„Na świecie ucisk mieć będziecie; ale ufajcie, jam zwyciężył świat” Jan 16,33
Niepokalane Poczęcie N.M.Panny [1 kl.]
Zawsze Wierni nr 4/2022 (221)

Ryszard Mozgol

Rozdarte serce Rusi

Od Redakcji: Prezentujemy czytelnikowi artykuł, który ukazał się na łamach „Zawsze Wierni” przed dwudziestu jeden laty. Okazuje się, że nic nie stracił na aktualności, ale wręcz przeciwnie – zyskał. Niniejsza wersja artykułu została rozszerzona i zaktualizowana przez Autora.

Rozgrywające się na naszych oczach tragiczne wydarzenia na Ukrainie skłaniają do postawienia pytań o tożsamość Rusi, o jej związek z Moskwą, o rolę prawosławia i podstawy historyczne dzisiejszych wydarzeń. Czy jest możliwe, aby dawne wydarzenia odgrywały znaczącą rolę w dzisiejszych sporach politycznych? Są one sprężyną tych wydarzeń czy tylko propagandowym ozdobnikiem uzasadniającym zbrodnie, chciwość i bezwzględność polityków? Zastanówmy się nad tym, rozpatrując przeszłość i tradycję prawosławia oraz Rusi.

Rosja od stuleci jest dla Europy zagadką. Od XVII/XVIII-wiecznego przełomu dokonanego przez cara Piotra I przywykło się traktować Rosję jako wschodnią rubież Europy. Powtarzana za rosyjskimi i francuskimi myślicielami teza oświecenia o granicy Europy przebiegającej na Uralu na dobre zadomowiła się w umysłach. Jednak pod cienką powłoką europejskiej glazury Rosja ujawnia swoje azjatyckie – tatarskie, turańskie – oblicze, całkowicie różne od zachodnioeuropejskiego (łacińskiego).

Dzisiejsi historycy traktują Moskwę jako „genetyczne” przedłużenie Kijowa, dokładnie tak samo jak prawosławie, identyfikowane jako element łączący Ruś Kijowską z Księstwem Moskiewskim. Jest to błąd opierający się na nadinterpretacjach prawosławnej historiografii z wcześniejszych stuleci, która za punkt honoru przyjęła udowodnienie powyższych tez. Moskiewskie zainteresowanie Kijowem datuje się na XVI wiek, na czasy panowania króla Zygmunta II Augusta, który bezskutecznie usiłował doprowadzić do zawarcia wieczystego pokoju z Iwanem IV. To wtedy sformułowano pierwsze poważne roszczenia terytorialne względem Rusi Kijowskiej i miast ruskich, jako ojcowizny carów, pozostającej w granicach wrogiego państwa polsko-litewskiego.

Ruś Kijowska stanowiła ważny i uznany element średniowiecznego Christianitas; schizma z 1054 r. nie oderwała jej od Kościoła katolickiego, bo to nastąpiło dopiero po tragicznym w skutkach najeździe tatarskim w XIII wieku. W tym samym czasie kiedy upadł Kijów, rozpoczął się dynamiczny rozwój Moskwy, która – aby podnieść swą rangę – zawłaszczyła przeszłość Rusi. Wrogość wobec katolicyzmu pogłębiał związek Moskwy z podupadającym cesarstwem bizantyjskim: carowie moskiewscy uważali się za jego politycznych i religijnych spadkobierców. Musimy jednak pamiętać, że tradycyjnie ruskim wyznaniem jest katolicyzm w obrządku greckim, nie zaś prawosławie.

W 861 r. silna flota ruskich Normanów (Waregów) znienacka zaatakowała Konstantynopol. Sytuacja miasta była na tyle trudna, że dopiero dyplomatyczne wybiegi patriarchy Focjusza i „cud” uratowały stolicę cesarstwa przed spaleniem. Tak wyglądały pierwsze kontakty Bizantyjczyków z Rusią. Pierwsze, ale nie ostatnie, ponieważ następny najazd, pod dowództwem kniazia Igora (Ingwara), zagroził Konstantynopolowi w 941 r. Dla przebywających na Rusi dumnych wareskich wojowników Konstantynopol był ostatecznym celem politycznym. Budowane na terytorium całej Rusi – od Skandynawii po brzegi Morza Czarnego – bazy etapowe były traktowane nie jako zalążek państwa ruskiego, ale zaplecze potrzebne do ostatecznego zwycięstwa nad Grekami.

Chrześcijańska Ruś Olgi

Początki chrześcijaństwa na Rusi wiążą się z panowaniem księżnej św. Olgi (Helgi), chociaż ślady pierwszych kontaktów z chrześcijaństwem są dużo wcześniejsze. Już od pewnego czasu na wybrzeżach Morza Czarnego istniały dobrze zorganizowane gminy chrześcijańskie, dla których Ignacy, patriarcha Konstantynopola, wyświęcił biskupa. Nie pozostała również bez echa misja na Rusi św. św. Cyryla i Metodego wśród wyznających judaizm i pogaństwo Chazarów. W 944 r. w Kijowie istniał już Kościół, a pierwszym biskupem ruskim został, przysłany na prośbę Olgi przez Ottona I, mnich Adalbert. Niestety, jego misja zakończyła się niepowodzeniem w związku z oporem pogan. Chrześcijańska księżna Olga w dalszym ciągu utrzymywała serdeczne kontakty z katolickim Zachodem, reprezentowanym przez cesarza Ottona. Po rządach zatwardziałego poganina Świętosława za panowania jego starszego syna Jaropełka pojawiły się w Kijowie poselstwa z Rzymu i Konstantynopola, co odnotowano w ruskich latopisach. Pierwszymi męczennikami Rusi byli prawdopodobnie chrześcijanie obrządku łacińskiego, Waredzy policzeni w poczet świętych – św. św. Jan i Teodor, zabici w Kijowie przez pogan w 983 r. Całe niemalże słownictwo kościelne stosowane na Rusi, jak udowodnili badacze, pochodzi z łaciny, która dotarła tam przyniesiona w języku niemieckim i dialektach skandynawskich. Pochodzące z czasów św. Włodzimierza ruskie prawodawstwo religijne jest nierozerwalnie związane z kanonicznym prawodawstwem pochodzenia niemieckiego, co tak bardzo starała się zafałszować historiografia prawosławna1. Wreszcie bezpośredni wpływ na przyjęcie chrześcijaństwa (987) przez księcia Włodzimierza, późniejszego świętego, którego Daniel-Rops opisuje jako „lubieżnego olbrzyma, nieokrzesanego żołnierza, który zmarł w zgrzebnej szacie pokutnika i wsławił się miłosierdziem i łagodnością”, miał prawdopodobnie normański wódz Olaf Tryggvason, król Norwegii w latach 995–1000, który w czasie jednej ze swoich wypraw przywiózł do Kijowa bp. Pawła z Konstantynopola. Skandynawskie sagi informują o serdecznych stosunkach łączących św. Włodzimierza z Olafem i przekazują wieści o nawróceniu Włodzimierza przez Normana. Ruś wprawdzie przyjęła chrzest z Konstantynopola, ale genetycznie chrześcijaństwo ruskie wiąże się nierozerwalnie z kręgiem kultury zachodniej.

Łacińskie wpływy czy łacińska Ruś?

Od momentu przyjęcia chrztu na Rusi niemalże co parę lat pojawia się poselstwo z Rzymu. W 989 r. poselstwo papieża Jana XV przywiozło na Ruś czczoną do dziś relikwię głowy św. Klemensa, papieża, o której jeszcze przyjdzie nam pisać. Tworząc chrześcijański porządek europejski w 1000 r., papież Sylwester II i cesarz Otton III nie pominęli również Rusi, wpisanej w funkcjonowanie tzw. Rzeszy Słowiańskiej pod panowaniem Bolesława Chrobrego. Nie dziwi w tym kontekście wytężona praca na Wschodzie biskupa kołobrzeskiego Rainberna. W 1007 r. do Kijowa przybył św. Brunon, przyjaciel Ottona III, nauczyciel cesarza św. Henryka II, goszczony przez św. Włodzimierza. Książę kijowski, żegnając Brunona na granicy swojego państwa, odśpiewał hymn Piotrze, czy mnie kochasz? Paś owce moje, będący „łacińskim” wyznaniem wiary Włodzimierza. Przyjęcie chrztu z Konstantynopola nie oznaczało wcale popadnięcia w ścisłą zależność od patriarchy i cesarza bizantyjskiego. Wzajemne kontakty bizantyjsko-ruskie były raczej chłodne.

Panowanie księcia Jarosława Mądrego (1019–1054) skutkowało dalszym zacieśnieniem kontaktów Rusi z papiestwem i chrześcijańskim Zachodem. Tuż przed rozłamem kościelnym zachodnioeuropejska krew Rurykowiczów powróciła w polityczny krwiobieg europejskiej Res Publica Christiana poprzez małżeństwa licznego potomstwa kniazia z domami panującymi Szwecji, Polski, cesarstwa, Norwegii, Węgier i Francji. Tylko jedno z tych licznych małżeństw połączyło politycznie Ruś z Bizancjum. Syn księżnej Anny Jarosławówny i króla Francji Henryka – Hugo de Vermandois – był jednym z przywódców pierwszej wyprawy krzyżowej. Córka Bolesława Chrobrego wyszła za mąż za syna kniazia – Świętopełka. Całe panowanie księcia Jarosława Mądrego było politycznie ukierunkowane na łaciński Zachód czy to w momencie gdy w 1021 r. poprosił papieża Benedykta VIII o uzyskanie niezależnego od Konstantynopola biskupa2, kiedy patriarcha odmówił kanonizacji księcia Włodzimierza, czy wreszcie gdy wbrew Bizancjum osadził na tronie metropolity prołacińskiego Rusina Filarona. Schizma dokonana w XI wieku przez bizantyjczyków zastała Ruś wrośniętą w Christianitas.

