Wstęp
1. Dwudziesta piąta rocznica wyboru Jana Pawła II jest okazją do zastanowienia się nad zasadniczą orientacją, jaką papież nadał swemu pontyfikatowi. Pod wpływem II Soboru Watykańskiego pragnął on podporządkować go dążeniu do jedności: „Przywrócenie jedności wszystkich chrześcijan było jednym z zasadniczych celów II Soboru Watykańskiego (por. UR § 1) i od momentu mojego wyboru zaangażowałem się w promowanie i wprowadzanie w życie jego norm i dyrektyw, traktując to jako mój podstawowy obowiązek”1. Dla papieża owo „przywrócenie jedności chrześcijan” jest jedynie pierwszym krokiem ku większej jeszcze jedności – jedności całej rodziny ludzkiej: „jedność chrześcijan otwarta jest na jedność bardziej jeszcze rozległą, jedność całego rodzaju ludzkiego”2.
2. Dokonawszy tego fundamentalnego wyboru:
– Jan Paweł II uznał za swój obowiązek „wziąć raz jeszcze w ręce tę soborową Magna Charta, konstytucję dogmatyczną Lumen gentium”3 nazywającą Kościół „sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”4. Uczynił to nie tylko w celu „lepszego uświadomienia sobie tej zasadniczej wspólnoty w Chrystusie wszystkich, którzy wierzą w Niego i pokładają w Nim nadzieję, ale również dla stworzenia większej i silniejszej jedności całej rodziny ludzkiej”5.
– Jan Paweł II poświęcił większość swego pontyfikatu realizacji tej jedności poprzez nieustanne spotkania międzyreligijne, akty pokuty i gesty ekumeniczne. Osiągnięcie tego celu było też głównym powodem jego licznych podróży: „Pielgrzymki stały się systematyczne, docierając do Kościołów lokalnych na wszystkich kontynentach, ze szczególną troską o rozwój relacji ekumenicznych z chrześcijanami różnych wyznań”6.
– Jan Paweł II wyróżnił jubileuszowy rok 2000 przez specjalny gest ekumeniczny7.
Z całą słusznością „można powiedzieć, że cała działalność Kościołów lokalnych i Stolicy Apostolskiej zyskała w ostatnich latach wymiar ekumeniczny”8. Dwadzieścia pięć lat minęło, minął jubileusz, teraz nadszedł czas na osąd.
3. Przez długi czas Jan Paweł II wierzył, że jego pontyfikat będzie nowym Adwentem9, dzięki któremu „świt (...) tego nowego millenium lśnić [będzie mógł] nad Kościołem, który odnalazł na powrót swą pełną jedność”10. Tak więc trzeba rozumieć „wizję” papieża: marzenie „by wszystkie narody świata, przybyłe z różnych części globu, zgromadziły się przed jedynym Bogiem jako jedna rodzina”11. Jednak rzeczywistość jest całkowicie inna: „Wydaje się bowiem, że czasy, w jakich żyjemy, i związane z nimi wyzwania to okres zagubienia. Tylu ludzi sprawia wrażenie, że są zdezorientowani, niepewni”12. W Europie panuje „swego rodzaju praktyczny agnostycyzm i obojętność religijna” w takim stopniu, że „kultura europejska stwarza wrażenie «milczącej apostazji»”13. Ekumenizm nie pozostaje bez wpływu na tę sytuację. Niniejsza analiza myśli Jana Pawła II (rozdział I) wykaże, że praktyki ekumeniczne są niestety wynikiem idei obcych doktrynie katolickiej (rozdział II) i że to one prowadzą do „milczącej apostazji” (rozdział III).
I Analiza myśli ekumenicznej
Jedność rodzaju ludzkiego i dialog międzyreligijny
Chrystus zjednoczony z każdym człowiekiem
4. Fundamentem ekumenizmu Jana Pawła II jest twierdzenie, że Chrystus „przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem” (Gaudium et spes [dalej: GS] § 22), nawet jeśli ten nie jest tego świadomy14. Papież wyjaśnia, że odkupienie dokonane przez Chrystusa jest powszechne nie tylko w tym sensie, że jest ono nadobfite w stosunku do całego rodzaju ludzkiego i że jego owoce ofiarowane są każdemu z jego członków, ale też, że zostało ono de facto zastosowane do wszystkich ludzi. Jeśli więc, z jednej strony: „w Chrystusie religia przestaje być szukaniem Boga «niejako po omacku» (Dz 17, 27), a staje się odpowiedzią wiary daną Bogu, który się objawia (...) odpowiedzią możliwą dzięki temu jedynemu Człowiekowi (...) w którym (...) każdy człowiek jest zdolny odpowiedzieć Bogu”, z drugiej – dodaje papież – „w tym Człowieku odpowiada Bogu całe stworzenie”15. W rzeczywistości „każdy bowiem jest ogarnięty tajemnicą odkupienia, z każdym Chrystus w tej tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył. (...) Człowiek w całej pełni tajemnicy, która stała się jego udziałem w Jezusie Chrystusie, która nieustannie staje się udziałem każdego z tych czterech miliardów ludzi żyjących na naszej planecie, od chwili kiedy się poczynają pod sercem matki”16. W taki sposób „w Duchu Świętym, każda osoba i wszyscy ludzie stają się, przez Krzyż i Zmartwychwstanie Chrystusa, dziećmi Boga, mającymi udział w boskiej naturze oraz dziedzicami życia wiecznego”17.
Spotkanie w Asyżu
5. Przekonanie Jana Pawła II o powszechnym odkupieniu znajduje swój zewnętrzny wyraz w aktualnym modelu stosunków pomiędzy Kościołem katolickim a innymi religiami. Jeśli natura wspomnianej wyżej jedności „związana ze stworzeniem i odkupieniem jest przez to w pewien sposób «Boska», wówczas różnice i rozbieżności religijne są raczej «wytworem ludzkim»”18 i powinny zostać „przezwyciężone na drodze ku realizacji wspaniałej jedności, która towarzyszyła Stworzeniu”19. Spotkania międzyreligijne są tego logiczną konsekwencją, np. spotkanie w Asyżu 27 października 1986, dzięki któremu papież chciał dojrzeć choć na moment „w sposób widzialny zasadniczą, lecz ukrytą jedność, którą Boskie Słowo (...) ustanowiło pomiędzy wszystkimi mężczyznami i kobietami świata”20. Przez te akty papież chce przekazać Kościołowi, że „Chrystus jest spełnieniem pragnień wszystkich religii świata i dlatego jest ich jedyną i ostateczną przystanią”21.
