Rocznica konsekracji bazylik śś. Piotra i Pawła, Apostołów [3 kl.]

Inne serwisy:

Krucjata eucharystyczna
KOMUNIKATY
Św. Pius X Rekolekcje ignacjańskie Mały modlitewnik łaciński Krucjata różańcowa Filozofia św. Tomasza z Akwinu Katecheza DVD dla kapłanów Mszalik codzienny
Zawsze wierni nr 8/2006 (87)

Tomasz A. Droleskey

Pierwsza encyklika Benedykta XVI

Analiza krytyczna, cz. II

Żyjemy w czasach bezprecedensowych w historii Kościoła. To tragiczne, że encyklika papieska, poświęcona tak fundamentalnemu zagadnieniu jak miłość Boga do człowieka, musi być badana pod kątem wpływu modernistycznych myślicieli.

W swej krucjacie, mającej na celu przeobrażenie Kościoła wedle wyobrażeń swego zmarłego mentora, Hansa Ursa von Balthasara, Benedykt XVI posłużył się swoją pierwszą encykliką dla nadania papieskiego imprimatur wyznawanemu przez siebie od dawna przekonaniu, że czas państw katolickich należy już do przeszłości, że Kościół nie uważa już, że należałoby je popierać czy przywracać ze względu na dobro dusz i pomyślność państw. Benedykt uważa, że jedynym obowiązkiem Kościoła jest staranie się o powszechną „miłość”, pozostawiając kierowanie państwem tym, których nazywa „politykami”.

Oto dokładne słowa Ojca Świętego zaczerpnięte z encykliki Deus caritas est: „Kościół nie może i nie powinien podejmować walki politycznej, aby realizować jak najbardziej sprawiedliwe społeczeństwo. Nie może i nie powinien stawiać się na miejscu państwa”.

To prawda, Kościół i państwo posiadają odrębne funkcje. Kościół absolutnie nigdy nie nauczał, że może czy powinien zastępować państwo. Nauczał jednak od zawsze czegoś, co Benedykt XVI całkowicie neguje: że władza świecka musi być podporządkowana misji urzeczywistniania przez Kościół społecznego panowania Chrystusa Króla, realizowanej przede wszystkim przez bezpośrednią władzę nauczania i przepowiadania, mającą na celu dobro dusz, a więc i dobro wspólne społeczeństwa. Kościół katolicki nie jest jedynie „jednym z wielu aktorów” w pluralistycznym społeczeństwie. Jest Mistyczną Oblubienicą naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Powierzono mu dobro dusz i kierownictwo narodów, co przedstawiało złożenie publicznego kultu Zbawicielowi przez Trzech Króli ze Wschodu podczas ich wizyty w Betlejem.

Ofertorium na uroczystość Objawienia Pańskiego w tradycyjnym mszale mówi:

Królowie Tarsis i wysp złożą dary, królowie Arabii i Saby przyniosą daninę. Wszyscy królowie złożą Mu hołd, wszystkie narody będą Mu służyć.

W swej encyklice Quas primas (1925) papież Pius XI przypomniał fakt, że obowiązkiem wszystkich narodów jest okazywanie naszemu Panu i Zbawcy publicznej czci i posłuszeństwa:

Doroczny obchód tej uroczystości napomni także i państwa, że nie tylko osoby prywatne, ale i władcy i rządy mają obowiązek publicznie czcić Chrystusa i Jego słuchać: przypomni im bowiem sąd ostateczny, w którym ten Chrystus, co Go nie tylko z państwa wyrzucono, lecz przez wzgardę zapomniano i zapoznano, bardzo surowo pomści te zniewagi, ponieważ godność Jego królewska tego się domaga, aby wszystkie stosunki w państwie układały się na podstawie przykazań Bożych i zasad chrześcijańskich tak w wydawaniu praw i w wymiarze sprawiedliwości, jak i w wychowaniu i wykształceniu młodzieży w zdrowej nauce i czystości obyczajów.

Pius XI powtórzył jedynie stałe nauczanie Kościoła, zlekceważone niestety przez Benedykta XVI, wierzącego, że epoka Christianitas bezpowrotnie przeminęła i że Kościół musi dostosować się do „rzeczywistości współczesnego państwa, bez oglądania się na przeszłość”.

