. Danie uczniom tekstów źródłowych i czytanie ich byłoby w istocie usiłowaniem przeżycia kilku minionych wieków ludzkiej wiedzy na przestrzeni kilku lat. Nie ma po prostu wystarczająco dużo czasu, by na przykład prześledzić wszystkie dowody Newtona, że ruch można dodawać i odejmować, szczególnie że teoria wektorów wyparła później te odkrycia. Dlatego konieczne jest posługiwanie się pewnymi streszczeniami, a uczniowie muszą po prostu wierzyć nauczycielowi w przypadku części materiału, jaki przerabiają. I rzeczywiście, patrząc na historię, podręczniki tworzone były przede wszystkim ze względu na ograniczenia czasu – by uczniowie mogli przyswoić sobie ile to możliwe w krótkim czasie wydzielonym na dane zagadnienie. Dlatego żadna szkoła nie może kusić się na wypełnienie swego zadania bez jakiegoś rodzaju programu czy przedstawiania materiału w zarysie. Niemniej jednak powinno się podejmować stałe wysiłki, by odwoływać się do przeszłości i ukazywać, dlaczego przedstawiane fakty są prawdziwe.

Tej pierwszej skrajności, polegającej na pracy bez ustalonego programu, bardzo łatwo uniknąć w naszym systemie edukacji, gdyż państwo narzuca pewien minimalny plan, który należy zrealizować. Będą więc podstawowe podręczniki. Pragnąłbym jednak zachęcić do korzystania z dodatkowego materiału, powrotu do źródeł i przedstawiania tekstów dowodzących prawdziwość przedstawianych tez. Na przykład odnośnie elektryczności, należałoby wrócić do podstawowych pism Maxwella i ukazać w jaki sposób doszedł do wniosków, że ładunki mogą być dodatnie lub ujemne, że natężenie pole elektrycznego zmniejsza się wraz z odległością etc. Chciałbym pokazać wam rodzaj podręcznika używanego w seminariach, który najlepiej ilustruję tę ideę: Elements of Philosophy Gardeila. Jak widzicie pierwszą część stanowi podręcznik, obejmujący to, co uczniowie muszą znać. Jednak w przypadku każdego istotnego zagadnienia z tyłu książki znajduje się przypis, w którym znaleźć można oryginalny tekst świętego Tomasza z Akwinu. Można też przytoczyć przykład starych katechizmów, obejmujących pytania oraz odpowiedzi, ale też dodatek zawierający odnośne teksty soborów i Ojców Kościoła. To rozwiązanie wydaje się być najszczęśliwsze: przedstawia się podstawowy zarys materiału, ale również odwołuje się do tekstów wybitnych autorów, a co ważniejsze utalentowany uczeń będzie wówczas wiedział, gdzie może znaleźć więcej na ten temat.

Co do drugiego zagrożenia, jakie niesie za sobą ten program, musimy stwierdzić, że metoda sokratejska jest jedynie tak dobra, jak sam Sokrates. Jeśli nauczyciel posiada dar prowadzenia dyskusji za pomocą pytań, jest to narzędzie bardzo pomocne. Większość nauczycieli daru tego jednak nie posiada, dlatego zadając pytania wywołują chaotyczną dyskusję, odciągając raczej od nauki, niż ucząc czegokolwiek. Również samo kwestionowanie może zasiać w umysłach uczniów więcej wątpliwości, niż przysporzyć wiedzy. Dlatego metoda sokratejska jest najlepsza w przypadku Sokratesa, czyli nauczyciela z głęboką i wszechstronną wiedzą, oraz ożywianego silnym pragnieniem doprowadzenia uczniów do poznania prawdy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by od czasu do czasu poddać się zdrowej introspekcji. Na przykład podczas przygotowywania się do zajęć należy zadać sobie pytanie: skąd wiem, że to prawda? Na przykład nauczyciel fizyki będzie uczył teorii Einsteina, że prędkość światła jest stała w każdym układzie odniesienia. Skąd wiem, że to prawda? Czy jeśli uczniowie mi nie uwierzą, potrafię to udowodnić? Możecie być pewni, że to prawda, gdyby tak nie było wasz GPS nie mógłby działać – jak jednak działa to urządzenie? Wy sami powinniście jako pierwsi zadać sobie pytanie: „dlaczego”, a jeśli potraficie na nie odpowiedzieć, pozwólcie uczniom o to zapytać, czy nawet sprowokujcie ich znalezienia odpowiedzi. Odkryjecie, że ta klasyczna metoda pytania i odpowiedzi, zwłaszcza na początku zajęć, jest często bardzo owocna i w naturalny sposób rozbudza ciekawość uczniów. Zamiast przedstawiania im faktów i równań do zapamiętania, sprawicie, że zapragną dowiedzieć się, odkryć, mówiąc w skrócie, poznać.

