„Na świecie ucisk mieć będziecie; ale ufajcie, jam zwyciężył świat” Jan 16,33
feria Adwentu [3 kl.]
Zawsze Wierni nr 4/2022 (221)

o. Nicholas Mary CSsR

Czy katolik może brać udział w kulcie prawosławnym?

Ojciec Nicholas Mary CSsR odpowiada na najważniejsze pytania w świetle teologii moralnej i prawa kanonicznego.

– Powiedziano mi, że katolik może zawsze uczestniczyć we Mszy w świątyni prawosławnej w sytuacji, gdy nie jest w stanie znaleźćkościoła katolickiego, np. podczas wakacji w Grecji. Czy to prawda?

Jest to obecnie bardzo rozpowszechniona wśród katolików opinia, jednakże całkowicie błędna. Wynika ona z jednej strony z mylenia schizmatyckiego prawosławia z katolickimi Kościołami obrządków wschodnich, z drugiej zaś z błędów ekumenizmu szerzących się w Kościele po II Soborze Watykańskim.

Prawo kanoniczne stwierdza, że „W niedzielę oraz w inne nakazane dni świąteczne, wierni są zobowiązani uczestniczyć we Mszy Świętej […], gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim”1. Oznacza to, że katolik obrządku łacińskiego spełnia swój obowiązek, uczestnicząc w niedzielę i święta nakazane np. w Boskiej Liturgii bizantyjskiego lub też innego wschodniego Kościoła katolickiego2. Nie znaczy to natomiast, że katolik może aktywnie uczestniczyć w kulcie prawosławnym ani liturgii żadnej innej wspólnoty niekatolickiej.

Choć pomiędzy liturgiami katolickich Kościołów wschodnich a liturgiami prawosławnymi istnieją jedynie nieznaczne różnice, katolicy obrządków wschodnich uczestniczą w kulcie katolickim, podczas gdy prawosławni nie. Nawet jeśli obrządki tych ostatnich są materialnie identyczne co obrządki tych pierwszych, to nie są one jednak katolickie, gdyż sprawowane są przez schizmatyków. Nie zmienia tego też fakt, że schizmatycy zachowali ważne sakramenty. Choć ich Msze są ważne, a Zbawiciel raczy zstępować na ich ołtarze podobnie jak na nasze, nie wolno nam aktywnie uczestniczyć w ich schizmatyckim kulcie. Już w V wieku św. Augustyn przypominał schizmatyckim i heretyckim donatystom3 – których Msze i inne sakramenty były ważne, podobnie jak w przypadku współczesnych prawosławnych – że:

Zbawienie osiągnąć może jedynie w Kościele katolickim. Poza Kościołem [schizmatyk] może mieć wszystko poza zbawieniem. Może mieć zaszczyt biskupstwa, może posiąść tajemnice, może śpiewać „Alleluja!”, może odpowiadać „Amen!”, może trzymać Ewangelię, może wierzyć w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego i głosić tę wiarę, ale nigdzie indziej poza Kościołem katolickim nie może znaleźć zbawienia4.

Carowie rosyjscy (a później komunistyczni władcy Związku Sowieckiego) przy pomocy różnorakich represji starali się zmusić katolickich Rusinów obrządku bizantyjskiego do przyjęcia prawosławia. Wielu męczenników przypłaciło życiem swą wierność Kościołowi katolickiemu. Podczas jednego z takich prześladowań, w 1840 r., papież Grzegorz XVI tak pisał do katolickiego metropolity Chełma:

Różnice pomiędzy katolikami rusińskimi a łacińskimi dotyczą jedynie kwestii dyscyplinarnych oraz liturgicznych i […] w żaden sposób nie naruszają więzi jedności. Z drugiej strony niekatoliccy Rusini różnią się tak od łacinników, jak i od rusińskich katolików w kwestiach dotyczących prawdziwej wiary Chrystusowej, bez której „niemożliwym jest podobać się Bogu”. […] Różnią się oni w kwestii podporządkowania biskupowi rzymskiemu, następcy Piotra, Księcia Apostołów, któremu – by posłużyć się słowami Soboru w Chalcedonie – „powierzona została przez Pana opieka nad winnicą” oraz do którego, jak mówi Ireneusz, „konieczne jest, by […] wszystkie pozostałe trwały w jedności, to znaczy wszyscy wierni, gdziekolwiek by przebywali, ze względu na jego prymat, ponieważ to w nim przechowywana jest Tradycja pochodząca od apostołów”. Wreszcie, jak mówi św. Hieronim, „ktokolwiek nie gromadzi wraz z Nim, rozprasza”, tj.: kto nie jest Chrystusa, ten jest Antychrysta5.