Kościół Chrystusowy i ekumenizm
Jedyny Kościół Chrystusowy
6. Kościół, zdefiniowany jako wspólnota (communio), jest więc postrzegany w dwojakim aspekcie: jego boska jedność pozostała nienaruszona podczas historycznych podziałów, będących skutkiem rzeczywistości ludzkiej. Jan Paweł II odróżnia Kościół Chrystusowy, który jest rzeczywistością boską, od rozmaitych Kościołów, będących owocami „ludzkich podziałów”22. Wynikałby z tego wniosek, że dotychczas granice Kościoła Chrystusa były zdefiniowane błędnie, ponieważ w rzeczywistości przekraczają one granice widzialne Kościoła katolickiego23. Kościół Chrystusowy jest więc rzeczywistością duchową24 i obejmuje przynajmniej25 tych wszystkich, którzy są chrześcijanami, niezależnie od ich przynależności kościelnej; wszyscy oni są „uczniami Chrystusa”26, „pogłębia się świadomość wspólnej przynależności do Chrystusa”27, „wierni stanowią jedno, ponieważ w Duchu trwają w komunii Syna, w Nim zaś – w Jego komunii z Ojcem”28. Kościół Chrystusowy jest więc istniejącą ponad wszystkimi podziałami komunią świętych: „Kościół jest komunią świętych”29. „W swojej rzeczywistości niewidzialnej jest ona komunią każdego człowieka z Ojcem przez Chrystusa w Duchu Świętym”30.
Podziały w Kościele
7. Według Jana Pawła II podziały kościelne, które pojawiały się na przestrzeni wieków, nigdy nie naruszyły jedności Kościoła Chrystusowego, tj. pozostawiły nietkniętą zasadniczą jedność chrześcijan: „Dzięki łasce Bożej nie zostało jednak zniszczone to, co należy do struktury Kościoła Chrystusowego, ani też komunia łącząca go nadal z innymi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi”31. Podziały te dotyczą innego wymiaru: widzialnych przejawów obcowania świętych, tradycyjnych więzów wiary, sakramentów i hierarchii. Odrzucając jeden lub więcej tych więzów, oddzielone „Kościoły” naruszyły jedynie widzialną łączność z Kościołem katolickim i to tylko częściowo: ich wspólnota z Kościołem katolickim istnieje w mniejszym lub większym stopniu w zależności od liczby więzów, które zostały zachowane. Tak więc możemy mówić o niedoskonałej łączności pomiędzy oddzielonymi „Kościołami” a Kościołem katolickim, podczas gdy komunia wszystkich ludzi w jedynym Kościele Chrystusowym pozostaje nienaruszona32. Często używa się terminu „Kościoły siostrzane”33.
8. Zgodnie z ową koncepcją to, co łączy różne „Kościoły” chrześcijańskie, ważniejsze jest od tego, co je dzieli34: „Ta wspólna przestrzeń duchowa jest ważniejsza od wielu barier wyznaniowych, które wciąż nas oddzielają”35. Tę właśnie duchową rzeczywistość nazywa się Kościołem Chrystusowym. O ile Kościół Chrystusowy jedynie trwa (łac. subsistit)36 „w wyjątkowy sposób”37 w Kościele katolickim, jest również „aktywnie obecny” w odłączonych wspólnotach, ze względu na obecne w nich „elementy uświęcenia i prawdy”38. Ten rzekomy wspólny wymiar duchowy Jan Paweł II pragnął uwypuklić poprzez ogłoszenie wspólnego dla różnych „Kościołów” martyrologium: „Chyba najbardziej przekonujący jest ten ekumenizm świętych, męczenników. Communio sanctorum mówi głośniej aniżeli podziały. Martyrologium pierwszych wieków stanowiło podstawę kultu świętych”39.
Ani wchłonięcie, ani połączenie, ale wymiana darów
9. „Ostatecznym celem ruchu ekumenicznego” jest więc „ponowne ustanowienie pełnej widzialnej jedności wszystkich ochrzczonych”40. Jedność w ten sposób osiągnięta nie będzie jednak realizowana przez „ekumenizm powrotu”41: „Odrzucamy go jako metodę poszukiwania jedności (...). Duszpasterska działalność Kościoła katolickiego, zarówno łacińskiego jak i wschodniego, nie stawia sobie już więcej za cel odsuwania wiernych od jednego Kościoła do drugiego”42. Takie zachowanie byłoby bowiem ignorowaniem dwóch faktów:
– Za podziały, które Vaticanum II nazywa naruszeniem miłości, odpowiedzialne są obie strony43: „Mówiąc o podziale chrześcijan, dekret o ekumenizmie dostrzega «winy ludzi z jednej i z drugiej strony», przyznając, że winy nie można przypisać wyłącznie «innym»”44.
– Ekumenizm jest także „wymianą darów”45 pomiędzy „Kościołami”: „Dzięki wymianie darów między Kościołami, które się nawzajem dopełniają, komunia przynosi owoce”46.
Z tego właśnie powodu jedność, tak upragniona przez Jana Pawła II, „nie jest wchłonięciem ani połączeniem”47. Stosując ową zasadę do relacji pomiędzy Kościołem katolickim a członkami Cerkwi Prawosławnej, papież rozwinął tę myśl w następujący sposób: „Dzisiaj dwie siostry, Kościoły Zachodni i Wschodni, rozumieją, że bez wzajemnej akceptacji tego, co w ich własnym rozumieniu jest dla nich charakterystyczne i bez wzajemnego obdarowania się posiadanymi przez siebie skarbami, Kościół Chrystusowy nie może zamanifestować w pełni swej dojrzałej formy, którą otrzymał na początku, w Wieczerniku”48.
Przywrócenie widzialnej jedności
10. „Tak jak w rodzinie ewentualne nieporozumienia powinny zakończyć się odbudową jedności, to samo powinno się czynić w przypadku wielkiej rodziny całej społeczności chrześcijańskiej”49. Tak więc metoda papieża polega na zapomnieniu o przeszłych niesnaskach w celu odtworzenia widzialnej jedności. Metoda ta musi zostać zastosowana do trzech tradycyjnych więzów: wiary, kultu i hierarchii, ponieważ to one składają się na widzialną jedność.
Jedność kultu
11. Wiadomo, w jaki sposób Paweł VI zastosował tę metodę w dziedzinie sakramentów: poprzez sukcesywne reformy liturgiczne, wdrażające dekrety soborowe, „Kościół kierował się (...) pragnieniem uczynienia wszystkiego co w jego mocy, by pomóc naszym braciom odłączonym na drodze do zjednoczenia, usuwając wszystko, co mogłoby stanowić przeszkodę lub stać się powodem niezadowolenia”50.
