„Na świecie ucisk mieć będziecie; ale ufajcie, jam zwyciężył świat” Jan 16,33
Piątek Suchych Dni Września [2 kl.]
Zawsze Wierni nr 4/2021 (215)

ks. Philip M. Stark

Św. Tomasz z Akwinu – antymodernista

Można by argumentować, że jako iż św. Tomasz wprowadził reformę we wierze swej epoki – przez zaadoptowanie myśli Arystotelesa do doktryny katolickiej – idea reformy w rodzaju przeprowadzonej przez II Sobór Watykański nie była niczym bezprecedensowym i nie powinna być traktowana z taką podejrzliwością przez konserwatywnych oraz tradycyjnych katolików. Teza ta wymaga analizy.

Jednym z najbardziej irytujących aspektów Kościoła posoborowego jest bez wątpienia przesunięcie wspomnień licznych świętych. Jako oficjalny tego cel podano uporządkowanie tych wspomnień poprzez przypisanie ich do dni śmierci poszczególnych świętych, a także usunięcie ich z okresu Adwentu oraz Wielkiego Postu, aby wierni skupić się mogli wówczas wyłącznie na Chrystusie. Przykładowo wspomnienie św. Wincentego a Paulo przesunięte zostało z 19 lipca na 27 września – rocznicę jego śmierci. To samo stało się w przypadku św. Jana od Krzyża, św. Róży z Limy oraz wielu innych. Jeśli jednak taki był plan, nie realizowano go z pełną konsekwencją. Św. Joanna Franciszka de Chantal zmarła 13 grudnia, dzień ten zajęty był już jednak przez św. Łucję, która żyła wiele wieków wcześniej i z tego względu należy się jej pierwszeństwo. Tak więc wspomnienie Joanny Franciszki przesunięte zostało z 21 sierpnia na 12 grudnia, który to dzień poświęcony jest już Matce Bożej z Gwadelupy. Biedny św. Jan Chryzostom, który wiele wycierpiał na wygnaniu i zmuszony był do nieustannych podróży, nie został pozostawiony w spokoju nawet po śmierci, wspomnienie jego przeniesione zostało z 27 stycznia, będącego od niepamiętnych czasów dniem mu poświęconym, na wrzesień. Jednak nawet w dzień swej śmierci – 14 września – nie może posiadać on własnego wspomnienia, jako że przypada na niego Uroczystość Podwyższenia Krzyża Świętego; tak więc św. Jan musiał zadowolić się – podobnie jak św. Joanna Franciszka – dniem poprzedzającym rocznicę swego przejścia do wieczności. 27 stycznia jest rocznicą przeniesienia ciała św. Jana Chryzostoma – i data ta uważana jest za mniej ważna niż dzień jego śmierci. Jednak coś dokładnie przeciwnego miało miejsce w przypadku św. Tomasza z Akwinu, którego wspomnienie przesunięte zostało z dnia jego śmierci (7 marca) na 28 stycznia, rocznicę przeniesienia jego ciała do Tuluzy. Zmiana ta wydaje się odzwierciedlać dążenie do usunięcia wspomnień świętych z okresu Wielkiego Postu – choć należy dodać, że wspomnienia świętych Felicyty i Perpetui, a także św. Jana Bosco, pozostawione zostały na swych tradycyjnych miejscach.

Wspominamy o tym wszystkim, aby pokazać, że „reforma” kalendarza była błędem i doprowadziła w konsekwencji do zamieszania i chaosu. Tradycyjni katolicy powinni trzymać się kalendarza niezreformowanego, jako iż nie ma żadnej potrzeby jego reformy. (…)