Niech mi będzie wolno w tym miejscu przejść do krótkiej konkluzji, katolickiej oceny tego, co moglibyśmy nazwać programem Great Books.

Po pierwsze, powrót do źródeł ma absolutnie zasadnicze znaczenie dla klasycznej edukacji, a nawet dla tego, co należy nazwać edukacją katolicką. Istnieją i zawsze będą istniały wytwory ludzkiego geniuszu, które przewyższają inne i w pewien sposób kodyfikują naturalne zdolności człowieka. Każdy nauczyciel powinien być w stanie przekazać swym uczniom przynajmniej próbkę dzieł tych wielkich umysłów oraz listę ich pism, najlepszych w danej dziedzinie. Wielki myśliciel to nie tylko ktoś, komu uda się odkryć prawdę, ale przede wszystkim ten, kto potrafi skutecznie przekazać ją innym. Newton w dużej mierze czerpał od innych, jednak jego ujęcie problemów, forma i logika sprawiają, że jego pisma przeszły do klasyki. Podobnie jest w każdej dziedzinie. Chciałbym zaproponować uczestnikom tej konferencji jako ćwiczenie, by spróbowali ułożyć listę pozycji, które uważają za podstawowe dla zrozumienia jednego określonego zjawiska. Nie podręcznik, nie program, ale teksty źródłowe.

Po drugie, prawdziwa katolicka edukacja nie może zadowolić się samym tylko czytaniem tekstów. Należy poszukiwać przyczyn, powodu, dla którego rzeczy są takimi, jakimi są. Nawet w literaturze istnieją przyczyny: dlaczego Shakespeare posłużył się takim a takim słowem w tym kontekście, jakie są tego konsekwencje dla rytmu, aliteracji i wszelkich innych środków literackich, dzięki którym jego dramaty są nie tylko przekonujące, ale też piękne. Nauczyciel nie powinien i nie może zadowalać się podawaniem informacji. Dziecko chce wiedzieć dlaczego, a szkoła, która nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie, mija się ze swym celem.

Z tego właśnie powodu nasza szkoła nie realizuje programu Great Books, choć

odnosi się do niego z szacunkiem, stara się natomiast kontynuować dzieło wielkich średniowiecznych mistrzów siedmiu sztuk wyzwolonych – siedmiu sztuk będących przyczyną czy też odpowiedzią na pytanie, dlaczego rzeczy są takimi, jakimi są. Chciałbym też w tym miejscu odesłać Państwa do broszury prezentującej naszą szkołę, która pozwoli wam bardziej szczegółowo zapoznać się z tą ideą.

Po trzecie, jak wiemy z naszego katechizmu: jesteśmy tutaj, by służyć Bogu i kochać Go i w ten sposób osiągnąć wieczną szczęśliwość w niebie. Największy problem z programem Great Book polega na tym, że zabrakło w nim czynnika scalającego czy też celu, w wyniku czego jego absolwenci będą z pewnością ludźmi bardzo inteligentnymi, nadal jednak poszukującymi czegoś. Przypominać będą pogańskich Greków, którzy wiedzieli niemal wszystko na każdy temat, a jednak rzeczy najważniejsze nadal pozostawały dla nich tajemnicą. Jednak szkoła katolicka ma wielką przewagę, nieskończoną przewagę, ponieważ zna cel, jaki należy osiągnąć. Model klasycznego wychowania już stał się ciałem w osobach Ojców i Doktorów Kościoła, a jego owoce stały się widoczne w życiu świętych i męczenników.

Prawdziwe problemy trapiące współczesną edukację rozpoczęły się w XVI wieku wraz z pojawieniem się protestantyzmu, który oderwał człowieka od światła przewodniego Magisterium Kościoła, a dalszy upadek dyscypliny i autonomia wobec rzeczywistości były po prostu naturalną konsekwencją tego buntu przeciwko Tradycji. Dlatego, przywracając do szkoły umiłowanie dla Tradycji, dla mądrości przodków, dla wszystkiego co wiecznie prawdziwe, dobre i piękne, możemy być pewni, że przekażemy skarby cywilizacji następnemu pokoleniu. Musimy jedynie być konsekwentni, a przede wszystkim prosić Boga o łaskę wytrwania.

Zapewniając o moich modlitwach w tej intencji, zachęcam teraz do zadawania pytań.

x. Jan Jenkins FSSPX

01.01.1970 r.; Józefów

Strona głównaKapliceKomunikaty duszpasterskieMultimedia„Zawsze Wierni”KontaktKsięgarnia wysyłkowa

Najnowszy numer „Zawsze Wierni”

Rycerstwo w czasach pacyfizmu

Najnowszy materiał do pobrania

Pokuta w duchu Fatimy

rekolekcje wielkopostne wygłoszone przez o. Tomasza OP

Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X

© 1997—2019 Wydawnictwo Te Deum sp. z o.o.