„Na świecie ucisk mieć będziecie; ale ufajcie, jam zwyciężył świat” Jan 16,33
św. Michała Archanioła [1 kl.]
Zawsze Wierni nr 2/2022 (219)

Ewa Wielgat

Zapomniany Prymas

26 października 1948 r. orszak żałobny kroczący wśród ruin zburzonej stolicy zamyka ostatecznie erę kontrrewolucji w Kościele Katolickim w Polsce. Wraz z Augustem kard. Hlondem odchodzi w przeszłość cała epoka, o której wiedzę tajemną posiadają dziś zaledwie archeolodzy idei. Również dorobek prymasa w ciągu 70 lat, jakie minęły od jego śmieci aż do dziś, został już znacznie poturbowany przez stronniczych interpretatorów – zgodnie z owym nieszczęsnym zwyczajem, w imię którego historię piszą zwycięzcy.

Kim był ten spiżowy kardynał, po którym tak doniośle rozbrzmiewa wielka cisza?

Prymas August Hlond SDB to figura niepospolita, zapadająca głęboko w serce. Trudno o lepszy przykład kogoś, kto w tym czasie – niczym w soczewce – skupiał w sobie wszystkie refleksy i dramaty swojej epoki: zaćmienie chrześcijaństwa, Europę czasów „gwałtownych wstrząśnień” wojennych i przemian ustrojowych, odrodzoną Polskę utkaną z wielkich nadziei i masońskich knowań, dostojny ultramontanizm wiecznego Rzymu na tle rozpolitykowanego duchowieństwa polskiego lat dwudziestych i trzydziestych, katolicyzm naprzeciw socjalizmu, boleśnie nabrzmiałe pytania o przeznaczenie państwa i cel historii – i może jeszcze boleśniejsze rozwiązania zaaplikowane w samo serce łacińskiego świata.

Włoska prasa wskazywała kardynała jako idealnego kandydata na papieża po Piusie XI. Emigracyjny rząd namawiał go po wojnie, aby został prezydentem Polski na uchodźstwie, którą to propozycję stanowczo odrzucił.

Wiele da się znaleźć godnych uwagi wątków Hlondowskiej biografii: można widzieć w prymasie wiernego syna św. Jana Bosco, skromnego zakonnika przepełnionego duchem salezjańskim, pasterza zatroskanego o losy polskiej emigracji, na której „giną dusze”, watykańskiego dyplomatę bezgranicznie oddanego papieżowi, człowieka odważnie posługującego się nowoczesnymi narzędziami w służbie Kościoła świętego, potrafiącego pielęgnować piękne przyjaźnie, o niedoścignionym talencie oratorskim, którego dzieła wydane w dwudziestoleciu międzywojennym natychmiast stały się bestsellerem literatury religijnej, mecenasa sztuki, autora wielu zamaszystych inicjatyw społecznych i religijnych, obrońcę rodziny, Ślązaka i żarliwego patriotę. Gdyby mniej pobieżnie przyjrzeć się tylko samej działalności prymasa Hlonda, trudno wprost uwierzyć, że tego wszystkiego mógł dokonać jeden człowiek. Na każdym kroku zaznacza się ta jego pracowitość i żelazna dyscyplina oraz głęboka pobożność – owoc wychowania, jakie odebrał w domu rodzinnym, który „był przesycony atmosferą religijną. […] Prymas w swych gorących przemówieniach ciągle ten szczegół podkreślał. Opowiadał, jak to jego ojciec, umywszy się i zjadłszy skromny posiłek wieczorny, klękał przed obrazem Matki Boskiej, a za nim żona, gromadka dzieci, i wspólnie odmawiali Różaniec”1. Sam również aż do końca pozostał wielkim promotorem Różańca.

