„Na świecie ucisk mieć będziecie; ale ufajcie, jam zwyciężył świat” Jan 16,33
22. Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego [2 kl.]
Zawsze Wierni nr 5/2021 (216)

Maria Wolan

Fundamentalizm czy obrona fundamentów? Sekty i zachowania sekciarskie

Niniejszy artykuł nt. pojęć sekt oraz zachowań sekciarskich powstał z dwóch bardzo ważnych powodów: pierwszy z nich to fakt nieuprawnionego nadużywania tych pojęć, co świadczy o braku ich właściwego zrozumienia; drugi natomiast to rzeczywiste zagrożenie dla tych wiernych, którzy nie korzystając z posługi tradycyjnego duszpasterstwa, są rozkochani w Panu Bogu i poszukują możliwości zwiększenia praktyk pobożnościowych ponad zwyczajowy udział w coniedzielnej Mszy świętej i którzy w związku z tym są wyjątkowo narażeni na działalność rzeczywistych sekt.

Bractwu Kapłańskiemu Świętego Piusa X (FSSPX) i wiernym korzystającym z posługi kapłańskiej tego Bractwa nagminnie stawia się absurdalne zarzuty o przynależność do sekty. Gdyby nie fakt częstego stosowania takich oskarżeń, to sama ich irracjonalność pozbawiona jakiegokolwiek uzasadnienia powinna prowadzić do zbywania ich milczeniem. Jednak nadużywanie tego określenia świadczy o tym, że pojęcie sekty oraz zachowań sekciarskich jest po prostu mało znane. Wiem, że np. gdańscy egzorcyści posługują się spisem zagrożeń duchowych, na którym FSSPX występuje jako jedno z nich z informacją, że to sekta! Wiem też, że niektórzy „wierni Bractwa” słyszą od innych wiernych korzystających z posługi tegoż Bractwa zarzut sekciarskiego myślenia tylko dlatego, że rozpoznają ww. posługę kapłańską jako najlepszą z obecnie możliwych.

Wierni trwający w modernistycznych strukturach Kościoła, w którym prawie wszędzie sacrum zostało zastąpione obsesyjną pogonią zaspokajania ludzkich odczuć, bardzo często są spragnieni rozwinięcia pobożnościowych praktyk i doświadczenia rzeczywistej miłości. Paradoks bowiem polega na tym, że wszędzie tam, gdzie człowieka umieszcza się przed Panem Bogiem, a usta pełne są zapewnień o miłości bliźniego, to tej prawdziwej miłości bliźniego, realizowanej w sposób podany przez Stwórcę – jest po prostu brak. Tacy ludzie, którym podświadomie czegoś brakuje, są doskonałym i łatwym łupem różnych sekt i ruchów w Kościele, które noszą znamiona rzeczywistych sekt. Bombardowanie miłością, serdeczność i wyraźnie okazywane zainteresowanie są tak silnym i pozytywnym przeżyciem dla niezorientowanego człowieka, że gotów jest wejść w tak sprawdzoną i wyrafinowaną pułapkę. Nawet może nie mieć znaczenia kim są ludzie polujący na nowych adeptów. Zagrożenie dotyczy życia wiecznego, ale też życia i zdrowia doczesnego.

Z powyższych powodów wynika, że nawet ogólna i skrócona analiza tego tematu może się wszystkim przydać.

Czym naprawdę są sekty

Według raportu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji RP za sektę destrukcyjną uznać można każdą grupę, która, posiadając silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków; to grupa, która narusza podstawowe prawa człowieka i zasady współżycia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny. Chodzi więc o grupę o charakterze totalitarnym, naruszającą zasady współżycia społecznego, która poprzez stosowanie rozmaitych technik, wykorzystanie fizyczne, psychiczne lub materialne powoduje uzależnienie osoby od tej grupy lub jej przywódcy.

Warto również pamiętać o istnieniu takiego pojęcia jak zachowanie sekciarskie. Jest to zachowanie pojedyncze lub ich zespół, które zazwyczaj występują w sektach, ale jednak można je zobaczyć także w zakładach pracy, rodzinie, klubach sportowych itd. jako zjawiska negatywne.