Schizma minor Focjusza

Wielowiekowa niechęć pomiędzy mieszkańcami wschodniej i zachodniej części cesarstwa została podbudowana sprawą Focjusza (IX w.), stając się zarazem przygrywką do majaczącego na horyzoncie historii rozłamu w chrześcijaństwie. Pomimo zupełnego podporządkowania Kościoła władzy świeckiej w Bizancjum znajdowali się jeszcze duchowni zdolni do przeciwstawiania się zepsuciu i nadużyciom cesarskiego dworu. Jednym z nich był patriarcha Ignacy, wspierający odsuniętą od władzy świątobliwą cesarzową Teodorę. Widząc niemoralne, wręcz bluźniercze zachowanie młodego basileusa Michała III, a także rozprężenie panujące wśród zauszników cesarskich, z których np. minister Bardas żył w jawnym związku z własną synową, Ignacy wystąpił przeciw nim. Bardas, potraktowany przez patriarchę w należny jawnogrzesznikom sposób, poprzysiągł starcowi zemstę. Nie trzeba było długo czekać. Sprytna intryga dworska zakończyła się upadkiem Ignacego i zamknięciem go w klasztorze, jednak wywołała ona nieprzewidywalny w skutkach kryzys religijny.

Miejsce po Ignacym zajął gruntownie wykształcony, ambitny i… oddany cesarzowi Focjusz. Problem był jeden – Focjusz był osobą świecką. Nie była to jednak przeszkoda nie do pokonania, a przypadek św. Ambrożego stanowił potrzebny precedens. W ciągu czterech dni od 20 grudnia 858 r. otrzymał wszystkie siedem święceń, łącznie z kapłańskimi, i w Boże Narodzenie był już patriarchą. Drugi kłopot tkwił w fakcie, że święceń udzielał biskup obłożony przez Ignacego karami kościelnymi. Poprzedni patriarcha trwał w świętym uporze, a równolegle kształtowało się stronnictwo przeciwne Focjuszowi. Toteż gdy do Rzymu wpłynął zwyczajowy „list synodalny”, będący czymś w rodzaju wniosku o uznanie święceń wschodnich patriarchów, papież Mikołaj I (858–867) odpowiedział niejednoznacznie i wysłał do Konstantynopola legatów w celu zbadania całej sprawy oraz przekazania cesarzowi żądania zwrotu zagrabionych przez Bizancjum terytoriów. Jednak legaci zwiedzeni przez Focjusza zupełnie nie wywiązali się ze swoich obowiązków, za co zostali pozbawieni urzędu przez Mikołaja. Ferment pogłębiła wizyta zwolenników Ignacego w Rzymie (nie mieli oni poparcia samego Ignacego!) i prośba, traktowanego przez Bizancjum jak lennika króla Bułgarów Borysa, o misjonarzy łacińskich z Rzymu. Focjusz i cesarz byli niezadowoleni. W Konstantynopolu zawiązano wielki spisek, mający na celu detronizację papieża. Na synodzie konstantynopolitańskim Focjusz zaatakował papieża, miotając oskarżenia o sprzeniewierzenie się dogmatom i „nieuzasadnione pretensje”, po czym wschodni hierarchowie zadeklarowali wolę pozbawienia papieża urzędu. Jednak tryumf „patriarchy” okazał się chwilowy, bowiem zdjęty z urzędu papież niespodziewanie zmarł w listopadzie 867 r., w chwili kiedy Focjusz chciał go ostatecznie pognębić. Kilka dni później, po serii morderstw, tron cesarski objął żołdak Bazyli I, założyciel dynastii macedońskiej. Po skrytobójstwie Bardasa i Michała III przyszła kolej na Focjusza, który uratował życie, ale stracił urząd. Ten polityczny nuworysz musiał ze względów politycznych zażegnać napięcia religijne, przeto „rehabilitował” Ignacego i poszedł na ustępstwa wobec Rzymu. Spór z Focjuszem poszedł w niepamięć, ale ujawnił głęboki rozdźwięk pomiędzy chrześcijaństwem zachodnim (rzymskim) a wschodnim (bizantyjskim). Wbrew pozorom nie były to różnice doktrynalne, dogmatyczne, lecz chodziło o prestiż, nadęty w Konstantynopolu do monstrualnych rozmiarów. Dyplomata Focjusz dyskretnie sprawował urząd do ok. 886 r., nie rzucając się w oczy, ale jego traktaty – przeczący prymatowi biskupa Rzymu Przeciw tym, którzy twierdzą, że Rzym jest główną siedzibą i O Duchu Świętym zwalczający łacińskie rozumienie filioque – przygotowały grunt pod schizmę z 1054 r.

Rzymskie sandały Humberta i bizantyjski pył

Reformatorska polityka „kluniackiego” papieża Leona IX (1049–1054) wzbudziła w połowie XI wieku popłoch w patriarchacie konstantynopolskim. Następcą Focjusza na tronie patriarszym został Michał Cerulariusz, potomek senatorskiego rodu bizantyjskiego, u którego wybujałe ambicje łączyły się z surową ascezą i uwielbieniem teologii. Nowy patriarcha wychodził z założenia, że jego godność nie jest „niższa od godności purpury czy diademu”, planując wyłączenie spraw Kościoła bizantyjskiego spod władzy cesarza i ograniczenie wpływów Rzymu poprzez nadanie swemu urzędowi rangi „papieża Wschodu”. Przez pewien czas skrzętnie ukrywał swoje plany, powoli sącząc jad inspirowany dziełami Focjusza. Kazimierz Zakrzewski przypisuje Cerulariuszowi autorstwo absurdalnych zarzutów wysuwanych przez ortodoksów pod adresem łacinników: o używanie do Komunii „martwego chleba”, czyli opłatka zamiast chleba drożdżowego, jedzenie mięsa z niewykrwawionych zwierząt, czczenie soboty jako dnia świętego, zniesienie Alleluja w czasie Wielkiego Postu i… golenie bród. Emigracyjny badacz prawosławny Gieorgij P. Fedotow, zwracał uwagę na specyficzny charakter tych zarzutów, ich brak związku z dogmatami i teologią, sytuując je „w sferze rytualnego tabu” obecnego we wschodnich obrządkach. Fedotow w swojej obszernej pracy na temat ruskiej religijności we wczesnym średniowieczu zwraca uwagę i podkreśla, że bizantyjskie klątwy dotyczące przaśnego chleba, spożywania mięsa z duszonych zwierząt i potraw z krwi czy nieprzestrzegania postu poprzedzającego Wielki Post nie były respektowane na obszarze Rusi pomimo probizantyjskiej postawy metropolity kijowskiego Jana II (†1089). Wręcz przeciwnie, pochodzący z Grecji metropolita w dokumentach wymieniających rzekome błędy katolików stwierdzał autorytatywnie, że przyjmowanie Komunii św. w obrządku łacińskim „w razie potrzeby i z miłości do Chrystusa” jest dopuszczalne i ważne. Prawosławie moskiewskie kilkaset lat później zabroni wszelkich takich przypadków.

Jak na złość ambitnym planom Michała Cerulariusza, początek lat 50. XI wieku przebiegał w duchu pełnej współpracy pomiędzy papieżem, cesarzem bizantyjskim Konstantynem IX a cesarzem łacińskim Henrykiem III. W Europie krążyła przepowiednia, według której „lew i lwiątko miały pokonać i ujarzmić dzikiego osła”. Przepowiednia zwiastowała pokonanie islamu przez sojusz cesarski. Jednak plany wielkiej europejskiej polityki przewidywały miejsce tylko dla trzech graczy, czego patriarcha Konstantynopola nie chciał zaakceptować. Cerulariusz podjął niebezpieczną grę.

Papież Leon IX przez pewien czas nie reagował na prowokacje patriarchy, prowadząc wobec Konstantynopola elastyczną politykę. W tym czasie Cerulariusz rozkazał zamknąć wszystkie kościoły i klasztory łacińskie w stolicy Bizancjum, wyklinając przy tym łacińskie duchowieństwo, które dopuściło się herezji „azymityzmu” (używanie opłatka). Trzy największe władze europejskie starały się uspokajać sytuację w związku ze wspólnym zagrożeniem normańskim w południowej Italii. Patriarcha miał jednak duży posłuch u fanatycznie nastawionego motłochu miejskiego, który już kilka razy udowodnił Konstantynowi, co to znaczy vox populi… Ostatni raz miało to miejsce podczas ogłaszania ekskomuniki nałożonej na „ulegających żydowskim przesądom” łacinników, gdy rozpoczęły się rozruchy, w czasie których w jednym z łacińskich kościołów sprofanowano konsekrowane Hostie. Reakcja papieża była natychmiastowa. Leon IX wysłał do Konstantynopola legatów w osobach kard. Humberta z Moyenmoutier, zdolnego, oddanego, zdecydowanego rzecznika reformy kościelnej, oraz kanclerza kurii Fryderyka Lotaryńskiego, odznaczającego się dużymi zdolnościami umysłowymi, późniejszego papieża Stefana IX (1057–1058). Obaj mieli dobre rozeznanie w sytuacji Kościoła bizantyjskiego i mogli liczyć na przychylność wschodniego cesarza.

