Najpiękniejszy temat w sztuce…
…to Najświętsza Maryja Panna. Mamy inne słynne przedstawienia: Nefretete, Atena, Gioconda czy nasza Dama z gronostajem, ale wobec tak licznych i tak, na różne sposoby, pięknych wyobrażeń Przeczystej Dziewicy ich niewątpliwe walory artystyczne muszą ustąpić, zwłaszcza że brak im czystego piękna duchowego. Nie musimy więc nic ujmować tym obrazom wymienionych niewiast – możemy nawet je przeceniać, ponieważ nie są żadnym zagrożeniem dla pozycji największego osiągnięcia artystycznego ludzkości: nieprzeliczonego zbioru wizerunków Najświętszej Maryi Panny.
Matka Boska ma wiele tytułów i bogatą ikonografię, ale nie tym będziemy się zajmować. Można choćby wspomnieć o roli nabożeństwa różańcowego i nabożeństw do Siedmiu Radości i Siedmiu Boleści w tworzeniu różnorodnych ujęć. Nie można też zapomnieć o inwencji malarzy i zleceniodawców, dla których ten jakże potrzebny temat był polem do tworzenia nowych kompozycji.
Wiadomo, że pierwsze ukazania Maryi tradycja zdecydowanie przypisuje św. Łukaszowi. Historyk sztuki nie znajdzie jednak dowodów to potwierdzających, nie musi więc stawiać kolejnym artystom zarzutów o odstępstwa od wzorów stworzonych przez Apostoła. Czy jest możliwe, by domniemany oryginał namalowany przez św. Łukasza dotrwał do naszych czasów? Pamiętajmy, że dzieli nas nie tylko wiele wieków, ale i katastrofa ikonoklazmu, gdy bezpowrotnie zniszczono wiele wizerunków. A czy tak wielki skarb mógłby opuścić Bizancjum i zawędrować gdzieś daleko – choćby na Jasną Górę czy nawet do jednego z kościołów Rzymu? Kto może sobie pozwolić na taką stratę? Najcenniejsze skarby Bizancjum mogły przywędrować do Europy łacińskiej tylko w rękach krzyżowców albo w momencie ostatecznego zagrożenia ze strony Imperium Osmańskiego1.
Przywołajmy jednak słowa, które uświadomią nam stan wiedzy, w którym się poruszamy:
Nasze wyobrażenia o malarstwie późnoantycznym są w najwyższym stopniu fragmentaryczne, a nawet czasami mylące, bo jakże można na podstawie skromnie zachowanych pozostałości odtwarzać poszczególne etapy rozwoju twórczości artystycznej2.
Można jednak stwierdzić, że najdawniejsze z zachowanych ujęć malarskich związanych ze Wschodem tchną powagą i głębią duchową. Ikonografia chrześcijańska Zachodu staje się coraz bogatsza. Dość szybko wykształcił się w sztuce chrześcijańskiej motyw pokłonu Trzech Króli, który w zachowanych zabytkach powtarza się dość często. Występował w malarstwie ściennym i w rzeźbionych sarkofagach3.
W malarstwie katakumbowym pojawia się też ciekawy motyw niewiasty trzymającej dzieciątko, obok której widzimy mężczyznę wskazującego na gwiazdę. Interpretacja malowidła opiera się na informacji Orygenesa, że Trzej Królowie dokonali właściwej interpretacji pojawienia się gwiazdy pod wpływem zapisanych słów opisanego w Księdze Liczb Balaama. To Balaam miałby być ukazany obok Najświętszej Dziewicy4. Zupełnie inny typ przedstawienia to tzw. Madonna orans – niewieścia postać z dzieckiem na kolanach, z dłońmi skierowanymi ku górze, niewątpliwie bardzo różna od powszechnie znanych najstarszych wizerunków Maryjnych – do tego stopnia, że trudno przyjąć, by w ten sposób można było ukazywać Matkę Chrystusa5.
