Nawrócenie św. Pawła, Apostoła [3 kl.]
Zawsze Wierni nr 6/2019 (205)

Paweł Bany

Katechizm trydencki o modlitwie

Niniejszy tekst stanowi obszerne streszczenie pierwszych ośmiu rozdziałów IV części Katechizmu rzymskiego opublikowanego w roku 1566 na polecenie św. Piusa V. Dodać należy, że popularnie określa się go także jako Katechizm trydencki, ponieważ został on przygotowany zgodnie z zaleceniami ojców Soboru Trydenckiego. Wspomniana część w całości poświęcona jest zagadnieniu modlitwy. Rozdziały, którymi będziemy się zajmować, mają charakter ogólnego wprowadzenia i zawierają wiele istotnych ustaleń dotyczących modlitwy chrześcijańskiej.

Rozdział I: O modlitwie, a najpierw o jej konieczności

Nauczanie o tym, na czym polega modlitwa chrześcijańska, stanowi jeden z podstawowych obowiązków duszpasterskich. Wiedza na ten temat ma doniosłe znaczenie dla duchowego rozwoju wiernych. Bardzo ważne jest bowiem, aby rozumieli oni nie tylko, o co mają prosić Boga, lecz także w jaki sposób powinni to czynić.

Modlitwa nie jest jedynie czymś zalecanym, lecz – stanowczo nakazanym. Stanowi ona bezwzględną powinność każdego chrześcijanina. Pan Jezus powiedział, że „zawsze trzeba się modlić” (Łk 18, 1). Na tę niezbędność modlitwy wskazuje wstęp, który w liturgii Mszy Świętej poprzedza Modlitwę Pańską: „Wezwani zbawiennym nakazem i oświeceni pouczeniem Bożym ośmielamy się mówić” itd.

Ponieważ modlitwa jest czymś koniecznym dla chrześcijanina, Syn Boży – odpowiadając na prośbę swych uczniów, aby nauczył ich, jak się należy modlić (Łk 11, 1) – przekazał im zaleconą formę modlitwy. Wzbudził w nich jednocześnie nadzieję na to, że ich prośby zostaną wysłuchane. Co więcej, On sam stał się dla nich żywym wzorem modlitwy; nie tylko bowiem modlił się wytrwale, lecz „nocował na modlitwie” (Łk 6, 12). Dlatego apostołowie czynili podobnie (m.in. św. Piotr, św. Jan i św. Paweł), wpajając obowiązek modlitwy tym wszystkim, którzy nawrócili się na wiarę Chrystusową.

W rozmaitych potrzebach doczesnych i duchowych musimy uciekać się do modlitwy, ponieważ stanowi ona najskuteczniejszy środek pozwalający nam przedstawić Bogu nasze potrzeby i otrzymać od Niego to, o co prosimy. Więcej nawet: istnieją pewne typy dóbr, które możemy uzyskać wyłącznie dzięki modlitwie. Ponadto pobożna modlitwa stanowi jedno z najskuteczniejszych narzędzi umożliwiających nam wypędzanie demonów. W Piśmie Świętym mówi się o rodzaju demona, którego możemy wypędzić tylko za pomocą modlitwy i postu (Mt 17, 20). Podsumowując należy więc podkreślić, że ci, którzy nie modlą się wytrwale i regularnie, sami siebie pozbawiają skutecznych środków do uzyskania szczególnie cennych darów.

Rozdział II: O pożytku płynącym z modlitwy

Modlitwa jest użyteczna i przynosi wiele owoców (fructus). Pierwszym z nich jest to, że oddajemy Bogu należną Mu cześć. Modlitwa, jako akt religijny w Piśmie Świętym przyrównywana jest do słodkiej woni kadzidła (thymiama – incensum) (Ps 140, 2). Poddajemy się Bogu i głosimy, że jest On sprawcą wszelkiego dobra – w Nim lokujemy nasze nadzieje, On jedyny jest naszą obroną we wszystkich niebezpieczeństwach i szańcem naszego zbawienia (Ps 49,15).

Drugim owocem modlitwy jest, że dzięki niej osiągamy to, o co prosimy. Bóg wysłuchuje naszych modlitw. Jak powiada św. Augustyn, gdy nasza modlitwa „wstępuje” [do nieba], „zstępuje” na nas Boże miłosierdzie. Skuteczność modlitwy przejawia się w tym, że dzięki niej uzyskujemy pełnię niebiańskich darów; zapewniamy sobie: przewodnictwo i pomoc Ducha Świętego, bezpieczeństwo i zachowanie wiary, uwolnienie od kary, boską ochronę przed pokusami, zwycięstwo nad diabłem. Modlitwa prowadzi do osiągnięcia pełni radości duchowej (J 16, 24).

Czasami jednak zdarza się, że nie otrzymujemy tego, o co prosimy Boga w trakcie modlitwy. Nie należy jednak z tego wyciągać wniosku, że Bóg nie troszczy się o nasze dobro, ponieważ wtedy, gdy nie udziela nam pewnych rzeczy, w zamian obdarza nas innymi darami wyższej wartości i udziela ich w większej obfitości, bądź też daje nam w ten sposób do zrozumienia, że to, o co prosimy, nie będąc niczym koniecznym ani użytecznym, mogłoby się okazać dla nas czymś niepotrzebnym lub wręcz szkodliwym. Jak powiada św. Augustyn: „Bóg w swoim miłosierdziu odmawia nam pewnych rzeczy, którymi obdarza w swoim gniewie”. Czasami też dzieje się tak, że modlimy się bez należytej staranności i tak niedbale, że sami nie zwracamy uwagi na to, co mówimy. Gdy nasz umysł jest rozproszony, a język wypowiada słowa na chybił trafił, bez należytej uwagi i bez pobożności, praktyka taka w ogóle nie zasługuje na miano modlitwy chrześcijańskiej. Dlatego nie powinno nas dziwić, że Bóg nie ulega naszym prośbom, gdyż w tym wypadku przez nasze lekceważenie i obojętność pokazujemy, że tak naprawdę nie pragniemy tego, o co prosimy, albo też prosimy o rzeczy, które przyniosłyby nam szkodę, gdybyśmy je otrzymali. Natomiast ludziom, którzy modlą się pobożnie i z należytą uwagą, Bóg daje więcej niż proszą. Wspomina o tym św. Paweł (wskazując na to, że Bóg może wszystko uczynić „daleko obficiej niż prosimy albo rozumiemy”) (Ef 3, 20). Tę samą prawdę ukazuje przypowieść o synu marnotrawnym, który w momencie skrajnej niedoli pragnął, aby być zaliczonym choćby do grona sług swego ojca (Łk 15, 1–19). Więcej nawet, Bóg darzy przychylnością nie tylko tych, którzy proszą Go o konkretne dobra, lecz również tych, którzy są należycie usposobieni do ich przyjęcia. Ponadto czyni to nie tylko w sposób szczodry, lecz chętnie (Ps 10, 17). Bóg spieszy, aby zaspokoić wewnętrzne i ukryte pragnienia ludzi, którzy znajdują się w potrzebie, nie czekając na moment, aż wypowiedzą oni swoje prośby.