W swej mowie do Kurii Rzymskiej, wygłoszonej 22 grudnia 2005 r., papież zauważył, że takie pogodzenie się ze współczesnym światem porównać można z pogodzeniem przez Kościół myśli św. Augustyna z Platonem czy św. Tomasza z Akwinu z Arystotelesem. Jak jednak zauważył bp Ryszard Williamson w wywiadzie udzielonym Janowi Vennariemu, Kościół przejmował od pogańskich filozofów antyku to, co było w ich naukach prawdziwe. Współczesna koncepcja państwa opiera się natomiast w sposób oczywisty na błędach i fałszu.

Pogańscy filozofowie doby antyku żyli przed wcieleniem. Współcześni filozofowie i modernistyczni teologowie odrzucają wcielenie jako fakt mający zasadnicze znaczenie dla życia ludzi i społeczeństw, wierząc, że istnieje jakiś „naukowy” sposób organizacji życia społecznego, bez uznawania społecznego panowania Chrystusa Króla i bez podporządkowania całej kultury depozytowi wiary, którą nasz Zbawiciel powierzył swemu Kościołowi, mając na względzie cześć i chwałę Boga, a więc dobro dusz, dla których przelał każdą z kropli swej Krwi.

Nauczanie papieży contra Benedykt XVI

Papieże wierni Tradycji nieugięcie przeciwstawiali się ignorującym wcielenie Syna Bożego koncepcjom filozoficznym oraz modernizmowi. Poniższe cytaty wykażą, że Deus caritas est opiera się na akceptacji protestancko-masońskiego poglądu na państwo, prezentując go jako rzekomo zgodny z wiarą katolicką.

Papież Grzegorz XVI w encyklice Mirari vos (1832) pisał:

Niczego też pomyślnego nie możemy oczekiwać od tych, którzy pragną poróżnić Kościół z władzą świecką i zniszczyć wzajemną zgodę Tronu z Ołtarzem. Pewną jest rzeczą, że miłośnicy takiej sromotnej wolności lękają się tej zgody, z której tak wiele korzyści i szczęścia na obie władze świecką i duchowną zawsze spływało.

Szaleństwo wolności sumienia

Papież Pius IX, encyklika Quanta cura (1864):

Dobrze bowiem wiecie, Czcigodni Bracia, że w naszych czasach wielu jest takich, co stosując do ludzkiej społeczności przewrotną zasadę tak zwanego naturalizmu, ośmielają się głosić, iż najlepsza struktura społeczeństwa i rozwój państwa zgoła wymagają, by ludzka społeczność była kształtowana i zarządzana bez żadnego uwzględnienia religii, jakby ona w ogóle nie istniała, a przynajmniej nie czynią żadnego rozróżnienia między religią prawdziwą a fałszywą. Ponadto nie wahają się twierdzić, wbrew nauce Kościoła i Świętych Ojców, że najlepszą jest taka struktura społeczeństwa, w której władzy państwowej nie przyznaje się obowiązku nakładania ustalonych kar na tych, co występują przeciwko religii katolickiej, z wyjątkiem sytuacji, w których domaga się tego spokój publiczny. Na podstawie tego całkowicie fałszywego pojęcia o władzy w społeczeństwie nie cofają się przed popieraniem owego błędnego poglądu, ze wszech miar zgubnego dla Kościoła katolickiego i narażającego dusze ludzkie na utratę zbawienia, a przez świętej pamięci Grzegorza XVI, Naszego Poprzednika, nazwanego szalonym pomysłem, a mianowicie, że wolność sumienia i kultu jest własnym prawem każdego człowieka, które powinno być ogłoszone i sformułowane w ustawie w każdym właściwie ukonstytuowanym społeczeństwie. A nadto, że obywatele mają prawo do wolności w każdej dziedzinie życia, które nie może być ograniczane przez jakąkolwiek władzę, czy to świecką czy to kościelną. Dzięki temu prawu mogą oni swoje poglądy jawnie i publicznie głosić, zarówno poprzez ustne wypowiedzi, jak też za pośrednictwem publikacji, czy w jakikolwiek inny sposób. Tak zaś nierozważnie twierdząc, nie zważają zupełnie na to i nie biorą wcale pod uwagę tego, że głoszą „swobodę zatracenia” i że, jeśliby zawsze wolno było bez ograniczeń wygłaszać ludzkie opinie, to nigdy nie zabraknie takich, którzy ośmielą się sprzeciwiać prawdzie i ufać w słowa ludzkiej mądrości, podczas gdy z samej nauki Pana Naszego Jezusa Chrystusa wiara i mądrość chrześcijańska winna wywnioskować, jak należy unikać tych, ze wszech miar szkodliwych, bredni.