Szczegóły życia św. Tomasza mogą wydawać się nam niezbyt ciekawe, ponieważ dotyczą one niemal w całości Zakonu Kaznodziejskiego oraz życia uniwersyteckiego w XIII wieku. Tomasz przyszedł na świat w roku 1225 w należącym do jego rodziny zamku Roccasecca, nieopodal Akwinu w Królestwie Neapolu. Ojciec jego nie był – jak się często twierdzi – hrabią Akwinu, ale przedstawicielem mniej zamożnej szlachty. Jako dziecko św. Tomasz powierzony został – w celu otrzymania podstawowej edukacji – mnichom benedyktyńskim z pobliskiego Monte Cassino. Podrósłszy nieco rozpoczął studia na uniwersytecie w Neapolu. Tam też, mając około 19 lat, przyjął – wbrew woli swej rodziny – habit zakonu św. Dominika. Odznaczał się jasną cerą, z postury był wysoki oraz masywny, poza tym zaś cechowała go małomówność – stąd jego przydomek „Milczący Wół”. Opuściwszy Neapol studiował pod kierownictwem św. Alberta Wielkiego w Paryżu oraz Kolonii. Po powrocie do Paryża otrzymał tytuł bakałarza teologii, a wkrótce potem również tytuł mistrza, uprawniający go do nauczania. Nauczanie, pisanie oraz inne obowiązki pochłaniały go całkowicie przez kilka kolejnych lat. Doktorat z teologii uzyskał po tym, jak papież Aleksander IV zezwolił na ubieganie się o ten tytuł członkom zakonów żebrzących. Pełnił również funkcję lektora Kurii Rzymskiej i mistrza Świętego Pałacu. W roku 1274 wykładał w Neapolu. Stamtąd to właśnie wezwany został przez Grzegorza X na sobór w Lyonie, aby uczestniczyć w pracach mających na celu pojednanie Greków z Kościołem Zachodnim. Po drodze zasłabł jednak i zmarł klasztorze cysterskim w Fossanuova. Kanonizowany został w roku 1323, a papież Pius V wyniósł go do godności jednego z pięciu Doktorów Kościoła Zachodniego – obok św. Ambrożego, św. Augustyna, św. Hieronima i św. Grzegorza. W roku 1879 Leon XIII nakazał, aby teologia katolicka opierała się na doktrynie św. Tomasza, nazywając go „księciem i nauczycielem wszystkich doktorów scholastycznych”.

Św. Tomasz już za swego stosunkowo krótkiego życia cieszył się powszechnym szacunkiem i uznaniem. Rad jego zasięgali biskupi, papieże, uniwersytety i zgromadzenia zakonne. Stanowi to jaskrawy kontrast z losem innych wybitnych duchownych, takich jak św. Jan Chryzostom, św. Grzegorz VII czy kard. Newman, którzy na różne sposoby wiele musieli wycierpieć w obronie Kościoła katolickiego.

Spośród licznych kwestii związanych z osobą św. Tomasza poruszymy tu jedynie kilka: a mianowicie naturę scholastycyzmu, stosunek wiary do rozumu oraz zagadnienie rozwoju katolickiej Tradycji, zwłaszcza w kontekście II Soboru Watykańskiego.

Modne stało się obecnie – niemal de rigueur – twierdzenie, że na pewnym etapie metoda scholastyczna była bez wątpienia użyteczna, katolicyzm musi jednakże poszerzać swe horyzonty i przyjąć system filozoficzny bardziej odpowiadający potrzebom naszych czasów. W rzeczywistości jednak teza ta została przez Kościół potępiona. Papież Pius IX zawarł ją w swym Syllabusie, stwierdzając w roku 1864, że błędem jest twierdzić, iż „metoda i zasady uprawiania teologii przez dawnych mistrzów scholastyki całkiem nie odpowiadają potrzebom czasów obecnych ani postępowi nauk”. Mamy więc obecnie do czynienia z hydrą modernizmu, który na nowo podnosi swą głowę. Oczywiście, wyrażając szczególne uznanie dla metody scholastycznej, Kościół nie zamierzał potępiać ipso facto wszystkich innych. Wszelkiego rodzaju dociekania naukowe cieszą się jego poparciem, o ile tylko celem ich nie jest podkopywanie wiary. Zdarzało się niestety, że nie bycie tomistą postrzegane było jako równoznaczne z byciem heretykiem.

