feria Adwentu [2 kl.]

Inne serwisy:

Krucjata eucharystyczna
KOMUNIKATY
Św. Pius X Rekolekcje ignacjańskie Mały modlitewnik łaciński Krucjata różańcowa Filozofia św. Tomasza z Akwinu Katecheza DVD dla kapłanów Mszalik codzienny
  
Kościół przesiąknięty modernizmem

Syllabus w centrum kryzysu Kościoła

Poniżej publikujemy obszerne fragmenty z konferencji wygłoszonej przez Arcybiskupa Lefebvre’a na zakończenie rekolekcji kapłańskich we wrześniu 1990 r. w Ecône. Jest ona wciąż aktualna, ponieważ doskonale ilustruje radykalną zmianę, jaka dokonała się w Kościele podczas soboru. Sobór Watykański II zajął stanowisko przeciwne nauczaniu magisterium Kościoła na przestrzeni wieków, a zwłaszcza odnośnie walki prowadzonej przez papieży XIX-go i XX-go wieku (do Piusa XII włącznie) przeciwko modernistycznym błędom.

Problem jest nadal bardzo poważny i przede wszystkim nie należy go minimalizować. Właśnie tak należy odpowiedzieć wszystkim świeckim, pytającym was, czy nie ma sposobu, aby otrzymać zgodę na naszą liturgię, na nasze sakramenty...

Z pewnością kwestia liturgii oraz sakramentów jest bardzo ważna, lecz jeszcze ważniejsza jest sprawa wiary. Dla nas to zagadnienie jest rozwiązane, ponieważ posiadamy wciąż taką samą wiarę, wiarę Soboru Trydenckiego, katechizmu świętego Piusa X, wszystkich soborów i wszystkich papieży sprzed Soboru Watykańskiego II, jednym słowem wiarę Kościoła.

Lecz w Rzymie? Trwałość fałszywych idei i upór w propagowaniu poważnych błędów Soboru Watykańskiego II pogłębiają się. Jest to oczywiste.

Ksiądz Tam przesłał nam wycinki artykułów z „L’Osservatore Romano”, przemówienia Ojca Świętego, kardynała Casaroliego, kardynała Ratzingera. Są to oficjalne dokumenty Kościoła, w których autentyczność nie można wątpić. Wprawiają one w osłupienie.

Ostatnimi czasy (ponieważ jestem trochę bezrobotny), przeczytałem dobrze wam znaną książkę księdza Barbiera na temat liberalnego katolicyzmu. Jest rzeczą uderzającą skonstatowanie, że nasza walka jest dokładnie taka sama jak, począwszy od rewolucji francuskiej, walka świadomych katolików XIX-go wieku oraz walka papieży Piusa VI, Piusa VII, Piusa VIII, Grzegorza XVI, Piusa IX, Leona XIII, świętego Piusa X, aż do Piusa XII. Gdzie znajduje się jej streszczenie? W Quanta cura i Syllabusie Piusa IX oraz w Pascendi dominici gregris świętego Piusa X. Są to dokumenty sensacyjne, które zresztą w swoim czasie spowodowały szok, a które wyłożyły doktrynę Stolicy Apostolskiej odnośnie modernistycznych błędów. Jest to doktryna, którą Kościół przeciwstawił błędom, jakie ujawniły się podczas rewolucji francuskiej, szczególnie w Deklaracji Praw Człowieka.

Jest to ta sama walka, którą wypowiadamy dzisiaj: istnieją zwolennicy Syllabusa, zwolennicy Quanta cura, zwolennicy Pascendi, a także ich przeciwnicy. Jest to zupełnie jasne.

Przeciwnicy Syllabusa przyjęli zasady Rewolucji

Ci, którzy są przeciwko tym dokumentom, przyjmują zasady rewolucji francuskiej i inne wywodzące się z jej ducha, modernistyczne błędy. Ci, którzy są „za”, trwają w prawdziwej wierze katolickiej.

Otóż dobrze wiecie, że kardynał Ratzinger oficjalnie oświadczył, iż według niego Sobór Watykański II był anty-Syllabusem. Jeżeli sobór wyraźnie ustawił się przeciwko Syllabusowi, znaczy to, że przyjął zasady Rewolucji francuskiej. Zresztą kardynał powiedział bardzo wyraźnie:

Kościół otworzył się na doktryny, które nie są nasze, lecz przyszły od społeczeństwa...