Jeszcze kilkanaście lat temu wiele mówiono i publikowano w naszym kraju na temat sekt. Temat ten jednak z niewiadomych względów przycichł. W niniejszym artykule pominę ten aspekt, choć jest on poniekąd bardzo ważny z uwagi na to, że wtedy spora liczba zaginionych ludzi, szczególnie młodych była odnajdywana w licznych grupach o znamionach sekciarskich. Jak jest dzisiaj? Na ten temat nie mam aktualnych danych.

Zasadniczo istnieje potrzeba badania zjawiska sekt w ogóle. O wartości, naturze czy strukturze sekt, a nawet starych religii próbują decydować tzw. instytuty religioznawcze, wśród których przeważają socjologowie oraz psychologowie i to często o wąskim zakresie badań np. psychologowie kliniczni, ale także kulturoznawcy, antropolodzy i prawnicy. Mimo aktualności problemu destrukcji w sektach, nadal brakuje teologów czy filozofów. Ich miejsce zajmują badacze z instytutów religioznawczych, których orzeczenia są rzekomo bardziej obiektywne niż przeprowadzone przez ludzi Kościoła czy w ogóle chrześcijan, podczas gdy owa zawężona psychologiczno-socjologiczna interpretacja uważana jest za obiektywną, zwłaszcza jeśli towarzyszy temu brak zaangażowania religijnego. W samym Kościele istnieją np. Dominikańskie Ośrodki Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach, jednak oo. Dominikanie jednocześnie promują ruchy charyzmatyczne, spotkania międzywyznaniowe, medytacje jogi itp. co samo jest także zagrożeniem duchowym. Pomijam skandale obyczajowe wokół osób prowadzących te ośrodki.

Szkodliwość sekt

Badania, o których mowa wyżej, powinny mieć charakter interdyscyplinarny, stały i biorący pod uwagę kulturowe procesy rozwojowe, trwające na przestrzeni lat. W badaniach nad sektami należy uwzględnić trzy podstawowe problemy, a mianowicie zagrożenia zdrowia psychicznego, manipulacje umysłem i zwodzenie sumienia (sfera duchowa). Dotykamy tu pojęcia sekty jako grupy potencjalnego zagrożenia dla jednostki i społeczeństwa. Pojęcie „sekty destrukcyjnej” nie jest już tematem nowym. Samo pojęcie, zgodnie zresztą z etymologią słowa, wyrosło w kontekście chrześcijańskim i oznacza grupę, która odłączyła się, odcięła (łac. sectare) od macierzystego Kościoła, podążając za swoim przewodnikiem (sequor). Sekty nazywane także dziś nie do końca słusznie „religiami młodzieżowymi”, można nazywać również „nowymi ruchami religijnymi” i takie pojęcie coraz bardziej przyjmuje się w nomenklaturze naukowej, choć równie często spotyka się określenia „sekta” albo „kult”.