A ponieważ tam, gdzie przez społeczność obywateli usunięta została religia i odrzucona nauka o Bożym Objawieniu i jego powaga, również i samo autentyczne pojęcie sprawiedliwości i ludzkiego prawa traci na jasności i zanika, a na miejsce prawdziwej sprawiedliwości i słusznego prawa wkracza siła fizyczna. Jest zrozumiałe, dlaczego niektórzy, gardząc najbardziej oczywistymi zasadami zdrowego rozsądku i odrzucając je, ośmielają się donośnym głosem twierdzić, że wola ludu wyrażona, jak mówią, przez opinię publiczną, bądź w jakikolwiek inny sposób, stanowi najwyższe prawo nie podlegające jakiemukolwiek prawu Bożemu czy ludzkiemu. A w odniesieniu do struktury politycznej fakty dokonane przez to samo, że zostały dokonane, nabywają mocy prawa. A któż nie widzi i nie zdaje sobie sprawy, że społeczność ludzka pozbawiona więzów religii i prawdziwej sprawiedliwości zaiste nie będzie mieć żadnego innego celu, jak tylko zdobywanie i gromadzenie bogactw, i w swoich poczynaniach nie będzie się kierować żadnymi innymi zasadami jak tylko nieokiełznaną żądzą swych własnych przyjemności i własnych korzyści?.

Fragment ten jednoznacznie ocenia słowa Benedykta XVI odnośnie do możliwości realizowania sprawiedliwego ustroju bez kierownictwa Kościoła. Grzegorz XVI nazywał idee Vaticanum II i obecnego papieża „szaleństwem”. Oczywiście, jeśli były szaleństwem wówczas, są nimi i dziś. Prawda jest niezmienna, chyba że jest się heglistą wierzącym, że prawda może być wewnętrznie sprzeczna.

Również Leon XIII poświęcił wiele miejsca błędnym koncepcjom dotyczącym państwa oraz ich masońskim korzeniom. W swej encyklice Humanum genus (1884) pisał:

Przystąpmy teraz do przedstawienia ich poglądów w zakresie spraw politycznych. Oto jakie są w tej materii zasady naturalistów: Wszyscy ludzie podlegają jednym i tym samym prawom. Wszyscy, ze wszystkich punktów widzenia są równego stanu. Każdy człowiek jest z natury wolny, nikt nie ma prawa rozkazywać komukolwiek; żądać zaś, aby ludzie poddawali się jakiejkolwiek władzy, która nie od nich samych pochodzi, jest despotyzmem. Wszystko się opiera na wolnym ludzie, władzę można sprawować tylko z nakazu lub przyzwolenia ludu, tak jednak, że gdy się odmieni wola ludu, wolno piastuna władzy strącić ze stanowiska także wbrew jego woli. Źródłem wszelkich praw i obowiązków obywatelskich jest lud lub władza państwowa, ale tylko wtedy, jeśli ustanowiona została według nowych zasad. Poza tym państwo ma być bezwyznaniowe. Istnieją różne wyznania religijne, lecz nie ma żadnej racji, ażeby któremuś z nich dawać pierwszeństwo przed innymi; wszystkie mają zajmować takie samo miejsce.

Że wolnomularzom całkowicie odpowiadają te doktryny, że na ten wzór i podobieństwo zamierzają urządzić społeczeństwa, jest to zbyt oczywiste, by tego dowodzić. Od dawna już pracują nad zrealizowaniem tych doktryn, angażując w tym celu wszystkie swe siły i wszystkie środki. W ten zaś sposób torują drogę innym, jeszcze zuchwalszym sekciarzom, czekającym w pogotowiu, by z tych błędnych zasad wyciągnąć o wiele bardziej krańcowe wnioski, mianowicie uspołecznienie wszelkiej własności i zniesienie wszelkich różnic społecznych i majątkowych.