Wszystkie uprzednio wymienione dzieła nie należą do malarstwa tablicowego, które jest najmniej znanym rodzajem sztuki późnego antyku. Co ciekawe, ranga tego typu malarstwa w starożytnej Grecji była wyższa od malarstwa typu ściennego, a i cesarze obejmujący władzę w Rzymie rozsyłali swoje wizerunki, które były wywieszane w czasie sprawowania sądów; później zaś nastał zwyczaj zawieszania portretów biskupów w katedrach6. Widzimy więc, że znaczenie przenośnego wizerunku malowanego na desce było szczególne; dlatego nie należy się dziwić, że przekazy o autorstwie św. Łukasza dotyczą dzieł wykonanych właśnie na tego typu podobraziach7. Możemy wyciągać stąd wniosek o rozsyłaniu obrazów na deskach, z których zachowały się resztki. Przypuszcza się jednak, że już w tych czasach funkcjonowały wzorniki, dzięki którym artyści w różnych miejscach tworzyli podobne przedstawienia, co dotyczy nawet mozaik8.
Stosowanie wypracowanych, ortodoksyjnych pod względem teologicznym wzorów skutkowało kojarzonym z bizantynizmem skostnieniem. Przełamane ono zostało w Italii, gdzie też najsilniej oddziaływała sztuka bizantyńska i gdzie najlepiej rozwijało się malarstwo. Zanim nastąpiło jednak pełne wypracowanie nowych środków wyrazu, powstało wiele wspaniałych i znakomicie nadających się do kultu obrazów. Przyjmuje się też, że konserwacji, czy raczej rekonstrukcji, po zniszczeniu jasnogórskiego obrazu dokonał malarz włoski9. Malarstwo rozwijające się w średniowieczu na północ od Alp wiele zawdzięcza sztuce Półwyspu Apenińskiego, choć jest tak bardzo od niego różne.
Nie można jednak przejść dalej, nie wspomniawszy o przedstawieniach w kości słoniowej i nie tylko. Te niewielkie, luksusowe wyroby wędrowały na zachód Europy, gdzie z czasem też opanowano tę technikę, i z pewnością propagowały wzory ikonograficzne. Innym sposobem przekazywania opracowanych kompozycji było malarstwo książkowe – również dziedzina sztuki bardzo luksusowa – dostępna dla wąskiej grupy odbiorców.
Niewątpliwa jest jednak potrzeba powszechnie dostępnej sztuki sakralnej. Jeśli pomyślimy o zabytkach sztuki, to Kościół ma ogromne zasługi w udostępnianiu dzieł artystów wszystkim, i to bezpłatnie. Sieć prywatnych i państwowych muzeów nigdy nie dorówna rozsianym po miastach i wioskach kościołom, a trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że znaczna część najwartościowszych eksponatów muzealnych pochodzi właśnie ze świątyń. Przykładowo w Muzeum Narodowym w Warszawie jest bogata i znakomita kolekcja średniowiecznej sztuki śląskiej. W ostatnim czasie swe zbiory w tej dziedzinie udostępniło Muzeum Archidiecezji Wrocławskiej.
Świątynie i klasztory były też obdarowywane skarbami nie tylko ze złota, ale również w postaci mistrzowsko malowanych obrazów. Pierwszorzędnym tego przykładem jest słynna Madonna Sykstyńska ofiarowana przez papieża Juliusza II klasztorowi benedyktyńskiemu w Piacenzy. W drugiej połowie XVIII wieku obraz został nabyty dla Augusta III Sasa i stanowi ozdobę wspaniałych zbiorów drezdeńskich. Zatracił więc sakralne przeznaczenie, choć jego właściciel był osobą wierzącą10.
Ileż można powiedzieć o pięknych twarzach – lecz jakże innych ich wyrazach – Madonny Jasnogórskiej i Madonny Sykstyńskiej. Spokój i powaga obrazu częstochowskiego przyciągają rzesze pielgrzymów, dzieło Rafaela budzi zaś zachwyty miłośników i znawców sztuki11. Jej autor w XIX wieku uchodził za najlepszego malarza wszech czasów. Dzisiaj jego pozycja jest również bardzo mocna.