Trzecim owocem modlitwy jest to, że praktykujemy (exercemus) cnoty teologiczne i postępujemy w nich. Dotyczy to w szczególności cnoty wiary (fides). Jak bowiem ci, którzy nie mają wiary w Boga, nie są w stanie się modlić tak jak powinni (Rz 10, 14), tak też wierni, którzy modlą się z większą gorliwością, posiadają mocniejszą i pewniejszą wiarę w Bożą opiekę i w Opatrzność. Wymaga to, abyśmy we wszystkich naszych działaniach zwracali się do Niego o pomoc.

Modlitwa wzmacnia w nas także nadzieję (spes). Co prawda Bóg mógłby nas obdarzyć w obfitości wszystkimi dobrami, gdybyśmy o nie wcale nie prosili, a nawet wtedy, gdybyśmy o nich w ogóle nie myśleli (podobnie jak udziela stworzeniom pozbawionym rozumu wszystkich dóbr niezbędnych dla utrzymania się przy życiu), lecz nasz szczodry Ojciec chce być przywoływany przez swoje dzieci; pragnie On, byśmy, spełniając obowiązek modlitwy, każdego dnia naszego życia modlili się ze stale wzrastającym stopniem ufności. Życzy On sobie tego, byśmy otrzymując od Niego to, o co prosimy, mogli dawać coraz mocniejsze świadectwo i głosić Jego dobroć wobec nas.

Rezultatem modlitwy jest również wzrost w nas miłości nadprzyrodzonej (caritas). Rozpoznając w Bogu autora wszelkiego dobra, kierujemy się do Niego z największym umiłowaniem. Podobnie jak osoby, które żywią uczucie wzajemnej miłości, przywiązują się do siebie coraz bardziej poprzez częste rozmowy i obcowanie ze sobą, tak samo im częściej dusza modli się pobożnie i błaga o Boże miłosierdzie – w ten sposób utrzymując stałą, żywą relację z Bogiem – tym bardziej wyjątkowy jest zachwyt, jakiego doświadcza w każdej modlitwie, tym żarliwiej rozpala się jej miłość i w tym większym stopniu Go adoruje. Bóg chce, abyśmy się modlili i abyśmy pałając pragnieniem uzyskania pewnej rzeczy, mogli przez naszą wytrwałość i zapał dokonywać postępów w życiu duchowym, aby być godnymi otrzymania tych dobrodziejstw, których przedtem dusza nie mogłaby od Niego otrzymać z powodu swojej oschłości i braku pobożności.

Modlitwa utrzymuje nas w pokorze. Pomaga nam uświadomić sobie naszą niewystarczalność i całkowitą zależność od Boga. Pragnie On, abyśmy mieli świadomość i nieustannie pamiętali o tym, że bez pomocy Jego łaski sami z siebie nie możemy osiągnąć niczego. Dlatego też powinniśmy przykładać się do modlitwy z całej naszej duszy. Modlitwa dostarcza nam skutecznej broni odpornej (arma) przeciwko najpotężniejszym i najbardziej zaciekłym nieprzyjaciołom naszej natury. Jak powiada św. Hilary: „Przeciw diabłu i jego hufcom winniśmy walczyć głosem naszej modlitwy”.

Czwartym owocem modlitwy jest to, że choć – jako następstwo naszej wrodzonej słabości – mamy skłonność do zła i do ulegania namiętnościom zmysłowym, Bóg dopuszcza, abyśmy mogli zwracać się do Niego w modlitwie i – starając się zasłużyć na Jego dary – osiągali „wolę niewinności” (innocentiae voluntatem), doznając oczyszczenia z wszelkiej zmazy grzechowej.

Na koniec wreszcie – jak zauważa św. Hieronim – modlitwa pozwala uśmierzyć gniew Boga, powstrzymując niejako wykonanie Jego wyroków. Świadczą o tym słowa skierowane przez Boga do Mojżesza: „Puść mnie” (Wyj 32, 10), gdy ten starał się za pomocą swojej modlitwy powstrzymać kary, które miał zesłać Bóg na swój lud. Nic bowiem nie jest tak skuteczne w łagodzeniu gniewu Bożego i nic tak skutecznie nie opóźnia ani nie zapobiega karom przygotowanym dla ludzi niegodziwych, jak modlitwy pobożnych ludzi.

Rozdział III: O częściach i stopniach doskonałości modlitwy

Wyjaśniwszy konieczność i korzyści wynikające z modlitwy chrześcijańskiej, należy ukazać wiernym, z ilu oraz z jakich części (partes) się ona składa. Św. Paweł zachęcając ludzi do pobożnej i świętej modlitwy, szczegółowo wylicza jej elementy: „Polecam więc przede wszystkim, aby zanoszono prośby (obsecrationes), modlitwy (orationes), błagania (postulationes), dziękczynienia (gratiarum actiones) za wszystkich ludzi” (1 Tm 2,1). I chociaż między wymienionymi częściami modlitwy zachodzą subtelne różnice, niemniej jednak proboszczowie, których obowiązkiem jest tłumaczenie tych spraw ludowi, winni odwoływać się w tej kwestii m.in. do autorytetu św. Hilarego i św. Augustyna.

Wyróżnia się dwie główne części modlitwy, mianowicie prośbę (postulatio) oraz dziękczynienie (gratiarum actio). Obie one są bardzo ważne, ponieważ stanowią źródła, z których wypływają wszystkie inne formy modlitwy. Do Boga przystępujemy i okazujemy Mu cześć albo po to, by otrzymać od Niego pewne dobra, albo też po to, by okazać Mu wdzięczność za dobra, którymi szczodrze obdarza On nas każdego dnia. Sam Bóg wskazał na te dwie, najbardziej konieczne części modlitwy, gdy obwieścił przez usta Dawida: „I wzywaj mnie w dzień utrapienia: wybawię cię i wielbić mnie będziesz!” (Ps 49, 15). Któż bowiem nie dostrzega, jak bardzo potrzebujemy szczodrobliwości i łaskawości Boga, jeśli uwzględni skrajną niewystarczalność, niedostatek oraz nędzę człowieka?