Epicentrum prymasowskiego nauczania stanowi idea Kościoła walczącego o królewskie panowanie Chrystusa w życiu jednostek i narodu – ta sama, która rozpalała wówczas głowy wszystkich katolickich przywódców i serca szeregowych chrześcijan. Wypowiadał ją ów książę Kościoła językiem majestatycznym, pełnym militarnych odniesień i prorockich intuicji, który i dziś pozostawia czytelnika w oniemieniu. Na gruncie polskim może się prymas Hlond równać pod tym względem chyba tylko z ks. Piotrem Skargą SI, którego sam nazywa „natchnionym obrońcą etyki katolickiej i jej genialnym szermierzem w życiu polskim”2. W tym porównaniu nie ma przypadkowości. Obaj duszpasterzowali w czasach wielkich nieszczęść i herezji, jakie spadły na kraj oraz Kościół, i rozprzestrzeniały się się niczym zaraza. Tak kard. Hlond pisze o swoich czasach: „To, co się w Europie rozgrywa, jest gwałtownym zmierzchem epoki, której ducha zatruto. Tę niemoc powoduje bezwładność duchowa. To przesilenie jest następstwem kryzysu moralnego. Ten wstrząs ogólny jest zapadaniem się wszystkiego, co zawisło w próżni, gdy z życia ludów usunięto Boga i Jego prawo. Ten ostry załom rozwoju ludzkości to dowód, że bez pierwiastka Bożego narody nie wytrzymują brzemienia własnych dziejów”3. Oto przed oczyma staje nam obraz świata, na którym „utrwala się apokaliptyczny film św. Jana”: pogrążonego w rewolucyjnym zamęcie, w zaciętej walce pomiędzy Kościołem Chrystusa a smokiem, wężem starodawnym, usiłującym wciągnąć synów ludzkich „pod swe czarne sztandary”. Walka jest śmiertelna i ma charakter totalny, powszechna dewastacja rozciąga się od sfery pojęć aż do rzeczywistości oglądanej przez okno. Aby zmylić tropy, za każdym razem wróg przybiera sobie inne wezwanie, które papieże układają później w kontrlitanie zwane „sylabusami błędów”. Do najplugawszych należą aż do dziś socjalizm, laicyzm i liberalizm. Każdy z przejawów rewolucji stroi się w pozór nowości i świeżości, ale w swej istocie nie jest i nie może być niczym więcej niż tylko karykaturą odwiecznego porządku. Domeną szatana nie jest bowiem kreacja, lecz zaprzeczenie i anihliacja, a bunt i bezbożność są jego synonimami. Dlatego pisze prymas w swoim liście pasterskim: „Niejednokrotnie przestrzegałem was przed bezbożnictwem, które stanowi najpotworniejsze szaleństwo naszych czasów”4, a polskie próby podążania za „modnymi bzdurami” z zewnątrz, ucina stanowczo: „Mówią, że to powiew Europy, a w rzeczywistości wieje tu woń przykra moralnego rozkładu tej Europy, która już cuchnie [por. J 11, 39], wieje trupi zaduch bolszewickiego Wschodu”5. Używając całego swego autorytetu, piętnuje działania masonerii, która złączona z bolszewizmem „wyzwala” coraz to nowe warstwy starego świata, obierając go z łacińskości jak cebulę: „Masoneria! To brzmi niemal jak bajka. To wygląda prawie na jakieś nieuchwytne straszydło ze starej legendy, a jednak tak nie jest. Masoneria to coś konkretnego, coś fizycznego, żywego”6, co nęci człowieka hasłami o jego szczególnych prawach – prawie do błędu i grzechu. Nieprzyjaciel zdaje się być coraz pewniejszy swego zwycięstwa w tej walce o dusze.

