„Na świecie ucisk mieć będziecie; ale ufajcie, jam zwyciężył świat” Jan 16,33
dzień ferialny [4 kl.]
Zawsze Wierni nr 3/2022 (220)

Włodzimierz Ziółkowski

Kiedy wojna może być sprawiedliwa?

Wojna stanowi integralną część historii ludzkości i jako taka stanowiła od bardzo dawna przedmiot namysłu wielu myślicieli. Namysł ten przybierał różne formy, jednak stanowiska zajmowane przez różnych autorów można ogólnie podzielić na trzy zasadnicze grupy: pacyfizm, realizm (polityczny) i wojna sprawiedliwa.

Pacyfiści uważają, że wszystkie wojny są złem bezwzględnym i z tego powodu nie można w nich brać udziału, ani też nie można szukać usprawiedliwienia dla żadnej wojny, gdyż wszystkie one są moralnie złe. Realizm z kolei głosi (w wielkim uproszczeniu), że na arenie międzynarodowej – czyli w relacjach pomiędzy państwami – nie należy w ogóle używać pojęć moralnych, gdyż nie obowiązują one w polityce, a zwłaszcza w polityce międzynarodowej. Jedynym czynnikiem regulującym stosunki między państwami jest siła i do niej należy sprowadzać dyskusje o wojnie. Zarówno pacyfizm, jak i realizm są stanowiskami mniejszościowymi w profesjonalnych rozważaniach nad wojną, natomiast dominują w nich różne koncepcje wojny sprawiedliwej i właśnie im poświęcony jest niniejszy tekst.

Wojna sprawiedliwa

Pojęcie wojny sprawiedliwej pojawia się już u uznanych myślicieli przedchrześcijańskich (po raz pierwszy spotykamy je u Cycerona), natomiast tę myśl w pełni rozwinęli pisarze chrześcijańscy: św. Augustyn (u którego pojawiają się bodaj najstarsze pełne podstawy dalszego rozwoju tego pojęcia), św. Tomasz czy Franciszek Suárez. Warto też podkreślić, że nie jest to koncepcja, która pojawiła się wyłącznie u dawnych myślicieli chrześcijańskich. Również współczesny, świecki dyskurs zajmuje się tym problemem, czego przykładem są prace, przetłumaczone na język polski, amerykańskiego myśliciela Michaela Walzera. Mimo że nie utożsamia się on z katolicyzmem, prezentuje, co warto podkreślić, poglądy tożsame z Magisterium Kościoła katolickiego.

W każdym razie pierwszą kwestią, którą należy się tu zająć, jest uzasadnienie stanowiska, które głosi, że chrześcijanin w ogóle może brać udziału w wojnie (gdyż na perspektywie chrześcijańskiej, a ściślej – katolickiej, chciałbym się skupić). Jest to tym bardziej konieczne, gdyż w ramach myśli chrześcijańskiej, z motywacji w sumie szlachetnych, pojawiały się tendencje pacyfistyczne, przeciwne wojnie, czego dowodem są choćby pisma Tertuliana żyjącego na przełomie II i III wieku. Motywacje te wynikają z zakazu zabijania obecnego już w Starym Testamencie, który został później wzmocniony przez Pana Jezusa nakazem miłości bliźniego, w tym miłości do nieprzyjaciół.

Argumenty za tym, że można wziąć udział w wojnie mają charakter filozoficzny i teologiczny. Jeden z argumentów filozoficznych zasadza się na tym, że zjawisko wojny jest najwłaściwszym polem do okazania cnoty męstwa. Cnota ta bowiem uzdalnia do tego, by nie unikać zagrożenia z tej tylko racji, że stwarza ono ryzyko utraty bezpieczeństwa. Podczas wojny mamy do czynienia z niebezpieczeństwami najwyższego stopnia, które jednocześnie wiążą się z obroną najwyższego dobra dostępnego w porządku doczesnym – dobra publicznego. Zatem wojna jako taka pozwala wykazać się cnotą męstwa i to w stopniu najwyższym, przez co jest okazją do najbardziej szlachetnych czynów. Innym argumentem filozoficznym, przyjmowanym na przykład przez św. Tomasza, jest wyrażony w starożytnej maksymie vim vi repellere licet, co oznacza, że w wypadku wystąpienia napaści ze strony agresora można się mu przeciwstawić na drodze siłowej, czyli innymi słowy, jest to stwierdzenie, że każdy ma prawo do samoobrony.

Argumenty teologiczne wypracowane na przestrzeni wieków są bardzo liczne. Święty Tomasz mówił, że podczas wojny sprawiedliwej powstrzymuje się przeciwnika od popełnienia grzechu. Święty Augustyn wskazywał w kazaniu poświęconym historii syna setnika, że Chrystus nigdy, w żadnym miejscu, nie nakazał żołnierzom porzucania swojej profesji, lecz jedynie zalecał powstrzymywanie się od morderstw1 oraz poprzestawanie na żołdzie. W gruncie rzeczy koncepcja wojny sprawiedliwej mówi nam o warunkach, jakie musi spełnić wojna, aby zasłużyła na określenie sprawiedliwej. Na ogół wylicza się trzy podstawowe warunki: (1) uprawniona władza, (2) sprawiedliwa przyczyna i (3) należyty sposób i stałość we wszczynaniu wojny, prowadzeniu jej i zwycięstwie (św. Tomasz mówi o należytej czy uczciwej intencji – intentio recta).