Z drugiej strony, każdy, kto tylko ma oczy i rozum, uświadamia sobie miłującą łaskawość Boga wobec człowieka i dostrzega obfitość dóbr, jakimi nas obdarza. Dokądkolwiek zwrócimy nasze spojrzenie, dokądkolwiek zwrócimy nasze myśli, promieniuje na nas godne podziwu światło Bożej dobroci i wspaniałomyślności. Wszystko, co posiadamy, jest ostatecznie darem płynącym z Bożej szczodrobliwości. Skoro zatem wszystkie dary i dobrodziejstwa są przejawem Jego dobroci, dlaczego każdy z nas nie powinien, tak dalece jak to możliwe, wychwalać Boga i dziękować Mu za Jego nieskończoną hojność?

Zarówno prośby, jak i dziękczynienia tworzą porządek posiadający różne stopnie doskonałości (gradus). Aby zatem wierni modlili się w możliwie najlepszy sposób, proboszczowie powinni zalecać im go i zachęcać ich, aby stosowali go z najwyższym zaangażowaniem. Najdoskonalszy charakter mają modlitwy ludzi pobożnych (pii) i sprawiedliwych (justi). Opierają się one bowiem na mocnym fundamencie prawdziwej wiary. W efekcie ludzie ci wspinają się stopniowo z jednego stopnia modlitwy i cnoty na kolejny stopień, aż w końcu osiągają ten szczyt doskonałości, skąd mogą kontemplować nieskończoną potęgę, dobroć i mądrość Boga. Tam też ożywiani są oni nadzieją osiągnięcia nie tylko tych dobrodziejstw, których pragną w życiu doczesnym, lecz również tych niewysłowionych nagród, które Bóg sam obiecał przyznać tym, którzy pobożnie błagają o Jego pomoc. Szybując niejako do Nieba na tych dwóch skrzydłach, dusza zbliża się w gorącym pragnieniu do Boga: adoruje Go z najwyższą pochwałą i składa dzięki Temu, od którego otrzymała takie nieocenione dobrodziejstwa; podobnie jak jedyne dziecko ożywiane szczególnym pietyzmem i głęboką czcią z ufnością ujawnia ona swemu ukochanemu Rodzicowi wszystkie swoje potrzeby. Ten typ modlitwy Pismo Święte określa jako „wylewanie się” (effundere). „Wylewam przed obliczem Jego prośbę moją i utrapienie moje przed Nim opowiadam” (Ps 141, 3). Oznacza to, że ten, kto zamierza się modlić, nie powinien zatajać ani pomijać niczego, lecz „wylewać” wszystko, spoczywając z ufnością w łonie Boga – swego miłującego Ojca. Do tego właśnie zachęca nas Biblia następującymi słowami: „Wylewajcie przed Nim serca wasze” (Ps 61, 9) oraz „Przerzuć na Pana troskę twoją” (Ps 54, 23). Do tego właśnie stopnia modlitwy czyni aluzję św. Augustyn, gdy mówi: „Wiara wierzy, nadzieja i miłość zanoszą modły”.

Drugi, niższy stopień modlitwy, dotyczy grzeszników przytłoczonych winą grzechu śmiertelnego, którzy jednak starają się – poprzez to, co jest określane jako wiara martwa (fides mortua) – podnieść i przystąpić do Boga. Lecz w następstwie ospałości i skrajnej słabości ich wiary nie są oni w stanie podnieść się z ziemi własnymi siłami. Uznając swoje winy i cierpiąc z powodu wyrzutów sumienia, uginają się oni pokornie, i mając świadomość swego oddalenia od Boga, błagają go z pełnym pokuty żalem, aby odpuścił im grzechy i udzielił im pokoju. Bóg nie odrzuca modlitw zanoszonych przez takie osoby, lecz ich wysłuchuje. Więcej, w swoim miłosierdziu zaprasza On grzeszników, aby zwracali się do Niego, mówiąc: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a Ja was ochłodzę” (Mt 11, 28). Do takich właśnie ludzi należał celnik, który choć nie ośmielał się podnieść oczu do nieba, opuścił świątynię – jak oświadcza nasz Pan – bardziej usprawiedliwiony niż faryzeusz (Łk 18, 9).

Trzeci stopień modlitwy dotyczy ludzi, którzy nie zostali jeszcze oświeceni światłem wiary, lecz gdy Boża dobroć rozświetla w ich duszach słabe światło naturalne, są silnie poruszeni i wykazują pragnienie dotarcia do prawdy, gorąco modląc się o jej poznanie. Jeśli wytrwają w tym nastawieniu, miłosierny Bóg weźmie doceni ich gorliwość i wysiłki. Świadczy o tym przykład setnika Korneliusza (Dz 10, 4. 31). Drzwi Bożego miłosierdzia nigdy nie są zamknięte przed tymi, którzy szczerze proszą o zmiłowanie.

Z czwartym, najniższym stopniem modlitwy mamy do czynienia w wypadku zatwardziałych grzeszników, gdy ludzie nie tylko nie pokutują za swoje grzechy i uchybienia, lecz – dodając zbrodnie do zbrodni (sceleribus scelera cumulantes) – ośmielają się często prosić Boga o odpuszczenie tych grzechów, w których postanawiają trwać nadal. Czy ktoś z takim nastawieniem ośmieliłby się prosić o przebaczenie innych ludzi? Bóg nie wysłuchuje modlitw takich grzeszników. Przykładem tego jest Antioch, o którym mówi się w Piśmie Świętym, że „modlił się ten nikczemnik do Pana, od którego nie miał otrzymać miłosierdzia” (2 Mch 9, 13). Każdego, kto znajduje się w takim nędznym i godnym pożałowania stanie, winniśmy silnie zachęcać do tego, aby odrzucił od siebie wszelkie upodobanie do grzechu po to, aby prawdziwie i z serca (vere et ex animo) nawrócił się do Boga.

Rozdział IV: O rzeczach, o które godzi się prosić

Zwracając się do Boga należy wiedzieć, o co należy Go prosić, a o co prosić się Go nie godzi. Wolno nam modlić się o to wszystko, czegokolwiek możemy sobie słusznie życzyć. Dowodzi tego obietnica złożona przez Pana Jezusa, w której zapewnia nas, że zaspokoi wszelkie nasze prośby („cokolwiek zechcecie, prosić będziecie, i stanie się wam” – J 15, 7). Wierni powinni prosić Boga o takie rzeczy, które są sprawiedliwe (iusta) i godziwe (honesta), tak, aby modląc się o to, co nie jest odpowiednie, nie zostali odprawieni tymi słowy: „Nie wiecie, o co prosicie” (Mt 20, 22).