12. Po usunięciu przeszkody w postaci katolickiej liturgii, która wyrażała zbyt wiele dogmatów, pozostawał jeszcze problem liturgii odłączonych wspólnot. Reformę zastąpiła tu akceptacja: dokument zaaprobowany przez Jana Pawła II uznał za ważną asyryjską nestoriańską anaforę (tzw. liturgia Świętych Apostołów Addai [Tadeusza] i Mari), pomimo iż nie zawiera ona słów konsekracji51.
Jedność wiary
13. Odnośnie do różnic w wierze Jan Paweł II uważa, iż „polemiki i nieprzejednane spory sprawiły, że dwa sposoby patrzenia na tę samą rzeczywistość – choć pod różnym kątem – przekształciły się w całkowicie sprzeczne poglądy. Należy dziś znaleźć formułę, która ujmując całość rzeczywistości, pozwoli przezwyciężyć jej wizje cząstkowe i odrzucić fałszywe interpretacje”52. To z kolei wymaga pewnej swobody w podejściu do formuł dogmatycznych używanych do tej pory przez Kościół – zgodnie z wymaganiami relatywizmu historycznego, trzeba rozumieć je w kontekście epok, w których powstawały: „Chociaż prawdy, których Kościół istotnie pragnie nauczać poprzez swoje formuły dogmatyczne, są czymś odrębnym od zmiennych pojęć którejkolwiek konkretnej epoki i mogą być wyrażone także bez ich pomocy, może się zdarzyć, że w głoszeniu tychże prawd świętego Magisterium używa się określeń ukształtowanych pod wpływem tych pojęć”53.
14. Dwa zastosowania tych zasad są często wskazywane jako przykład. Odnośnie do herezji nestoriańskiej Jan Paweł II wyraził pogląd, że „podziały, które pojawiły się w taki sposób, wynikły w dużej mierze z nieporozumień”54. O ile jednak słuszna wydaje się zasada, że „gdy ma się do czynienia ze sformułowaniami doktrynalnymi odbiegającymi od tych, których zwykło się używać we własnej wspólnocie, z pewnością warto się zastanowić, czy inne słowa nie wyrażają tu takiej samej treści”55, jej praktyczne zastosowanie jest w tym przypadku wątpliwe. Tak więc przez uznanie chrystologicznych poglądów tzw. Asyryjskiego Kościoła Wschodniego bez wymagania, by przyjął on definicje Soboru Efeskiego mówiące, że Maryja jest Matką Boga – lekceważy się w istocie wcześniejsze potępienia, pomimo że noszą one znamiona nieomylności56. Jeszcze bardziej charakterystyczna jest wspólna deklaracja ze Światową Federacją Luterańską. Celem przyświecającym jej autorom nie było wyznanie prawdziwej wiary i wyeliminowanie błędów, ale znalezienie formuły, która nie podlegałaby anatemom Soboru Trydenckiego: „Jak sam dialog, Wspólna Deklaracja opiera się na przekonaniu, że w przezwyciężaniu wcześniejszych kwestii kontrowersyjnych i doktrynalnych potępień, Kościoły ani nie traktują tych potępień lekko, ani nie odrzucają swej własnej przeszłości. Przeciwnie, Deklaracja ta jest ukształtowana przez przekonanie, że w swych indywidualnych historiach nasze Kościoły doszły do nowych spostrzeżeń”57. Kardynał Kasper podsumował to krótko: „Tam gdzie niegdyś widzieliśmy sprzeczność, dziś możemy dostrzec komplementarny pogląd”58.
Jedność władzy
15. W tym, co dotyczy posługi Piotrowej, pragnienia papieża są jasne: znaleźć, w harmonii z pasterzami i teologami różnych „Kościołów”, „takie formy sprawowania owego urzędu, w których możliwe będzie realizowanie uznawanej przez jednych i drugich posługi miłości”59. Jest to nadużycie pojęcia necessitas Ecclesiae60 – przez którą rozumie się dziś urzeczywistnianie jedności chrześcijan – dla usunięcia tego, co w wykonywaniu posługi Piotrowej mogłoby stać się przeszkodą dla ekumenizmu.
16. Według kard. Kaspera jednak, nawet to nie wystarcza. Przezwyciężone muszą zostać przeszkody obecne w odłączonych wspólnotach, rozwiązać trzeba np. kwestię dekretu o nieważności święceń anglikańskich61. By usunąć te przeszkody, Kasper proponuje przedefiniowanie pojęcia sukcesji apostolskiej, już nie „w sensie historycznego łańcucha nakładania na przestrzeni wieków rąk, począwszy od jednego z Apostołów; byłaby to wizja bardzo mechanistyczna i indywidualistyczna”, ale raczej jako „udział w kolegium, które jako całość pochodzi od Apostołów, dzieląc tę samą apostolską wiarę i tę samą apostolską misję”62.
II Problemy doktrynalne wywołane ekumenizmem63
17. Praktyka ekumeniczna obecnego pontyfikatu jest w całości oparta na rozróżnieniu pomiędzy Kościołem Chrystusowym a Kościołem katolickim. Podział ten umożliwia stwierdzenie, że o ile widzialna jedność została przez podziały kościelne osłabiona, jednakże wspólnota świętych, rozumiana jako udział w dobrach duchowych we wspólnym zjednoczeniu z Chrystusem, pozostała nienaruszona. Jest to jednak sprzeczne z wiarą katolicką.
Kościołem Chrystusowym jest Kościół katolicki
18. Nie wolno oddzielać Kościoła Chrystusowego od Kościoła katolickiego tak, jak implikuje to praktyka ekumeniczna. Przez sam fakt, że Kościół postrzegany jest jako rzeczywistość duchowa, ów „Kościół, Ciało Chrystusa” naprawdę różni się od Kościoła katolickiego i odpowiada protestanckiemu wyobrażeniu o „Kościele niewidzialnym dla nas, widzialnym jedynie oczyma Boga”64. Koncepcja taka jest sprzeczna z niezmiennym nauczaniem Kościoła. Np. Leon XIII, mówiąc o Kościele, stwierdza: „Dlatego właśnie że jest ciałem, jest Kościół widzialnym”65. Tak samo mówi Pius XI: „Chrystus Pan nasz ustanowił swój Kościół jako społeczność doskonałą, z natury swej zewnętrzną i dostrzegalną zmysłami”66. A Pius XII konkluduje: „Z tego też powodu rozmijają się z prawdą Bożą ci, którzy pojmują Kościół jako coś, czego nie można dotknąć ani widzieć, co jest tylko jakimś «tchnieniem» (jak mówią), łączącym niewidzialnymi węzłami liczne społeczności chrześcijan, pomimo że wiarą są między sobą rozerwane”67.