Walka z Cerulariuszem nie była łatwa, tym bardziej że całkiem liczni zwolennicy Rzymu w Kościele wschodnim znajdowali się daleko od areny wydarzeń. Kardynał Humbert udzielił patriarsze Cerulariuszowi odpowiedzi na zadane przez niego w prowokacyjnych listach pytania. Papież nie miał już ochoty tolerować impertynencji w stylu: „Jeśli ty uczcisz moje imię chociaż w jednym kościele w Rzymie, ja zobowiązuję się uczcić twoje na całym świecie”, co zostało skwitowane przez legata wezwaniem skierowanym do patriarchy w imieniu papieża o jedność z Rzymem, bo w przeciwnym razie Kościół wschodni stanie się „zgromadzeniem heretyków, zbiorowiskiem odszczepieńców i przybytkiem szatana”. Słowa Humberta odniosły skutek. Traktat o błędach łacinników spalił w obecności cesarza mnich Nicetas, akceptując autorytet papieski. Reszta hierarchów Kościoła bizantyjskiego, pomimo zbicia argumentów patriarchy, przerażona lub wściekła pozostała przy swoich błędnych mniemaniach. Michał Cerulariusz, pozostając w ukryciu, nie odważył się osobiście, twarzą w twarz, spotkać z legatami papieskimi. W związku z tym 15 lipca 1054 r. (podawana jest również data o dzień późniejsza), decydując się na pozbawienie Cerulariusza patriarchatu, kard. Humbert wraz z otoczeniem wkroczył do bazyliki Hagia Sophia, przerywając uroczystości, i złożył na ołtarzu bullę wyklinającą patriarchę. Opuszczając ją, strząsnął bizantyjski pył z rzymskich sandałów na znak zerwania wszelkiej łączności z odszczepieńcami. Schizma stała się faktem. Konstantyn IX chciał jeszcze załagodzić spór, ale ekskomunikowany patriarcha skontrował jego działania, wypuszczając na ulicę antyłacińskie masy. 24 lipca 1054 r. synod Kościoła wschodniego, obradujący w bazylice Hagia Sophia, przyjął edykt wyklinający łacinników. Ze względu na pogorszenie się sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie, śmierć papieża i przedłużający się okres wyboru jego następcy sytuacja nie uległa zmianie. Głosy przeciwników Cerulariusza na Wschodzie – m.in. patriarchy Antiochii Piotra – zostały zagłuszone. Wzrastała wzajemna wrogość, podsycana pismami w rodzaju Traktatu o Frankach, z którego można było się dowiedzieć, że na Zachodzie podczas Mszy kobiety nieprzyzwoicie zabawiają się z kapłanami…

„Mniejszą” schizmę Focjusza od „większej” schizmy Cerulariusza dzieli przepaść intelektualna. Ich przyczyną była wyłącznie walka o władzę – jak to napisał Kazimierz Zakrzewski – pomiędzy głównymi ośrodkami władzy kościelnej i odrzucenie osadzonego głęboko w tradycji Kościoła prymatu św. Piotra. Bunt Focjusza poszukiwał swojego uzasadnienia czy może skrywał swoje intencje za parawanem rzekomych różnic dogmatycznych. Cerulariusz nie był tak drobiazgowy, poprzestając na skutecznym oddziaływaniu propagandowym skierowanym ku ciemnym masom nierozumiejącym subtelnych różnic dogmatycznych. Przykład Cerulariusza jest zapowiedzią rzucającego się w oczy nieuctwa teologicznego, na które zwracał uwagę Feliks Koneczny, pisząc o prawosławnej literaturze religijnej i historiografii. Można włożyć między bajki opinie mówiące o filioque jako głównej przyczynie rozłamu w Kościele, co czynią przede wszystkim prawosławni, np. Mircea Eliade3. Pobieżny przegląd prawosławnej teologii średniowiecznej dotyczącej pochodzenia Ducha Świętego ukazuje istnienie w jej wnętrzu w pełni „łacińskiego” rozumienia problemu filioque. Traktaty Nicetasa z Maronei, Nicefora Blemmydesa, Jana Bekkosa powstałe już po schizmie w XII i XIII wieku opierały się, jak pisze o. Benedykt Huculak OFM, na wschodniej tradycji teologicznej, „rozciągającej się od I Soboru Nicejskiego (325) do Nicaenum II (787)”, udowadniając osadzenie rozumienia pochodzenia Ducha Świętego od Ojca i Syna (filioque) w greckiej tradycji. Stworzone przez Focjusza, a przejęte przez Cerulariusza koncepcje również na Wschodzie były uważanie za co najmniej podejrzane teologicznie, żeby nie powiedzieć heretyckie, co dostrzegł już kard. Humbert w pamiętnym roku 1054.

Schizma bez Rusi

Ruś specjalnie nie odczuła zerwania jedności kościelnej z Rzymem. Przez długi czas informacja ta mogła najwyżej oddziaływać na środowiska zakonne, ulegające wpływom greckim. Propaganda rosyjska XIX wieku brała sobie za punkt honoru udowodnienie, że po 1054 r. nastąpiło automatyczne zerwanie z Zachodem. Jak pisze rosyjski badacz Michał baron Taube, ta hipoteza nie wytrzymuje najmniejszej krytyki. Przedstawione powyżej fakty związane z dramatycznymi wydarzeniami 1054 r. przypadały na czas rządów „łacińskiego” księcia kijowskiego Jarosława (†1054), utrzymującego ścisłe związki polityczne z papieżem Benedyktem VIII (1012–1024) i wojującego przeciwko Bizancjum. Zerwanie jedności z Rzymem przez Bizancjum, na Rusi poprzedzał rozgrywający się w latach 1039–1043 spór księcia z metropolitą kijowskim, odmawiającym kanonizacji księcia Włodzimierza kijowskiego, oraz trzyletnia wojna z Cesarstwem Bizantyjskim w latach 1043–1046. W momencie zerwania jedności na tronie metropolity kijowskiego zasiadał zaufany człowiek Jarosława, Filaron, piastujący swój urząd bez przyzwolenia Konstantynopola. Jak pisze Taube, schizma „zastała Kościół ruski samodzielny i oderwany kanonicznie od działań patriarchatu bizantyjskiego”. Interesujący jest fakt, że papieska misja, udająca się do Konstantynopola w celu zażegnania tego bolesnego rozłamu, wybrała okrężną drogę przez Kijów, gdzie została przywitana z wszelkimi honorami przez wielkiego księcia i ruskie duchowieństwo. Właśnie w Kijowie doszło do ważnego spotkania pomiędzy legatem kard. Humbertem a wysłannikami bizantyjskiego cesarza Konstantyna, którzy prosili przedstawiciela papieża o przekazanie kopii sporządzonego dekretu ekskomunikującego Cerulariusza. Przy pomocy tej właśnie kopii przywiezionej a civitate Russorum – co odnotowano w jednej z kronik – cesarz udowodnił „bizantyjskiemu papieżowi” fałszerstwa tekstu. Cytowany już prawosławny historyk Kościoła Gieorgij P. Fedotow pisał, że w okresie kijowskim, nie istniały ani polityczne, ani psychologiczne powody do separacji, bo „Ruś była otwarta zarówno na Zachód, jak i na Wschód”.

Jedynym eksponentem polityki patriarchatu konstantynopolitańskiego na Rusi było duchowieństwo zakonne: liczni Grecy i Bułgarzy – zwykli mnisi i przełożeni o bardzo różnych poglądach dotyczących sporu – przebywający na tym terenie. Właśnie w zaciszu klasztornym, przede wszystkim w Ławrze Peczerskiej, powstawały pod koniec XI wieku i przez XII i XIII wiek najbardziej zaciekłe teksty antyłacińskie. Jednym z nich jest szeroko znana Powieść minionych lat, o której Koneczny napisał z pewną przesadą, że jest to w całości dzieło, „w którym szalona nienawiść do «łaciństwa» idzie o lepsze z niesłychanym nieuctwem teologicznym”. Zdaniem autora latopisu, łacińscy duchowni żenią się albo z jedną niewiastą, albo z siedmioma, poza tym odpuszczają grzechy przy pomocy odpustów, „co jest najgorsze ze wszystkiego”4. Społeczeństwo ruskie było odporne na ten rodzaj propagandy, tym bardziej, że była ona głoszona przez znienawidzonych Greków, ale trzeba również przyznać, że wysuwane argumenty teologiczne i liturgiczne były dla ruskich elit politycznych i prostego ludu po prostu niezrozumiałe. W Nowogrodzie w XII wieku kobiety, wraz z dziećmi, powszechnie korzystały z posługi kapłańskiej tzw. duchownych Waregów (łacinników). Metropolita Hilarion (1051–1055) w swoich dziełach, pisanych przecież w czasach rozłamu, nie wspomina ani słowem o rzekomych różnicach teologicznych i liturgicznych. Na początku XII wieku książę Włodzimierz Monomach domagał się wyjaśnień od patriarchatu konstantynopolitańskiego odnośnie do różnic między Kościołami zachodnim i wschodnim. Od metropolity greckiego Nicefora otrzymał odpowiedź, która ograniczała się do powtarzanego za Cerulariuszem zarzutu dotyczącego używania opłatka. Jednak w tym samym czasie Teofilakt, arcybiskup Ochrydy w Bułgarii, oficjalnie głosił, że żadne zarzuty pod adresem łacinników nie dotyczą prawd wiary, natomiast wynikają one z rywalizacji i braku „autentycznego ducha chrześcijańskiej miłości”.

Ruś – patrocinium beati Petri

Następujące po 1054 r. zbliżenie książąt Rusi z Konstantynopolem lub Rzymem było w dużej mierze podyktowane względami politycznymi. Dla społeczeństw księstw ruskich, dla których sprawy polityki były obce, nabierały one nierzadko głębokiego znaczenia religijnego. W trakcie rywalizacji między Rzymem a Konstantynopolem, do XIII wieku społeczeństwo opowiadało się przeważnie po stronie papieża, na co można znaleźć liczne dowody.