Jeśli chodzi o dobra duchowe, normą, która winna regulować wszystkie nasze życzenia, jest to, byśmy ponad wszystko inne pragnęli Boga, będącego Najwyższym Dobrem. Po Bogu z kolei powinniśmy najbardziej pragnąć rzeczy, które najbliżej nas z Nim łączą. Te rzeczy natomiast, które mogłyby nas od Niego oddzielać, bądź też stanowić okazję do takiego oddzielenia, w ogóle nie powinny być przedmiotami naszych pragnień ani namiętności.

Przyjmując jako naszą normę Najwyższe i Doskonałe Dobro, z łatwością możemy wywnioskować, w jaki sposób mamy pragnąć pozostałych rzeczy, które określamy mianem dóbr, a także to, w jaki sposób powinniśmy prosić o nie Boga. Chodzi tu o tzw. dobra cielesne (zdrowie, siła, piękno fizyczne) oraz dobra zewnętrzne (bogactwa, zaszczyty, chwała). Wspomniane dobra jednak często mogą dostarczać nam okazji do popełnienia grzechu. Dlatego też nie zawsze jest rzeczą pobożną ani zbawienną o nie prosić. Powinniśmy modlić się o te dobra tylko jedynie w tej mierze, w jakiej ich naprawdę potrzebujemy, mając stale na uwadze naszą relację z Bogiem. Nie można uznać za rzecz nieuprawnioną modlenie się o te rzeczy, o które modlili się Jakub i Salomon (Wj 28, 29 i Prz 30, 8). Gdy jednak Bóg w swojej hojności zapewnia nam rzeczy konieczne i wygodne, nie powinniśmy zapominać o upomnieniu Apostoła Pawła, który mówi, że ci, którzy kupują, winni to robić tak, jakby nie posiadali, a ci którzy używają tego świata – jakby go nie używali, ponieważ jego postać przemija (1 Kor 7, 30–31). Podobną przestrogę zawierają słowa psalmu: „Jeśli wam przybędzie majętności, nie przykładajcież serca!” (Ps 61, 11). Sam Bóg naucza nas, że do nas należy jedynie użycie (usus) oraz pożytek (fructus) płynący z tych dóbr. Należy jednak stale pamiętać o tym, iż rzeczami tymi winniśmy dzielić się z innymi. Jeśli cieszymy się dobrym zdrowiem, jeśli korzystamy w obfitości z innych dóbr zewnętrznych i cielesnych, winniśmy stale przypominać sobie, że zostały nam one dane po to, aby z większą łatwością służyć Bogu oraz by dzielić się nimi (commodare) z naszym bliźnim.

W uprawniony sposób możemy prosić Boga o nabycie sprawności intelektualnych, bądź o uzyskanie wiedzy z zakresu konkretnych nauk i sztuk, pod tym jednakże warunkiem, że takie modlitwy przyczyniają się do wzrostu chwały Bożej oraz służą naszemu własnemu zbawieniu. Starając się uzyskanie dóbr i cnót związanych z umysłem, nie należy nigdy zapominać, iż jedyną rzeczą, która może w sposób absolutny i bezwarunkowy stanowić przedmiot naszych życzeń, pragnień i modlitw, jest chwała Boża i – tuż obok niej – to, co może przyczynić się zjednoczeniu nas z tym Najwyższym Dobrem, tak jak wiara, bojaźń Boża i umiłowanie Boga.

Rozdział V: Za kogo powinniśmy się modlić?

Po ustaleniu, jakie powinny być przedmioty modlitwy, wiernych należy następnie pouczyć, za kogo mamy się modlić. Modlitwę błagalną należy odmawiać za wszystkich (pro omnibus). Powinniśmy się modlić za cały rodzaj ludzki, nie wyłączając naszych nieprzyjaciół, żadnego narodu ani religii. Każdy człowiek bowiem, niezależnie od tego, czy będzie to nasz wróg, obcy czy niewierzący, jest naszym bliźnim, którego Bóg nakazuje nam kochać. Wypełnianie tego obowiązku miłości polega m.in. na modlitwie, do czego zachęca nas Apostoł Paweł, mówiąc: „Pragnę, aby modlitwa była zanoszona za wszystkich ludzi” (1 Tm 2,1). W modlitwach tych należy jednak zachować odpowiednią kolejność i porządek ważności. Najpierw bowiem powinniśmy się modlić o dobra duchowe, a potem dopiero o to, co dotyczy dobrobytu doczesnego. Dlatego właśnie jako pierwsi prawo do naszych modlitw mają duszpasterze (pastores animarum). Zachęca nas do tego przykład św. Pawła, który prosi, aby modlić się za niego o to, by Bóg „otworzył mu drzwi” do mówienia (Kol 4, 3). Podobnie dzieje się wtedy, gdy prosi o modlitwę Tesaloniczan (1 Tes 5, 25). W Dziejach Apostolskich czytamy także, że Kościół modlił się nieustannie za Piotra (Dz 12, 5). Św. Bazyli w księgach „O obyczajach” napominał wiernych, by spełniali ten obowiązek: „Musimy się modlić za tych, którzy są naszymi przełożonymi i na których spoczywa powinność głoszenia słowa prawdy”.

W drugiej kolejności św. Paweł poucza nas, że powinniśmy modlić się za rządzących i za naszych zwierzchników (principes). Każdy bowiem wie, że lud doznaje szczególnego dobrodziejstwa, gdy kierują nim pobożni (pii) i sprawiedliwi (iusti) przywódcy. Dlatego też powinniśmy prosić Boga, aby sprawił, że ci, którzy sprawują władzę nad innymi, byli ludźmi cnotliwymi.

Następnie winniśmy modlić się za ludzi sprawiedliwych. Odmawianie modlitw za ludzi dobrych i pobożnych stanowi praktykę, jakiej naucza nas przykład świętych. Nawet dobrzy i pobożni bowiem potrzebują, aby inni się za nich modlili. Opatrzność Boża urządziła to w przemyślny sposób. Dzięki temu bowiem sprawiedliwi – wiedząc o tym, że muszą być wspierani przez modlitwy ludzi słabszych (inferiores) od siebie – nie wbijają się w pychę.