19. Tak więc wiara katolicka zobowiązuje nas do wyznawania, że Kościół Chrystusowy i Kościół katolicki są jedną i tą samą rzeczywistością. Dlatego Pius XII utożsamia „Mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa” z „tym prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa – którym jest jeden, święty, katolicki, apostolski Kościół rzymski”68. Już wcześniej Magisterium określiło, że „nie ma innego Kościoła katolickiego, jak tylko ten, który powstaje w jedności i miłości, zbudowany na jednym Piotrze, «złożony i złączony w jedno ciało» (Ef 4, 16)”69. Pamiętajmy też o słowach Piusa IX: „Jedna jest tylko prawdziwa i święta religia, założona i ustanowiona przez Chrystusa, naszego Pana – Matka i opiekunka cnoty, karcicielka występków, wyswobodzicielka dusz, przewodniczka do prawdziwej szczęśliwości: jej imię to katolicki, apostolski i rzymski”70. Opierając się na powszechnym i niezmiennym Magisterium Kościoła, schemat przygotowawczy na I Sobór Watykański zawierał następujący kanon: „Gdyby ktoś powiedział, że Kościół, który otrzymał Boską obietnicę, nie jest społecznością zewnętrzną i widzialną wiernych, ale jedynie społecznością duchową wybranych albo znanych jedynie Bogu, niech będzie wyklęty”71.
20. Konsekwentnie więc twierdzenie kard. Kaspera: „Prawdziwa natura Kościoła – jako Ciała Chrystusa – jest ukryta i może być postrzegana jedynie przez wiarę”72, jest z pewnością heretyckie. Wyjaśnienie, że „ta natura dostrzegalna jedynie przez wiarę urzeczywistnia się w formach widzialnych: w głoszonym Słowie, przez administrowanie sakramentów i w posłudze chrześcijańskiej”73 – jest niewystarczające. „Uwidacznianie się”, i to tylko poprzez pewne akty, to nie to samo, co „widzialność”.
Przynależność do Kościoła przez trojaką jedność
21. Ponieważ więc Kościół Chrystusowy jest Kościołem katolickim, nie wolno twierdzić, jak to czynią zwolennicy ekumenizmu, że trojaka jedność: wiary, sakramentów i hierarchii jest potrzebna jedynie do widzialnej jedności Kościoła i że brak jednego z tych więzów, chociaż powodowałby zniszczenie owej widzialnej jedności, nie oznaczałby w istocie oddzielenia od Kościoła. Przeciwnie, każdy ma obowiązek wyznawać, że te trzy więzy tworzą jedność Kościoła, nie w tym sensie, że istnienie choćby jednego z tych elementów powoduje jedność z Kościołem, ale raczej, że nawet wówczas, gdy brak jednej z tych trzech więzi w rzeczywistości lub choćby tylko w pragnieniu74, jest się od Kościoła oddzielonym i nie czerpie się korzyści z jego życia nadprzyrodzonego. To właśnie wiara katolicka każe nam wyznawać, jak to pokażemy w kolejnych punktach.
Jedność wiary
22. O ile konieczność posiadania wiary akceptowana jest przez wszystkie strony75, konieczne jest dokładne określenie natury tej wiary, koniecznej do zbawienia i konstytuującej przynależność do Kościoła. Wiara nie polega na „uczuciu wewnętrznym, które znów, ze swej strony, powstaje z pewnej potrzeby tego, co boskie”, jak wyjaśnił św. Pius X76, lecz „jest cnotą nadprzyrodzoną, przez którą, za pomocą i natchnieniem łaski Bożej, wierzymy w prawdziwość rzeczy objawionych przez Boga, nie dla ich prawdziwości wewnętrznej, poznanej naturalnym światłem rozumu, lecz z powodu autorytetu samego Boga objawiającego, który się nie może mylić ani nikogo mylić nie może”77. Z tego powodu, kto odrzuca choćby jedną tylko z objawionych prawd wiary, w całości traci tę wiarę, która jest konieczna do zbawienia: „Ten, kto nie zgadza się nawet w jednym tylko punkcie z otrzymanymi boskimi prawdami, rzeczywiście pozbawia wiarę podstaw, gdyż Bogu odmawia czci jako Prawdzie najwyższej i właściwemu motywowi wiary”78.
Jedność rządu
23. „By zachować na zawsze w swym Kościele jedność nauki tej wiary, Chrystus wybrał jednego ze swych Apostołów, Piotra” – tymi słowami Pius IX rozpoczyna uzasadnianie koniecznej jedności, skupionej wokół tronu Piotra: „ten dogmat naszej religii był jednomyślnie i stale głoszony, broniony oraz przypominany na soborach przez Ojców Kościoła”79. Cytując Ojców, papież kontynuuje: „ze [Stolicy Piotra] prawa czcigodnej komunii rozciągają się na wszystkich”80; „Ten, kto porzuca Kościół, na próżno wierzył będzie, że jest w Kościele”81; „ktokolwiek spożywałby Baranka, nie będąc członkiem Kościoła, dopuszcza się profanacji”82. Stąd słynne słowa św. Augustyna skierowane do schizmatyków: „Tym, co należy do was, jest [jedynie] wasza bezbożność [polegająca na] odłączeniu się od nas; gdyż nawet jeśli we wszystkich innych rzeczach (...) posiadacie prawdę, jednak gdy trwacie w waszym odłączeniu (...), brakuje wam tego, czego brakuje człowiekowi pozbawionemu miłości”83.
Jedność sakramentów
24. „Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony”84. Przez te słowa naszego Pana wszyscy rozumieją, że jedność Kościoła wymaga, by jego członkowie byli jednym nie tylko w wierze i w celu, do którego dążą, ale też by byli oni „jednym w uczestnictwie w środkach, ustanowionych dla osiągnięcia tego celu”85, czyli sakramentach. Taki jest „Kościół katolicki [który Chrystus ustanowił], wykupiony Jego Krwią, jeden «Kościół Boga Żywego» (...), «jedno ciało» mocne i ożywiane «jednym Duchem», jedną wiarą, jedną nadzieją i jedną miłością połączone oraz silnie spojone przez te same więzi sakramentów, religii i doktryny”86.
Konkluzja
25. Konieczność potrójnych więzów obliguje nas więc do wiary, że „ktokolwiek odmówi Kościołowi posłuszeństwa, ma być, mocą Pana, uważany za poganina i celnika. Z tego powodu ci, którzy są wzajemnie rozdzieleni wiarą lub kierownictwem, nie są w możności żyć w tak pojętym jednolitym Ciele, ani też w jednym jego boskim Duchu”87.