Państwo musi wyznawać prawdziwą religię

Leon XIII w encyklice Immortale Dei (1885) pisał:

Społeczność tak urządzona powinna oczywiście publiczną czcią czynić zadość wielkim i licznym obowiązkom, które łączą ją z Bogiem. Przyrodzony rozum, jak każdego w szczególności obowiązuje do świętej i religijnej czci Boga, bo w Jego ręku jesteśmy, od Niego pochodzimy, do Niego dążymy, tak ten sam też obowiązek kładzie na ludzkie społeczności. Albowiem ludzie, we wspólne złączeni towarzystwo, nie mniej jak każdy z osobna, w Boskiej są mocy; więc nie mniejszą też wdzięczność jak każdy w szczególności, winno społeczeństwo Bogu, któremu zawdzięcza swój początek, pod którego opieką trwa i niezliczone dobra za Jego łaską ustawicznie odbiera. Jak więc nikomu nie wolno zaniedbywać swych obowiązków względem Boga, ale najpierwszą powinnością każdego jest wyznawać duszą i życiem religię, i to nie jaką się komu podoba, lecz tę, którą Bóg przykazał i wobec innych wyłącznie nacechował znakami prawdy pewnymi a niewątpliwymi: podobnież i państwa nie mogą bez zbrodni tak sobie postępować, jak gdyby Boga zupełnie nie było, lub odrzucać od siebie troskę o religię, jako niepotrzebną i do niczego nieprzydatną, lub wreszcie obojętnie dobierać sobie z wielu religii to, co się właśnie podoba; lecz mają ścisły obowiązek w ten sposób Boga czcić, w jaki sam Bóg nauczył, iż chce być czczony. A przeto święte powinno być u panujących Imię Boże: jest to jeden z najpierwszych ich obowiązków religię otaczać opieką, życzliwością zasłaniać, powagą swą i prawami bronić, a nic nie ustanawiać i nie zarządzać nic takiego, co by jej bezpieczeństwu było przeciwnym. Winni to i swym poddanym. Urodzeni bowiem i wypiastowani jesteśmy wszyscy na to, abyśmy pozyskali dobro najwyższe, do którego wszystkie nasze zamysły zmierzać powinny, dobro przebywające w niebie, poza kresem tego kruchego i krótkiego żywota. A ponieważ od osiągnięcia tego celu zależy doskonałe i zupełne szczęście ludzkie, zatem nad osiągnięcie tego celu nic bardziej dla każdego z nas nie może być ważniejszego. A zatem świecka społeczność, ustanowiona dla wspólnej korzyści, tak powinna radzić o doczesnej pomyślności swych obywateli, aby nie tylko w niczym nie stawiała przeszkód, lecz owszem, ile to być może, dopomagała uzyskaniu owego najwyższego i niezmiennego dobra, którego każdy pragnie, wiedziony popędem wrodzonym. Do takiej pomocy głównie należy staranie o święte i nienaruszone zachowanie religii, której obowiązki łączą człowieka z Bogiem.

A która religia prawdziwa, nietrudno to wiedzieć temu, co zastanowi się roztropnie i szczerze; bo wiele jasnych dowodów, jak: spełnione proroctwa, liczne cuda, dziwnie szybkie nawet pomimo trudności i wbrew nieprzyjaciołom rozkrzewienie wiary, świadectwa męczenników, i inne podobne dowody pokazują, że ta jedynie prawdziwa religia, którą Jezus Chrystus i sam ustanowił i Kościołowi swemu strzec i rozszerzać polecił.

Albowiem Jednorodzony Syn Boga ustanowił na ziemi stowarzyszenie, które Kościołem się zowie, któremu poruczył poselstwo po wszystkie wieki trwać mające, jakie i sam otrzymał od Ojca: „Jako mię posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam”. „Oto ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Jako więc Jezus Chrystus przybył na ziemię, aby ludzie żywot mieli i obficiej mieli, tak też i Kościół ma za zadanie i cel zbawienie dusz wieczne: dla tej przyczyny z natury swojej jest takim, że obejmuje cały rodzaj ludzki, i żadnymi granicami czy to miejsc, czy czasów krępować się nie daje. „Opowiadajcie Ewangelię wszemu stworzeniu”.

