Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X
2. Niedziela po Objawieniu Pańskim [2 kl.]
Zawsze Wierni nr 4/2025 (239)

Ewa Niewczasowa

Apologia kobiecości. Niewiasto, Twoje miejsce jest…

cz. II

Podejmując temat apologii kobiecości, nie możemy pominąć apologii domu, który powinien być miejscem szczególnym dla każdego członka rodziny, w tym szczególnie dla żon, matek, dorastających córek, które są sercem każdego ogniska domowego, jego duszą.

Świadomość, że istnieje dom, miejsce, gdzie można odpocząć, dokąd można uciec od natłoku codziennych trosk i zregenerować życiowe siły, ma dla każdego człowieka, nie tylko dziecka, podstawowe znaczenie. (…) Niewiasta, wypełniająca swą osobowością dom, czyni z niego spokojną oazę wśród ruchomych piasków szalonego z nerwowości świata. Hamuje ciągłą gonitwę codzienności, neutralizuje napięcia i w ten sposób uspokaja otoczenie. (…) Opanowanie, łagodność, emanowanie spokojem są wielkim skarbem, jaki niewiasty mogą wnieść w życie swoich rodzin. Ciepło własnego domu jest potrzebne także jej psychice1.

Apologia domu

Dom jest szczególnym miejscem, bo ma wymiar fizyczny i duchowy. Jest zarazem miejscem i stanem. Czymś uchwytnym, namacalnym – jak kredens, na którym można postawić ramkę z rodzinnym zdjęciem; jak stolik z piękną serwetką i filiżanką herbaty; jak fotel, na którym można przysiąść i odpocząć. Jest też stanem, atmosferą, czymś, co czujemy sercem. To ciepło matczynych słów, to wsparcie ojca, to radość z bycia razem. Smak zupy – niby coś ulotnego, przyziemnego, a potrafi tak zapaść w pamięć, że po latach tęsknimy za domowym obiadem przygotowanym przez mamę. Pamiętamy talerz, z którego jedliśmy, a w dłoni czujemy ciężar ulubionej łyżki. Zapach ciasta – miła, ciepła woń, która rozgościła się w kuchni i zaprasza domowników do wspólnego spożycia posiłku. Nie trzeba szczególnej okazji, by być razem. Kwiaty w wazonie – detal, który staje się ozdobą pokoju, cieszy jednocześnie oko i serce. Zlew pełen naczyń i pranie do zrobienia – oznaki toczącego się tu prawdziwego życia, które stale dostarcza zajęć matczynym rękom.

Najlepszym łącznikiem tych dwóch rzeczywistości, fizycznej i duchowej, jest stół – przy nim jemy, ale też rozmawiamy, planujemy, pocieszamy. Stale coś się przy nim dzieje. To jeden z najważniejszych mebli w domu, który symbolizuje wspólnotowość i harmonię życia rodzinnego.

Stół rodzinny oznacza nie tylko fizyczne miejsce, gdzie z miłością schodzi się rodzina, gdzie radują się rodzice z dziećmi; ale oznacza przede wszystkim duchową wspólność, harmonię i jedność, warunki niezbędne do szczęśliwego małżeństwa, opartego na powadze i miłości. Szczęście małżeńskie zależy od umiejętnego uzgodnienia powagi i miłości2.

Wydaje się jednak, że nie doceniamy naszych domów i naszej domowej codzienności. Owszem, codzienności pewnie przewidywalnej, ale jednak na ogół dość spokojnej (mimo różnych niepokojów…). Dopiero kiedy jest nam ona „zabrana” lub zaburzona – różnymi życiowymi kolejami, wypadkami, chorobami – to wówczas widzimy, jak dobrze było żyć tym naszym szarym życiem. Wtedy zaczyna się wręcz tęsknić za tymi obowiązkami, których tak bardzo chcieliśmy się wcześniej pozbyć, jakoś się od nich wywinąć. Składanie prania, podlewanie kwiatów, zmywanie, odkurzanie, zmiana pościeli, robienie zakupów. Ot, drobnostki. Ale ileż nas uczy to porządkowanie spraw doczesnych! Ileż można nauczyć się w domu… „Trzeba zadbać i uporządkować zarówno sprawy zewnętrzne, jak i wewnętrzne, bo jedne i drugie przyczyniają się do postępu wewnętrznego” – poucza nas słusznie Tomasz a Kempis. Dbanie o dom, o naszych bliskich jest jedną z najlepszych szkół życia, także szkół samowychowania.