Wszyscy zrozumieli: zasady 1789 roku, prawa człowieka etc.

Znajdujemy się dokładnie w sytuacji kardynała Pie, biskupa Frepella, Ludwika Yeuillota, posła Kellera z Alzacji, biskupa Kettelera z Niemiec, kardynała Mermilloda ze Szwajcarii, którzy prowadzili słuszną walkę wraz z ogromną większością biskupów, ponieważ w owym czasie mieli szczęście mieć za sobą przeważającą większość biskupów. Oczywiście biskup Dupanloup i kilku biskupów francuskich w jego orszaku byli wyjątkiem. Tak samo kilku biskupów w Niemczech oraz we Włoszech było otwarcie przeciwnych Syllabusom i Piusowi IX, lecz były to raczej przypadki wyjątkowe.

Istniała więc destrukcyjna siła spadkobierców Rewolucji i podający jej rękę liberałowie jak np. Dupanloup, Montalembert, Lamennais, którzy nigdy nie chcieli wspominać o prawach Boga, będących przeciwieństwem praw człowieka. Głosili oni: „Domagamy się prawa powszechnego”, to znaczy prawa odpowiadającego wszystkim ludziom, wszystkim religiom, każdemu. Prawa powszechnego, lecz nie praw Boga...

Obecnie odnajdujemy się w identycznej sytuacji, co do tego nie należy czynić sobie złudzeń: prowadzimy bardzo zaciętą walkę. Lecz ponieważ oręduje za nią cały szereg papieży, nie potrzebujemy się wahać ani też bać się.

Niektórzy chcieliby to czy owo zmienić, mimo wszystko przyłączyć się do dzisiejszego Rzymu, do papieża... Oczywiście zrobilibyśmy to, gdyby byli oni wierni Tradycji i gdyby kontynuowali dzieło wszystkich papieży XIX-go oraz pierwszej połowy XX-go wieku. Lecz Rzym i papież sami przyznają, iż wybrali nową drogę, że Sobór Watykański II otworzył nową erę oraz że Kościół przeżywa nowy etap.

Myślę, iż należy wbić do głowy naszym wiernym, by czuli się solidarni z całą historią Kościoła. W końcu odnosi się to nawet do okresu sprzed Rewolucji: jest to walka Szatana przeciwko Państwu Bożemu. Jak to się rozstrzygnie? Jest to tajemnica Boga, rzecz niezbadana. Lecz nie trzeba się martwić, należy mieć ufność w woli Pana Boga.

Jest rzeczą jasną, iż musimy zwalczać idee aktualnie modne w Rzymie, poglądy jakie wypowiada papież, a także kardynałowie: Ratzinger, Casaroli, Willebrands i wielu innych. Zwalczamy ich, ponieważ wciąż powtarzają odwrotność tego, co papieże uroczyście mówili i potwierdzali przez półtora wieku.

Należy zatem wybrać

To właśnie mówiłem papieżowi Pawłowi VI. Rzeczywiście jest się zmuszonym do wyboru między Waszą Świątobliwością i soborem a poprzednikami Waszej Świątobliwości. Do kogo należy się zwrócić? Do poprzedników, którzy potwierdzili doktrynę Kościoła, czy też pójść za nowinkami Soboru Watykańskiego II, potwierdzonymi przez Waszą Świątobliwość?

Och, nie należy tutaj uprawiać teologii” – odpowiedział mi. Sprawa jest zatem jasna!

Jeśli nie chcemy znaleźć się w towarzystwie tych, którzy nas zdradzają, nie możemy wahać się nawet przez moment. Zawsze istnieją tacy, którzy mają ochotę rzucić okiem na drugą stronę. Nie patrzą w stronę przyjaciół, walczących obok na polu bitewnym, lecz zawsze odwracają oczy nieco w bok, ku nieprzyjacielowi.

Mówią, że należy być litościwym, mieć dobre intencje, że należy unikać podziałów. W końcu mimo wszystko tamci odprawiają dobrą Mszę, nie są tacy źli jak się mówi...

Lecz oni nas zdradzają. Podają rękę tym, którzy rujnują Kościół, tym, którzy mają modernistyczne i liberalne poglądy, mimo, iż są one potępione przez Kościół. Zatem dzisiaj ci, którzy pracowali z nami nad przywróceniem królowania Naszego Pana Jezusa Chrystusa i nad zbawieniem dusz wykonują diabelską robotę.