Poza Kościołem nie ma zbawienia
Czy niekatolicy są członkami Kościoła?
26. W konsekwencji tego, co zostało powiedziane, konieczne jest dokładne zweryfikowanie twierdzenia, że „ci [urodzeni poza Kościołem i których w związku z tym nie wolno obwiniać o grzech odłączenia] co wierzą w Chrystusa i otrzymali ważnie chrzest, pozostają w jakiejś, choć niedoskonałej wspólnocie (communio) ze społecznością Kościoła katolickiego”, tak, że „usprawiedliwieni z wiary przez chrzest należą do Ciała Chrystusa, dlatego też zdobi ich należne im imię chrześcijańskie, a synowie Kościoła katolickiego słusznie ich uważają za braci w Panu”, nawet jeśli „w sprawach doktryny, a niekiedy też zasad karności, czy odnośnie do struktury Kościoła, pełna łączność (communio) kościelna napotyka niemało przeszkód, częstokroć bardzo poważnych”88. O ile to twierdzenie rozumiane jest jako odnoszące się do tych, którzy trwają w błędach rozmyślnie, jest ono sprzeczne z wiarą katolicką. Zdanie stwierdzające, że „nie można obwiniać [ich] o grzech odłączenia”, jest, najłagodniej mówiąc, nieprzemyślane: tak długo, jak pozostają oni zewnętrznie odłączeni od Kościoła, nic nie wskazuje na to, by odżegnywali się od decyzji swych przodków; wskazuje to raczej na coś przeciwnego. Nie można domniemywać ich dobrej wiary89, jak to oświadczył Pius IX: „Trzeba oczywiście przyjąć jako prawdę wiary, że poza apostolskim, rzymskim Kościołem nikt nie może być zbawiony (...). Równocześnie jednak za pewne należy uważać, że ci, co są w nieznajomości prawdziwej religii, nieznajomości nie do przezwyciężenia, żadnej nie ponoszą winy z tego powodu w oczach Boga. Lecz któż – wobec różnorodnej natury narodów – miałby tyle odwagi, by określić granice tej niewiedzy?”90.
Czy w odłączonych wspólnotach znajdują się „pierwiastki uświęcenia i prawdy”?
27. Twierdzenie, że „i poza organizmem [Kościoła] znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy”91, jest dwuznaczne i nasuwa interpretację, że środki zbawienia materialnie obecne we wspólnotach odłączonych posiadają moc uświęcającą. Jednak takie twierdzenie wymaga pewnego rozróżnienia. Pomiędzy elementami obecnymi w innych religiach te, które nie wymagają szczególnej dyspozycji ze strony przyjmującego – jak chrzest dzieci – naprawdę są źródłem łaski w tym sensie, że skutecznie jej udzielają duszy ochrzczonego, który staje się przez to pełnym członkiem Kościoła katolickiego do momentu osiągnięcia używania rozumu92. Co do innych elementów – te, które wymagają dla swej skuteczności właściwej dyspozycji ze strony przyjmującego, trzeba uznać za zbawcze jedynie w przypadku, gdy przyjmujący je jest już członkiem Kościoła poprzez ukryte pragnienie: „Stale wierzy, wyznaje i naucza Kościół (...), że tak wielkie znaczenie ma jedność ciała Kościoła, że tylko w tej jedności pozostającym pomagają do zbawienia sakramenty kościelne”93. Ponieważ wspólnoty te pozostają oddzielone od Kościoła, przynależność do nich jest przeszkodą dla ukrytego pragnienia, które czyniłoby sakramenty owocnymi. Tak więc nie można mówić, że wspólnoty te posiadają pierwiastki uświęcenia i prawdy, chyba że jedynie materialnie.
Czy Duch Święty posługuje się odłączonymi wspólnotami jako środkami zbawienia? „Kościoły siostrzane”
28. Nie można twierdzić, że „Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać [wspólnotami odłączonymi] jako środkami zbawienia”94. Św. Augustyn uczy: „Jest tylko jeden Kościół, który jako jedyny nazywany jest katolickim, i on sam rodzi (...) to, co pozostaje jego własnością również w sektach oddzielonych od jego jedności, bez względu na to, kto to posiada”95. Jedyną rzecz, jaką te wspólnoty mogą uczynić same z siebie, to – jak pisze św. Augustyn – odłączenie tych dusz od jedności kościelnej: „Nie należy on [chrzest] do was. Waszymi są jedynie złe intencje i świętokradcze praktyki, i to, że bezbożnie odłączacie się od nas”96. W zakresie, w jakim to twierdzenie soboru podaje w wątpliwość prawdę, że Kościół katolicki jest jedynym właścicielem środków zbawienia, zbliża się ono do herezji. Jeżeli zaś przyznając „znaczenie i wagę w tajemnicy zbawienia”97 tym wspólnotom, niejako je tym samym legitymizuje – nazywając „Kościołami siostrzanymi”98 – sprzeciwia się wierze katolickiej, ponieważ neguje jedynozbawczość Kościoła katolickiego.
Więcej nas łączy niż dzieli?
29. Twierdzenie to jest w poważnym stopniu prawdziwe w tym sensie, że wszystkie elementy katolicyzmu, jakie odłączone wspólnoty posiadają, są odniesieniami, które mogłyby ewentualnie służyć jako podstawa do dyskusji podejmowanych w celu przyprowadzenia ich z powrotem do Chrystusowej Owczarni. Niemniej jednak, ponieważ wspólnoty te nie posiadają formalnie pierwiastków uświęcenia i prawdy, jak to wyjaśniono powyżej, twierdzenie, że więcej łączy katolików z dysydentami, niż ich od nich dzieli, nie może być prawdziwe. Dlatego też św. Augustyn powiedział: „W wielu rzeczach są oni ze mną zgodni, w kilku nie są; ale ze względu na te kilka rzeczy, w których nie są ze mną zgodni, żadna z wielu rzeczy, w których się ze mną zgadzają, nie przyniesie im korzyści”99.
Konkluzja
30. Ekumenizm słusznie powiązać można z tzw. teorią gałęzi100, o której Magisterium orzekło, iż jej „fundament (...) jest tego rodzaju, że zupełnie wywraca Boski ustrój Kościoła”, a na modlitwy o jedność w „intencji skażonej i zarażonej herezją żadną miarą pozwolić nie można”101.