Twoje miejsce jest w domu

Będąc i pracując w domu, niewiasta jest zawsze we właściwym miejscu, nawet jeśli życie powoła ją także do innych miejsc i prac. Ktoś może nam żartobliwie, ale też pogardliwie, powiedzieć, że miejsce kobiety jest przy garach. Dobrą odpowiedzią mogą tu być słowa św. Teresy z Ávili, która napisała, że także wśród rondli i garnków przechadza się Pan (hiszp. El Señor camina entre las ollas y sartenes). Bez względu na rodzaj wykonywanej pracy, bez względu na to, jak byłaby prosta czy mało wartościowa w oczach innych, liczy się serce w nią włożone, czysta intencja, a także to, czy zapraszamy do tej pracy Boga.

Pięknie na temat roli żony i matki mówił do młodych małżonków papież Pius XII:

Rola kobiety obejmuje te niezliczone, niekończące się kwestie szczegółowe, owe nieuchwytne codzienne zajęcia i troski tworzące atmosferę rodzinną i – w zależności od tego, czy są wykonywane właściwie czy nie – sprawiające, że dom jest bądź zdrowy, przyciągający i wygodny, bądź zdemoralizowany i nieznośny. Działania żony w domu muszą nosić zawsze charakter pracy niewiasty dzielnej, tak wysoko ocenionej w Piśmie Świętym, niewiasty, „której serce małżonka ufa i która nie czyni mu źle, ale dobrze przez wszystkie dni jego życia”3. Dla kobiety dom jest zwykle centrum jej zasadniczej aktywności i pomału – jakkolwiek biedny by on był – przemieni ona ów dom materialny w dom rodzinny. Stanie się on miejscem pokoju i radości, zdobnym nie tyle umeblowaniem i dekoracjami jak hotel bez indywidualnego stylu, smaku czy charakteru, ale pamiątkami w umeblowaniu lub na ścianie, nawiązującymi do przeżytych razem zdarzeń: dzielonych wspólnie upodobań, pomysłów, radości i cierpień – spraw czasem widocznych, czasem ledwie dostrzegalnych, od których w miarę upływu czasu dom nabiera swego ducha. A całą jego duszę nada kobieca ręka i dotknięcie, którym żona uatrakcyjni każdy kąt domu, zakładając zadbanie, porządek i czystość oraz że wszystko, co potrzebne i pożądane, będzie w zasięgu ręki. Bóg wyposażył kobietę bardziej szczodrze niż mężczyznę w poczucie wdzięku i dobrego smaku wraz z darem czynienia najprostszych rzeczy miłymi i mile widzianymi4.

Widzimy zatem ponownie, jak dom łączy sferę duchową ze sferą materialną. Widzimy, że nie chodzi tylko o dbanie o zewnętrzny ład i porządek, bo jak pisała chociażby bł. Marcelina Darowska:

dom nasz nie kończy się na ścianach swoich. W skład jego wchodzą ludzie, dusze: rodzina, domownicy, lud, słudzy… Rękę otwórz dla każdego, otwórz serce, podaj przyjazną dłoń, kochaj! Czyńcie, ile w mocy waszej, dobrze. Dawajcie, na ile was stać, a skarby mieć będziecie w łasce Bożej, która nie opuści was nigdy, i domy wasze staną się piękne, bo Bóg, Piękno i Dobro Przedwieczne, panować w nich będzie5.