Och, można podać rękę Rzymowi, byleby tylko zezwolono nam na dobrą Mszę, nie ma problemów”.

Oto w jaki sposób to funkcjonuje! Znajdują się w ślepym zaułku, ponieważ nie można jednocześnie podawać ręki modernistom i pragnąć zachowania Tradycji.

Utrzymywanie kontaktów, aby przyprowadzić ich do Tradycji, nawrócić ich. ostatecznie można przyjąć. Jest to dobry ekumenizm. Lecz sprawiać wrażenie, że się prawie żałuje, że w końcu chętnie poszłoby się z nimi podyskutować, jest rzeczą niemożliwą. Jak można rozmawiać z tymi, którzy dzisiaj mówią nam, iż jesteśmy skostniali jak trupy? Ich zdaniem nie jesteśmy już żywą Tradycją, jesteśmy ludźmi smutnymi, „bez życia i bez radości”. Można by sądzić, iż oni nigdy nie byli częścią Tradycji! Jest to nieprawdopodobne. Jak można, proszę was, utrzymywać stosunki z tymi ludźmi?

Właśnie to stwarza nam problemy z niektórymi bardzo dobrymi wiernymi, którzy nas popierają i którzy zaakceptowali konsekracje biskupie, lecz którzy odczuwają coś w rodzaju wewnętrznego żalu, iż nie mogą już być z tymi, z którymi byli uprzednio, z tymi, którzy nie uznali święceń i którzy dzisiaj są przeciwko nam.

Szkoda, bardzo chciałbym pójść ich odwiedzić, wypić z nimi kieliszek, wyciągnąć do nich rękę”.

Nazywa się to zdradą, ponieważ przy najmniejszej okazji odejdą z nimi. Trzeba wiedzieć, czego się chce.

Ponieważ właśnie to zniszczyło chrześcijaństwo w Europie, zniszczyło nie tylko Kościół francuski, lecz również niemiecki, szwajcarski... To właśnie liberałowie pozwolili Rewolucji francuskiej zagnieździć się właśnie przez to, iż wyciągnęli ręce do tych, którzy nie podzielali ich zasad.

Nie chcemy mieć udziału w zniszczeniu Kościoła

Należy wiedzieć, czy chcemy również współpracować w dziele zniszczenia Kościoła, ruiny społecznego panowania Naszego Pana Jezusa Chrystusa, czy też jesteśmy zdecydowani pracować dla przywrócenia królestwa Jezusa Chrystusa.

Deo gratias wszystkim tym, którzy chcą do nas przyjść, aby z nami współpracować, przyjmiemy obojętnie skąd przychodzą, lecz niechaj nie sugerują nam byśmy porzucili naszą ścieżkę i poszli z nimi kolaborować z innymi. Jest to niemożliwe.

W przeciągu całego XIX-go wieku katolicy dosłownie rozszarpywali się w związku z Syllabusem: za-przeciw, za-przeciw...

Przypominacie sobie zwłaszcza hrabiego de Chambord, którego krytykowano za to, że odrzucił panowanie z powodu kwestii sztandaru. Lecz nie była to jedynie sprawa sztandaru; hrabia de Chambord odmówił poddania się zasadom Rewolucji. Powiedział on:

Nie zgodzę się zostać królem z łaski rewolucji.

I miał rację, ponieważ zostałby wybrany przytłaczającą liczbą głosów przez kraj i Zgromadzenie, lecz pod warunkiem zaakceptowania systemu parlamentarnego, to znaczy zasad Rewolucji francuskiej. Powiedział więc:

Nie – jeżeli mam być królem, będę nim na modlę moich poprzedników sprzed rewolucji.

Miał rację, należy wybrać. Razem z papieżem wybrał zasady sprzed Rewolucji, zasady katolickie i przeciwne rewolucji.

I my również wybraliśmy walkę z rewolucją, z Syllabusem przeciwko modernistycznym błędom, wybraliśmy trwanie i obronę katolickiej prawdy.