III Problemy duszpasterskie wywołane ekumenizmem
31. Ekumenizm nie tylko opiera się na tezach heterodoksyjnych, ale jest także szkodliwy dla dusz w tym sensie, że relatywizuje katolicką wiarę, której wyznawanie konieczne jest do zbawienia, oraz odstrasza od Kościoła katolickiego, jedynej arki zbawienia. Kościół nie działa już dziś jako latarnia prawdy, która oświetla serca i rozprasza błąd, a przez to pogrąża raczej ludzkość we mgle indyferentyzmu religijnego, a wkrótce i w mrokach „milczącej apostazji”102.
Ekumenizm powoduje relatywizację wiary
Relatywizuje szkodliwe podziały spowodowane herezją
32. Dialog ekumeniczny lekceważy wynikający z herezji grzech przeciw wierze – będący formalnym powodem odłączenia – kładąc nacisk na grzech przeciw miłości, przypisywany zarówno heretykom, jak i dzieciom Kościoła. Prowadzi to w konsekwencji do zanegowania faktu, że to grzech przeciwko wierze konstytuuje herezję. Jan Paweł II stwierdził odnośnie do herezji monofizytyzmu: „Podziały, które miały miejsce, pojawiły się w wielkim stopniu w wyniku nieporozumień”103, dodając: „formuły doktrynalne, które oddzielają ich od formuł używanych [przez nas] (...) odnoszą się do tej samej treści”104. Takie stwierdzenia dezawuują Magisterium – nieomylne w potępieniu tych herezji.
Stwarza pozory, że Kościół może zostać udoskonalony poprzez „bogactwa” innych [religii]
33. Nawet jeśli II Sobór Watykański precyzuje, w wyważonych słowach, naturę „ubogacenia” w wyniku dialogu – „przez taki bowiem dialog uzyskują wszyscy bliższe prawdy poznanie doktryny oraz życia jednej i drugiej Wspólnoty”105 – ekumeniczna praktyka obecnego pontyfikatu wypacza to stwierdzenie, rozciągając je na wzbogacenie wiary. Kościół porzuca „stronniczy” punkt widzenia, by uchwycić rzeczywistość w jej pełni: „Polemiki i nieprzejednane spory sprawiły, że dwa sposoby patrzenia na tę samą rzeczywistość – choć pod różnym kątem – przekształciły się w całkowicie sprzeczne poglądy. Należy dziś znaleźć formułę, która ujmując całość rzeczywistości, pozwoli przezwyciężyć jej wizje cząstkowe i odrzucić fałszywe interpretacje”106. Tak więc „dzięki wymianie darów między Kościołami, które się nawzajem dopełniają, komunia przynosi owoce”107. Jeśli te stwierdzenia oznaczają, że Kościół nie jest jedynym strażnikiem skarbu wiary, nie są one w zgodzie z tradycyjnym Magisterium. Dlatego właśnie Urząd Nauczycielski zawsze ostrzegał przed błędnym dowartościowywaniem rzekomych bogactw innych wspólnot: „Powracając do Kościoła nie tracą oni żadnego dobra, które z łaski Bożej trwa w nich aż do teraz, ale raczej przez ich powrót ta dobra wola będzie udoskonalona i doprowadzona do doskonałości. Niemniej należy unikać mówienia o tym w taki sposób, który mógłby sugerować, że powracając do Kościoła wzbogacają go o istotny element, którego był on do tej pory pozbawiony”108.
Relatywizuje konieczność wyznawania pewnych dogmatów wiary
34. Sama Kongregacja Nauki Wiary uznała istnienie owej „hierarchii prawd doktryny katolickiej”109 oznaczającej, „że pewne dogmaty oparte są na innych, bardziej fundamentalnych, które je wyjaśniają. Ale ponieważ wszystkie one są prawdami objawionymi, wymagają przylgnięcia tą samą wiarą boską”110. Jednak ekumeniczna praktyka Jana Pawła II wykracza poza tę prawdziwą interpretację. Na przykład w swym przemówieniu do „Kościoła” ewangelickiego podkreślił on „to, co istotne”: „Wiecie, że przez kilka dziesięcioleci moje życie zostało naznaczone doświadczeniem zarzutów podnoszonych wobec chrześcijaństwa przez ateizm i sceptycyzm. Coraz jaśniej widzę, co jest istotne: nasze wspólne wyznawanie Jezusa Chrystusa. (...) Jezus Chrystus jest naszym zbawieniem, dla wszystkich. (...) Mocą Ducha Świętego stajemy się Jego braćmi, prawdziwie i istotnie dziećmi Bożymi. (...) Dzięki wysiłkom Wyznania Augsburskiego i licznych zjazdów na nowo stajemy się świadomi faktu, że wierzymy w to i wyznajemy to wspólnie”111. Leon XIII dla tego rodzaju praktyk ekumenicznych, które osiągnęły swój szczyt we wspólnej deklaracji o usprawiedliwieniu, znajdował jedynie słowa potępienia: „Wierzą oni, że dla zdobycia serc tych, którzy błąkają się, korzystne jest przedstawienie pewnych punktów doktryny jako mniej ważnych lub złagodzenie ich sensu w takim stopniu, by nie rozumiano ich już w tym sensie, jakiego Kościół zawsze się trzymał. Nie trzeba wielu słów, by pokazać, jak bardzo ta koncepcja jest godna potępienia”112.
Pozwala na „permanentną reformę” formuł dogmatycznych
35. Pisaliśmy już o swobodzie, jaką praktyka ekumeniczna przyznaje sobie w tym, co dotyczy formuł dogmatycznych. Pozostaje teraz jedynie pokazać wagę tego sposobu postępowania w procesie ekumenicznym: „Pogłębianie komunii w procesie nieustannej reformy, realizowanej w świetle Tradycji Apostolskiej, jest bez wątpienia jedną z najważniejszych i wyróżniających cech ekumenizmu. (...) Dekret o ekumenizmie (UR § 6) wspomina o sposobie formułowania doktryny jako o jednym z elementów kontynuowania reformy”113. Jednak proceder taki potępiony został przez Piusa XII: „Co dotyczy teologii, niektórzy jej przedstawiciele do tego dążą, by jak najbardziej rozluźniając znaczenie dogmatów, wyzwolić je spod więzów wyrażeń, od wieków w Kościele przyjętych, i spod oprawy filozoficznych pojęć, nadanej im przez doktorów katolickich (...). Z tego, cośmy powiedzieli, jest rzeczą zupełnie jasną, że wymienione tu dążności nie tylko do tzw. relatywizmu dogmatycznego prowadzą, ale go już rzeczywiście zawierają (...). Nikomu nie tajno, że te wyrażenia, tak w szkołach kościelnych, jak i przez Urząd Nauczycielski używane, mogą podlegać udoskonaleniu i usprawnieniu (...). Z drugiej strony wszakże jest rzeczą oczywistą, że Kościół nie może się wiązać z pierwszym lepszym, efemeryczne istnienie mającym, filozoficznym systemem i że istotnie to, co przez szereg wieków zgodnym wysiłkiem, dla pewnego uprzystępnienia dogmatu, zbudowali doktorowie katoliccy, nie opiera się na tak kruchych podstawach (...). Nic więc dziwnego, że niektóre z tych pojęć filozoficznych, nie tylko użyte, ale sankcjonowane zostały przez powszechne sobory, tak, że odstępować od nich żadną miarą się nie godzi”114.