Wedle The Catholic Encyclopedia (1912): „Scholastycyzm nie polega, jak to sobie niektórzy wyobrażają, na niekończących się dyskusjach i wikłaniu się w szczegóły, ale na prezentowaniu zdrowej doktryny w sposób precyzyjny, jasny i spójny. W swej encyklice Aeterni Patris Leon XIII stwierdza, że to właściwemu wykorzystaniu filozofii zawdzięczamy «wspaniałe dary, które czynią teologię scholastyczną tak bardzo groźną dla wrogów», zwracając uwagę na «ów doskonały i wzajemnie spójny związek przyczyn i rzeczy; ów porządek i odpowiednie rozłożenie materiału, jakby żołnierzy ustawionych w szyku do bitwy; owe precyzyjne definicje i rozróżnienia; ową niesłabnącą siłę argumentów i ostre dysputy naukowe, dzięki którym prawda od fałszu tak, jak światłość od ciemności jest odróżniana, a osłonięte wielkim blichtrem i fałszem kłamstwa heretyków stają otwarte i obnażone – jakby odarte z szaty». W czasach, w których pracowali wielcy scholastycy, światło jaśniało tam, gdzie dotąd panowały ciemności, ład zaś powracał tam, gdzie dotąd panował chaos. Teologowie scholastyczni rozwinęli i udoskonalili dokonania św. Anzelma i Piotra Lombarda. Od ich czasów nie dokonało się żadne istotne ulepszenie w strukturze i systemie teologii, choć zakres apologetyki został rozszerzony, na znaczeniu zyskała teologia pozytywna”. Trudno zaiste byłoby wyrazić to lepiej. Fakt, iż scholastycyzm cieszy się obecnie złą sławą, jest w dużej mierze skutkiem różnorakich stereotypów. Gdzie na przykład znaleźć można dowody na rzekomy spór o to, ilu aniołów tańczyć może na łebku szpilki?

Jeden z najczęściej wysuwanych wobec metody scholastycznej zarzutów brzmi, iż – dając pierwszeństwo wierze – rezygnuje ona z korzystania z rozumu. Zarzut taki zrozumiały jest w przypadku niewierzącego – i to właśnie takie stanowisko analizuje św. Tomasz w swej Summa contra gentiles. W tym – jak pisze Encyclopedia Britannica – „najważniejszym dziele średniowiecza z zakresu teologii naturalnej, św. Tomasz próbuje odpowiedzieć na obiekcje niechrześcijan, wyraźnie rozróżniając sfery naturalnego rozumu oraz wiary. Tak rozum jak i wiara zajmują się tym samym przedmiotem, jednak na różne sposoby: rozum wychodzi od danych dostarczanych przez zmysły i zmierza do poznania istnienia, jedności, dobra, inteligencji oraz woli Boga; wiara natomiast opiera się na Objawieniu oraz autorytecie i osiąga poznanie Boga jako Istoty czysto duchowej, np. mówi o istnieniu w Niej trzech Osób. Każde z nich musi brać pod uwagę poznanie, do którego doszło drugie, a ze względu na różnicę w metodach nie należy obawiać się skażenia; nie mogą być one mieszane i równocześnie nie powinny być od siebie izolowane. Z nich dwu wiara jest jednak ważniejsza, ponieważ daje człowiekowi wiedzę, której kierując się samym tylko przyrodzonym rozumem nie byłby w stanie zdobyć, tak więc mówi się, iż przekracza ona możliwości rozumu. Prawdziwy rozum i wiara nie mogą nigdy pozostawać w sprzeczności, pochodzą bowiem z tego samego źródła wszelkiej prawdy, Boga, Absolutu”.

W pierwszym artykule swej Sumy teologicznej św. Tomasz „dowodzi, że obok wiedzy, na której zdobycie pozwala rozum, do zbawienia konieczne jest również Objawienie, po pierwsze dlatego, że bez niego ludzie nie mogliby poznać nadprzyrodzonego celu, do którego muszą zmierzać przez swe wolne akty; po drugie zaś, ponieważ bez Objawienia «prawdą o Bogu, zdobytą wysiłkiem rozumu, cieszyłaby się tylko garstka ludzi, po długim czasie szukania i to z domieszką wielu błędów». Kiedy prawdy objawione przyjmowane są dzięki wierze, intelekt zaczyna wyjaśniać je i wyciągać z nich wnioski. Rezultatem tego jest teologia, będąca nauką – ponieważ wychodzi ona od zasad, które są pewne. Obiektem tej nauki jest Bóg; inne rzeczy traktowane są jedynie w swej relacji do Niego. Intelekt wykorzystywany jest w teologii nie aby uzasadniać prawdy wiary, które przejmowane są na mocy autorytetu Boga, ale aby bronić, wyjaśniać i rozwijać objawione doktryny”. Tyle The Catholic Encyclopedia (1912).