Otóż sekty są szkodliwe, a przynajmniej potencjalnie niebezpieczne. A jednak pomimo to pojawiają się opinie o rzekomo niskiej ich szkodliwości społecznej, które nawet przeważają w wielu ekspertyzach socjologów opisujących niniejszą problematykę. Jest to jednak określenie samo w sobie nieostre, a ponadto dotykamy tu kwestii: kto może i powinien wyrokować o szkodliwości sekt, skoro jest to tak złożony problem dotykający choćby kwestii związanych ze zdrowiem psychicznym, sferą duchową (sumieniem), czy manipulacją umysłem. Pomijam tu także sprawy kryminalne czy choćby rzeczywiste zagrożenie społeczne, które zaczyna się na poziomie rodziny, a jeszcze wcześniej jednostki. I nawet jeśli zjawisko aktywności sekt – tak jak to stwierdzono swego czasu w Niemczech (w specjalnym raporcie sporządzonym w roku 1998 dla Bundestagu) nie stanowi zagrożenia dla państwa i społeczeństwa, jest jednak ono groźne dla pojedynczych osób, a w konsekwencji również dla rodzin. Raport niemiecki, a także inne wcześniejsze raporty międzynarodowe (Raport Cottrella z 1984 r. i Raport Guyard’a z 1995 r.), potwierdzają fakt, iż wiele osób jest podatnych na psychomanipulacje stosowane przez rozmaite sekty czy organizacje. Także dawny już raport watykański o sektach (z 1985 r.), oparty na wnikliwych sprawozdaniach z całego świata, potwierdzał istnienie tzw. sekt destrukcyjnych, które są zagrożeniem dla jednostki i rodziny. Również w Polsce badano te problemy, o czym świadczą chociażby Raporty Biura Bezpieczeństwa Narodowego z 1995 r., z 1997 r., a ostatni, do którego dotarłam – z roku 2000. Znajdują się w nich osobne rozdziały poświęcone sektom i bezpieczeństwu państwa. W demokratycznym państwie nie można popierać, nawet w imię wolności religijnej i wolności sumienia, organizacji, które mają charakter totalitarny, a taki wykazuje większość sekt. Pomimo jednak tych słusznych wyzwań i interpretacji, dobro jednostki, a więc wolność człowieka i jego sumienia, którego wybory decydują nie tylko o zdrowiu psychicznym, ale i o zbawieniu wiecznym, powinny być na pierwszym planie.

Biorąc zatem pod uwagę znaczenie światopoglądu w destrukcyjnym działaniu sekt, należy wyróżnić co najmniej dwa aspekty: destrukcja psychologiczno-socjologiczna, która wiąże się z kwestią zdrowia psychicznego, oraz destrukcja duchowo-religijna, co wiąże się ze wspomnianą kwestią światopoglądu, który nie może być dla nikogo obojętny, ponieważ konwersja światopoglądowa, np. religijna, w kontekście zaangażowanego chrześcijaństwa, jest apostazją lub zdradą. Dotyczyłoby to więc jakiejś patologii duchowo-religijnej.

Odnośnie do wspomnianego powyżej kilkakrotnie tematu destrukcji, czyli niszczenia na wielu płaszczyznach dokonywanego w łonie sekt, poruszyć należy choćby kilka kwestii. Powtórzmy – destrukcja ta dotyczy przede wszystkim takich wymiarów jak: osobowość, rodzina, społeczeństwo. Na tych płaszczyznach można obiektywnie ją zbadać. Dokonuje się tego np. według kryteriów zdrowia psychicznego. Okazuje się, że sam aspekt naruszenia tego zdrowia może posłużyć do pociągnięcia do odpowiedzialności ponad dwudziestu osób działających według ideologii sekty za samobójczą śmierć adepta. Chodzi o słynny swego czasu proces w Lyonie przeciwko niezwykle groźnej sekcie Scjentologii (nota bene znanej i szeroko uznawanej w Hollywood i wielu środowiskach celebrytów i polityków na całym świecie). W tym procesie zaważyło rozeznanie psychiatry, kryminologa Jean-Marie Abgralla. Przełomowość tego procesu polegała na tym, że do tego czasu adepci sekty bronili się za parawanem tolerancji religijnej i wolności do propagowania praktyk wynikających z wierzenia grupy wyznaniowej. Dopiero wykazanie dokonania destrukcji na poziomie psychicznym, prowadzącej do śmierci samobójczej adepta, wykazało odpowiedzialność prawną wielu osób. Proces zakończył się 22 listopada 1996 r. i stał się precedensem w osądzaniu sekt z pominięciem sfery wyznaniowej, za którą, jak za parawanem, kryły się grupy naruszające prawa jednostki i społeczeństw. J.-M. Abgrall we wspomnianej książce o działaniu sekty ukazał, w jaki sposób udaje się rozmaitym guru zdobyć taką władzę nad swoimi wyznawcami, że normalni do tej pory ludzie są gotowi do ekstremalnych zachowań, oddania całego swojego majątku lub nawet do pozbawienia się życia. Autor wykazał szczegółowo stosowane przez sekty mechanizmy werbowania, uzależniania i wykorzystywania swoich członków. Jako psychiatra uważnie przeanalizował metody psychologicznej manipulacji, patologie indywidualne i grupowe, omówił skuteczne sposoby terapii. Ponadto opisał omawiane zjawiska w aspekcie kryminalno-prawnym. Znane są procesy sądowe także np. przeciwko sekcie Moona czy wspomnianych Scjentologów, którzy byli oskarżani z powodu nadużyć finansowych, spowodowania zniszczenia osobowości (dianetyka), rodziny czy w obrębie powiązań społecznych. Ten poziom destrukcji mogą oceniać zarówno psychologowie, socjologowie, prawnicy odnoszący się do praw człowieka jak i prokuratura i policja odnosząca się z kolei do kodeksu karnego.