Nawet szczerze pobożni współcześni katolicy mają skłonność do postrzegania prawosławia jako mniej szkodliwej formy niekatolickiego chrześcijaństwa niż np. protestantyzm czy modernizm. Błędowi temu przeczy świadectwo niezliczonych męczenników, którzy woleli przelać swą krew, niż porzucić katolicką jedność na rzecz prawosławnej schizmy. Stanowi to również przypomnienie, że nie wolno nam postrzegać Kościoła katolickiego jedynie jako lepszego, doskonalszego ciała niż Kościoły prawosławne, ale że powinniśmy widzieć w nim jedyny prawdziwy Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, a wszystkie inne stworzone przez ludzi wspólnoty jako nieistniejące w oczach Boga. Prałat Ronald Knox pisał:

Nie uważamy naszego Kościoła [jedynie] za najdoskonalszą wspólnotę religijną, do jakiej można by należeć; wierzymy, że ci, którzy do niego nie należą, przy założeniu, iż wierzą w Chrystusa i pragną czynić Jego wolę, mogą równie dobrze nie należeć do żadnej wspólnoty religijnej. Nawet wyznający w dobrej wierze prawosławie schizmatycki Grek, choć przyjmuje ważną Komunię, a w godzinie śmierci ważne rozgrzeszenie, zbawiany jest przez Rzym, a nie przez Konstantynopol. Albowiem w normalnych okolicznościach do zbawienia konieczne jest posiadanie wiary katolickiej; a wierzenie w doktryny katolickie bez wiary w istnienie nieomylnego autorytetu, który gwarantuje ich prawdziwość, nie jest wiarą katolicką, ale zbiorem opinii. Kluczowe znaczenie ma tu pierwsza niewierność6.

Jeśli nawet świeccy katolicy przestali dostrzegać zagrożenia ze strony schizmy wschodniej (wiele zagubionych dusz porzuciło podczas ostatnich 50 lat Novus Ordo, odnajdując coś z utraconej świętości i tradycji własnej liturgii w świątyniach prawosławnych), stosunek modernistycznych katolików do prawosławia jest zwykłą herezją.

Herezja ta polega na postrzeganiu Kościoła Rzymskiego jedynie jako zachodniej gałęzi Kościoła Chrystusowego, z papieżem jako patriarchą, a Cerkwi prawosławnych jako gałęzi wschodnich kierowanych przez własnych patriarchów. Zgodnie z tą eklezjologią (tj. doktryną dotyczącą natury Kościoła) wszystkie te regionalne Kościoły Wschodu i Zachodu są posiadającymi równy status „Kościołami siostrzanymi”, dążącymi do odbudowy jedności w formie jakiegoś „Superkościoła”. Jedność ta, jak się twierdzi, utracona została na przestrzeni wieków i musi zostać ponownie odzyskana poprzez inicjatywy ekumeniczne.

Stanowi to oczywiście zanegowanie nieutracalnej jedności, powszechności i konieczności zbawczej Kościoła katolickiego, powszechnego prymatu jurysdykcyjnego Wikariusza Chrystusa oraz misyjnego imperatywu ratowania dusz poprzez ich nawracanie. Niemniej jednak zarówno w teorii, jak i w praktyce błędy te dominują w Kościele od czasu II Soboru Watykańskiego. Wschodni katolicy zdradzeni zostali w epoce posoborowej równie bezwzględnie co tradycjonaliści czy też chińscy katolicy wierni Stolicy Apostolskiej.

W porozumieniu podpisanym pomiędzy katolikami a przedstawicielami prawosławia w Balamand w Libanie w 1993 r. (a wychwalanym przez Jana Pawła II7), Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan postanowiła „odejść od nieaktualnej eklezjologii powrotu do Kościoła katolickiego”, opisując dawne wysiłki misjonarskie katolików względem schizmatyków jako:

[…] nawracanie innych chrześcijan po to, aby „przyprowadzić ich z powrotem” do swego własnego Kościoła. W celu legitymizacji tej tendencji będącej rodzajem prozelityzmu Kościół katolicki wypracował koncepcję teologiczną, według której on sam jest jedynym środkiem zbawienia. […] Ze względu na sposób, w jaki katolicy i prawosławni ponownie odnajdują się we wzajemnych relacjach do tajemnicy Kościoła i powtórnie odkrywają się nawzajem jako Kościoły siostrzane, opisana powyżej forma „misyjnego apostolatu” zwana „unionizmem” nie może być dłużej akceptowana ani jako metoda, ani jako model jedności, którego poszukują nasze Kościoły. […] To w tej perspektywie Kościoły katolickie i Kościoły prawosławne uznają się wzajemnie za Kościoły siostrzane, obdarzone wspólną odpowiedzialnością za utrzymanie Kościoła Bożego w wierności Jego Boskiemu powołaniu, a szczególnie w tym, co się tyczy jedności […]. Duszpasterska działalność Kościoła katolickiego, zarówno łacińskiego, jak i wschodniego, nie stawia sobie już więcej za cel odsuwanie wiernych od jednego Kościoła do drugiego, co oznacza, że rezygnuje z prozelityzmu wśród prawosławnych, skupiając się na zaspokajaniu duchowych potrzeb swoich własnych wiernych. Aktywność Kościoła katolickiego odrzuca dążenie do ekspansji kosztem Kościoła prawosławnego8.

W sytuacji gdy błędy takie są oficjalnie głoszone i praktykowane przez hierarchię, nie może dziwić, iż zwykli katolicy czują się zagubieni. Powinno się zauważyć, że za wyjątkiem garstki ekumenistów w krajach zachodnich niemal nikt w Cerkwiach prawosławnych nie akceptuje tezy, że Kościół katolicki jest „Kościołem siostrzanym” ani że nie powinno się nawracać katolików na prawosławie.

Tak więc katolikom nie wolno czynnie uczestniczyć w kulcie prawosławnym i biorąc w nim udział, nie spełniają obowiązku niedzielnego. Jeśli z uzasadnianego powodu są na nim obecni, powinni zajmować pełną uszanowania postawę bierną, podobnie jak uczestnicząc z taki samych powodów w obrzędach protestanckich (ślubach, pogrzebach itp.), siedząc i stojąc ze zgromadzeniem, jednak nie przyłączając się do modlitw ani śpiewów. Gdy Zbawiciel jest sakramentalnie obecny, powinni uklęknąć lub – wedle zwyczaju wschodniego – pokłonić się głęboko i mogą ado­rować Go cichą modlitwą9. Tam gdzie nie ma możliwości uczestnictwa w żadnym kulcie katolickim, powinni starać się prywatnie zadośćuczynić obowiązkowi uczestnictwa we Mszy św.

Powinno się też pamiętać, że w niebezpieczeństwie śmierci można zwrócić się o absolucję do jakiegokolwiek kapłana, nawet prawosławnego schizmatyka. Ojciec Nicholas Halligan OP (+1977) pisze:

Kiedy istnieje niebezpieczeństwo śmierci wszyscy kapłani, choćby nawet pozbawieni byli prawa do słuchania spowiedzi, mogą ważnie i prawomocnie rozgrzeszyć każdego penitenta z każdego grzechu czy cenzury, bez względu na to jak została ona zaciągnięta i jak byłaby znana, nawet przy dostępności autoryzowanego do tego kapłana […] Na podstawie okoliczności ocenić należy, czy faktycznie zachodzi niebezpieczeństwo śmierci i czy istnieje pewność moralna, iż śmierć może nastąpić szybko. Nie jest konieczne, aby penitent znajdował się w agonii (articulus mortis) ani aby zgon jego był medycznie pewny. W przypadku wątpliwości, co do istnienia niebezpieczeństwa lub, gdy możliwy jest błędny osąd, absolucja jest z pewnością ważna, ponieważ w sytuacjach takich Kościół uzupełnia jurysdykcję; nie jest tak jednak, gdy osąd jest błędny w sposób zawiniony.

Śmierć zagrażać może z przyczyny wewnętrznej, np. groźnej choroby, bardzo trudnego porodu, niezwykle sędziwego wieku, odniesionej rany itp. lub też z przyczyny zewnętrznej, tj. wyroku śmierci, rychłej bitwy, nalotu, trudnej operacji, niebezpiecznej podróży itp. (jednak nie np. zwykłej podróży samolotem). Za znajdujących się w niebezpieczeństwie śmierci uważani być mogą zmobilizowani żołnierze. Osoby znajdujące się w potencjalnym niebezpieczeństwie popadnięcia w obłęd, lub też uprowadzone przez pogan z nikłą nadzieją na uwolnienie czy nawet kontakt z kapłanem, a także cierpiące pewne rodzaje prześladowań religijnych, mogą być uważane za znajdujące się w niebezpieczeństwie śmierci. Wystarcza, aby kapłan był ważnie wyświęcony, nawet jeśli sytuacja jego byłaby nieuregulowana kanonicznie, gdyby był on zasuspendowany, ekskomunikowany, gdyby był schizmatykiem, heretykiem lub apostatą, i to nawet jeśli dostępny byłby ksiądz posiadający jurysdykcję zwyczajną10.