Prace domowe to nie tylko prace porządkowe, ręczne jak szycie, sprzątanie, gotowanie, które (jeśli się tak uczciwie nad nimi zastanowimy) okazują się czymś więcej niż tylko nauką praktycznych umiejętności. Są one przy okazji również lekcjami pokory, cierpliwości, miłości bliźniego, pracowitości, staranności, a nauczycielami tych lekcji powinni być przede wszystkim ojciec i matka.

Prace domowe odbywają się także w sferze ducha i intelektu. Przecież to w domu dziecko uczy się katechez, to w nim po raz pierwszy uczy się o Bogu, widzi krzyż na ścianie, rozpoznając na nim swojego Zbawiciela. Uczy się miłości do swojej Ojczyzny, poznaje ojczysty język i rodzimą literaturę.

To dom jest miejscem, z którego wynosimy to, co najcenniejsze. A przynajmniej tak powinno być. Możemy zadać sobie pytanie, jaki przykład dajemy dzieciom, co wartościowego – i to nie pod kątem materialnym – wyniosą one z domu. Czy nie jest dumą dla matki, kiedy jej dziecko może powiedzieć, że nauczyło się czegoś w domu?

W rodzinie córka ma za zadanie stać u boku matki, uczyć się od matki i w razie konieczności ją zastępować. To jest najlepszy uniwersytet, jaki może skończyć młoda dziewczyna6.

Przystań nie zawsze spokojna

Dom jest przystanią, do której chętnie wracamy po trudach dnia, aby odpocząć, zjeść coś dobrego, wyspać się. To miejsce, w którym trzymamy zarówno ubrania i przedmioty codziennego użytku, jak i przechowujemy to, co mamy najcenniejszego, np. rodzinne pamiątki, ważne dokumenty. W domu uczymy się również wielu praktycznych umiejętności, które przydają się w dorosłym życiu.

Dom jest też jednocześnie miejscem pełnym trudów i niepokojów. To nieprzespane noce przerywane płaczem niemowlęcia. To choroby i trudności finansowe. To ścieranie się charakterów i temperamentów. To w domu dzieciom stawia się pierwsze w ich życiu granice, które one będą próbowały przekroczyć lub je przesunąć, co na ogół wiąże się z wieloma niełatwymi rozmowami, sytuacjami. To także trudności małżeńskie. Mogą one wynikać zarówno z takich powodów jak zmęczenie codziennymi pracami i obowiązkami, co rzutuje na brak czasu czy sił dla współmałżonka, jak i z poważniejszych, które mogą być powiązane np. z niedotrzymaniem któregoś z zobowiązań przysięgi małżeńskiej. Dom nie zawsze jest spokojną przystanią także z wielu innych powodów.

Choć członkowie rodziny mogą się między sobą bardzo różnić, posiadając chociażby odmienne temperamenty czy nawet nieco odmienny styl życia (np. inne pory wstawania, zainteresowania), to jednak wartości powinni mieć te same. To dotyczy najpierw wyboru współmałżonka, a później jednomyślności w wychowaniu dzieci. Warto tu także pamiętać tak o przyrodzonych, jak i nadprzyrodzonych środkach, które mają scalać nasze domy, budować silne fundamenty, wzmacniać więzi rodzinne.

Jednym z naszych celów powinno być takie przeżywanie dnia, aby przy wieczornym rachunku sumienia nie musieć sobie wyrzucać, że to właśnie moje humory zaburzają domowy mir. Że to moje zaniedbania potęgują chaos. Że swoją beztroską dokładam pracy innym lub nadwyrężam domowy budżet. Że to ja jestem osobą, która wszczyna konflikty, tą, przy której inni domownicy boją się odezwać, tą, do której inni nie mają zaufania.

Niewiasta (żona, matka) ma tutaj szczególną rolę. Choć sama powinna się zmieniać, rozwijać, postępować w cnotach, to powinna być również gwarantem niezmienności – zasad, wartości, tradycji. Ponieważ to głównie niewiasta jest domem – jego sercem, duszą, kochającymi rękami, dobrym słowem.