Pójdźmy jednak dalej, bo malarze niewątpliwie pokazali, że na osiągnięciach Rafaela możliwości sztuki się nie kończą. Już od późnego średniowiecza złote tło obrazów jest zastępowane coraz lepiej oddawanym pejzażem. Celował w tym może najlepszy malarz renesansu – Tycjan (ok. 1489–1576), którego wizerunki Matki Bożej z Dzieciątkiem, w gronie jeszcze innych postaci, mają urzekający nastrój, pozbawiony jednak liryzmu charakterystycznego dla innego malarza epoki odrodzenia – Sandra Botticellego (1445–1510)12. Rozwój barokowego malarstwa pejzażowego w XVII wieku spowoduje, że zaczną powstawać przedstawienia, na których uciekająca do Egiptu Święta Rodzina będzie stanowiła bez mała sztafaż13, jak choćby w twórczości jednego z czołowych przedstawicieli gatunku – Claude’a Lorraina (1600 –1682). Nie należy interpretować tych zabiegów jako lekceważenia religijnego tematu. W tym wypadku artysta nieposiadający talentu do malowania scen figuralnych, nadając, dzięki niewielkim postaciom, poważny temat swym dziełom, podnosił ich rangę, ale i samego siebie jako artysty. Jego osiągnięcia artystyczne polegały na tworzeniu niewysłowionych nastrojów za pomocą subtelnych efektów świetlnych – ukazywał więc różne wydarzenia w przepięknej oprawie klimatycznego popołudnia czy też wieczoru.
W epoce baroku powstawały znakomite dzieła sakralne, a artystów było tylu, że nie sposób ich wyliczyć. Celowo pominiemy dzieła najsłynniejszych: Velázqueza (1599–1660), Rubensa (1577–1640) czy bardziej subtelnego van Dycka (1599–1641). Można też nie napisać o dokonaniach Murilla (1617–1682), skoro niedawno jego twórczość na łamach dwumiesięcznika „Zawsze Wierni” została już zaprezentowana. Ukażmy kunszt mniej znanych z nazwiska mistrzów.
Pierwszy z nich to Carlo Dolci (1616–1686), o którym czytamy:
to jeden z niewielu artystów, którzy w pełni zasłużyli na miano christianus pictor. W jego biografii pióra Filippa Baldinucciego [1625–1697 – przyp. Z.K.] odnajdujemy wiele świadectw pobożności tego malarza. Carlino już w dzieciństwie manifestował swą pobożność, odmawiając często Różaniec i napominając swych kolegów, by czynili podobnie. Od dzieciństwa także był członkiem bractwa Compagnia di San Benedetto – benedyktyńska sentencja lavorare est orare zdaje się przyświecać całemu jego życiu. W Wielkim Tygodniu Dolci miał zwyczaj malować tylko „rzeczy związane z Męką Pańską”, żywił także szczególną pobożność dla cudownego obrazu Zwiastowania z kościoła Santissima Annunziata we Florencji, co ilustruje następująca anegdota: rankiem w dniu ślubu z Teresą Bucherelli Carlino zaginął – bliscy odnaleźli go rozmodlonego przed owym cudownym obrazem w kościele Służek Matki Boskiej. Jego jedyny syn (miał oprócz niego siedem córek) został księdzem14.
Wszystko to nie oznacza, że był świętym. Czytamy bowiem:
Dolci zdruzgotany uznaniem dla neapolitańczyka [Luca Giordana, który stosował przeciwną mu technikę szybkiego malowania], popadł stopniowo w melancholię i wkrótce umarł.
Chodziło o różnicę w technikach malarskich:
Dolci słynął z pracowitości, staranności i dokładności w malowaniu – dążenie do artystycznej perfekcji stało się wręcz jego obsesją. W swych dziełach starał się ukrywać trud kształtowania formy, zatrzeć ślady pociągnięć pędzla – faktura jego obrazów jest na ogół porcelanowo gładka (…). Na koniec można powiedzieć, iż neoscholastyczna rezygnacja Dolciego z indywidualnej maniery w obrazach dewocyjnych jest formą poszukiwania obiektywnego piękna pochodzącego od Boga15.
Po wiekach można uznać, że mylił się w obu sprawach. W obu technikach można tworzyć dzieła znakomite, lecz wbrew sobie nadał swym dziełom styl indywidualny, oddający jego wrażliwość. Jak to już dawno zostało zauważone: jego dzieła są „zdumiewająco delikatne, [świetnie] zakomponowane i przejrzyste”16.