Jednym z przykładów takich zależności politycznych między książętami ruskimi a papiestwem i Europą zachodnią była sprawa księcia Izasława. Po śmierci księcia Jarosława Mądrego na Rusi nastąpiło rozbicie dzielnicowe. Centrum politycznym pozostał Kijów, gdzie na tronie książęcym zasiadł najstarszy syn Jarosława – Izasław. Utrzymał się na nim niedługo, obalony przez koalicję młodszych braci. Pozbawiony władzy książę musiał uchodzić z kraju, by szukać wsparcia poza jego granicami. Przez jakiś czas przebywał na dworze Bolesława Śmiałego, prosił o pomoc cesarza Henryka IV, w końcu zdecydował się na wysłanie specjalnego poselstwa do papieża Grzegorza VII. Do Rzymu wyruszył jego syn Jaropełk Piotr, by z rozkazu ojca oddać całą Ruś pod opiekę następcy św. Piotra – patrocinium beati Petri. Grzegorz, pomimo trwającego sporu z Henrykiem IV, wystąpił w obronie słusznych roszczeń Izasława i przekazał jego synowi dwa posłania – pierwsze dla samego Izasława, zaś drugie dla Bolesława Śmiałego, z rozkazem rozpoczęcia działań wojennych na Rusi. Jak wiemy, dla polskiego króla zakończyły się one fatalnie… Niemniej dzięki staraniom katolickiej Europy w 1077 r. Izasław powrócił do Kijowa. Jego syn Jaropełk Piotr, który został księciem włodzimiersko-wołyńskim i turowskim, wraz ze swoją matką, polską księżniczką Gertrudą, pozostał aż do swojej tragicznej śmierci wiernym poddanym papieża. Na monetach umieścił podobiznę pierwszego papieża, a w Kijowie jego staraniem wzniesiono kościół pw. św. Piotra Apostoła. Natomiast księżnej Gertrudzie Ruś zawdzięcza wspaniały psałterz, tzw. Liber praecum Gertrudis, zawierający modlitwy do św. Piotra i ilustracje przedstawiające Jaropełka, jego żonę i Gertrudę oddających cześć św. Piotrowi i Zbawicielowi. Na kuriozum zakrawa fakt, że Jaropełk Piotr, katolicki książę Rusi, został zaliczony przez prawosławie w poczet świętych i jest czczony 21 listopada.

Ale przypadek Izasława i Jaropełka nie był na Rusi odosobniony. W 1255 r. książę halicki Daniło Romanowicz, ostatni wielki przedstawiciel „zachodnioeuropejskich” władców ruskich sprzed katastrofy tatarskiej, jak pisał o nim rosyjski historyk baron Taube, przyjął koronę i tytuł króla Rusi (rex Russiae) od samego papieża.

O tym, że stosunki Rusi z papiestwem nie były jednostronne i nie były wyłącznie zabiegami peryferii Europy o względy hegemona, świadczą wydarzenia, które rozgrywały się ok. 1089 r. W tym czasie do Kijowa przybyło poselstwo antypapieża Klemensa III (1080–1100), liczącego na udzielenie mu poparcia przez ruskiego księcia oraz metropolitę Jana II i związane z tym wzmocnienie swojej pozycji w Europie wobec papieża Grzegorza VII. Metropolita, pomimo poparcia bizantyjskich zarzutów wobec Kościoła rzymskiego, przyjął poselstwo z wszelkimi honorami i odpowiedział Klemensowi III, używając wyłącznie zwrotów należnych prawowitemu papieżowi, a więc uznając władzę Rzymu. Pochodzący z Grecji metropolita kijowski Jan przez posłów informował antypapieża o toczących się z Konstantynopolem rozmowach, które żywo interesowały Klemensa III. Następca Jana II, metropolita Efrem II (+1093), kontynuował politykę swojego poprzednika. Po wyborze na stolicę metropolitalną (1091) wysłał zwyczajowe poselstwo do papieża w celu uzyskania potwierdzenia swojego wyboru, które otrzymał bez przeszkód.

Jak widać, związki Rusi z łacińską Europą do XIII wieku były żywe i oparte na pełnej łączności z papieżem. Ruskie elity polityczne – świeckie i duchowne – były zainteresowane takimi kontaktami w tej samej mierze, co papiestwo i władcy Zachodu. Powoływanie się na pełne podporządkowanie religijne i polityczne Rusi Konstantynopolowi, należy do XIX-wiecznej fikcji historycznej, podbudowującej rosyjski mit polityczny.

Społeczeństwo Rusi a katolicyzm

Warto przyjrzeć się również związkom łączącym ludność Rusi z łacińską Europą. Wynikały one w wielu przypadkach z głębokiej religijności ludu ruskiego. Liczni pielgrzymi z Rusi włączali się w rwący potok ludzi, którzy z modlitwą na ustach przemierzali Europę i Bliski Wschód. W takich miejscach, jak Rzym, Jerozolima czy Betlejem, nie dziwią inskrypcje i notatki o gościach z odległej Rusi. Źródła niemieckie pełne są wzmianek o peregrinantes de Ruzia, którzy przechodzili przez ziemie cesarstwa, wędrując do Rzymu, a nawet Composteli. Ihumen Daniło odwiedził Ziemię Świętą w początkach XII wieku, gdy była ona integralną częścią Christianitas. Księżna Prakseda, pochodząca z linii książąt połockich, odbywała pielgrzymkę do Rzymu, w którym pozostała przez siedem lat „służąc Bogu”, i gdzie zmarła w 1239 r. Bardzo popularne były pielgrzymki do włoskiego miasta Bari, dokąd przeniesiono ze Wschodu otaczane czcią prochy św. Mikołaja Cudotwórcy (1087), co było wyraźnym działaniem antybizantyjskim. Na Rusi przyjęto to bez jakichkolwiek oporów, podobnie jak odrzucone przez patriarchat konstantynopolitański przesunięcie wspomnienia tego świętego na 9 maja. Zarządzenie papieskie na Rusi wprowadził wspomniany już metropolita Efrem II.

Innymi przejawami silnych związków łączących ówczesną Ruś z cywilizacją łacińską był kult świętych charakterystycznych dla Europy Zachodniej i wynikające z tego sprowadzanie relikwii, obrazów i figur, typowych dla zachodniego kręgu kulturowego, oraz udział Rusi w procesie powstawania fundacji kościelnych. Są to jednak mało znane sprawy. Na Rusi był rozpowszechniony kult papieża i męczennika św. Klemensa Rzymskiego (90/92–101), który po schizmie został patronem licznych kościołów. Książę Izasław szczególną czcią darzył św. Wojciecha. Ruskie dokumenty wspominają o wotum książęcym – sztandarze podarowanym katedrze gnieźnieńskiej. Zapiski kościelne wskazują, że na rzekomo prawosławnej Rusi wierni czcili katolickich świętych: czeskich, skandynawskich i angielskich. W XII wieku modne stały się budowle kościelne nawiązujące wprost do sztuki romańskiej. Prócz ikon przedstawiających Matkę Bożą czcią otaczano wizerunki Madonny Dalmackiej, Weneckiej, Sycylijskiej, Rzymskiej, a nawet Hiszpańskiej. Figura św. Mikołaja Cudotwórcy w soborze mikołajewskim w Możajsku, tak ważna od XVI wieku dla dopełnienia rytu koronacyjnego carów, jest ewidentnym przykładem silnego oddziaływania kultury Europy Zachodniej na Ruś. Arystokracja ruska w pierwszej połowie XII wieku wspierała budowę klasztoru św. św. Jakuba i Gertrudy w Ratyzbonie, przekazując na ten cel jałmużnę w wysokości około 100 marek. W tym samym czasie współfinansowano budowę klasztoru w Lugumkloster w Szlezwiku-Holszynie. Z drugiej strony sobór Uspienski kijowskiej Ławry Peczerskiej, „ostoi” prawosławia na Rusi, został ufundowany przez pochodzącego ze Skandynawii Warega Szymona (1073), pieniądze na budowę kościoła św. Mikołaja w Kijowie przekazał Wareg Holmi, a monastyr w Nowogrodzie powstał w 1106 r. z inicjatywy „Rzymianina Antoniego”. Trudno przypuszczać, aby były to przejawy ówczesnego ekumenizmu. Przykłady te świadczą raczej o katolickości Rusi, która znajdowała się na rozdrożu pomiędzy Rzymem a Konstantynopolem. Niewątpliwie przywiązanie do katolicyzmu było wielkie, choć nie można też bagatelizować wpływów patriarchatu konstantynopolitańskiego.

Mimo wszystko Ruś była traktowana jak kraj misyjny. Do walki ze schizmą, ale również chrystianizacji plemion pogańskich na Wschodzie, przystąpiły zakony. Szlakiem św. Brunona ruszyli mnisi augustiańscy z Bremy, głosząc Ewangelię wśród Liwów i Estów (1184 r.), wspierani po krótkotrwałym zatargu przez księcia połockiego Włodzimierza. W Kijowie niemalże bez przerwy znajdowali się przedstawiciele klasztoru św. Emmerama z Ratyzbony. W XIII wieku w Kijowie została stworzona placówka dominikańska przy łacińskim kościele Dziewicy Maryi (za tę placówkę odpowiedzialny był pochodzący ze Śląska św. Jacek Odrowąż i jego macierzysty krakowski klasztor dominikanów). Papież Grzegorz IX powierzył opiekę nad ruskimi katolikami polskim biskupstwom we Wrocławiu, Krakowie i Lubuszu. Wśród popularnych na Rusi klarysek znajdowały się liczne przedstawicielki rodów książęcych – co może być zaskakujące – wschodniego obrządku. Wydaje się, że tradycja liturgiczna Wschodu była przez te zakony w pełni respektowana, a ślady tego możemy jeszcze odnaleźć w XIV wieku w nadaniach króla Korony Polskiej – św. Jadwigi Andegaweńskiej. Z powyższych faktów wynika, że wydarzenia 1054 r., które doprowadziły do rozłamu w Kościele, nie miały na Rusi zbyt dużego znaczenia. Podobnie zdobycie Konstantynopola przez krzyżowców w 1204 r. nie odbiło się tam specjalnym echem. Ziemia św. Włodzimierza pozostawała w łączności z Kościołem katolickim.