Niebiańska pomoc

Może nieco z obawy przed Bożym majestatem lub z poczucia naszej wielkiej grzeszności wydaje nam się, że zwracanie się do Pana Boga z naszymi małymi, matczynymi i domowymi troskami nie jest na miejscu; myślimy, że On jest zbyt święty, zbyt zajęty, by pochylić się nad naszą bolączką. Jednak On, w swej wielkiej mądrości i miłości do nas, dał nam całe rzesze świętych, które są postawione na straży, aby czuwać nad macierzyństwem, rodzicielstwem, nad naszymi dziećmi i wreszcie nad naszymi domami. Oni wszyscy, z polecenia Bożego, są gotowi nieść realną pomoc żonom, matkom, niewiastom w każdym wieku i stanie, bez względu na wykonywane przez nie na co dzień zajęcia.

Przeglądając pod tym kątem żywoty świętych, możemy odnieść wrażenie, że w jakiejkolwiek sytuacji znajduje się żona czy matka, bez względu na problemy i trudności, z jakimi musi się mierzyć, ma ona wsparcie w Niebie. To wielki dar od Pana Boga, który wspiera nas przez swoich świętych – przez przykład ich ziemskiego życia, często trudnego, pełnego upadków, ale ostatecznie błogosławionego, lub przez ich pomoc, którą niosą potrzebującym duszom, już sami będąc zbawionymi.

Matczynych orędowników jest tak wielu, że można by ułożyć do nich litanię. Poza Trójcą Świętą, Najświętszą Maryją Panną i św. Józefem wymienilibyśmy św. Annę, o której mówi się, że jest patronką macierzyństwa i wychowania. Następnie można by się zwrócić do św. Elżbiety, u której wsparcie znajdą szczególnie niewiasty będące w stanie błogosławionym i szukające wsparcia na czas porodu. Tutaj pomocni będą również św. Bonawentura, św. Ignacy Loyola oraz św. Dominik Savio, którzy są też wsparciem dla tych niewiast, które mają problemy z płodnością. Z kolei za swe nienarodzone dzieci matki powinny modlić się do św. Gerarda Majelli. Matkom, dzieciom i ich szczęśliwym narodzinom patronuje też św. Filomena, młodym mężatkom i matkom św. Zdzisława. Matkami karmiącymi opiekuje się z kolei św. Idzi.

W tym licznym gronie znalazłyby się też św. Monika i św. Rita, które doświadczyły trudów wychowania, a ich modlitwy ocaliły od potępienia ich dzieci. Są więc one w sposób szczególny bliskie tym matkom, których dzieci oddaliły się od Boga, porzuciły moralność i prowadzą złe życie.

Panie domu także mają swoje opiekunki – w osobach św. Marty z Betanii czy św. Zyty z Lukki, które wypełniając najprostsze obowiązki domowe, nie ustawały na drodze do świętości, widząc nadprzyrodzony cel w tym, co wydaje się na pierwszy rzut oka wyłącznie czymś małym, zwykłym, przyrodzonym.