Malarze XVII wieku potrafili malować w różnych manierach. Dobrym przykładem jest bolończyk Guido Reni (1575 –1642). Niewątpliwie na jego twórczość wywarł wpływ Rafael, ale nie tylko on, a jego dorobek artystyczny ma charakter – wbrew temu, co się mówi o baroku – klasyczny i indywidualny. Jest on autorem zachwycających wizerunków Maryjnych i chyba najwybitniejszego przedstawienia św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus.
Oba wyżej wspomniane sposoby malowania będą kontynuowane – z pewnością w XVIII wieku geniuszem łatwości szybkiego malowania był Giambattista Tiepolo, o którym kiedyś w naszym czasopiśmie można już było przeczytać17.
Zarówno romantyzm, jak i realizm XIX wieku nie sprzyjały malarstwu sakralnemu. Dziś mamy zupełny kryzys sztuki polegający na porzuceniu piękna i trudnościach w powrocie do niego. Poza tym inwencję i wyobraźnię zabija nierzadkie uzależnienie od fotografii wśród artystów pragnących ukazywać rzeczywistość.
Powstają jednak bardziej lub mniej udane – nawet na skalę przemysłową – figury i figurki NMP związane z objawieniami w Fatimie. Stanowią one jakby ostatni wzorzec piękna. Próby odejścia od tego kanonu zazwyczaj kończą się nieszczęśliwie. Niezwykle modne jest też pisanie ikon – tu mamy często dzieła rękodzielnicze. Można nawet powiedzieć, że jest zbyt dużo osób piszących ikony, a za mało haftujących – brakuje więc unikalnych szat liturgicznych. Co będzie dalej – nie wiadomo. Jest jednak rzeczą pewną, że odrodzenie sztuki i powrót do umiejętności tworzenia rzeczy pięknych mogą nastąpić wśród tych artystów, którzy pragną oddać swe dzieła NMP. Szczęść im Boże!
Przypisy
- ↑ Przykład publikacji mającej charakter dziennikarskiego śledztwa, który ma doprowadzić do Madonny św. Łukasza: P. Badde, Madonna Świętego Łukasza. Skarb oddany w Rzymie, tłum. M. Machoń, Jedność, Kielce 2025.
- ↑ F.W. Deichmann, Archeologia chrześcijańska, tłum. E. Jastrzębowska, PWN, Warszawa 1994, s. 258.
- ↑ B. Filarska, Początki sztuki chrześcijańskiej, Wyd. Towarzystwa Naukowego KUL, Lublin 1986, s. 52, 106, 159, 163, 284, 286.
- ↑ Tamże, s. 87, il. 32.
- ↑ Tamże, s. 65.
- ↑ F.W. Deichmann, Archeologia chrześcijańska, dz. cyt., s. 282.
- ↑ podobrazie – podłoże (np. płótno, tektura, drewno), na którym powstaje malowidło – przyp. red.
- ↑ F.W. Deichmann, Archeologia chrześcijańska, dz. cyt., s. 273.
- ↑ W. Kurpik, Częstochowska Hodegetria, Paulinianum, Jasna Góra 2020, s. 187.
- ↑J. Staszewski, August III Sas, Ossolineum, Wrocław 1989, s. 247–249.
- ↑ Por. J.I. Kraszewski, Kartki z podróży 1858–1864, t. 2, PIW, Warszawa 1977, s. 393–395.
- ↑ Jego warszawskie dzieło zostało wspomniane w: Z. Krzyżanowski: Warszawskie Madonny, „ZW” 2023, nr 226–227.
- ↑ sztafaż – niewielkich rozmiarów postacie ożywiające krajobrazy.
- ↑ M. Kaleciński, Muta praedicatio. Studia z historii i recepcji malarstwa włoskiego doby potrydenckiej, DiG, Warszawa 1999, s. 39.
- ↑ Tamże, s. 43.
- ↑ Tamże.
- ↑ Z. Krzyżanowski, Pomoc duszom czyśćcowym, „ZW” 2009, nr 126.
