Uniemożliwia jednoznaczny przekaz integralnej wiary katolickiej
36. Zasada ekumeniczna, głosząca, że „sposób formułowania wiary katolickiej żadną miarą nie powinien stać się przeszkodą w dialogu z braćmi”115, skutkuje uroczyście podpisanymi wspólnymi deklaracjami, które są dwuznaczne i niejasne. Np. we wspólnej deklaracji o usprawiedliwieniu nie uczy się wyraźnie o wlaniu łaski uświęcającej116 do duszy sprawiedliwego; jedyne zdanie, które czyni do tego pewne aluzje, jest tak niezręcznie sformułowane, że dopuszcza interpretację wprost przeciwną: „Dlatego łaska usprawiedliwienia nie staje się nigdy własnością człowieka, na którą mógłby się powołać przed Bogiem”117. Praktyki takie nie biorą już pod uwagę obowiązku nauczania wiary katolickiej w całości, bez dwuznaczności, jako przedmiotu tego, „w co trzeba wierzyć”: „Doktryna katolicka musi być przedstawiana w sposób integralny w całej swej pełni, nie wolno pomijać milczeniem lub ukrywać za pomocą niejasnych terminów tego, co prawda katolicka naucza o prawdziwej naturze i etapach usprawiedliwienia, o ustanowieniu Kościoła, o prymacie jurysdykcyjnym Biskupa Rzymu, o prawdziwym zjednoczeniu i powrocie odłączonych chrześcijan do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusa”118.
Stawia na jednym poziomie prawdziwych i fałszywych świętych
37. Ogłaszając wspólne martyrologium różnych wyznań chrześcijańskich, Jan Paweł II stawia na jednym poziomie prawdziwych i fałszywych świętych. Jest to wbrew słowom św. Augustyna: „Jeśli, pozostając odłączonym od Kościoła, jest on prześladowany przez wroga Chrystusa (...) i ów wróg Chrystusa mówi do tego, który jest odłączony od Kościoła: «ofiaruj kadzidło bożkom, oddaj im cześć» i zabija go, ponieważ ten odmawia, może on przelać swą krew, ale nie otrzymuje korony”119. Kościół oczywiście pokłada w Bogu nadzieję, że odłączony brat umiera za Chrystusa z doskonałą miłością, nie może on jednak tego stanowczo twierdzić. Z uzasadnionych powodów uważa, że obex (przeszkoda) widzialnego odłączenia, był zaporą dla aktu doskonałej miłości, która należy do istoty męczeństwa. Nie może więc kanonizować go ani wpisać do martyrologium120.
Prowadzi do utraty wiary
38. Relatywistyczny, ewolucjonistyczny i dwuznaczny ekumenizm prowadzi wprost do utraty wiary. Jego pierwszą ofiarą jest przewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, kard. Kasper, stwierdzający np. w kwestii usprawiedliwienia, że „nasza osobista wartość nie zależy od naszych uczynków, czy są one dobre czy złe: nawet przed ich dokonaniem byliśmy akceptowani i otrzymaliśmy Boże «tak»”121, a o Mszy i kapłaństwie: „to nie kapłan dokonuje transsubstancjacji: kapłan modli się do Ojca, by stał się On obecny przez działanie Ducha Świętego. (...) Konieczność wyświęconego kapłana jest znakiem, który sugeruje i nadaje sakramentowi Eucharystii posmak daru”122.
Ekumenizm odpycha dusze od Kościoła
39. Ekumenizm ten nie tylko niszczy wiarę katolicką, ale też odpycha heretyków, schizmatyków i niewiernych od Kościoła.
Nie domaga się już nawrócenia heretyków i schizmatyków
40. Ruch ekumeniczny nie stara się już o ich nawrócenie i powrót do „jedynej owczarni Chrystusa, poza którą pozostają z pewnością ci, którzy nie są zjednoczeni ze Stolicą Piotrową”123. Zostało to wyraźnie powiedziane: „Odrzucamy [uniatyzm] jako metodę poszukiwania jedności. (...) Działalność duszpasterska Kościoła katolickiego, zarówno łacińskiego jak i wschodniego, nie zmierza już do przechodzenia wiernych z jednego Kościoła do innego”124. Z tego powodu zniesiono ceremonię uroczystego wyrzeczenia się błędów w przypadku heretyka powracającego do Kościoła katolickiego. Kard. Kasper idzie bardzo daleko w tego rodzaju stwierdzeniach: „Ekumenizm nie dokonuje się przez wyrzeczenie się własnej tradycji religijnej. Żaden Kościół nie może domagać się takiego wyrzeczenia”125. (...) „Możemy opisać «etos» właściwy dla ekumenizmu w następujący sposób: wyrzeczenie się wszelkich form prozelityzmu, jawnego czy ukrytego”126. Jest to radykalnie sprzeczne z niezmienną, odwieczną praktyką papieży, którzy zawsze pracowali nad powrotem dysydentów do jedynego Kościoła127.
Rodzi egalitaryzm pomiędzy wyznaniami chrześcijańskimi
41. Praktyka ekumeniczna rodzi egalitaryzm pomiędzy katolikami a innymi chrześcijanami, np. kiedy Jan Paweł II wyraża radość z faktu, że „istnieje dziś tendencja, by nawet wyrażenie «bracia odłączeni» zastępować określeniami lepiej wyrażającymi głębię komunii – związanej z charakterem chrzcielnym (...). Pogłębia się świadomość wspólnej przynależności do Chrystusa. (...) «Powszechne braterstwo» chrześcijan stało się trwałym elementem ekumenicznej świadomości”128. Ponadto sam Kościół katolicki jest de facto stawiany na równi z odłączonymi wspólnotami. Wspomnieliśmy już o wyrażeniu „Kościoły siostrzane”; Jan Paweł II wyraża również radość z faktu, że Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu nazywa te wspólnoty chrześcijańskie „Kościołami i wspólnotami kościelnymi, nie będącymi w pełnej jedności z Kościołem katolickim. (...) Wspólnoty niegdyś ze sobą rywalizujące dziś w wielu przypadkach wzajemnie sobie pomagają”129. Jednak cieszyć się z tego powodu to zapominać, że „uznawanie za Kościoły schizmy Focjusza i anglikanizmu sprzyja obojętności religijnej (...) i powstrzymuje nawrócenia niekatolików do prawdziwego i jedynego Kościoła”130.