Dalej, należy się modlić za naszych nieprzyjaciół i za tych, którzy znajdują się na zewnątrz Kościoła. Pan nakazał nam, abyśmy modlili się za tych, którzy nas prześladują i spotwarzają (Mt 5, 44). Praktyka modlitwy za tych, którzy znajdują się poza obrębem Kościoła, wywodzi się – co wiemy, opierając się na powadze św. Augustyna – od Apostołów. Modlimy się o to, aby niewierzący poznali wiarę, aby bałwochwalcy zostali ocaleni od błędu bezbożności, aby żydzi wychodząc z ciemności, która ich otacza, mogli dotrzeć do światła prawdy (lux veritatis), aby heretycy, powracając do zdrowego myślenia, mogli być pouczani o zasadach wiary katolickiej i aby schizmatycy mogli się połączyć węzłem prawdziwej miłości i mogli powrócić do jedności ze swą Świętą Matką Kościołem, od którego się odłączyli. Wiele przykładów wskazuje na to, że modlitwy za takich ludzi są bardzo skuteczne, gdy zanosi się je z serca (ex animo). Każdy kolejny dzień dostarcza przykładów, w których Bóg ocala jednostki należące do rozmaitych stanów życia z mocy ciemności i przenosi je do Królestwa Swego Umiłowanego Syna, czyniąc z naczynia gniewu naczynie miłosierdzia. Nikt, kto myśli w sposób zdrowy i rozumny (qui recte sentiat), nie wątpi w to, że modlitwy ludzi pobożnych mają w tym wypadku wielką wartość.

Należy się również modlić za zmarłych (mortui), aby mogli doznać wyzwolenia od ognia czyśćcowego. Taka praktyka opiera się na nauczaniu Apostołów. Na koniec wreszcie należy modlić się za zatwardziałych grzeszników. Jeśli chodzi o ludzi, o których mówi się, że grzeszą śmiertelnie (qui peccant ad mortem), modlitwy i błagalne prośby zanoszone w ich intencji przynoszą im niewielką korzyść. Mimo to składanie ofiar i wylewanie łez za grzeszników, aby – o ile to możliwe – wybłagać ich pojednanie z Bogiem, stanowi z naszej strony realny sprawdzian miłości chrześcijańskiej. Przy okazji należy zauważyć, iż jeśli chodzi o złorzeczenia i przekleństwa (execrationes) wypowiadane przez ludzi świętych przeciwko bezbożnikom, to na podstawie nauczania Ojców jest rzeczą pewną, że chodzi tu albo o przepowiadanie kar, które mają spotkać grzeszników, albo o otwarte potępienie zbrodni, których są oni winni (tak, aby sam grzesznik mógł dostąpić zbawienia, lecz jego grzech uległ zniszczeniu).

Od modlitwy o charakterze błagalnym przejść należy do dziękczynienia. Jeśli chodzi o tę drugą część modlitwy, zasada jest taka, że powinniśmy składać pełne wdzięczności podziękowania Bogu za wszelkie dobrodziejstwa, jakimi zawsze obdarzał i nadal obdarza ród ludzki. Nasze dziękczynienie winno przede wszystkim dotyczyć Najświętszej Maryi Panny i świętych. Obowiązek ten spełniamy zwłaszcza wtedy, gdy w specjalny sposób składamy Bogu dzięki za zwycięstwo i triumf, jaki wszyscy święci – wspierani przez łaskę i dobroć Bożą – osiągnęli nad swymi wewnętrznymi i zewnętrznymi wrogami. Do modlitw tego typu należy przede wszystkim Pozdrowienie Anielskie, gdy modlimy się „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami”. Wypowiadając powyższe słowa chwalimy Boga w najwyższy sposób i wyrażamy Mu swą wdzięczność, ponieważ obdarzył On Pannę Najświętszą wszystkimi niebiańskimi darami, a jednocześnie winszujemy samej Dziewicy Jej wielkich przywilejów i szczególnej szczęśliwości. Do tej formy dziękczynienia Kościół Boży w swej mądrości dodał modlitwy i wezwanie skierowane do Najświętszej Bogurodzicy, dzięki któremu nabożnie i z pokorą uciekamy się do Jej wstawiennictwa po to, by mogła pojednać Boga z nami grzesznikami oraz uzyskać dla nas te dobrodziejstwa, których potrzebujemy zarówno w życiu doczesnym, jak i w życiu przyszłym. Dlatego my, wygnańcy synowie Ewy, zamieszkujący tę dolinę, winniśmy stale usilnie prosić Matkę Miłosierdzia, orędowniczkę wiernych, aby modliła się za nami grzesznymi. W modlitwie tej powinniśmy żarliwie upraszać jej pomocy i wsparcia, ponieważ posiada ona najwyższe zasługi u Boga i żywi wielką chęć pomagania nam swymi modlitwami, o czym nikt nie może wątpić, nie popadając w bezbożność i niegodziwość.

Rozdział VI: Do kogo mamy się modlić?

Przede wszystkim mamy kierować nasze modlitwy do Boga. To, że należy się modlić do Stwórcy, wzywać Jego imienia, stanowi język prawa natury wyrytego w ludzkim sercu. Taka jest również doktryna Pisma Świętego, w którym słyszymy Boga nakazującego: „Wzywaj mnie w dniu utrapienia” (Ps 49, 15). Przez słowo „Bóg” należy tu rozumieć Trzy Osoby Trójcy Świętej.

Powinniśmy także uciekać się do wstawiennictwa świętych znajdujących się w niebie. To, że należy się modlić do świętych, stanowi prawdę tak mocno ustanowioną w Kościele Bożym, że żadna osoba pobożna nie może żywić nawet cienia wątpliwości w tej kwestii. Aby jednak zapobiec możliwości błędu ze strony tych, którzy nie są uczeni, użytecznym będzie wyjaśnić wiernym, na czym polega różnica między tymi dwoma sposobami modlenia się. Do Boga i do świętych nie zwracamy się bowiem w ten sam sposób. Boga błagamy, aby udzielił nam dobrodziejstw i łask, a także o to, aby uwolnił nas od złych rzeczy. Świętych natomiast wzywamy na pomoc, ponieważ są oni przyjaciółmi Boga. Prosimy ich, aby udzielili nam swego wsparcia i uzyskali dla nas od Niego to, czego potrzebujemy. Stąd też stosujemy dwie odmienne formy modlitwy, które różnią się od siebie „pod względem sposobu” (modus) odnoszenia się do osoby, do której kierujemy nasze prośby. Do Boga mówimy we właściwy sposób: „Zmiłuj się nad nami”, „Wysłuchaj nas”, lecz do świętych mówimy: „Módlcie się za nami”.