Zaś z katolickiego punktu widzenia największe zagrożenie wynikające z działania sekt dotyczy poziomu duchowego, gdzie zresztą poziom destrukcji jest bardzo trudny do rozeznania. Z pewnością nie zbadają go w pełni psychologowie, lecz potrzebna jest łaska rozeznania duchowego (np. egzorcyści: rozeznanie znaków czy stopnia uzależnienia od demonów). Wybory egzystencjalne człowieka decydują nie tylko o zdrowiu psychicznym, ale i o zbawieniu wiecznym. Zagadnieniem zagrożeń zdrowia psychicznego, jako kryterium destrukcyjności istniejącej w rozmaitych sektach, zajmują się nauki psychologiczne i socjologiczne (większość dotychczasowych opracowań na temat sekt ogranicza się głównie do tego aspektu). Manipulacja umysłem natomiast to rodzaj zakłamania (dezinformacja, niedoinformowanie) na gruncie światopoglądu, które należy badać osobno. Jeszcze czymś innym są zagrożenia duchowe czy też zwodzenie duchowe dotyczące sumienia czyli oceny w dziedzinie dobra i zła. Zagrożenia duchowe są także ściśle związane z przynależnością do określonego wyznania. W tym kontekście spustoszeniem typu duchowego jest np. apostazja (czyli zaparcie się wyznawanej wiary), która jest czymś głębszym i poważniejszym niż tzw. konwersja religijna, o której mówi się także w socjologii. Badania wykazują, że spustoszenia w dziedzinie sumienia są najgroźniejsze, gdyż dotyczą najgłębszych i najbardziej intymnych sfer człowieka. Zagrożenie zatem dla katolika ze strony np. religijnych koncepcji wschodnich i metod wtajemniczenia religijnego, mających podłoże magiczno-okultystyczne, może być postrzegane jako najwyższej wagi, bo bezpośrednio odnosi się do zakazów Bożych, które w konsekwencji wskazują na potępienie wieczne. Dotyczy to szczególnie takich zjawisk jak: otwieranie na siły nieznanego pochodzenia za pomocą otwierania czakramów, przynależność do ruchu Medytacji Transcendentalnej, uprawianie szamanizmu i związanej z nim magii i tańców rytualnych oraz posiadanie przedmiotów używanych podczas rytuałów, czy np. wiara w działanie tzw. łapaczy snów. Do zagrożeń najwyższej wagi należy dodać kwestię wiary w reinkarnację, co jak się okazuje, można zauważyć u dość wielu katolików.