Utrzymywać znowu o wierze, że nie ma istotnej różnicy pomiędzy rozmaitymi i sprzecznymi wyznaniami, wychodzi na to samo, co nie chcieć zgoła żadnej przyjąć wiary ani w sercu, ani w życiu. To zaś w rzeczy samej nie różni się nic od ateizmu, choć różni się w słowach. Bo kto jest przekonany, że Bóg istnieje, ten, jeżeli tylko nie chce sam sobie zaprzeczyć i stać się niedorzecznym, koniecznie też zrozumie, że nie mogą być równo uzasadnione, równo dobre, równo Bogu miłe wszystkie w używaniu będące sposoby czci Boskiej, kiedy tyle różnic między nimi zachodzi i sprzeczności w najważniejszych kwestiach.

Tak więc ona wolność zdania i wolność mowy i prasy nieograniczona nie jest żadnym istotnym dobrodziejstwem, z którego społeczeństwo ludzkie słusznie mogłoby się cieszyć, lecz źródłem i początkiem wiele złego. Wolność, o ile jest potęgą wydoskonalającą człowieka, powinna w tym trwać i na tym zależeć, co prawdziwe, co dobre; wszelka zaś prawda i dobro nie zmienia się według upodobania człowieka, ale zostaje zawsze tym samym, nieodmiennym, równie jak nieodmienną jest istota rzeczy. Jeżeli rozum zgadza się na błędne poglądy, jeżeli wola obiera i skłania się do tego, co złe, to ani pierwsze, ani drugie tym nie nabywają doskonałości, ale obie tracą swoją przyrodzoną godność i popadają w zepsucie. Więc cokolwiek sprzeciwia się cnocie i prawdzie, to tego nie godzi się wyjawiać i przedstawiać oczom ludzkim, a tym mniej opieką prawa godzi się popierać. Jedynie cnotliwy żywot jest drogą do nieba, dokąd wszyscy zdążamy: a więc zbacza państwo od zasad i przepisów prawa naturalnego, kiedy tak wyuzdaną daje wolność zdaniom i czynom niegodziwego, że bezkarnie można umysły odwodzić od prawdy i serca od cnoty. Chcieć zaś Kościół przez Boga samego ustanowiony od życia publicznego, od ustawodawstwa, od kształcenia młodzieży, od rodziny odepchnąć, jest to wielki i zgubny błąd. Moralność w państwie bez religii ostać się nie może. Aż nadto już się przekonano zapewne, czym jest i do czego prowadzi tak zwana sekularyzowana etyka. Prawdziwym mistrzem cnoty i stróżem moralności jest Kościół Chrystusowy; on to w całości przechowuje zasady, które są prawdziwym obowiązków źródłem, on podając skuteczne do cnotliwego życia pobudki, każe nie tylko uczynków występnych unikać, ale nawet poruszenia ducha rozumowi przeciwne, chociaż w czyn nie przechodzące, poskramiać.

Można by przytoczyć jeszcze wiele innych cytatów z wypowiedzi papieskich. (...) Jednak dla naszych celów wystarczy wskazać, że niedwuznaczne słowa Leona XIII, powtarzające jedynie stałe, niezmienne Magisterium Kościoła katolickiego, są w oczywisty sposób sprzeczne ze skażoną modernizmem postawą Benedykta XVI, wspierającego kategoryczne żądania Marcina Lutra, dotyczące rozdzielenia Kościoła od państwa. Leon XIII pisał: „Odsuwanie Kościoła, ustanowionego przez samego Boga, od życia, od prawodawstwa, od wychowania młodzieży, od życia społecznego i jest poważnym i zgubnym błędem”.

Marcin Luter i Benedykt XVI

Benedykt XVI odchodzi jednak od tego niezmiennego nauczania i wydaje się podzielać zdanie Lutra, który pisał swego czasu:

Z pewnością władca może być chrześcijaninem, jednak nie powinien rządzić jako chrześcijanin. Jako władca, nie jest nazywany chrześcijaninem, ale księciem. Człowiek może być chrześcijaninem, ale funkcja, którą sprawuje, nie odnosi się do jego religii.