Można by argumentować, że jako iż św. Tomasz wprowadził reformę we wierze swej epoki – przez zaadoptowanie myśli Arystotelesa do doktryny katolickiej – idea reformy w rodzaju przeprowadzonej przez II Sobór Watykański nie była niczym bezprecedensowym i nie powinna być traktowana z taką podejrzliwością przez konserwatywnych oraz tradycyjnych katolików. Teza ta wymaga analizy.

To, co uczynił św. Tomasz z Arystotelesem, było zaprawdę zdumiewające. Pisma Arystotelesa docierały na Zachód nierzadko w błędnych tłumaczeniach (przekładane najpierw z greki na arabski przez Maurów w Hiszpanii, a następnie z arabskiego na łacinę), wraz z wątpliwymi komentarzami filozofów żydowskich i arabskich. Prowadziło to do sytuacji, w których uniwersytety zakazywały wykładania niektórych pism Stagiryty. Na Uniwersytecie Paryskim szerzyła się bezbożność i racjonalizm, pojawiła się też niebezpieczna idea, wedle której filozofia i religia są dwiema całkowicie odrębnymi sferami, a to, co jest prawdą w jednej, może być fałszem w drugiej. Św. Tomasz z Akwinu podjął się oczyszczenia spuścizny po Arystotelesie zdobywając poprawne tłumaczenia i odrzucając błędne wnioski niektórych komentatorów, zwłaszcza Awerroesa, hiszpańskiego Maura z poprzedniego stulecia.

Kolejnym jego przedsięwzięciem było zaprzęgnięcie rozumu oraz filozofii do służby teologii. Uczynił to nadając doktrynie katolickiej systematyczną, naukową postać. W sposób ten powstała jego wspaniała Suma teologiczna. On sam, z właściwą sobie skromnością, postrzegał ją jedynie jako podręcznik do użytku studentów. Zawarł w niej jednak obszerną i kompletną syntezę doktryny chrześcijańskiej, przedstawioną zgodnie ze spójnymi zasadami filozoficznymi oraz przy użyciu precyzyjnej terminologii, a każda z jej części w logiczny sposób prowadziła do kolejnej, kierując duszę ku Bogu, niczym strzeliste i przestronne katedry wznoszone w tej samej epoce.

Innowacje św. Tomasza służyć miały umocnieniu, wyjaśnieniu i obronie tradycyjnej wiary katolickiej, jak np. w przypadku Uroczystości Bożego Ciała. To święto liturgiczne stanowiło w świecie chrześcijańskim nowość; nowością nie była natomiast doktryna o Rzeczywistej Obecności Zbawiciela w Eucharystii, wyrażona jednoznacznie w Nowym Testamencie. Nowe święto miało na celu uwypuklenie i wyjaśnienie starej prawdy. W szerszym sensie to samo powiedzieć można o wszystkim, czego dokonał św. Tomasz. Zaprzągł on nową metodę filozoficzną w służbę niezmiennej wierze, zaskarbiając sobie w ten sposób wdzięczność wszystkich kolejnych pokoleń.