Poniża Kościół i powoduje zatwardziałość serc dysydentów
42. Praktyka ekumeniczna polegająca na okazywaniu skruchy powstrzymuje niewiernych przed połączeniem się z Kościołem katolickim ze względu na fałszywe wyobrażenie, jakie on sam o sobie stwarza. O ile możliwe jest uznanie przed Bogiem błędów tych, którzy nas poprzedzali131, to z drugiej strony obserwowany obecnie sposób okazywania skruchy stwarza pozór, że to Kościół katolicki jako taki jest grzeszny, skoro to on prosi o przebaczenie. Niewątpliwie wierzy w to kard. Kasper: „II Sobór Watykański uznał, że Kościół katolicki był odpowiedzialny za podział chrześcijan i podkreślił, że przywrócenie jedności zakłada nawrócenie każdego do Pana”132. Te akty skruchy są w najwyższym stopniu nierozważne, ponieważ upokarzają Kościół katolicki i powodują zatwardziałość serc dysydentów. Dlatego Święte Oficjum ostrzegało: „W nauczaniu historii reform i reformatorów będą [biskupi] starannie unikać ukazywania ułomności katolików i ukrywania wad reformatorów czy wyciągania na światło dzienne pewnych elementów najczęściej ubocznych, wskutek czego nie można by już było dostrzec tego, co najistotniejsze – odstępstwa od wiary katolickiej”133.
Wnioski
43. Rozpatrując rzecz z duszpasterskiego punktu widzenia trzeba stwierdzić, że to właśnie ekumenizm ostatnich dziesięcioleci prowadzi katolików do „cichej apostazji”, a niekatolików odwodzi od wstępowania do jedynej arki zbawienia. Musimy więc potępić „bezbożność tych, którzy zamykają przed ludźmi bramy Królestwa Niebieskiego”134. Pod pretekstem poszukiwania jedności ekumenizm rozprasza trzodę; nie nosi więc znamienia Chrystusowego, ale raczej sprawcy podziałów par excellence – diabła.
Konkluzja ogólna
44. Niezależnie od tego, jak bardzo wydaje się na pierwszy rzut oka atrakcyjny oraz jak bardzo widowiskowe i liczne są jego gromadzące tłumy wiernych ceremonie, przekazywane za pośrednictwem telewizji, pozostaje faktem, że ekumenizm pogrążył Miasto Boże, którym jest Kościół, w ruinach. Dążąc do utopijnego ideału – jedności rodzaju ludzkiego – obecny papież nie uświadamia sobie, do jakiego stopnia ten ekumenizm, dla którego tyle pracował, ma charakter rewolucyjny: wywraca on porządek istniejący z woli Boga.
45. Ekumenizm jest prawdziwie rewolucyjny i sam się jako taki określa. Świadczy o tym imponująca liczba tekstów: „Wzrost komunii, któremu towarzyszy nieustanna reforma (...) jest w obecnej sytuacji Ludu Bożego niewątpliwie jedną z najbardziej charakterystycznych i najważniejszych cech ekumenizmu”135. „Podejmując myśl, którą wyraził sam papież Jan XXIII w chwili otwarcia soboru, dekret o ekumenizmie wymienia wśród elementów nieustannej reformy także sposób przedstawiania doktryny”136. Czasami łagodzi się wydźwięk tych słów, mówiąc o „nawróceniu”. W rzeczywistości jednak chodzi o to samo. Niezależnie od tego, jakiego terminu się używa, odrzuca się dotychczasowe nauczanie137. W sposób charakterystyczny dla rewolucji ekumenizm zwraca się do ludu: „Wierni Kościoła katolickiego powinni (...) bacznie i szczerze wziąć pod uwagę to, co trzeba w samej rodzinie katolickiej odnowić i przeprowadzić”138. Członki Kościoła nie mogą ustępować w euforii aggiornamento jego widzialnej głowie: „Ruch ekumeniczny jest skomplikowanym procesem i byłoby błędem oczekiwać, ze strony katolickiej, że wszystko robione będzie przez Rzym (...). Inicjatywy, wyzwania muszą wychodzić również od Kościołów lokalnych i wiele musi zostać zrobione na poziomie lokalnym, zanim stanie się to własnością Kościoła powszechnego”139.
46. W tych bolesnych okolicznościach jak możemy nie słyszeć wołania Anioła z Fatimy: „Pokuty, pokuty, pokuty!”? Zmiana kursu musi być radykalna i pociągnąć za sobą porzucenie obecnej pogoni za utopią. Musimy powrócić do mądrej praktyki Kościoła, podsumowanej przez Piusa XI w słowach: „Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli”140. Na tym polega prawdziwa i kierowana miłością działalność duszpasterska w stosunku do tych, którzy błądzą; taka powinna być modlitwa Kościoła: „błagania całego Ciała Mistycznego o jak najszybszy powrót wszystkich zbłąkanych do jedynej owczarni Jezusa Chrystusa”141.
47. Oczekując na tę szczęśliwą godzinę powrotu do rozsądku, trzymamy się roztropnej rady i mądrości przekazanej nam przez naszego Założyciela: „Pragniemy być w doskonałej jedności z Ojcem Świętym – ale w jedności katolickiej wiary, ponieważ tylko ona może nas jednoczyć, a nie jakieś ekumeniczne porozumienie czy liberalny ekumenizm; ponieważ jestem przekonany, że właśnie ten liberalny, ekumeniczny duch najlepiej charakteryzuje obecny kryzys w Kościele. Mówię: liberalny ekumenizm, ponieważ istnieje pewien ekumenizm, który, jeśli jest dobrze zdefiniowany, mógłby być akceptowalny. Jednak liberalny ekumenizm, taki jaki jest praktykowany przez dzisiejszy Kościół, zwłaszcza po II Soborze Watykańskim, zawiera w sobie prawdziwe herezje”142.
Wznosimy więc do nieba nasze modlitwy, błagając Chrystusa za Jego Ciało – Kościół katolicki: „Salvum me fac, Domine, quoniam defecit sanctus, quoniam diminutae sunt veritates a filiis hominum. Vana locuti sunt unusquisque ad proximum suum: labia dolosa in corde et corde locuti sunt. Disperdat Dominus universa labia dolosa et linguam magniloquam”143. Ω