Owa wojna między Kościołem a modernistycznymi liberałami jest walką Soboru Watykańskiego II. Nie należy komplikować sprawy, ale korzenie jej sięgają bardzo głęboko. Im dokładniej analizuje się dokumenty Soboru Watykańskiego II oraz daną im przez kościelne autorytety interpretację, tym lepiej daje się dostrzec, iż chodzi nie tylko o kilka błędów; ekumenizm, wolność religijną, kolegialność, pewien liberalizm, lecz dodatkowo jeszcze o moralne zepsucie duszy. Jest to całkiem nowa filozofia, oparta na modernistycznej filozofii subiektywizmu. Opublikowana niedawno przez jednego z niemieckich teologów książka (która, mam nadzieję, zostanie przetłumaczona na francuski, aby mogła trafić do waszych rąk), jest z tego punktu widzenia bardzo pouczająca. Komentuje ona filozofię papieża, a w szczególności pewne rekolekcje, jakie głosił on (jeszcze jako zwykły kardynał) w Watykanie. Autor pokazuje, iż u Papieża wszystko jest subiektywne. Czytając powtórnie jego przemówienia, wyraźnie zauważa się iż taka jest filozofia papieża. Wbrew pozorom nie jest ona katolicka. Filozofia papieża na temat Boga, Naszego Pana Jezusa Chrystusa, wypływa z głębokich tajników jego sumienia, a nie z obiektywnego objawienia, które człowiek uznaje rozumem. Papież konstruuje własną ideę Boga. Ostatnio, w nieprawdopodobnym wprost dokumencie, powiedział on, iż idea Trójcy Świętej mogła pojawić się jedynie bardzo późno, ponieważ koniecznym było, aby psychologia wewnętrznego człowieka mogła być zdolna do pojęcia Trójcy Świętej. Oznacza to zatem, że idea Trójcy nie wynika z objawienia, lecz pochodzi ona z tajników sumienia. Jest to zupełnie błędna koncepcja objawienia, wiary i filozofii i całkowite zepsucie moralne. Jak z tego wybrnąć? Tego nie wiem. W każdym razie jest to fakt.

Nie są to drobne błędy. Stoimy w obliczu całego prądu filozoficznego, sięgającego aż do Kartezjusza, Kanta oraz całego szeregu filozofów nowożytnych, którzy przygotowali Rewolucję francuską.

Oto kilka cytatów z wypowiedzi papieża odnośnie ekumenizmu, opublikowanych w „L’Osservatore Romano” z 2 czerwca 1989 roku:

Moja wizyta w krajach skandynawskich stanowi potwierdzenie zainteresowania Kościoła katolickiego sprawą ekumenizmu, którego celem jest zachęcanie do jedności wszystkich chrześcijan. Przed dwudziestu pięciu laty Sobór Watykański II wyraźnie położył nacisk na wagę tego rzuconego Kościołowi wyzwania. Moi poprzednicy dążyli do tego celu, zwracając bezustannie uwagę na łaskę Ducha Świętego, boskiego źródła i gwaranta ruchu ekumenicznego. Od początku pontyfikatu, w działalności duszpasterskiej, uczyniłem z ekumenizmu priorytet moich starań.

Jest to jasne.

I Papież bez przerwy wygłasza różne przemówienia na temat ekumenizmu, ponieważ bez przerwy przyjmuje delegacje prawosławnych i protestantów, wszystkich religii, wszystkich sekt.

Lecz można powiedzieć, że ów ekumenizm nie spowodował najmniejszego nawet potępu w Kościele. Nie doprowadził on do niczego, poza utwierdzeniem innych we własnych błędach, bez próby ich nawrócenia. Wszystko to, co się mówi, stanowi prawdziwy bełkot: jedność, zbliżamy się, aby jak najszybciej być w doskonałej wspólnocie, wierzymy, iż wkrótce będziemy mogli komunikować w sakramentach jedności. I tak dalej. Lecz na tej drodze nie posuwają się oni naprzód i jest rzeczą niemożliwą, aby kiedykolwiek się posunęli.

W dalszym ciągu w „L’Osservatore Romano” znajdujemy przemówienie kardynała Casaroliego, skierowane do Komisji Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych:

Odpowiadając z wielką przyjemnością na skierowane do mnie zaproszenie do odwiedzenia was i przekazując wam poparcie Stolicy Apostolskiej, pragnę przez moment zatrzymać się – co jest zrozumiale dla wszystkich – nad sprawą specyficznego aspektu podstawowej wolności do myślenia oraz działania zgodnie z własnym sumieniem, czyli nad zagadnieniem wolności religijnej. (Podobne rzeczy z ust arcybiskupa!). W ubiegłym roku, Jan Paweł II nie wahał się oświadczyć w orędziu na Światowy Dzień Pokoju, iż wolność religijna stanowi coś w rodzaju kamienia węgielnego w budowli praw człowieka.