Na łamach naszego pisma – zwłaszcza w artykułach autorstwa Michaela Daviesa – często zwracana była uwaga na fakt, że wiele z tzw. reform Vaticanum II nie miało uzasadnienia w dokumentach samego soboru – np. usunięcie tabernakulum z głównego ołtarza. Decyzje te podejmowane są – choć bezzasadnie – w oparciu o rzekomy autorytet soboru, tak więc dyskusja nad tym, czy mają one faktycznie oparcie w jego dokumentach, staje się akademicka. Warto natomiast zastanawiać się, czy praktyki takie jak usunięcie tabernakulum czy też Komunia na rękę zgodne są z wiarą, którą odziedziczyliśmy i którą przekazać mamy kolejnym pokoleniom. Jeśli nie, obowiązkiem naszym jest opieranie się takim nowinkom. Podobnie jak zmiana dni wspomnień świętych burzy tradycyjny porządek i nie prowadzi do żadnego oczywistego dobra, tak też zmiany w pobożności eucharystycznej w Kościele posoborowym wyrządzają wielką szkodę wierze katolików. W niemalże każdej parafii tego kraju zaobserwować można jedno lub wszystkie z następujących zjawisk: rozmowy i żarty przed tabernakulum (o ile jest ono w ogóle widoczne), porzucenie praktyki przyklękania przed obecnym z nim Eucharystycznym Zbawicielem, lekceważenie spowiedzi przed przystąpieniem do Komunii w przypadku popełnienia grzechu ciężkiego, ignorowanie postu eucharystycznego, brak uszanowania dla bielizny ołtarzowej a nawet naczyń liturgicznych, nie nauczanie dzieci podstaw doktryny katolickiej dotyczącej Mszy i Eucharystii etc. etc.

Niektórzy argumentować będą, że Chrystus obecny jest zarówno w zgromadzeniu jak w Najświętszym Sakramencie, że Kościół w przeszłości zapominał o tej prawdzie i obecnie powinien to naprawić. Cena tego jest jednak stanowczo zbyt wysoka: jest nią, ni mniej ni więcej, zanik wiary w Rzeczywistą Obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Czy warto tracić ją na korzyść niejasnego poczucia wspólnego uczestnictwa (w czym?), czy też czegokolwiek innego? Zakończymy więc te rozważania oczywistą konkluzją, że reformatorskie wysiłki św. Tomasza miały na celu obronę wiary. „Reformy” będące owocem II Soboru Watykańskiego wiarę niszczą, tak więc nie mogą być prawdziwie katolickie.

W przypadku św. Tomasza zapomina się niekiedy, że był on człowiekiem żarliwej modlitwy oraz odznaczał się szczególnym nabożeństwem do Eucharystycznego Zbawiciela. W trakcie jego życia papież Urban IV – w celu uwypuklenia dogmatu o Rzeczywistej Obecności Chrystusa w Eucharystii i dla poskromienia negujących go herezji – ustanowił Uroczystość Bożego Ciała. Św. Tomaszowi powierzone zostało ułożenie na to święto tekstów mszalnych oraz Oficjum, co było wyjątkowym wyróżnieniem. Często wpadał w ekstazę medytując o Najświętszym Sakramencie, zwłaszcza pod koniec swego życia. Kiedy w Fossanuova leżał na łożu śmierci i przyniesiony mu został Wiatyk, powiedział: „Gdyby nawet na świecie tym istniała jakaś znajomość tego Sakramentu pewniejsza od tej, która wynika z wiary, chciałbym odwołać się teraz do niej, stwierdzając, iż mocno wierzę i wiem z całą pewnością, że w sakramencie tym obecny jest Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, Syn Boży i Syn Dziewicy Maryi. Przyjmuję Ciebie, o ceno mojego zbawienia, dla której miłości czuwałem, studiowałem i pracowałem. O Tobie nauczałem, Ciebie przepowiadałem. Nigdy nie powiedziałem niczego przeciwko Tobie; jeśli zaś czegoś nie powiedziałem dostatecznie dobrze, przypisać to należy jedynie mojej ignorancji. Nie pragnę też upierać się przy moich opiniach, ale jeśli napisałem kiedykolwiek coś błędnego odnośnie do tego Sakramentu czy innych kwestii, poddaję to pod osąd i korektę Świętemu Kościołowi Rzymskiemu, w posłuszeństwie któremu opuszczam teraz to życie”. Było to w środę 7 marca 1274 roku.

Za „The Angelus” marzec 1981, tłumaczył Tomasz Maszczyk.