Ta ostatnia uwaga ma uspokoić sumienie i usunąć wszelkie wątpliwości co do ważności sakramentu. W takich sytuacjach można się zwracać o absolucję do każdego ważnie wyświęconego kapłana – niekatolika, ekskomunikowanego, zasuspendowanego, zlaicyzowanego itp. (o rozgrzeszenie czy też o ostatnie namaszczenie może ich poprosić w naszym imieniu również ktoś inny, gdybyśmy my sami byli nieprzytomni) – bez skrupułów sumienia. Nie wolno jednak wystawiać wiary na niebezpieczeństwo, tak więc gdyby prawosławny kapłan stawiał np. warunek, że udzieli absolucji jedynie jeśli penitent wyrzeknie się Kościoła katolickiego, temu ostatniemu nie wolno oczywiście na to przystać, a zamiast tego powinien postarać się wzbudzić akt skruchy doskonałej.

Za „The Angelus”, styczeń–luty 2022, tłumaczył Tomasz Maszczyk

Przypisy

  1. Kan. 1247–1248 par. 1. Stanowi to powtórzenie kan. 1248–1249 Kodeksu z roku 1917, choć nowa legislacja poszerza czas spełnienia obowiązku niedzielnego na wieczorną Mszę sobotnią, stara zaś wprowadzała ograniczenia (obecnie zniesione) do miejsc, w których może być wypełniony obowiązek uczestnictwa we Mszy (kościoły i publiczne oraz półpubliczne oratoria).
  2. Kan. 881 Kościołów wschodnich jest mniej precyzyjny, generalnie obowiązuje jednak ta sama zasada co w przypadku katolików obrządku łacińskiego. Nie zamierzamy tu analizować konkretnych problematycznych pod względem liturgicznym czy doktrynalnym sytuacji, jakie zrodził kryzys w Kościele, ale raczej warunki wypełnienia samego obowiązku.
  3. „Początkowo schizma, a następnie herezja z IV i V wieku, wedle której ważność sakramentów zależy od moralności szafarza, a grzesznicy nie mogą być członkami Kościoła ani być tolerowani przez prawdziwy Kościół w sytuacji, gdy grzechy ich są publicznie znane. Donatyzm narodził się w Afryce podczas nieporządków, jakie wkradły się do Kościoła po prześladowaniu za panowania Dioklecjana (245–313) i zanikł dopiero po opanowaniu Afryki Północnej przez muzułmanów w VII wieku”. Hasło „Donatyzm”, red. J.A. Hardon, Modern Catholic Dictionary, Eternal Life, Bardstown 2000.
  4. Mowa do wiernych Kościoła w Cezarei, za W.A. Jurgens (ed.), The Faith of the Early Fathers, Liturgical Press, Collegeville 1979, t. 3, s. 130.
  5. List Has adde litteras, za A.G. Welykyj OSMB, Documenta Pontificum Romanorum Historiam Ucrainae Illustrantia (1075-1953), Roma 1954, t. 2, s. 360.
  6. ks. R.A. Knox, The Belief of Catholics, Sheed & Ward, London & New York 1953, s. 196.
  7. Ut unum sint, 60.
  8. Deklaracja Międzynarodowej Komisji Wspólnej ds. Dialogu Teologicznego pomiędzy Kościołem katolickim a Kościołem prawosławnym, Balamand, 23 czerwca 1993 r.
  9. Ksiądz Henry Davis SI pisze, że podczas rewolucji francuskiej „Papież Pius VI przypominał francuskim katolikom, iż powinni przyklękać przed Hostiami konsekrowanymi przez [akceptujących Konstytucję Cywilną Kleru] francuskich kapłanów, powinni jednak unikać spotkań z nimi, gdy zanoszą oni Najświętszy Sakrament chorym”. za: ks. H. Davies SI, Moral and Pastoral Theology [in four volumes], Sheed and Ward, London 1958, t. 1, s. 285.
  10. o. N. Halligan OP, The Administration of the Sacraments, Mercier Press, Cork 1963, s. 187. Kanon 976 obecnego Kodeksu stwierdza: „Każdy kapłan, chociaż nie ma upoważnienia do spowiadania, ważnie i godziwie rozgrzesza jakichkolwiek penitentów znajdujących się w niebezpieczeństwie śmierci z wszelkich cenzur i grzechów, nawet gdy jest obecny kapłan upoważniony”.