Kościół katolicki i jego Najwyższy Pasterz, który z praw człowieka uczynił jeden z głównych tematów swego nauczania, nie omieszkali przypomnieć, iż w świecie stworzonym przez człowieka i dla człowieka (dixit Casaroli!) każda forma społeczeństwa ma sens jedynie o tyle, o ile czyni ona wymiar ludzki przedmiotem swojej podstawowej troski. (O Bogu się nie wspomina, nie ma wymiaru Boga w człowieku; potworność! To jest pogaństwo!).

Casaroli kontynuuje:

Każdy człowiek i cały człowiek, oto podstawowy przedmiot trosk Stolicy Apostolskiej, a prawdopodobnie również waszych.

W takim razie nie ma o czym mówić! Nie mamy nic do roboty z tymi ludźmi, ponieważ nie mamy z nimi nic wspólnego.

Tak więc nasz słynny Ratzinger jest obecnie zażenowany, iż kiedyś powiedział, że Sobór Watykański II był anty-Syllabusem, ponieważ często mu się to wypomina. Dlatego też znalazł on wyjaśnienie dane 27 czerwca 1990 roku.

Z pewnością wiecie, iż Rzym opublikował dokument-rzekę w celu wytłumaczenia relacji pomiędzy Magisterium a teologami. Ponieważ nie wiedzą jak wybrnąć z kłopotów, jakie mają prawie wszędzie, usiłują pozyskać sobie teologów, unikając zbytniego ich potępiania. Są tego niezliczone stronice i można się w tym kompletnie zagubić.

Prezentując ów dokument, kardynał Ratzinger ujawnia swoją opinię odnośnie możliwości powiedzenia rzeczy sprzecznych z tym, co do końca ubiegłego wieku zawsze twierdzili papieże.

Dokument – mówi kardynał – prawdopodobnie po raz pierwszy wyraźnie stwierdza (sądzę, iż rzeczywiście jest to prawda), że istnieją decyzje Magisterium, które nie mogą stanowić ostatniego słowa a danym temacie, lecz które są substancjalnym „zakotwiczeniem” w problemie (spryciarz!), a przede wszystkim wyrazem pastoralnej ostrożności. Rodzajem prowizorycznej dyspozycji (oficjalne decyzje Stolicy Apostolskiej to prowizoryczne zarządzenia!). Trzon pozostaje niezmienny, lecz poszczególne aspekty, na które mają wpływ okoliczności czasowe, mogą wymagać późniejszych sprostowań. Jako przykład można podać oświadczenia papieży z ubiegłego wieku na temat wolności religijnej (niedprawdopodobne!), jak również antymodernistyczne decyzje z początków obecnego stulecia (idzie ostro!). A przede wszystkim postanowienia Komisji Biblijnej z tego samego okresu (tego nie może w żaden sposób przełknąć).

Oto trzy rozporządzenia Magisterium, które można odstawić na bok. To może ulec zmianie. Jako przykład można podać oświadczenia papieży z ubiegłego wieku, wymagające późniejszych poprawek!

Antymodernistyczne decyzje oddały kiedyś wielką przysługę, lecz przysłużywszy się wówczas duszpastersko, w swoich szczegółowych postanowieniach są dzisiaj przestarzałe

– i proszę, zamyka się modernistyczny rozdział. Koniec, więcej się o tym nie mówi.

Kardynał oczyszcza się z czynionego mu zarzutu, że jest przeciwnikiem Syllabusa, że jest przeciwny decyzjom papieskim i Magisterium: trzon pozostaje (jaki trzon? tego nie wiadomo!), lecz poszczególne aspekty, na które mają szczególny wpływ okoliczności czasowe, mogą wymagać późniejszych sprostowań. I stało się! Jest to rzecz nie do uwierzenia!

Jak można ufać tym ludziom?

Jak można, proszę was, ufać tego typu ludziom, usprawiedliwiającym negowanie Quanta cura, Pascendi, postanowień Komisji Biblijnej, etc...?