Straszny jest bilans rewolucji, który kard. Hlond rysuje w liście pasterskim O katolickie zasady moralne:

Anarchia moralna pustoszy świat. Jakieś nieprzestrzenne siły łamią sumienia. Bolszewizacja umysłowości podważa wszelkie zasady etyczne. Dusze dziczeją. Zwierzęcieje człowiek. Pod pozorem kultury i postępu rozprzestrzenia się satanizacja życia. […] Jakby jakieś burzycielskie demony gnały przez kraj, dławiąc poczucie etyczne i siły moralne narodu. Mamżeż to wyliczać? Mamżeż te krzywdy ludzkie wykazywać? Znacie to, jak się ludzie okłamują. Głośne są te sprzeniewierzenia w bankach, gminach, urzędach, przedsiębiorstwach. Kto pożyczył, nie oddaje, choć może. Dzierżawca dzierżawy nie płaci, choć ma z czego. Nie pokrywa się rachunków w sklepie i u rzemieślnika. Co gorsza, zawiera się umowy z myślą niedotrzymania ich. Świadomie wprowadza się w błąd i krzywdzi. Pracodawca nie chce opłacać pracobiorcy. Robotnik nie pracuje mimo zapłaty. Fałszuje się testamenty. Kupuje się fałszywych świadków w sądzie. Bandytyzm pojawia się po wsiach i miastach. Ścicha szerzy się pomruk grabieży. Na co to wszystko wskazuje? W sumieniach załamuje się poczucie prawości, uczciwości, sprawiedliwości. Zjawisko groźne w ludzkim współżyciu! Ono prowadzi do społecznego rozstroju7.

Ta „satanizacja” nie kończy się tylko na umiłowaniu złodziejstwa i braku poszanowania dla własności. Destrukcja sięga dalej po rodzinę – promuje się rozwiązłość i rozwody, aborcję i pornografię (prymas „stornował” projekt sejmowej ustawy o rozwodach).

Tym ambitnym celom służą nowoczesne środki. Ksiądz August Hlond jeszcze na długo przed objęciem stolicy prymasowskiej tak pisał do „Wiadomości Salezjańskich”: „Terror, skrytobójstwo, sztylet. Tą bronią wojowała w ubiegłym stuleciu masoneria, obalając trony katolickie, paraliżując wpływy Kościoła” – obecnie zaś „zrozumiała masoneria, że przede wszystkim musi prasę opanować. Sztylet odłożono na inne czasy, rzucono się natomiast do pióra. Po okresie mordów i postrachu nastała era kalumnii i gwałtów dziennikarskich”8.

Co w takiej sytuacji robi prymas Polski? Otóż wcale nie próbuje jej łagodzić ani nie szuka przyjaźni z tymi, którzy chcą „ugłaskania zwierzęcia w człowieku”. Za Piusem XI potępia stanowczo wszelkie dążności rewolucyjne. Przypomina, że nie można być zarazem socjalistą, jak i katolikiem, podkreśla, że tylko katolicyzm ma moc, by oprzeć się wrogim człowiekowi prądom w owej „wielkiej rozprawie o ducha świata”. Przede wszystkim jednak sprzeciwia się idei państwa laickiego:

Trzeba skończyć ze zgubną formułą, że państwo jako takie musi być areligijne. Tę herezję zastąpić należy zasadą, że państwo chrześcijańskie ma obowiązek uznawać suwerenną władzę Stwórcy, czcić Boga aktami publicznego kultu, kierować się jego wiecznym zakonem i szanować posłannictwo Kościoła. […] Chrystus Król jest włodarzem łaski; najchwalebniejszym tryumfem jego władania jest świętość poddanych dzieci9.

Wszelka władza pochodzi od Boga i musi ugiąć się pod Bożym prawem: „Nadstawcie uszu, wy, którzy rządzicie narodami […], albowiem od Boga dana jest wam potęga, a od Najwyższego władza wasza” (Mdr 6, 3–4). Prawo to dotyczy w tej samej mierze jednostek co i państw. Nieporozumieniem jest traktować państwo niczym osobny twór niezwiązany z ludzkimi celami albo tym bardziej człowieka jako prawodawcę, by zastępować Boże prawa prawami człowieka. Państwo nie może być bezbożne, ponieważ istnieje ze względu na człowieka – ten zaś ze względu na Bożą chwałę.