Wbrew twierdzeniu Benedykta XVI zawartemu w encyklice Deus caritas est, że Kościół nie jest powołany do kierowniczej roli w budowaniu sprawiedliwego ładu społecznego, Leon XIII wskazywał jednoznacznie w Immortale Dei i Libertas, że jest dokładnie przeciwnie – to właśnie Kościół katolicki ma tworzyć, sprawiedliwe, chociaż niedoskonałe społeczeństwo – Christianitas.

W encyklice Immortale Dei Leon XIII opisywał osiągnięcia Christianitas i wyjaśniał, w jaki sposób zostały one zniszczone przez nowinki protestantyzmu, o których obecnie Watykan wypowiada się z takim uznaniem:

Były niegdyś czasy, kiedy filozofia ewangeliczna rządziła państwami; wtenczas to dzielność owa i moc Boska chrześcijańskiej mądrości wniknęła w prawa, ustawy, obyczaje ludów, we wszystkie wreszcie stany i stosunki rzeczpospolitej; kiedy religia, przez Jezusa Chrystusa ustanowiona, niewzruszenie stojąc na tym stopniu godności, który jej się należy, przychylnością panujących i ochroną prawną rządów wszędzie rozkwitała; gdy rząd duchowny ze świeckim łączyła zgoda i przyjazna wymiana usług. W ten sposób urządzone państwo przynosiło owoce nad wszelkie oczekiwanie, których pamięć trwa i trwać będzie, niezliczonymi dowodami dziejów stwierdzona tak, że żadnymi wybiegami nieprzyjaciół zatrzeć ani zaciemnić się nie da. Że Europa chrześcijańska barbarzyńskie narody pokonała i z dzikich w łagodne przemieniła, a z zabobonów do prawdy przywiodła; że najazdy mahometan zwycięsko odparła, że zachowała pierwszeństwo w cywilizacji i że zwykła innym być przewodniczką i nauczycielką w każdej gałęzi oświaty, że prawdziwą a tylostronną wolnością obdarowała narody; że wiele rzeczy ustanowiła mądrze dla ukojenia nędzy, za to bez wątpienia wielką winna wdzięczność religii, w której znalazła zachętę do przedsięwzięcia i pomoc do wykonania tak wielkich rzeczy. Trwałyby zaiste po dziś dzień te same korzyści, gdyby była utrzymała się zgoda pomiędzy dwiema władzami, i większych jeszcze było można się słusznie spodziewać, gdyby powaga, nauka, rady Kościoła, były znalazły większy posłuch i bardziej stałą wiarę. To bowiem może służyć za niewzruszone prawidło, co Iwon Karnuteński napisał do Paschalisa II papieża: „Gdy władza świecka i duchowna w dobrej ze sobą są zgodzie, wtedy dobrze świat jest rządzony, kwitnie i przynosi owoce Kościół. Kiedy zaś nie zgadzają się, nie tylko drobne rzeczy nie rosną, ale także wielkie nędznie rozpadają się”.

Ale zgubna ona i opłakana gonitwa za nowościami, jaka wszczęła się w XVI wieku, kiedy najprzód zamieszanie sprawiła w chrześcijańskiej wierze, naturalnym biegiem rzeczy dostała się do filozofii, a z filozofii do wszystkich ustaw ludzkiego społeczeństwa. Z tego to źródła wynikły co główniejsze zasady nowoczesne owej wyuzdanej wolności, wśród niesłychanych zaburzeń przeszłego wieku wymyślone i światu ogłoszone, jako zasady i podwaliny nowego prawa, dawniej nieznanego, a sprzecznego w niejednej rzeczy nie tylko z prawem chrześcijańskim, ale i przyrodzonym.