Oczywiście dla każdego katolika wielkimi orędownikami są też aniołowie stróżowie oraz patroni z chrztu czy bierzmowania, i nie inaczej jest w przypadku żon, matek, niewiast zajmujących się domami i opieką nad dziećmi. Każda święta i błogosławiona, której imię nosimy, na pewno z wielką czułością zechce pośredniczyć naszym modlitwom. Zdarza się, że jako matki mamy też szczególne nabożeństwo dla jakiejś świętej, u której widzimy podobieństwo do samej siebie – czy to ze względu na pochodzenie, temperament, wykonywane zajęcie, czy też ze względu na liczbę posiadanych dzieci, czy nawet podobieństwo fizyczne. Warto w pierwszej kolejności naśladować małe czyny tej wybranej świętej, bo to dzięki nim udaje się krok po kroku postępować na drodze do macierzyńskiej doskonałości. Może to być zamiłowanie do jakiejś konkretnej pracy, dzięki której umilimy codzienność naszym bliskim, czyli gotowanie, pieczenie, wspólna lektura książek, muzykowanie, haftowanie, szycie etc. Następne będzie doskonalenie cnót, jak cierpliwość, opanowanie, pokora, skłonność do wyrzeczeń, wyrozumiałość, a także ważne na co dzień – pracowitość i zaradność. Niezwykle ważne są też praktyki religijne, nierzadko liczne i piękne u tych świętych matek, które stawiamy sobie za wzór. Jednak w tym wypadku trzeba najpierw pamiętać o obowiązkach stanu, których nie należy zaniedbywać, zatapiając się bez pamięci w modlitwach. Ważne, aby zdać się tu na mądrość i doświadczenie swojego spowiednika, który znając naszą konkretną sytuację, pomoże rozeznać, na ile „modlitewnego zapomnienia” możemy sobie pozwolić.

Do świętych matek, których żywoty warto sobie przybliżyć, należą m.in. św. Franciszka Rzymianka, św. Klotylda, św. Brygida Szwedzka czy św. Rita. Z czasów współczesnych godne uwagi będą chociażby takie matki jak Maria Zelia Martin, Joanna Beretta Molla czy Gabriela Lefebvre, mama abp. Marcela Lefebvre’a, która choć mniej znana, to jednak niewątpliwie była wzorem pobożnej i kochającej matki.

Warto zadbać o to, aby w naszych domach – przy wejściu, w centralnym miejscu salonu, nad łóżeczkami dzieci – nie zabrakło przede wszystkim krzyża, ale także wizerunków świętych, na których możemy spoglądać w ciągu dnia. Pięknym gestem, który ma wymiar nie tylko symboliczny, ponieważ jak mówi wiele świadectw, ma realny wpływ na życie wielu rodzin, jest dokonanie aktu intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa, którego święto obchodzimy w czerwcu7.

Nie możemy też wątpić, że nasza praca w domu ma znaczenie i to nie tylko dla nas samych, ale także dla naszych bliskich, dla ich dusz. W chwilach zwątpienia czy zniechęcenia, kiedy wydaje nam się, że tak niewiele znaczą nasze codzienne, domowe wysiłki, warto przypomnieć sobie słowa św. Tomasza Morusa, że „zwykłe czynności, które wykonujemy na co dzień w domu, mają dla duszy większe znaczenie, niż mogłaby sugerować ich prostota”.

Trzeba dbać o nasze domy i nauczyć się doceniać te codzienne sprawy, te trudy, o których może całkiem słusznie pomyślimy – zwłaszcza jako żony i matki – że są męczeństwem rozłożonym na raty. Są one niewątpliwie krzyżem, ale i błogosławieństwem.

Pozostałe części:

Przypisy

  1. Ks. K. Stehlin FSSPX, Istota, godność i misja kobiety, Te Deum, Warszawa 2009, s. 81.
  2. Bp T. Toth, Małżeństwo chrześcijańskie, tłum. R. Oleár, Te Deum, Warszawa, s. 121.
  3. Przyp 31, 11–12 – cytat według Biblii Tysiąclecia – przyp. red.
  4. Pius XII, Małżeństwo na zawsze, red. J.F. Murray, B.M. Murray, tłum. J.J. Stoppa, Wyd. Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, Sandomierz, s. 170–172.
  5. M. M. Marcelina od Niepokalanego Poczęcia NMP CSIC, Cztery pogadanki rekolekcyjne, s. 54.
  6. Ks. K. Stehlin FSSPX, Istota, godność i misja kobiety, dz. cyt., s. 66.
  7. Na temat intronizacji i pięknych owoców, jakie przynosi ona rodzinom, można przeczytać w książce o. Mateo Crawley-Boevey, Jezus, Król miłości, Te Deum, Warszawa 2024.