Prawdziwa jednak walka dziejowa, choć przybiera materialne oznaki, toczy się na poziomie duchowym. Dlatego prymas podkreśla, że zadaniem Kościoła nie jest angażowanie się w prace gabinetów rządowych ani narzucanie państwom konkretnych form ustrojowych (choć wiadomo skądinąd, że sam sympatyzował z monarchią), ale rozwijanie szeroko nad światem „niepokalanego a zwycięskiego sztandaru” Chrystusa Króla:

Aureola pokoju otacza królewską postać Chrystusa. Jakkolwiek się Jego panowanie w świecie dopełnia, nie zasadza się ona na czołgach, twierdzach uskrzydlonych i podbojach. Jego zdobycze nie kąpią się we krwi, nie szerzą spustoszenia, nie łamią narodów, nie burzą państw, lecz są triumfami prawdy i miłości, łaski i życia. Berło Chrystusowe nie niszczy człowieczej natury, lecz uskrzydla ją ku wzlotom na wyżyny ducha. Do zgody, pokoju i szczęścia idą społeczności, które na Jego prawie budują swojeustroje i zasady zbiorowego bytu10.

Nie można się jednak łudzić – zanim nastanie Chrystusowy pokój, zanim domkną się dzieje i dopełni mesjańska obietnica, ludzkość musi stać się jeszcze widowiskiem Bożej sprawiedliwości. Z pewnością „ Bóg upomni się o swenieprzedawnione prawa”11. Nie da się „cofać do pogaństwa w epoce odkupienia” bez narażenia się na karę, jak mówi kardynał w słynnym przemówieniu wygłoszonym tuż po wojnie w Warszawie w kościele Matki Boskiej Zwycięskiej. Ludom i państwom, które odważą się na taką woltę „księgi święte wróżą czasze pełne gniewu”12. Polska również będzie musiała zdać sprawę ze swego „rachunku win”. Na tę okoliczność prymas zapisuje swojemu narodowi niezawodne lekarstwo: pokutę („Pokutujmyż! Strzępmy z dusz resztki pyłu niewoli! Rugujmy grzech z życia polskiego!”13) i ucieczkę do Niepokalanego Serca Królowej Polski, któremu poświęcił kraj natychmiast po swoim powrocie z wojennej tułaczki – dzięki temu Polska jako druga po Portugalii została poświęcona Niepokalanemu Sercu. To wydarzenie zapoczątkowało praktykowanie Apelu Jasnogórskiego, który aż do dziś służyć ma za codzienny rachunek składany przed Matką Boską ze spełnionych ślubów.

Maryjność to bardzo charakterystyczny rys Hlondowskiej apokaliptyki. Wyraża się w często powtarzanym przez kardynała przekonaniu, że naprzeciw działającej „tajemnicy bezbożności”, która swym nihilistycznym płomieniem wypala chrześcijańskie dusze, wyjdzie „ta Zwycięska Pani, która także za dni naszych ściera swą dziewiczą stopą głowę węża kusiciela”14. Prymas głęboko wierzył w „promienne jutro świata”, którego jutrzenką jest Najświętsza Maryja Panna. Taki też testament pozostawił po sobie na łożu śmierci:

Nie traćcie nadziei. Lecz zwycięstwo – jeśli przyjdzie – będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny. W tej walce, która się toczy między gromadą szatanów a Chrystusem, tych, którzy wierzą, że są wezwani, Bóg odwoła do nieba i będzie, jak chce sam Bóg. Walczcie z ufnością. Pod opieką Błogosławionej Maryi Dziewicy pracujcie... Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana dopomoże wam do zwycięstwa.

Pewnym jest też, że odkąd świat począł postępować w porewolucyjnej agonii, nie było w Polsce drugiego człowieka bardziej oddanego wielkiej sprawie kontrrewolucji, który chciałby najmniejszy nawet skrawek Chrystusowego królestwa wyrwać „z łap szatana”, niż ks. August kard. Hlond. Miał on to wpisane nawet w swoje zawołanie biskupie: „Daj mi dusze, resztę zabierz” (za św. Janem Bosco).