Mimo to w pewnych sytuacjach również świętych możemy prosić, aby zmiłowali się nad nami. Wówczas jednak mamy po prostu na myśli to, że są oni bardzo miłosierni. W tym sensie możemy prosić ich, aby wzruszeni naszym nędznym stanem, wykorzystali swoje wpływy i wstawili się za nami u Boga. Wypełniając ten obowiązek, należy mieć na uwadze to, aby nigdy nie przenosić na żadne ze stworzeń uprawnień, które należą wyłącznie do Stwórcy. Gdy na przykład odmawiamy modlitwę „Ojcze nasz” przed obrazem przedstawiającym świętego, powinniśmy być pomni tego, że prosimy go, aby modlił się z nami i uzyskał dla nas te łaski i dobrodziejstwa, o które prosimy Boga w prośbach Modlitwy Pańskiej – jedynym słowem, aby stał się naszym tłumaczem i orędownikiem u Boga. Jak naucza św. Jan w księdze Apokalipsy, to właśnie należy do głównych zadań, jakie stoją przed świętymi (Ap 8, 3–4).

Rozdział VII: W jaki sposób mamy się przygotować do modlitwy?

W Piśmie Świętym czytamy: „Przed modlitwą przygotuj duszę twoją, a nie bądź jak człowiek, który Boga kusi” (Syr 18, 23). Boga kusi taki człowiek, który modli się dobrze, lecz postępuje źle i podczas gdy rozmawia z Bogiem, pozwala swemu umysłowi, aby ten ulegał rozproszeniu i błądził. Skoro więc usposobienie, z jakim się modlimy, ma tak istotne znaczenie, proboszczowie winni nauczać swych pobożnych słuchaczy, jak należy się modlić we właściwy sposób.

Pierwszym elementem dobrego przygotowania się do modlitwy jest autentyczna pokora i uniżenie ducha (humilis ac demissus animus), uznanie własnej grzeszności (scelerum recognitio) oraz przekonanie, że gdy zbliżamy się do Boga w modlitwie, nasze grzechy sprawiają, iż nie zasługujemy nie tylko na łaskawe wysłuchanie przez Boga, lecz nawet na samo pojawienie się w Jego obecności. O takim sposobie przygotowania wspomina się często w Piśmie Świętym (Ps 101, 18 oraz Syr 35, 21). Wiele innych fragmentów tego rodzaju nasunie się samych uczonym pasterzom, dlatego nie trzeba ich tutaj cytować. Podać tu należy jedynie dwa przykłady: celnika, który stojąc z dala nie odważył się podnieść oczu do nieba (Łk 18, 13) oraz jawnogrzesznicę, która poruszona żalem, umyła stopy Panu Jezusowi swymi łzami (Łk 7, 37). Oba te fragmenty ilustrują wielką skuteczność, jaką chrześcijańska pokora udziela modlitwie.

Kolejnym elementem przygotowania jest uczucie żalu (angor), którego źródłem jest przypomnienie sobie naszych przeszłych grzechów, bądź – przynajmniej – pewnego poczucia ubolewania (aliquis doloris sensus) wynikającego z tego, że nie jesteśmy w stanie odczuwać takiego żalu. Jeśli grzesznik modląc się, nie wnosi ze sobą pokory i żalu za grzechy lub którejkolwiek z tych dyspozycji, nie ma nadziei na to, aby uzyskał przebaczenie.

Bardzo ważne jest to, abyśmy modląc się wystrzegali się wszelkiej przemocy, gniewu, nienawiści i nieludzkiego zachowania. Są pewne zbrodnie i przestępstwa, takie jak stosowanie brutalnej przemocy i morderstwo, które w szczególny sposób stanowią przeszkodę dla skuteczności naszych modlitw. Dlatego właśnie musimy dbać o to, aby nasze dłonie nie splamiły się okrucieństwem ani gwałtem (violentia). O zbrodniach tego typu Pan mówi przez usta Izajasza: „A gdy wyciągniecie ręce wasze, odwrócę oczy moje od was; a gdy mnożyć będziecie modlitwy, nie wysłucham: bo ręce wasze pełne są krwi!” (Iz 1, 15). Należy również unikać gniewu i sporów, ponieważ mogą one spowodować, iż nasze modlitwy nie zostają wysłuchane. W odniesieniu do nich Apostoł Paweł mówi: „Chcę więc, aby mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc czyste ręce, bez gniewu i sporów” (1 Tm 2, 8). Musimy strzec się żywienia zajadłej nienawiści do kogokolwiek ze względu na doznane od niego krzywdy, ponieważ gdy znajdujemy się pod wpływem takich uczuć, nie jest rzeczą możliwą, aby Bóg odpuścił nam nasze winy: „A gdy staniecie do modlitwy, odpuśćcie, jeśli co przeciw komu macie” (Mk 11, 25) i „Lecz jeśli nie odpuścicie ludziom, ani Ojciec wasz nie odpuści wam grzechów waszych” (Mt 6, 15). Winniśmy również wystrzegać się szorstkości, nadmiernej surowości i braku ludzkiego podejścia do biednych. W odniesieniu bowiem do takich ludzi powiedziano: „Kto zatyka uszy swe na wołanie ubogiego, będzie i sam wołał, a nie wysłuchają go” (Prz 21, 13).

Kolejnym problemem, który sprawia, że nasza modlitwa jest pozbawiona skuteczności, jest pycha (superbia). O tym, jak bardzo obraża ona Boga, dowiadujemy się z następujących słów: „Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje” (Jk 4, 6; P 5, 5). Należy się również wystrzegać pogardy dla Boskich wyroczni (contemptio divinorum oraculorum). „Kto odwraca uszy swe, aby nie słuchać zakonu, modlitwa jego obrzydła będzie” (Prz 28, 9). W tym wypadku jednak nie powinniśmy powyższych słów rozumieć w ten sposób, że nie mamy prawa modlić się o przebaczenie za wyrządzone krzywdy, za morderstwa, gniew, nieczułość na potrzeby biednych, za pychę, pogardę dla prawa Bożego czy za jakikolwiek inny grzech.