Tematyka destrukcji jest bardzo szeroka. Na potrzeby tego artykułu przytoczę kilka technik zniewalającej perswazji, które zebrał wspomniany już powyżej psychiatra i kryminolog, J.-M. Abgrall. Otóż zasadnicze działania sekt zniewalających zmierzają do negacji jednostki na korzyść struktury i do prześladowania wszelkich odchyleń od ustalonej normy sekty. W tym właśnie tkwi charakter totalitarny owych sekt, gdzie stosuje się stereotypy, które wykorzystują powszechną tendencję jednostek do uogólniania i projektowania się w świecie wyobrażeń grupy; dokonuje się zamiany mowy i używa metod służących do maskowania prawdy lub wywołania mocniejszego szoku; przeprowadza się kontrolę informacji i przekazuje tylko takie fakty i poglądy, które sprzyjają rozpowszechnianej ideologii; używa się systematycznie kłamstwa i fałszowania prawdy; powtarza się aż do przesady zniekształcone informacje w celu uzyskania przyzwolenia jednostek lub zmiany ich poglądów; nieustannie ugruntowuje się ideologię sekty przy jednoczesnym odrzucaniu wątpliwości; stosuje się w imię nadania jakiejś kary napiętnowanie jednostki jako nieprzyjaciela, co naznacza go jako wydanego na hańbę grupy, odgrywającego odtąd rolę kozła ofiarnego; wymaga się całkowitego poddania się władzy i stałego odnoszenia się do niej jako do źródła prawdy.

Dla ludzi o mocnych nerwach polecam książkę H.E. Mountacir Dzieci w sektach, w której przerażają fakty szczegółowo zebrane podczas śledztwa w wielu sektach, świadczące o nadużyciach w dziedzinie traktowania tam dzieci. Praca ma jednak tylko charakter faktograficzno-dziennikarski. Niestety, wiele cytatów jest wyrwanych z kontekstu, stąd ich lektura zakłada niekiedy wcześniejszą znajomość doktryny danych sekt. Mimo to autorka zauważa związek między rozmaitymi faktami zniewolenia człowieka, szczególnie dzieci, a światopoglądami czy ideologią rozmaitych sekt. Patologia sekty destrukcyjnej jest precyzyjnie określona przyjętą wcześniej ideologią, światopoglądem czy wierzeniem, którego badanie i ocena polega na innych zasadach niż badanie patologii psychologicznej i społecznej jakiejś określonej grupy czy organizacji. Chociaż H.E. Mountacir opisuje tematy inicjacyjne w dobranych przez siebie cytatach, nie jest w stanie jakby przedrzeć się przez negatywną stronę nadużyć czy błędów tak, by owe światopoglądy zinterpretować w sposób szerszy.

Nie każda grupa izolująca się w jakiejś rozsądnej mierze od społeczeństwa nasyconego pornografią czy korupcją, jest grupą złą czy też sektą. Nie każda grupa, która trwa przy korzeniach swej chrześcijańskiej tradycji, jest sektą odcinającą się od reszty. Wręcz przeciwnie, bowiem radykalizm myślenia i działania – który w sektach dąży do zawładnięcia jednostką w systemie skrajnego fundamentalizmu – może być przejawem słusznej obrony fundamentów. Nie można być naiwnym i nieuważnym tam, gdzie dokonuje się destrukcja, prozelityzm czy oszukiwanie człowieka jako dziecka Bożego, za które umarł Chrystus, co jest sprawą najwyższej wagi.

Podsumowanie

Mając teraz do dyspozycji opisy pojęć związanych z sektami można już zauważyć, że tak naprawdę to nie „wierni Bractwa” są sekciarzami albo fundamentalistami, ale że to w Kościele doszło do bardzo poważnych zjawisk, które noszą znamiona sekciarstwa.

Środowiskom wiernych Tradycji katolickiej, których tak naprawdę powinno się nazywać po prostu katolikami, zarzuca się bowiem także swoisty fundamentalizm, czyli skłonność do przeciwstawiania się jakimkolwiek zmianom doktryny, kultu czy obyczajowości. Tymczasem postawa obrony Tradycji i odwiecznego rozumienia Pisma świętego jest raczej obroną fundamentów, gdzie nie używa się metod rodem z wojen religijnych, lecz polecanych przez św. Pawła w drugim liście do Tymoteusza: „Głoś naukę, wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu” (por. 2 Tym 4,2); wobec tych, którzy „nie znoszą zdrowej nauki, mnożą sobie nauczycieli według własnych pożądań, odwracają się od słuchania prawdy i zwracają się ku zmyślonym opowiadaniom” (por. 2 Tym 4,3–4).