22 stycznia 2022 r. Ulice Warszawy błyszczą bilbordami, rosną szklane domy. Galerie handlowe ledwie dyszą od poświątecznych promocji, złota polska młodzież biegnie do Costy w przykrótkich skarpetkach, ludzie jak opętani gonią za każdym zabobonem i trąbią na siebie w samochodach. Marne są szanse, aby ktokolwiek przypadkowo zapytany skojarzył z czymś nazwisko Augusta kard. Hlonda, przedwojennego prymasa Polski. Nic w tym dziwnego.

Przypisy

  1. I. Posadzy, Sylwetka duchowa ks. Kardynała Augusta Hlonda, [w:] Nasza Przeszłość. Studia z dziejów Kościoła i kultury katolickiej w Polsce, red., A. Schletz, Instytut Wydawniczy Nasza Przeszłość, Kraków 1974. s. 285.
  2. Kard. A. Hlond, list pasterski O Katolickie zasady moralne, [w:] idem, Dzieła, t. 1, red. J. Konieczny TCh, Oficyna Wydawnicza Kucharski, Toruń 2014, s. 536.
  3. Idem, list pasterski O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem, [w:] Dzieła, op. cit., s. 321.
  4. Idem, list pasterski O Katolickie zasady…, op. cit., s. 527.
  5. Idem, list pasterski O zadaniach katolicyzmu…, op. cit., s. 327.
  6. Idem, Przemówienie o masonerii podczas III Śląskiego Zjazdu Katolickiego, [w:] Dzieła, op. cit., s. 122.
  7. Idem, list pasterski O Katolickie zasady…, op. cit., s. 523 i 531.
  8. Idem, Kiedyż?, [w:] Dzieła, op. cit., s. 41. Jest to fragment listu do „Wiadomości Salezjańskich” z 1907 r. Dla ciekawostki przytaczam dalszy ciąg: „Co się od tego czasu dzieje we Włoszech, to przechodzi wszelką miarę. Skojarzonymi siłami rozbudzili antykatoliccy pismacy chorobliwą ciekawość, żądzę zgorszenia, naprężenie zmysłowe, które podtrzymują nieprzerwanym szeregiem skandalów i skandalików, pojawiających się na szpaltach z dekoracją nęcących nagłówków o tłustym druku, z ilustracją obrzydłą, z bogatym opisem szczegółów osób, miejsc, z kompletną inscenizacją zmyślonych faktów. Aby zbydlęconym tłumom idiotów i libertynów dostarczyć zgniłej strawy, reporterzy uganiają się za interwiewami z panienkami, ze starymi babami i medykami, wzbogacają pisma drobiazgowymi opisami rozkoszy i malują czyny niebyłe z takim luksusem barw i podniecającym bogactwem sensacji, że doprowadzili czytelników do manii skandalów” (ibidem, s. 42).
  9. Idem, Homilia podczas VI Międzynarodowego Kongresu Chrystusa Króla, [w:] Dzieła, op. cit., s. 666–667. Najpełniejszą wykładnią katolickiej nauki o państwie, jaka wyszła spod pióra kard. Hlonda, jest list pasterski O chrześcijańskie zasady życia państwowego, który ukazał się w 1932 r., w reakcji na procesy brzeskie i represje sanacji.
  10. Idem, Zarządzenie w sprawie obchodów święta Chrystusa Króla, [w:] Dzieła, op. cit., s. 502.
  11. Idem, Na stulecie objawień w La Salette, [w:] Dzieła, op. cit., s. 861.
  12. Idem, Zadanie kobiety katolickiej w Polsce dzisiejszej, [w:] Dzieła, op. cit., s. 832.
  13. Idem, list pasterski O katolickie zasady…, op. cit., s. 536.
  14. Idem, Zadanie kobiety…, op. cit., s. 833.