Albo jesteśmy spadkobiercami Kościoła katolickiego, to znaczy Quanta cura, Pascendi, we wspólnocie z wszystkimi papieżami aż do Soboru Watykańskiego II i z ogromną większością ówczesnych biskupów, za królowaniem Pana Jezusa i zbawieniem dusz, albo też jesteśmy solidarni z tymi, którzy (nawet za cenę zerwania z Kościołem i jego doktryną) nakłaniają do przyjęcia zasad praw człowieka, opartych na prawdziwej apostazji, byleby tylko otrzymać funkcję lokaja w światowym rządzie rewolucyjnym! Gdyż w gruncie rzeczy o to chodzi: na skutek ciągłego powtarzania, iż są zwolennikami praw człowieka, wolności religijnej, demokracji oraz równości wszystkich ludzi, dostaną oni stanowisko w światowym rządzie, lecz będzie to posada służącego.

Jeżeli wspominam wam o tych sprawach, to jedynie dlatego, iż wydaje mi się, że należy odnieść naszą walkę do tego co ją poprzedziło. Ta bardzo zacięta, bardzo uciążliwa wojna, podczas której lała się krew, nie zaczęła się w czasie Soboru Watykańskiego II. Rozdział Kościoła od państwa, wygnani zakonnicy i zakonnice, zagarnięcie wszystkich dóbr Kościoła, wszystko to stanowiło już wcześniej prawdziwe prześladowanie, nie tylko u nas, we Francji, lecz również w Szwajcarii, w Niemczech, we Włoszech. Był to okres okupacji państwa kościelnego, wydanego na łup wyznawców tych wstrętnych rzeczy, podczas gdy papież był więźniem w Watykanie. Czyż zatem będziemy z tym całym towarzystwem przeciwko doktrynie papieży, czy też nie przejmując się protestami staniemy w obronie praw Kościoła i Naszego Pana Jezusa Chrystusa, w obronie dusz?

Sądzę, iż posiadamy rzeczywiście fundament oraz siłę, nie jest to jednak naszą zasługą. Ściślej mówiąc, walka, którą wypowiadamy, nie jest naszą; jest to walka Pana Jezusa, kontynuowana przez Kościół. Nie możemy się wahać: albo jesteśmy z Kościołem, albo też jesteśmy przeciwko niemu; nie jesteśmy za tym Kościołem soborowym, który ma coraz mniej wspólnego z Kościołem katolickim, praktycznie już nic.

Przedtem, gdy papież mówił o prawach człowieka, często na początku czynił również aluzję do obowiązków człowieka. Obecnie to się skończyło: wszystko jest dla człowieka, wszystko przez człowieka. Chciałem przedstawić wam te rozważania, abyście również umocnili się i abyście mieli świadomość kontynuowania walki z pomocą Pana Boga.

Ponieważ jest rzeczą oczywistą, iż gdyby Pan Bóg nie był z nami, dawno już nie byłoby nas. Znalazło się co najmniej cztery lub pięć okazji do tego, aby Bractwo przestało istnieć! A, dzięki Bogu, nadal jesteśmy, aby kontynuować to dzieło. Mogło ono umrzeć zwłaszcza przy okazji konsekracji biskupich; wielu nam tego życzyło! Wszyscy ci zwiastuni nieszczęścia, a nawet i nasi bliscy, mówili nam: „Księże biskupie, niech Wasza Ekscelencja tego nie robi, będzie to koniec Bractwa”.

Lecz nie, Pan Bóg nie chce, aby Jego walka zakończyła się. I to wszystko!

To zmaganie miało swoich męczenników: męczenników czasów Rewolucji francuskiej i wszystkich tych, którzy cierpieli moralnie w ciągu wszystkich prześladowań w XIX i XX wieku. Święty Pius X jak męczennik z powodu wielu prześladowanych biskupów, wywłaszczonych klasztorów, wypędzonych za granicę zakonnic oraz wielu innych rzeczy. I wszystko to na darmo? Byłabyż to błędna walka, niepotrzebna, skazująca na próżno ofiary oraz męczenników? To niemożliwe.

Jesteśmy ogarnięci tym prądem i składamy za to dzięki Panu Bogu. Jesteśmy oczywiście prześladowani; jesteśmy rzekomo ekskomunikowanymi, jedynymi prześladowanymi, lecz musimy nimi być.

Co się zatem stanie? Tego nie wiem. Eliasz? Jeszcze dzisiaj rano przeczytałem w Piśmie świętym: „Eliasz przyjdzie i wszystko uporządkuje”, omnia restituet. Niech przyjdzie jak najszybciej!

Po ludzku rzecz biorąc, obecnie nie widzę możliwości porozumienia. Mówiono mi wczoraj: „A jeżeli Rzym zgodziłby się na waszych biskupów i gdybyście byli niezależni od jurysdykcji biskupów...”.