Głowa św. Klemensa patrzy na Zachód

Stosunki rusko-bizantyjskie od początku nie układały się zbyt dobrze. Rok 1054 poprzedzały liczne konflikty książąt kijowskich z Konstantynopolem. Sytuacja nie zmieniła się po schizmie. Bizantyjczyków na Rusi nie darzono zaufaniem. Największy spór, który rozpoczął się w 1147 r. i trwał do 1155 r., dotyczył zależności Kijowa od patriarchy Konstantynopola. Ujawnił on w całej rozciągłości apetyty Bizancjum na rozciągnięcie swego panowania duchowego i świeckiego nad Rusią. Książę kijowski Izasław Mścisławicz, wnuk Monomacha, doprowadził do obsadzenia stolicy metropolitalnej w Kijowie przez cieszącego się dużym autorytetem mnicha Klimę. Wybór ruskiego mnicha dokonany przez ruskiego księcia bez porozumienia z „papieżem Wschodu” z Konstantynopola budził wątpliwości. Bizancjum zażądało pozbawienia metropolity Klimy urzędu. Zwołany przez hierarchów ruskich sobór był wyraźnie podzielony, chociaż zwolennicy Konstantynopola działali głównie w obawie o swoje godności. Większość stanowili stronnicy Klimy, a jednocześnie zwolennicy Rzymu. Biskup czernichowski, odwołując się do nadużywanego przez Konstantynopol zwyczaju, powiedział: „Wiem, że biskupi stanowią sobą sobór, mają prawo ustanowić metropolitę; ponieważ u nas znajduje się głowa św. Klemensa – jeśli Grecy stawiają patriarchę ręką św. Jana, to i my możemy postawić metropolitę”. „Tak też uczynili” – napisał kronikarz. Taube podkreślał, że ustanowienie metropolity kijowskiego bez zgody patriarchy nastąpiło sto lat po schizmie, „która miała zerwać wszelką duchową więź między Rusią a Rzymem i na zawsze związać Ruś z Bizancjum”. Na przeszkodzie zakusom patriarchatu stanęła głowa św. Klemensa, papieża męczennika, otaczana na Rusi czcią od czasów, kiedy według tradycji przyniósł ją na Ruś św. Cyryl.

Badania prawosławnego rosyjskiego historyka A. Pawłowa z drugiej połowy XIX wieku wskazują, że na Rusi nie zapomniano o prymacie św. Piotra ani w sferach duchownych, ani wśród elit świeckich. Działania hierarchii bizantyjskiej w Kijowie odczytywano jako bezprawną uzurpację. Metropolici kijowscy trzymali się litery 28. kanonu Soboru Chalcedońskiego (451), na którym przyjęto, że patriarcha Konstantynopola posiada drugie miejsce w hierarchii Kościoła po biskupie rzymskim5. W ten sposób rozstrzygnięto pytanie postawione przez patriarchę Aleksandrii sto lat wcześniej, w czasie Soboru w Nicei (325), które przez arcybiskupa Konstantynopola zostało wykorzystane do próby wzmocnienia swojej pozycji. To wtedy pojawił się argument, wykorzystywany w zmodyfikowanej formie od XVI wieku przez patriarchat Moskwy, że pozycja Konstantynopola wynika z przeniesienia stolicy cesarstwa nad Bosfor. Na Soborze Chalcedońskim pogląd ten nie uzyskał szerszego poparcia, a papież Leon (440–461) uzyskał od bizantyjskiego cesarza Marcjana i cesarzowej Pulcherii jego uroczyste odwołanie. Na nowo przypomniał go Cerulariusz kilkaset lat później.

Śmierć i zniszczenie

Przełomowym momentem w dziejach tej części Europy był najazd mongolski. Wydarzenie, które odcisnęło piętno przede wszystkim na dziejach politycznych i kulturowych, ale też religii Rusi. Okupacja tatarska zniszczyła uprzywilejowaną pozycję Kijowa i mocno osłabiła jego panowanie na Wschodzie, pozwalając na swobodny rozwój pogańskiego państwa litewskiego; wreszcie zaprzepaściła starania mające na celu trwałe zespolenie Rusi z Zachodem, przez pełne włączenie w obręb Kościoła katolickiego, oddając dziedzictwo św. Włodzimierza prawosławiu.

W 1218 r. posuwające się na zachód plemiona mongolskie, pobiły na rozległych stepach Kubania żyjące tam koczownicze plemiona Alanów, Połowców i Czerkiesów. Pokonani Połowcy zwrócili się o pomoc do książąt ruskich, którzy rozpoczęli żmudne przygotowania do obrony. W maju 1223 r. połączone wojska książąt ruskich poniosły dotkliwą klęskę nad rzeką Kałką. Ruski latopis notował: „Wskutek grzechów naszych przyszły nieznane ludy, o których nikt nie wie, co za jedni są, skąd się wzięli i jaka ich wiara. A zwą ich Tatarami”. W jednej bitwie Ruś straciła sześciu książąt, siedemdziesięciu wojewodów i wielkich bojarów, dziesięć tysięcy wojowników, nie licząc poległych Połowców. Trzynaście lat później rozegrał się finał dramatu. Pod ciosami piekielnych wojowników tatarskich legło w gruzach księstwo riazańsko-muromskie, spalono doszczętnie księstwa włodzimierskie, smoleńskie i czernichowskie. W listopadzie 1240 r. Tatarzy – „wysłannicy Tartaru” – stanęli pod murami Kijowa, który po krótkiej i desperackiej obronie został zdobyty. W mieście urządzono rzeź, mordując tysiące osób. Taki sam los spotkał Halicz…

Kronikarz kijowski, mnich Serapion odmalowywał tragiczną sytuację Rusi słowami:

Poczuliśmy na sobie srogość Boga naszego. Zniszczone cerkwie Boże, splugawione naczynia święte, ciała świątobliwych mnichów ptakom rzucone w śnieg, krew ojców i braci naszych […] napełniła ziemię. Zginęła moc naszych książąt i wojewodów, dzielni nasi, napełnieni strachem, uciekli. Większa część braci naszych wywieziona w niewolę. Wsie nasze zarosły trawą i wielkość nasza została poskromiona, piękność zginęła, bogactwo nasze drugim w korzyść się dostało. Trud nasz poganie otrzymali. Ziemia nasza stała się majętnością obcoplemieńców […]. Jak deszcz ściągnęliśmy na siebie gniew Boga. Nie było kaźni, która by nas ominęła.

Potęga Rusi została zachwiana. Jedynym księstwem, które uszło cało, było księstwo Aleksandra Newskiego (1220–1263), którego władca zdecydował się na świadomą i pełną współpracę z najeźdźcą. W 1251 r. udał się do Batu-chana i się zaprzyjaźnił się z nim. Usynowiony przez chana i wsparty kontyngentem mongolskim Newruja powrócił na Ruś z uznanym przez Seraj tytułem władcy Wszechrusi. Rozpoczął zdecydowanie wrogie rządy wobec Zachodu, jednoznacznie występując przeciwko katolickiemu władcy Rusi Halicko-Wołyńskiej, łacińskiemu królowi Danielowi (1253–1264), przeciwko katolickim misjonarzom i Kawalerom Mieczowym. Odpowiadając papieżowi na wezwanie do powrotu na łono Kościoła katolickiego, kniaź Aleksander pisał lekceważąco: „[…] znam to wszystko… A co do twoich słów – nie mamy zamiaru ich słuchać i nie chcemy twojej nauki”. Aleksander Newski znalazł potężne wsparcie w kijowskim metropolicie Cyrylu II (1247–1281), który ok. 1250 r. w pełni poparł jego plany polityczne, opuścił Kijów i schronił się we Włodzimierzu. Kijów przestał pełnić rolę centrum władzy kościelnej na Rusi. Warto zwrócić uwagę, że wrogość Cyryla wobec unii była motorem napędowym poparcia dla programu politycznej symbiozy rusko-mongolskiej budowanego przez Aleksandra Newskiego. Metropolita wraz ze swoimi zwolennikami zalecał wiernym gorliwe modlitwy za „niezależnego króla” (chana), uzyskując od tolerancyjnych religijnie Mongołów zawarowany karą śmierci „zakaz znieważania religii prawosławnej”, wymierzony we wszelkie działania misyjne Kościoła katolickiego. Jeden z głównych myślicieli nacjonal-bolszewizmu i rosyjskiego eurazjatyzmu Gieorgij Wiernadski jeszcze przed II wojną światową słusznie i logicznie twierdził, że wielki chan był „obrońcą wiary prawosławnej”. Zapewne z głębokiego rosyjskiego sentymentu (powtórzonego przez rosyjskiego historyka Borysa Ramma) wyrósł apokryficzny przekaz o przyjęciu umierającego Aleksandra Newskiego na łono Kościoła katolickiego przez wysłannika papieskiego i misjonarza, franciszkańskiego zakonnika Jana di Piano Carpiniego, przebywającego z misją w stolicy państwa mongolskiego. Postać umierającego w samotności Aleksandra Newskiego, pogromcy krzyżowców z filmu Sergieja Eisensteina, podobno wzruszyła Stalina, który miał stwierdzić, że tak wspaniały kniaź nie mógł w ten sposób umrzeć… Oczywiście w całej tej historii nie ma ziarna prawdy.