Papież przypomniał też, że jedynie Kościół katolicki jest prawdziwym strażnikiem oraz gwarantem sprawiedliwości i autentycznej wolności w Chrystusie, pisząc w encyklice Libertas:

Te to zasady najprawdziwszej i najwyższej nauki, znane nam już nawet za pomocą światła samego rozumu, szerzył wszędzie i zatwierdzał Kościół, pouczony przykładami i słowem swego Boskiego Założyciela: nie przestawał ich też nigdy stosować do swego posłannictwa i w nich wykształcać chrześcijańskich narodów. W dziedzinie obyczajów górują ewangeliczne prawa nie tylko ponad wszelką mądrością pogan, ale prawdziwie powołują człowieka i podnoszą do nieznanej starym świętości, a uczyniwszy go bliższym Bogu sprawiają, że jest doskonalszej wolności panem. W ten sposób występowała zawsze przemożna potęga Kościoła ku straży i obronie cywilnej i politycznej wolności ludów. Nie potrzeba wcale wyliczać jego zasług pod tym względem. Dosyć wspomnieć, że niewola, owa stara pogańskich narodów niesława, głównie staraniem i dobrodziejstwem Kościoła zmazaną została. Równość wobec prawa, prawdziwe braterstwo między ludźmi, zatwierdził przed wszystkimi pierwszy Jezus Chrystus: za nim rozbrzmiał Apostołów głos, nie masz Żyda, ani Greka, ani barbarzyńca, ani Scyty, lecz wszyscy w Chrystusie bracia. W tym względzie tak wielką jest i tak znaną potęga Kościoła, iż dowiedziono, że wszędzie, gdziekolwiek tylko stąpił, dzikie obyczaje nie mogły się długo ostać: wkrótce zamieniła się srogość w łagodność, noc barbarii w światło prawdy. W żadnym również czasie nie przestał Kościół obsypywać wielkimi dobrodziejstwami także i narodów, co cywilną ogładą jaśniały, już to opierając się niegodziwym kaprysom, już to osłaniając głowy niewinnych i słabych przed krzywdami, już to wreszcie dokładając starań, aby w państwach takie urządzenia istniały, iżby je obywatele dla sprawiedliwości kochali, a pograniczni przed ich potęgą lęk odczuwali.

Również Pius XI powtórzył to nauczanie w swej pierwszej encyklice Ubi arcano (1922).

To niedwuznaczne, katolickie nauczanie, jest całkowicie nie do pogodzenia z nowinkami, których szermierzem był przez długi czas Benedykt XVI, negujący, że łaski wysłużone dla nas na Kalwarii przez Zbawiciela poprzez przelanie Jego Boskiej Krwi aż do ostatniej jej kropli mają i dziś moc zbudować nowe Christianitas, jak to miało miejsce w pierwszym tysiącleciu Kościoła. Jako heglista, Ojciec Święty wierzy, że „historia postępuje naprzód”, przechodząc do kolejnego swego stadium. Christanitas się skończyło. Cóż, heglizm Benedykta XVI, będący produktem rewolucji skierowanej przeciw niezmiennej katolickiej prawdzie, sprzeczny jest z całym dziedzictwem Kościoła, zwłaszcza z niestrudzoną obroną Christanitas przez papieży od Grzegorza XVI do Piusa XI.

Modernizm żyje

Benedykt XVI pozostaje w oczywisty sposób pod wpływem modernistycznych idei i jego błędy zostałyby bez wątpienia potępione, gdyby głosił je za pontyfikatu św. Piusa X, piszącego o fałszywych poglądach modernistów dotyczących państwa w encyklice Pascendi z 8 września 1907 r.:

Kościół i państwo: separacja Kościoła od państwa, katolika od obywatela. Ale Kościół winien nie tylko w obrębie własnej dziedziny, ale i na zewnątrz przyjazne utrzymywać stosunki. Nie obejmuje bowiem świata sam jeden. Istnieją poza Kościołem inne zrzeszenia, z którymi musi się stykać i obcować. Jakie są tedy prawa i obowiązki względem tych zrzeszeń? Chodzi właśnie o wskazanie tych praw i obowiązków zgodnie z naturą Kościoła, rozumianą w sposób modernistyczny. Zastosowano tu tę samą regułę, którą stosowano do wiedzy i wiary; różnica polega na tym, że tam wchodził w grę przedmiot, a tu – cel. Podobnie więc, jak obce są sobie wiara i wiedza ze względu na ich przedmiot, Kościół i państwo wyodrębniają się wzajemnie ze względu na różnicę celów: wiecznych dla Kościoła, doczesnych dla państwa. Kiedyś umiano podporządkować sprawy doczesne sprawom duchowym; rozprawiano o sprawach mieszanych, w których Kościół występował jako pan wszechwładny; mniemano bowiem, że Kościół został ustanowiony bezpośrednio przez Boga, twórcę porządku nadprzyrodzonego. Ale teorię taką odrzuca zarówno dzisiejsza filozofia, jak i wiedza historyczna. A zatem koniecznym jest rozdział Kościoła od państwa, oddzielenie katolika od obywatela. Stąd każdy katolik, będący zarazem obywatelem swego kraju, może i powinien pełnić to, co wedle jego przekonania przyczynia się do dobrobytu państwa – niezależnie od władz kościelnych, od ich rad i dążeń, bez względu na nakazy, bez względu nawet na upomnienia. Narzucanie obywatelowi takiej lub innej formy postępowania byłoby nadużywaniem władzy kościelnej, przeciw czemu należy się jak najusilniej bronić.

A zasady te, z których powyższe, jako wnioski praktyczne wypływają, zgadzają się najzupełniej z tymi, które poprzednik Nasz Pius VI uroczyście potępił w konstytucji apostolskiej Auctorem fidei.

Raz jeszcze słowa przedsoborowego papieża ukazują nam Benedykta XVI jako człowieka pozostającego pod wpływem idei modernistycznych, jako człowieka, który nie wierzy już, że mamy obowiązek przywrócenia społecznego panowania Chrystusa Króla i Maryi Niepokalanej.

Królestwo Niepokalanej

Wobec bezprecedensowych prób sprotestantyzowania wiary katolickiej powinniśmy przylgnąć z całą mocą do Matki Bożej, której Bolesnemu i Niepokalanemu Sercu musimy być całkowicie oddani. Każdy z naszych grzechów zranił Chrystusa Pana w Jego świętym człowieczeństwie na drzewie krzyża i podobnie rani obecnie Jego Ciało Mistyczne, Kościół. Musimy dołożyć wszelkich wysiłków, by poprzez codzienną walkę, z radością starać się o swe uświęcenie, jako niewolnicy Niepokalanej. Ufajmy, że przeprowadzi nas Ona przez te bezprecedensowe czasy i że będziemy w stanie – dzięki łaskom spływającym z Jej rąk, wysłużonym dla nas przez Jej Boskiego Syna – przyczynić się w jakiś sposób do położenia kresu temu szaleństwu i do prawdziwego poświęcenia przez papieża Rosji Jej Bolesnemu i Niepokalanemu Sercu, wraz ze wszystkimi biskupami świata. (...).

Pamiętajmy, nigdy nie poddawajmy się rozpaczy. Nie wolno nam popadać w zgorzknienie. Musimy demaskować błędy i opierać się kłamstwu, modląc się równocześnie żarliwie za tych, którzy błądzą i propagują kłamstwo. To, czego obecnie doświadczamy, jest częścią diabolicznej dezorientacji, o której mówiła s. Łucja. Wiemy, że Niepokalane Serce Matki Bożej ostatecznie zatryumfuje. W Kościele przywrócona zostanie Tradycja. Odbudowana zostanie Christianitas. Tak więc zwracajmy się do Niepokalanej, błagając Ją przez różaniec święty o dar skruchy za grzechy, o pokutne życie w świętym ubóstwie, o trwanie na kolanach przed Najświętszym Sakramentem. Ufajmy, że zechce Ona posłużyć się nami w jakiś sposób do ostatecznego zwycięstwa – by każdy kapłan rytu rzymskiego odprawiał jedynie Mszę trydencką i by wszystkie serca wołały z dumą i miłością: „Viva Cristo Rey”! (...)

Matko Boża Fatimska, módl się za nami! Ω

Tekst za „Catholic Family News”. Przełożył Tomasz Maszczyk.

Pozostałe części:

Strona głównaKapliceKomunikaty duszpasterskieMultimedia„Zawsze Wierni”KontaktKsięgarnia wysyłkowa

Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X

© 1997—2017 Wydawnictwo Te Deum sp. z o.o.