Do odpowiedniego przygotowania duszy niezbędna jest również wiara. Bez wiary bowiem nie możemy poznać Bożej wszechmocy ani miłosierdzia, które stanowią źródła ufności w modlitwie, jak nauczał nas sam Pan Jezus: „I wszystko otrzymacie, o co byście wierząc, prosili w modlitwie” (Mt 21, 22). Św. Augustyn, mówiąc o tej wierze, w ten sposób komentuje słowa Pana: „Bez wiary modlitwa jest bezużyteczna”. Głównym wymogiem dobrej modlitwy jest zatem mocna i niezachwiana wiara. To właśnie pokazuje Apostoł Paweł na zasadzie kontrastu: „Jakże więc będą wzywać tego, w którego nie uwierzyli?” (Rz 10, 14). Musimy zatem wierzyć zarówno po to, aby się modlić, jak i w tym celu, aby nie brakowało nam tej wiary, która sprawia, że modlitwa przynosi owoce. Wiara i modlitwa wspierają się wzajemnie; to wiara bowiem prowadzi do modlitwy, a modlitwa z kolei – usuwając wszystkie wątpliwości – daje siłę i moc wierze. Taki jest sens zachęty kierowanej przez św. Ignacego Antiocheńskiego do tych, którzy chcieliby się przybliżyć do Boga poprzez modlitwę: „Nie bądźcie wątpiącymi podczas modlitwy; błogosławiony ten, który nie zwątpił”. Stąd też wiara i ufność mają znaczenie podstawowe, jeśli chcemy otrzymać od Boga to, o co prosimy, zgodnie z napomnieniem św. Jakuba: „Niech zaś prosi z wiarą, nic nie wątpiąc” (Jk 1, 6).

Istnieje wiele motywów, które mogą nas natchnąć ufnością w modlitwie. Wśród nich należy wyliczyć wspaniałomyślność i szczodrość Boga, jaką nam okazuje, gdy nakazuje nam, aby nazywać Go Ojcem, w ten sposób dając nam do zrozumienia, że jesteśmy Jego dziećmi. Co więcej, istnieje niezliczona liczba przykładów ludzi, których modlitwy zostały wysłuchane. Dalej, naszym głównym obrońcą jest Pan Jezus, nieustannie gotowy, aby nam pomagać, jak czytamy u św. Jana: „Lecz jeśliby kto zgrzeszył, rzecznika mamy u Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego, a on jest ubłaganiem za grzechy nasze” (1 J 2, 1–2). W podobny sposób Apostoł Paweł mówi: „Chrystus Jezus, który umarł i owszem, który i zmartwychwstał, który jest po prawicy Bożej, który się też wstawia za nami” (Rz 8, 34). Do Tymoteusza pisze: „Jeden bowiem Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem i ludźmi, człowiek Chrystus Jezus” (1 Tm 2, 5). W innym miejscu z kolei św. Paweł pisze: „Stąd powinien był we wszystkim upodobnić się do braci, aby się stać miłosiernym i wiernym kapłanem wobec Boga” (Hbr 2, 17). Niegodni więc, tak jak my, spełnienia naszych próśb, a jednocześnie rozważający i opierający nasze prawa na godności naszego wielkiego Pośrednika i Orędownika, Jezusa Chrystusa, powinniśmy żywić nadzieję i najmocniej ufać, że poprzez Jego zasługi Bóg udzieli nam wszystkiego, o co prosimy w odpowiedni sposób. Na koniec wreszcie, winniśmy stale pamiętać o tym, że rzeczywistym autorem naszych modlitw jest Duch Święty. Znajdując się pod Jego wpływem i przewodnictwem musimy zostać wysłuchani. Otrzymaliśmy „Ducha przybrania za synów, przez którego wołamy »Abba« (Ojcze)”. Duch ten przychodzi z pomocą naszej słabości i oświeca naszą niewiedzę w wywiązywaniu się z obowiązku modlitwy. Co więcej, jak mówi Apostoł Paweł: „sam Duch prosi za nami wzdychaniem niewymownym” (Rom. 8:15, 26). Gdybyśmy więc kiedykolwiek się wahali, nie będąc wystarczająco mocnymi w wierze, prośmy wraz z Apostołami: „Panie, przymnóż nam wiary!” (Łk, 17, 5), a także wraz z ojcem (opętanego chłopca): „Wspomóż niedowiarstwo moje!” (Mk 9, 23). Modlitwy nasze muszą być zgodne z wolą Bożą. Jeśli chcemy mieć pewność, że nasze pragnienia się spełnią, musimy ugruntować się w wierze i nadziei, uzgadniając wszystkie nasze myśli, działania oraz modlitwy z prawem Bożym i we wszystkim mając wzgląd na to, co się Bogu podoba. Powiada On bowiem: „Jeśli we mnie trwać będziecie, a słowa moje w was trwać będą, cokolwiek zechcecie, prosić będziecie, i stanie się wam” (J 15, 7). Do istotnych warunków skuteczności naszych modlitw należą: zapomnienie o własnych krzywdach i urazach, żywienie uczuć dobrej woli, życzliwości i okazywanie hojności wobec naszych bliźnich.

Rozdział VIII: Jaką metodę winniśmy zastosować w trakcie modlitwy?

Kolejną kwestią o najwyższym znaczeniu jest sposób, w jaki się modlimy. Mimo tego, że modlitwa jest sama w sobie czymś dobrym i zbawiennym, jeśli nie jest praktykowana w odpowiedni sposób, nie przynosi żadnych owoców. Często nie otrzymujemy tego, o co prosimy, ponieważ wedle słów św. Jakuba „prosimy źle” (Jk 4, 3). Dlatego pasterze winni pouczać wiernych, na czym polega najlepszy sposób „proszenia dobrze” i jak należy praktykować modlitwę w wymiarze prywatnym i publicznym. Reguły modlitwy chrześcijańskiej zostały oparte na nauczaniu Pana Jezusa.

Musimy więc modlić się „w duchu i prawdzie” (J 4, 23), ponieważ nasz niebieski Ojciec szuka tych, którzy oddają Mu cześć w duchu i prawdzie. We wspomniany sposób modli się ten, którego modlitwa wypływa z wewnętrznej i głębokiej żarliwości duszy. Ten duchowy sposób modlenia się nie wyklucza zastosowania modlitwy słownej. Niemniej jednak modlitwa myślna, która jest gwałtownym wylewem duszy, w zasłużony sposób zajmuje pierwsze miejsce. Mimo że nie jest ona wypowiadana wargami, Bóg – który zna najgłębsze tajniki naszego serca – wysłuchuje jej. Wysłuchał On bezgłośnej modlitwy Anny, matki Samuela, o której czytamy, że modliła się w sercu swoim, wylewając wiele łez i tylko poruszając ustami (1 Krl 1, 10–13). Taka również była modlitwa Dawida, który powiada: „Do Ciebie mówiło serce moje, szukało Cię oblicze moje” (Ps 26, 8). W Piśmie Świętym można odnaleźć wiele podobnych przykładów.