Tatarska fala, która pod koniec lat 30. XIII wieku zalała Ruś, spowodowała wytrącenie księstw ruskich z orbity Christianitas i zerwanie dotychczasowych więzów łączących te tereny z Europą Zachodnią. Gieorgij P. Fedotow w swojej pracy o Rusi Kijowskiej pisze, że najazd mongolski był dla niej kataklizmem, dotykającym nie tylko polityki, ekonomii, ale powodującym również upadek życia religijnego, zanik ducha ruskiego chrześcijaństwa i postępujący rozkład politycznej moralności. Ruś Kijowska nie odbudowała już swojego znaczenia. Szybciej rozwijający się sąsiedzi – Węgry oraz Polska wychodząca z okresu rozbicia dzielnicowego w początkach XIV wieku – rozpoczęły rywalizację polityczno-militarną o te ziemie. Tereny Rusi południowej zostały przywrócone Kościołowi katolickiemu za cenę utraty niezależności politycznej. Na północy triumfowało jeszcze pogaństwo rozprzestrzeniające się z Litwy prowadzącej szeroką ekspansję militarną na Rusi, hamowaną po 1343 r. przez luźną koalicję krzyżacko-polską. W takiej sytuacji pierwszoplanową rolę odgrywały pozostające pod słabnącym i nieuciążliwym już zwierzchnictwem tatarskim ziemie na peryferyjach Rusi.

Wszystkie te procesy wzmacniały pozycję prawosławia. Katolicyzm, pomimo swobodnego rozprzestrzeniania się na obszarach Rusi znajdujących się pod zwierzchnictwem Polski i Węgier, w szerokich kręgach społecznych utożsamiano z obcymi. Paradoksalnie, państwem swobody religijnej „prawowierija” stała się podporządkowana chanowi, nic nieznacząca do tej pory Moskwa, której wpływy w ciągu całego XV wieku wciąż rosły, m.in. z powodu przeniesienia tam w połowie XIV wieku siedziby metropolity kijowskiego. Wpływy Moskwy rosły o tyle, o ile malało znaczenie Konstantynopola, upadającego pod ciosami rozprzestrzeniającego się bez przeszkód islamu.

Lepiej zginąć, niż być katolikiem

Wielokrotne propozycje unii kościelnej ze strony Rzymu napotykały na zdecydowanie negatywną odpowiedź „konstantynopolitańskich papieży”. W 1274 r. sprawę unii wziął w swoje ręce cesarz bizantyjski Michał VIII Paleolog, który zaakceptował papieską zwierzchność nad Kościołem wschodnim. W czasie uroczystej Mszy św. w Lyonie przedstawiciele Bizancjum podczas wzniosłego odśpiewania Credo trzykrotnie powtórzyli słowo filioque na znak jedności kościelnej. Unia nie została jednak zaakceptowana przez społeczeństwo cesarstwa i dużą część schizmatycko nastawionego duchowieństwa. Siostra cesarza Michała powiedziała: „Lepiej, żeby zostało zniszczone imperium mojego brata niż czystość wiary prawosławnej”. W czasie przygotowań do zawarcia drugiej unii prawosławia z Kościołem katolickim cesarz bizantyjski Manuel II Paleolog podsumował nieszczere zabiegi duchowieństwa bizantyjskiego w słowach skierowanych do następcy tronu, późniejszego cesarza Jana VIII:

Zbadawszy dogłębnie zamysły niewiernych [mahometan], z całą pewnością wiemy, że bardzo niepokoją się oni oraz obawiają się, byśmy czasem nie pojednali się i nie zjednoczyli z chrześcijanami Zachodu […]. Myśl o soborze i miej to na uwadze, głównie ze względu na to, że musisz bać się niewiernych. Rzeczy tej jednakże nie posuwaj, bo nasi [Bizantyjczycy] – jak mi się wydaje – żadną miarą nie są zdatni do znalezienia drogi i sposobu trwania w łączności, porozumieniu, pokoju, miłości i zgodzie; jeśli zważy się, że nie mają zamiaru ich – mówię o (chrześcijanach) zachodnich – traktować tak, jak czyniliśmy to w dawnych wiekach (przed rozłamem kościelnym).

Mimo wszystko 6 lipca 1439 r., w czasie Soboru Ferraro-Florenckiego, podpisano dekret unijny, likwidujący dotychczasowy rozłam w Kościele. Zgoda nie potrwała długo. W 1485 r. unia została oficjalnie zerwana przez Cerkiew prawosławną. Dodajmy, że mniej więcej w tym samym czasie Iwan III stwierdził, że pokój pomiędzy Moskwą a państwem polsko-litewskim nie jest możliwy, a oba te państwa skazane są na odwieczną walkę, przerywaną krótkimi okresami pokoju.

Zwolennicy ruskiego prawosławia doskonale zdawali sobie sprawę, że dziedzictwo kijowskiej metropolii nie należy całkowicie do nich. Z tego powodu punkt ciężkości prawosławia od połowy XIV wieku przesuwał się stopniowo na północny wschód, z Włodzimierza w kierunku Moskwy. Pierwszym metropolitą kijowskim, który na stałe przeniósł się pod opiekuńcze skrzydła tatarskich czambułów, był Teognost (1328–1353), przeciwnik wszelkich prób zawarcia unii. W 1458 r. metropolici moskiewscy zrzekli się szacownego tytułu metropolitów kijowskich. Wiązało się to z zawarciem unii kościelnej z 1439 r., którą poparł pochodzący z Grecji metropolita kijowski Izydor (1385–1463). Jego los był smutny – został uznany za heretyka, pozbawiony urzędu, wygnany z Moskwy, zmarł na wygnaniu w Rzymie. Na miejsce prawowiernego, katolickiego metropolity kijowsko-moskiewskiego książę Wasyl wyznaczył zaufanego biskupa Jonę. Konstantynopol nie uznał decyzji księcia moskiewskiego, za co przez nowego „prawowiernego” metropolitę został uznany za heretyka. W 1453 r., gdy sułtan wjeżdżał na białym koniu do najpiękniejszej świątyni chrześcijaństwa, kościoła Hagia Sophia w Konstantynopolu, w Moskwie powitano tę wiadomość z radością. „Drugi Rzym” – miasto Konstantyna, zostało ukarane za ustępstwo względem łacinników, za herezję. Rodził się mit „trzeciego Rzymu”.

W czasie gdy Konstantynopol upadał, książęta moskiewscy prowadzili skuteczną walkę z Tatarami, zakończoną ostatecznym zwycięstwem kniazia Iwana III w 1480 r. Księstwo moskiewskie było jedynym niezależnym państwem prawosławnym na świecie, a przejęcie w 1472 r. przez Iwana III spuścizny politycznej Cesarstwa Bizantyjskiego i utworzenie patriarchatu moskiewskiego, było ugruntowaniem zwycięskiej pozycji prawosławia na sporym terytorium moskiewskiej Rusi. W tym czasie patriarchatowi moskiewskiemu podlegało już więcej wiernych niż poddanemu Turkom patriarsze Konstantynopola. Promieniująca z Kijowa stara Ruś katolicka została uśmiercona przez uzurpatorów moskiewskich, zatrutych jadem mongolskiej niewoli.

Trzeci Rzym – jedno kłamstwo – dwie wiary

Twórcą tego mitu był ihumen Filoteusz (ok. 1465–1542) z klasztoru eleazarowskiego w Pskowie. Po Rzymie cesarzy i papieży, po ukaranym za grzech odstępstwa od prawosławia Konstantynopolu patriarchów, przyszła kolej na Moskwę metropolitów. To na Moskwie od tej pory spoczęła misja doprowadzenia ludzkości do zbawienia, ponieważ to w niej połączyła się potęga Rzymu i Konstantynopola. Mo­skwa miała uratować świat pogrążający się w degeneracji. Rosyjską ideę mesjanistyczną wieńczyła budowa królestwa Bożego na ziemi, które – zdaniem Filoteusza – miał urzeczywistnić car Wasyl III, przedstawiciel dynastii, według wykoncypowanej genealogii pochodzącej od starożytnego cesarza Augusta. W Moskwie miał znaleźć swoją siedzibę Mesjasz u boku prawosławnego cara. Nietrudno odnaleźć w tej utopii pierwociny zaczynu, z którego wykiełkowała sowiecka utopia proletariackiego „raju na ziemi”, który z Moskwy rozniesie po świecie sprawiedliwe i dostatnie społeczeństwo bezklasowe. Również alternatywna utopia globalistycznego putinowskiego „Russkogo Mira” (warto zwrócić uwagę, że słowo „mir” oznacza nie tylko pokój, ale szerzej: ład, porządek, świat i wszechświat), zawiera ten sam ładunek niebezpiecznego założenia, że rosyjskie wybraństwo jest skutecznym lekiem na wszystkie bolączki chorego świata.