Należy przytoczyć mało znany fakt z życia Jana XXIII. Opis został podany przez Marco Roncalliego, bratanka tegoż papieża w książce Papież Jan święty. Otóż autor, zachwycony swoim słynnym wujem, przytacza treść listu przez niego napisanego 17 października 1958 r. do przyjaciela, ks. Valentina Vecchiego: „Niech żyje papież, i modlić się, aby jego następca, ktokolwiek nim będzie, nie preferował zachowania ciągłości” [czyli wg oryginału, raczej wprowadził discontinuità czyli brak ciągłości]. Oznacza to, że Jan XXIII, jeszcze zanim został papieżem, marzył o zerwaniu z Tradycją a jego następcy są konsekwentnymi wykonawcami tych marzeń. Mówić należy o zerwaniu, o zostawieniu w tyle FUNDAMENTÓW wiary jako nieważnych!

Ja sama, nostryfikując na UKSW swoje zagraniczne studia teologiczne, podczas pisania pracy magisterskiej dotyczącej Jezusa Chrystusa, jako jedynego Zbawiciela, zostałam poinstruowana przez swoją promotorkę, że byłoby lepiej widziane, gdyby pośród bibliografii źródłowej mojej pracy nie było żadnych publikacji sprzed II Soboru Watykańskiego.

Jeżeli już chcielibyśmy na siłę szukać sekt lub zachowań sekciarskich w Kościele, to z ogromną przykrością trzeba stwierdzić, że posługując się powyższymi określeniami, najczęściej można znaleźć je w tzw. nowych ruchach. Dla osób posiadających rzeczowe rozeznanie nie jest tajemnicą, że np. Droga Neokatechumenalna funkcjonuje wykorzystując materiały formacyjne, które nie są powszechnie dostępne, są tajne, a przy okazji pełne błędów teologicznych. Ponadto role przywódcze i kierownictwa duchowego w tym i w innych nowych ruchach tego typu pełnią osoby świeckie. Tam najczęściej panuje taka atmosfera, gdzie szacunek, zachwyt i podziw dla założyciela wynosi jego postać ponad hierarchię kościelną, bez wyłączenia samego papieża. Panuje niemalże kult założyciela.

Wyżej wymienione zjawiska absolutnie nie występują w środowisku korzystającym z posługi kapłańskiej FSSPX. Jak więc w tym kontekście można nazywać sektą wspólnotę FSSPX, która żyjąc według fundamentów wiary, nie jest w sprzeczności dogmatycznej z Kościołem katolickim?

Jest to paskudne pomówienie i oszczerstwo, wynikające z modernistycznego rozumienia kwestii wiary (światopogląd), gdy tymczasem sprawą najważniejszej wagi jest kwestia zbawienia dusz wiernych. Zbawienie wieczne bowiem „zasługuje na wiarę (…), ci, którzy wierzą w Boga, mają się starać usilnie o pełnienie dobrych czynów” (Tyt 3,8). Do tego usilnie zachęcają kapłani FSSPX w swoich kazaniach i konferencjach. „Z bojaźnią i drżeniem zabiegajcie o własne zbawienia” (Flp 3,8). To tutaj wierni mogą usłyszeć o palącej potrzebie pracy duchowej nad sobą, o potrzebie wykorzeniania wad i pomnażania cnót, walki z własną słabością i grzechem, lektury tradycyjnego katechizmu, indywidualnej edukacji w kwestiach wiary, a nade wszystko dbaniu o prawdziwe życie duchowe, po katolicku w odwiecznym tego słowa znaczeniu. Ks. Jakub Wawrzyn, na pytanie jednego z wiernych o skutki ostatniego motu proprio Papieża Franciszka na funkcjonowanie FSSPX, odpowiedział, że dla nas nic się nie zmieniło poza tym, że musimy pokazać naszym życiem, jak owocna jest Msza święta wszech czasów… Nic dodać, nic ująć.