Modlitwa ustna jednak również jest konieczna i korzystna. Roznieca ona bowiem zapał tego, który się modli. Św. Augustyn w liście do Proby pisze: „Pobudzajmy się, aby spotęgować nasze święte pragnienie, odwołując się do słów i innych znaków; przepełnieni żarliwością i pobożnością, czasami nie musimy wyrazić naszych uczuć słowami; albowiem podczas gdy dusza raduje się z radości, język powinien również wyrażać ten stan rozradowania w słowach”. I z pewnością bardziej przystoi nam, aby składać Bogu tę całkowitą ofiarę duszy i ciała, jako rodzaj modlitwy używanej przez apostołów (o czym dowiadujemy się z wielu fragmentów „Dziejów Apostolskich” oraz listów św. Pawła). Ponieważ jednak istnieją dwa rodzaje modlitwy ustnej, mianowicie prywatna i publiczna, należy mieć na uwadze to, że modlitwę prywatną stosuje się po to, aby wesprzeć wewnętrzny zapał i pobożność; modlitwa publiczna natomiast została ustanowiona po to, aby pobudzić pobożność wiernych. W wypadku tej ostatniej konieczne jest zastosowanie określonych formuł słownych w pewnych wyznaczonych porach.

Wielu ludzi nie modli się w duchu. Modlitwa w duchu bowiem znamionuje chrześcijan, a niewierni w ogóle jej nie praktykują. O nich to właśnie Pan Jezus powiedział: „Modląc się zaś, nie mówcie wiele, jak poganie; albowiem mniemają, że w wielomówstwie swoim będą wysłuchani. Nie bądźcie więc do nich podobni; albowiem wasz Ojciec wie, czego potrzebujecie, zanim go poprosicie” (Mt 6, 7–8). Lecz chociaż Nasz Pan zabrania gadatliwości, jest On daleki od zakazywania trwania na modlitwie, które pochodzi od gorliwego i długotrwałego modlenia się duszy, ponieważ sam własnym przykładem zachęca do takiej modlitwy. Nie tylko spędzał On całe noce na modlitwie (Łk 6, 12), lecz również „po trzeci raz się modlił, te same słowa” (Mt 26, 44). Z powyższego zakazu trzeba zatem wyciągnąć ten wniosek, że nie należy kierować do Boga modlitw składających się jedynie z pustych dźwięków.

Podobnie wielu ludzi nie modli się w prawdzie. Modlitwy obłudników nie pochodzą z czystego serca. Przeciwko naśladowaniu ich przykładu Pan Jezus ostrzega nas w następujących słowach: „A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, którzy radzi modlą się w synagogach i stojąc na rogach ulic, aby byli widziani od ludzi. Zaprawdę powiadam wam: wzięli zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlić będziesz, wejdź do izdebki swojej, a zawarłszy drzwi, módl się do Ojca swego w skrytości; a Ojciec twój, który widzi w skrytości, odda tobie” (Mt 6, 5–6). W tym miejscu słowo „izdebka” (cubiculum) może być rozumiane jako ludzkie serce, do którego powinniśmy nie tylko wejść, ale również zamknąć się w nim, unikając jakiegokolwiek odwrócenia uwagi od tego, co mogłoby pozbawić naszą modlitwę doskonałości. Wtedy bowiem nasz niebiański Ojciec, który doskonale widzi nasze serca i tajne myśli, spełni nasze prośby.

Kolejnym koniecznym warunkiem modlitwy jest wytrwałość (assiduitas). Syn Boży pokazuje jej wielką skuteczność na przykładzie sędziego, który – choć „się Boga nie bał, a ludzi się nie wstydził” – nie zdołał się oprzeć natarczywości wdowy i ostatecznie uległ jej prośbom (Łk 18, 2, 3). Dlatego właśnie nie powinniśmy ustawać w naszych modlitwach do Boga. Nie możemy naśladować przykładu tych, którzy zmęczyli się modlitwą, jeśli po jednorazowej lub dwukrotnej próbie nie udało im się uzyskać tego, o co prosili. Obowiązek modlitwy nigdy nie powinien nas nużyć. Tego właśnie uczą nas Pan Jezus oraz Jego apostołowie. A gdyby wola w jakimkolwiek momencie nas zawiodła, powinniśmy błagać Boga w modlitwie o siłę do wytrwania.

Musimy się modlić w imię Jezusa Chrystusa. Syn Boży bowiem życzył sobie, byśmy modlili się do Ojca w Jego imieniu. Przez Jego zasługi i dzięki Jego pośrednictwu nasze modlitwy nabierają takiej wagi, że wysłuchuje ich nasz niebiański Ojciec. Sam Chrystus bowiem mówi: „A w ów dzień o nic mnie pytać nie będziecie. Zaprawdę, zaprawdę wam powiadam: Jeśli o co prosić będziecie Ojca w imię moje, da wam. Dotychczas o nic nie prosiliście w imię moje; proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16, 23–24). A w innym miejscu: „Jeśli mnie o co prosić będziecie w imię moje, to uczynię” (J 14, 14).

Winniśmy naśladować zapał świętych w modlitwie łącząc prośbę z dziękczynieniem. Tak właśnie czynili Apostołowie. W szczególny sposób widać to u św. Pawła, który zawsze przestrzegał tej zbawiennej praktyki. Z modlitwą łączyć należy post i jałmużnę. Post (ieiunium) jest integralnie związany z modlitwą. Umysł człowieka przejedzonego i upojonego jest tak przytępiony, że nie jest w stanie wznieść się do kontemplacji Boga, a nawet zrozumieć, co oznacza modlitwa. Jałmużna (eleemosyna) ma również bliski związek z modlitwą. Bo jakie pretensje do posiadania cnoty miłości nadprzyrodzonej może mieć ten, kto dysponując środkami umożliwiającymi przyniesienie ulgi tym, którzy są zależni od pomocy innych, odmawia pomocy swemu bratu i bliźniemu? W jaki sposób ten, którego serce jest pozbawione miłości nadprzyrodzonej, może domagać się od Boga pomocy, o ile błagając o przebaczenie własnych grzechów, jednocześnie nie poprosi pokornie Boga, aby obdarzył go cnotą miłości nadprzyrodzonej? Bóg przeznaczył ten potrójny środek zaradczy po to, aby pomóc człowiekowi w osiągnięciu zbawienia. Grzesząc bowiem obrażamy Boga, krzywdzimy bliźniego, bądź ranimy samych siebie. Gniew Boży łagodzimy przez pobożną modlitwę; jałmużna pozwala naprawić nasze winy wobec drugiego człowieka; plamy z naszego własnego życia zmywamy przez post. Wprawdzie każdy z tych środków ma zastosowanie do każdego rodzaju grzechu, są one jednak szczególnie przystosowane do tych trzech, o których wspomniano powyżej.