Ostrze myśli Filoteusza było skierowane przeciw katolicyzmowi, papiestwu i całej cywilizacji łacińskiej, nazwanej później „zgniłym Zachodem” (ros. gniłyj zapad)6. Najazd tatarski zaczęto postrzegać jako szczęśliwy dopust Boży. Ojciec rosyjskiej historiografii Nikołaj M. Karamzin pisał, że najazd tatarski zawierał wiele elementów pozytywnych, a „Moskwa zawdzięcza swoją wielkość chanowi”, choć Aleksander Puszkin szydził z tego poglądu, zwracając uwagę, że Tatarzy nie byli Maurami, którzy po najazdach zostawili przynajmniej algebrę i Arystotelesa. Aleksiej Chomiakow pisał, że Mongołowie byli „słuczajnostju sczastliwuju” (szczęśliwym przypadkiem) dla Rosji. Według archimandryty Konstantego „jarzmo tatarskie uchroniło Rosję przed pokusami łacinników, a później przed zachodnim humanizmem. A może i jarzmo sowieckie uchroniło Rosję przed jeszcze gorszymi pokusami zachodnimi?” („Russkij wiestnik” nr 12, 18–25 marca 1992 r.)7. Wraz ze wrastaniem prawosławia w Ruś, ze wzajemnym przenikaniem się państwa carskiego z prawosławiem, następowało zatracanie idei powszechności, katolickości. Iwan Groźny twierdził: „Nasza wiara nie jest grecka, lecz rosyjska, chrześcijańska”. Ale uczciwi prawosławni badacze zwracają uwagę na o wiele istotniejszy problem. Wraz z rozszerzaniem samodzierżawia na Cerkiew prawosławną duch religijny ulegał stopniowemu wypaczeniu, które swój kulminacyjny moment osiągnęło za panowania Piotra I. Zdaniem Gieorgija P. Fedotowa „reformy” religijne cara zdegradowały prawosławie z wiary do elementu kultury politycznej państwa. Stworzony w 1721 r. przez Piotra I Świętobliwy Synod Rządzący był przysłowiową kropką nad „i” wcześniejszego kursu antycerkiewnego cara – podporządkował Cerkiew państwowemu ministerstwu, na czele którego stał zawsze świecki urzędnik (oberprokurator), posiadający kompetencję do określania zasad religijnych, ale przede wszystkim państwową wyłączność w sprawach kanonizacji! W Związku Sowieckim odpowiednią rolę synodu pełniło przeznaczone do tego ministerstwo z nadzorującym jego prace wydziałem KGB (od lat 60. XX wieku tzw. IV Wydział V Zarządu KGB). Kontrola życia religijnego była rozległa do tego stopnia, że partia komunistyczna opiniowała kandydatów do prawosławnego seminarium. Nie dziwi zatem, że oprócz „widzialnej”, oficjalnej Cerkwi, wspierającej dzisiejsze zbrodnicze działania Kremla, w Rosji do chwili obecnej funkcjonuje katakumbowa Cerkiew prawosławna, nieakceptująca postsowieckiego modelu religijnego.

Dla dzisiejszych zwolenników idei „trzeciego Rzymu”, takich jak Władimir Widemann, w „trzecim Rzymie” z prawosławiem połączyły się ideały rzymskie i hellenistyczne i dzięki „duchowi rosyjskiemu” – rosyjskiemu geniuszowi – zostały wyniesione do formy najwyższej, z pomocą której nastąpi zbawienie ludzkości. Mikołaj Bierdiajew tak podsumował to zjawisko: „Prawosławie okazało się wiarą rosyjską. W wierszach religijnych Ruś to wszechświat, car rosyjski to car nad carami, Jerozolima to również Ruś. Ruś jest tam, gdzie prawda wiary. Rosyjskie posłannictwo religijne, jedyne w swoim rodzaju, związane jest z siłą i wielkością państwa rosyjskiego, z wyjątkowym znaczeniem cara rosyjskiego”. Myśl tę kontynuuje Oswald Spengler, niemiecki filozof kultury i historii, który w idei „trzeciego Rzymu” zauważył narzędzie polityczne carów dążących do zdobycia drogi do Konstantynopola i Jerozolimy. Rosyjski imperializm religijno-państwowy odrzucił charakterystyczne dla Zachodu pojęcie narodu. W ostatnim czasie Władimir Putin nazwał w swoim przemówieniu „naród rosyjski” – „narodem trójjedynym”, które to pojęcie, bazując na czytelnym symbolu teologicznym, faktycznie odnosi się do oświeceniowego neologizmu „Rosja – Rosjanin”, pod którym nie rozumie się etnicznego mieszkańca imperium. Pojęcie to przeciwstawiano etnicznemu pojęciu „Rusa”, na rzecz takich mglistych terminów jak „wszechsłowiańskość”, odnoszoną jednak nie do Czechów czy Polaków, ale „sąsiadów” Konstantynopola – Serbów i Bułgarów8… Wszechsłowiańskość, prawosławne postrzeganie rzeczywistości politycznej to „zaklinanie” plemion przez stepowego chana. Jak twierdzi rosyjski ideolog i historyk religii Aleksandr Dugin: „My wszyscy – Rosjanie, Serbowie, Tatarzy itd. – reprezentujemy żywioł barbarzyński”9. I widzimy to w całej okazałości w trakcie barbarzyńsko prowadzonej na Ukrainie wojny, z ostrzałem artyleryjskim cywilnych osiedli, masowymi gwałtami i mordowaniem cywilów, infiltracją ludności, deportacjami w głąb „imperium”, zorganizowaną grabieżą czy stosowaniem taktyki spalonej ziemi. Dawka turańszczyzny, jaką w czasie okupacji tatarskiej przyjęła Ruś moskiewska, przetrwała do dziś. Mesjanizm komunistyczny był w dużym stopniu kontynuacją mesjanizmu prawosławnego. Już w roku 1921, w obliczu faktycznego zwycięstwa bolszewickiej rewolucji w Rosji (po nieudanej interwencji państw zachodnich, przegranej przez Białych wojnie domowej i dwuznacznych postanowieniach traktatu ryskiego) część rosyjskich działaczy emigracyjnych wezwało do „zwrotu na Wschód”. Gieorgij Wiernadski głosił zwycięstwo czerwonej Międzynarodówki – „naszej partii komunistycznej”, które zapowiada budowę euroazjatyckiego państwa. Stworzenie przez Lenina Kominternu (Trzeciej Międzynarodówki) nacjonal-bolszewik Nikołaj Ustriałow postrzegał jako kontynuację idei Trzeciego Rzymu, wzywając nacjonalistów do wygaszenia walki z sowietami. Trzeci Rzym – Moskwa prawosławia, trzeci Rzym – Moskwa Kominternu, ze swoją quasi-religijną terminologią, był w konsekwencji prostym przeniesieniem idei stolicy świata z prawdziwego Rzymu do Moskwy. Ale Moskwa stanowi antytezę Rzymu. Jest zaprzeczeniem jedności, powszechności, wreszcie apostolskości Kościoła. Jest pogaństwem, samouwielbieniem, antropocentryzmem, partykularyzmem. „Prawosławie, które nie jest religią, lecz tradycją, jest o wiele bliższe temu, co nazywamy pogaństwem. Obejmuje ono i włącza w siebie pogaństwo” – mówi z dumą Dugin.

„Rosja… rozszerzy swoje błędy…”

Metropolita petersburski Ioann pisał na łamach „Russkogo wiestnika”, że„jesteście przecież rodem wybranym”, „sens religijny rosyjskiej historii zdecydowanie przekracza granice narodowe”, a „wszechświatową, kosmiczną” misją Rosji jest pokonanie zgniłego Zachodu – Antychrysta – i utworzenie Nowej Rusi jako „zjednoczonego Kościoła”. To narodowi rosyjskiemu „Bóg wyznaczył szczególną służbę, będącą sensem życia rosyjskiego we wszystkich jego przejawach”, a Rosja jest „Tronem Bożym”, naród rosyjski – „narodem bogonoścą”. Wtóruje mu dziś (wypowiedź z 17 kwietnia 2022 r.) deputowany Dumy, wnuk Wiaczesława Mołotowa, Wiaczesław Nikonow: „We współczesnym świecie jesteśmy ucieleśnieniem sił dobra. To jest metafizyczne starcie sił dobra i zła… Toczymy naprawdę świętą wojnę i musimy ją wygrać”. Takie wypowiedzi niestety można przywoływać bez końca.

Tymczasem rzeczywistość rosyjskiego „tronu Bożego” jest daleka od wizji prawicowych „Putinversteher” (niem. ‘rozumiejących Putina’), konserwatywnych, tradycjonalistycznych, prorosyjskich „użytecznych idiotów”. Dzisiejsza Rosja nie stanowi żadnej konserwatywnej, religijnej czy tradycjonalistycznej alternatywy dla zsekularyzowanego Zachodu. Pogrążona jest w głębokiej społecznej, religijnej i ideowej degeneracji. Szumne prawosławne zaklęcia i „konserwatywna” retoryka ideologów skrywają dawne bolszewickie cele – wprowadzenie własnego globalnego „rosyjskiego” porządku. Oficjalne rosyjskie sztandary ustępują w czasie świąt komunistycznej czerwieni, a prawosławna retoryka propagandy szybko wpada w stare stalinowskie tory „walki z faszyzmem”. Społeczeństwo rosyjskie nie tylko nie stanowi żadnej zorganizowanej społeczności opartej na tradycyjnych wartościach, ale w jego obrębie nie ukształtowały się żadne tradycyjne siły z niezależnym zapleczem gwarantującym skuteczne renovatio. Degeneracja społeczeństwa i depopulacja kraju widoczna jest w państwowych statystykach, które już w 2011 r. rosyjskie media i deputowani Dumy oskarżali o fałszowanie rzeczywistości10. Niemniej dramatycznie wyglądają statystyki religijne. Co prawda 60% Rosjan uważa się za prawosławnych, ale według statystyk policyjnych regularnie uczęszcza do cerkwi kilka procent wiernych (2-4%). Obecnie najliczniejszą wspólnotą prawosławną na świecie jest Cerkiew Prawosławna Ukrainy, a nie – jak mogłoby się wydawać – Cerkiew moskiewska... Od kilku lat putinowski reżim tropi winnych tego rozkładu społeczeństwa, wskazując jednak zawsze wrogów nieuchwytnych lub dalekich, takich jak „amerykański konsumpcjonizm”, „kapitalistyczny kult zysku”, „wrogi świat Zachodu”, a nawet nieżyjący prezydent Jelcyn.