Pierwszy warunek rezerwuje wszczynanie i prowadzenie wojen dla władców państw. Wydawać by się mogło, że jest to dość błahe wymaganie, ale ma ono istotne historyczne uzasadnienie, a poza tym również współcześnie porządkuje rzeczywistość międzynarodową. Historycznie rzecz biorąc, chodziło o wyeliminowanie wojen prywatnych. W średniowieczu częste były sytuacje, w których władcy stojący na pośrednich szczeblach drabiny zależności feudalnych wszczynali wojny, które wprowadzały zamieszanie w życiu społecznym. Dlatego też w toku rozważań scholastycznych na przestrzeni wieków ustalono, że wojny prowadzić mogą jedynie suwerenni władcy. We współczesnych realiach należałoby powiedzieć o suwerennych państwach uznanych na arenie międzynarodowej. Przyjmując powyższe kryterium, wojny sprawiedliwej nie może prowadzić np. Naddniestrzańska Republika Mołdawska, która jest sztucznym tworem państwowym. Podobnie też jeśli szef mafii uważa, że ma wszelkie sprawiedliwe przyczyny do wszczęcia „wojny” i chce walczyć z zachowaniem należytego sposobu, to z uwagi na to, że nie jest on w żadnym razie suwerennym władcą w normalnym rozumieniu, akcje podejmowane przez niego i jego ludzi są zwykłym rozbojem, nie zaś wojną sprawiedliwą.

Jeśli chodzi o sprawiedliwą przyczynę, to przede wszystkim należy wskazać na najbardziej oczywisty i w pewnym sensie banalny przykład. Mianowicie każde państwo zaatakowane przez agresora zewnętrznego ma prawo do obrony. Jest to naturalne i wynika z prawa do samoobrony, które przysługuje nie tylko państwom, ale też każdemu człowiekowi. Inne przyczyny, które można uznać za sprawiedliwe, są w pewnym sensie jedynie jakąś wersją tego prawa. Jeśli bowiem jakieś państwo krzywdzi poddanych innego władcy (czy też mieszkańców innego kraju, w zależności od formy ustrojowej), to władca ten po wyczerpaniu wszystkich pokojowych środków ma prawo przystąpić do działań wojennych. Podobnie wojna o odzyskanie niesłusznie zagrabionych prowincji jest co do zasady usprawiedliwiona. Można powiedzieć, że aby można było mówić o sprawiedliwej przyczynie, musi zaistnieć realna i poważna krzywda, będąca naruszeniem porządku sprawiedliwości. Jeśli obiektywnej krzywdy nie da się naprawić na drodze pokojowej, wówczas można w sposób sprawiedliwy wszcząć wojnę.

Trzeci warunek nazywany był różnie: intentio recta albo debitus modus (co z pewnością nie wyczerpuje katalogu określeń tego warunku). Jeśli jednak poważnie się nad tym zastanowić, wówczas da się zauważyć, że z właściwej intencji (intentio recta) w normalnych warunkach wyniknie należyty sposób (debitus modus). Tym samym nie dziwi fakt, że niezależnie od przyjętego określenia treść tego warunku była podobna u różnych myślicieli. Na ogół przyjmowali oni bowiem, że podczas wojny należy unikać rabunku (i to w przypadku władców, jak i o poszczególnych żołnierzy). Wykluczone też jest praktykowanie polityki spalonej ziemi, to jest wyniszczania zasobów danego terytorium, tak aby jego mieszkańcy nie mogli później normalnie żyć w tym miejscu. Wszystkie działania podejmowane podczas wojny mają służyć osiągnięciu celu wojny, czyli pokoju. Dla jego osiągnięcia można wyrządzać przeciwnikowi stosowne szkody, jednak nie wolno posuwać się do rzeczy wewnętrznie złych. Niezwykle istotne jest też to, aby przed rozpoczęciem wojny przedstawić przeciwnikowi sprawiedliwą przyczynę i zażądać stosownego zadośćuczynienia. W razie odrzucenia prób takich rokowań wojna może się w sposób usprawiedliwiony rozpocząć.

Trudno w tak krótkim tekście przedstawić wszystkie niuanse i aspekty dość wyrafinowanej koncepcji, jaką jest wojna sprawiedliwa. W każdym razie z lektury tego szkicu czytelnik z pewnością może zauważyć, że powyższe stanowisko jest realistyczne, gdyż akceptuje fakt, jakim jest istnienie wojen, i jako takie stoi w opozycji do idealizmu zawartego w opcji pacyfistycznej. Z drugiej strony, poprzez zakreślenie ram moralnych wojny, porządkuje to zjawisko i wskazuje, jak należy w takich okolicznościach postępować, przez co stoi w opozycji do realizmu politycznego. Niejako żartem można powiedzieć, że z wojną jest jak z cnotą: jest ona właściwym środkiem pomiędzy dwiema skrajnościami, dwiema wadami, które się jej przeciwstawiają.

Przypisy

  1. O morderstwie celnie i trafnie (oraz cudownie zwięźle) pisze tak sam Doktor Anielski: „Homicidium autem est occisio innocentis, et hoc nullo modo bene fieri potest. Sed iudex qui occidit latronem, vel miles qui occidit hostem reipublicae, non appellantur homicidae, ut Augustinus dicit, in libro de libero arbitrio” (Suma teologiczna, I-II, q. 88, art. 6 ad 3).