Po pierwsze, są oni dalecy od zaakceptowania czegoś takiego, następnie by trzeba było, aby nam to zaproponowali (a nie sądzę, iż są do tego gotowi), ponieważ źródło trudności tkwi właśnie w problemie tradycyjnego biskupa dla nas. Oni chcieli jedynie biskupa o obecnym profilu Stolicy Apostolskiej. Rozumiecie, co oznacza „profil”. Zdawali sobie doskonale sprawę, iż dając nam biskupa tradycyjnego, zbudowaliby tradycyjną fortecę. Nie chcieli tego i tego również nie dali innym. Gdy ci inni mówią, że podpisali identyczny protokół jak my, jest to nieprawda! Nasz protokół przewidywał biskupa oraz dwóch członków w rzymskiej komisji. Oni zaś nie mają ani biskupa, ani członków w komisji. Rzym usunął to z protokołu, ponieważ za żadną cenę tego sobie nie życzył.

Pan Bóg życzył sobie istnienia Bractwa

Pierwszego listopada będziemy obchodzić dwudziestolecie Bractwa i jestem wewnętrznie przekonany, iż ono przedstawia to, czego Pan Bóg sobie życzy, aby zachować i utrzymać wiarę, prawdziwość Kościoła oraz to co jeszcze może być w nim ocalone. Stanie się to dzięki otaczającym Przełożonego Generalnego biskupom, spełniającym swoje główne zadanie utrzymania wiary, nauczania oraz udzielania łask kapłaństwa i bierzmowania. Są to rzeczy nie do zastąpienia, bezwzględnie potrzebne.

Wszystko to jest naprawdę bardzo pocieszające i myślę, iż możemy podziękować Panu Bogu i wytrwale pracować, aby pewnego dnia uznano to, co robimy, za prawdziwe. Mimo, iż wizyta kardynała Gagnona nie przyniosła wielu rezultatów, pokazała ona jednak, iż jesteśmy obecni i że dobro dokonuje się za sprawą Bractwa. Mimo, iż nie chcieli tego wyraźnie powiedzieć, zmuszeni byli jednak przyznać, iż Bractwo reprezentuje jedyną w swoim rodzaju silę duchową, niezastąpioną dla wiary, którą mam nadzieję, będą się mogli z radością i satysfakcją posłużyć, w momencie, gdy odnajdą tradycyjną wiarę. Prośmy Najświętszą Pannę, prośmy Naszą Panią z Fatimy podczas naszych pielgrzymek we wszystkich krajach o przyjście z pomocą Bractwu, o to, aby miało dużo powołań. Możemy jeszcze mieć nieco więcej powołań; nasze seminaria nie są całkiem pełne. Wierzę, że z pomocą Bożą to nadejdzie. Dziękuję za wysłuchanie mnie.

Proszę, abyście modlili się o dobrą i świętą śmierć dla mnie, gdyż teraz jedynie to pozostaje mi do zrobienia.

Przypisy:

  1. Arcybiskup Lefebvre czyni tutaj aluzję do tych, których przez życzliwość nazywamy dzisiaj „katolikamiEcclesia Dei” (por. „Le Sel de la Terre” („Sól Ziemi”), nr 5, Les sacres episcopaux 1988 (‘Sakry biskupie w 1988 roku’).
  2. Arcybiskup Lefebvre raz jeszcze czyni aluzję do tych, których przez życzliwość nazywamy „katolikami Ecclesia Dei”.
Arcybiskup Lefebvre czyni tutaj aluzję do tych, których przez życzliwość nazywamy dzisiaj „katolikamiEcclesia Dei” (por. „Le Sel de la Terre” („Sól Ziemi”), nr 5, Les sacres episcopaux 1988 (‘Sakry biskupie w 1988 roku’).
Arcybiskup Lefebvre raz jeszcze czyni aluzję do tych, których przez życzliwość nazywamy „katolikami Ecclesia Dei”.
  
Kościół przesiąknięty modernizmem
Strona głównaKapliceKomunikaty duszpasterskieMultimedia„Zawsze Wierni”KontaktKsięgarnia wysyłkowa

Najnowszy numer „Zawsze Wierni”

Zawsze wierne

Najnowszy materiał do pobrania

Pokuta w duchu Fatimy

rekolekcje wielkopostne wygłoszone przez o. Tomasza OP

Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X

© 1997—2018 Wydawnictwo Te Deum sp. z o.o.