Nie jesteśmy zdziwieni i zaskoczeni tą sytuacją. Otrzymaliśmy czytelne wskazówki w orędziu fatimskim, zawierającym wezwanie do poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Miała być to gwarancja powstrzymania prześladowań w Rosji. Jak wiemy zwlekano z tym długo, a przez to sprawa ugrzęzła w plątaninie politycznych interesów. Ostrzeżenie zawarte w objawieniach zazwyczaj zbywano lub przemilczano. „Wtenczas Rosja już rozszerzy swoje błędy na świat, powodując wojny i prześladowania Kościoła”.

Powtórzmy: początki Rusi wiążą się nierozerwalnie z katolicyzmem. Ruś nie uległa schizmie, ale pozostała wierna papiestwu. Triumf prawosławia na Rusi wiąże się nie ze schizmą Cerulariusza, lecz z najazdem mongolskim. Można rzec, że prawosławie zwyciężyło wraz ze zniszczeniem starej Rusi Kijowskiej, zwyciężyło przy pomocy strzał mongolskich wojowników. Moskiewskie prawosławie wieszczące wielkość „Trzeciego Rzymu”, stało się polityczną ideologią państwową, a nie odłamem chrześcijaństwa. Na gruncie tej ideologii komuniści zbudowali konstrukcję bolszewickiego „raju na ziemi”, który teraz proponuje się w opakowaniu „Rosyjskiego Świata”. Serce Rusi podzielone na pół, rozdarte między wiernością Kościołowi katolickiemu a przywiązaniem do narodowej odrębności, krwawi do dziś… Rosja dalej rozszerza swoje błędy…

Przypisy

  1. Michał Taube zwraca uwagę na absurdalne działanie polegające na przesuwaniu datacji powstania ruskich praw kanonicznych na czasy późniejsze niż X-XI wiek, co w świetle propagandy prawosławnej, mówiącej o zerwaniu po 1054 r. wszelkich kontaktów ze „zgniłym Zachodem”, wydaje się zabawne.
  2. Został nim z nadania papieskiego uczony Bułgar Aleksy, który jednakże w wyniku greckich intryg musiał opuścić Kijów.
  3. Ten znany prawosławny religioznawca pisał: „Rozłam został spowodowany dodaniem słowa filioque do Credo nicejsko-konstantynopolskiego”. Zdaje się, że Eliade przychyla się do twierdzenia, że odpowiedzialność za przyjęcie na Zachodzie tego terminu teologicznego, używanego w modlitwie przez wiernych do dziś w czasie niedzielnych i świątecznych Mszy św., spada na arbitralną decyzję cesarzy niemieckich. W tym przypadku już 1014 r. i pamiętna koronacja św. Henryka II byłaby datą schizmy. W ten sposób Eliade aluzyjnie przyznaje, że prawosławne rozumienie tego problemu teologicznego zostaje sprowadzone do sporu stricte politycznego…
  4. Inny fragment: „Nie przyjmuj też nauki od łacinników, ich bowiem nauka jest skażona, wszedłszy bowiem do cerkwi nie kłaniają się ikonom, jeno stojąc ukłoni się i, skłoniwszy się, narysuje krzyż na ziemi i całuje, a podniósł­szy się stanie na nim nogami; leżąc tedy całuje, a wstawszy depcze. Tego zaś apostołowie nie przekazali; przekazali bowiem apostołowie krzyż postawiony całować i ikony przekazali”. Dla wzmocnienia akcentu propagandowego fragmenty zostały włożone w usta św. Włodzimierza, księcia odpowiedzialnego za chrystianizację Rusi w IX wieku, czyli jeszcze przed schizmą. Bardzo często autorstwo tekstów antykatolickich przypisywano znanym osobom żyjącym bardzo wiele lat przed rozłamem, aby nadać tekstom większego znaczenia.
  5. 28. kanon Soboru Chalcedońskiego: „Ojcowie słusznie przyznali przywileje stolicy Starego Rzymu, ponieważ był on miastem cesarza. Z tego samego powodu stu pięćdziesięciu najczcigodniejszych biskupów uznało, że najświętsza stolica – Nowy Rzym, zaszczycony pobytem cesarza i senatu i cieszący się takimi samymi przywilejami cywilnymi jak Stary Rzym cesarski, powinien mieć te same przywileje w porządku kościelnym i być na drugim po nim miejscu”.
  6. Fiodor Dostojewski w Idiocie wkłada w usta Myszkina tyradę, która była bliska jego poglądom: „Według mnie, rzymski katolicyzm nie jest wiarą, ale po prostu kontynuacją Zachodniego Imperium Rzymskiego – wszystko w nim podporządkowane jest tej idei, począwszy od wiary. Papież zagarnął ziemię, tron ziemski i ujął miecz w rękę – tylko do miecza dodano kłamstwo, krętactwo, oszustwo, fanatyzm, przesądy, łotrostwo, grano na najświętszych, najszczerszych, najbardziej ufnych i płomiennych uczuciach ludu – wszystko, wszystko sprzedano za pieniądze, za podłą władzę świecką”.
  7. I. Massaka analizując poglądy rosyjskich mesjanistów, pisze: „Większość Eurazjatów oceniła najazd tatarsko-mongolski nie jako kataklizm dziejowy, lecz niezwykle pomyślną dla Rosji okoliczność historyczną – Tatarzy, pod dowództwem Dżyngis-chana, zapoczątkowali jedność polityczną i państwową Eurazji. Najazdy mongolsko-turańskie powstrzymały agresję łacińskiego Zachodu. Nie było podboju ziem ruskich ani tatarsko-mongolskiej niewoli, lecz coś w rodzaju pokojowego współistnienia dwóch państwowości”.
  8. Aleksandr Dugin usiłuje przedstawić rosyjski model polityczny w atrakcyjnych dla wszystkich nacji barwach: „Te narody [narody Europy Środkowo-Wschodniej – przyp. RM] same w sobie są wartościowe i dostojne, z przepiękną historią i kulturą: dostojni Rumuni i Bułgarzy – nasi prawosławni bracia. Bohaterscy i romantyczni Polacy, choć nas nie lubią. Węgrzy – niezwyciężeni wojownicy. Tylko Czesi kojarzą się z piwem i kiełbaskami. Obecnie jednak narody te prowadzą w Europie taką politykę, że gorszej nie można sobie wyobrazić”. Proszę zwrócić uwagę na ukrytą w tej wypowiedzi doraźność, określaną przez „prowadzoną obecnie politykę” wobec Rosji. To ona jest kluczem do zrozumienia roli odgrywanej przez tzw. eurazjatyzm w dzisiejszej polityce rosyjskiej.
  9. Michał Magnicki, rosyjski myśliciel czasów oświecenia, w polemice z historykiem Mikołajem Karamzinem pisał: „Wykładowcy historii powszechnej powinni byli kłaść główny nacisk na takie istotne problemy, jak upadek hardego Rzymu jako kara za wszystkie bezeceństwa, zaś sprawców tego upadku – barbarzyńskie hordy – należało pokazywać jako narzędzie w ręku Boga”.
  10. Poruszone zagadnienie wymagałoby osobnego obszernego opracowania. Wnikliwy czytelnik jest w stanie znaleźć odpowiednie informacje w Internecie. Liczba mieszkańców Rosji w 2020 r. wynosiła 144 mln i pomimo odnotowanego wzrostu w 2014 r. spowodowanego aneksją Krymu i Sewastopola ciągle spada. Spis powszechny Federacji Rosyjskiej z 2010 r. zakończył się skandalem, z brakującymi prawie 10 mln ludzi nieujętymi w spisie, którymi okazali się Chińczycy stanowiący populacyjną większość na Dalekim Wschodzie Rosji. Według oficjalnych danych liczba „legalnych aborcji” w Rosji utrzymuje się na poziomie ok. 1 mln (1,23 mln w 2011 r.; 900 tys. w 2014 r.), choć deputowana Dumy Jelena Mizulina twierdziła w 2011 r., że liczba aborcji niezarejestrowanych w Rosji jest rocznie kilka razy wyższa i może wynosić od 5 do 12 mln przypadków. Liczba dzieci przychodzących na świat w Rosji rocznie wynosi ok. 1,4 mln (1,44 mln w 2020 r.) i nie jest wystarczająca do utrzymania stabilnej polityki ekonomicznej, społecznej i militarnej. Od 2016 r. utrzymuje się stała tendencja spadkowa. System ekonomiczny Rosji od dziesięcioleci opiera się na rabunkowej eksploatacji złóż, a poziom zużycia infrastruktury przemysłowej oceniano oficjalnie na poziomie 48%, przy nieoficjalnych danych zużycia infrastruktury sięgających 75%! Oligarchiczny model drenujący surowce i wyzyskujący najuboższych wraz z rabunkową gospodarką, przekładają się na niewyobrażalne obszary biedy społecznej, która według danych Rosstatu z 2019 r. dotyka 21 mln Rosjan. Wasilij Simczew, dyrektor Naukowo-Badawczego Instytutu Statystyki Rosji stwierdził, że różnica pomiędzy 10% najbogatszych i 10% najuboższych Rosjan nie jest 16-krotna, jak podają instytucje rządowe, ale faktycznie aż 36-krotna! W biedzie żyje zatem blisko 48 mln Rosjan. Jeśli do tego dodamy (dane z 2010 r.) ok. 1 mln bezdomnych dzieci, ok. 12 mln alkoholików, ok. 4,5 mln narkomanów i przestępczość (według prof. S. Inszakowa z Prokuratury Generalnej – 2009 r.) na poziomie minimum 26 mln przestępstw (przy oficjalnie 3 mln przestępstw rocznie), to uzyskujemy obraz daleki od ideału „narodu bogonoścy”.