Niedziela Przewodnia (1. Niedziela po Wielkanocy) [1 kl.]

Inne serwisy:

Krucjata eucharystyczna
KOMUNIKATY
Św. Pius X Rekolekcje ignacjańskie Mały modlitewnik łaciński Krucjata różańcowa Filozofia św. Tomasza z Akwinu Katecheza DVD dla kapłanów Mszalik codzienny
Zawsze wierni nr 6/2006 (85)

Krzysztof A. Ferrara

Nowy Różaniec

cz. I: Duch Bugniniego

Spadkobiercy Bugniniego po czterdziestu latach dobrali się w końcu do różańca. Wraz z opublikowaniem encykliki «Rosarium Virginis Mariae» tradycyjna forma różańca, kanonizowana przez św. Piusa V w bulli «Consueverunt», została obalona.

Nie usatysfakcjonowany swą rolą w nieszczęsnej „odnowie liturgicznej” Pawła VI, Annibale Bugnini przedłożył swego czasu również projekt „odnowy” nabożeństw maryjnych. We wrześniu 1972 roku sporządził szkic dokumentu na ten temat i przedłożył go Kongregacji Kultu Bożego. Zaproponował w nim zmianę układu różańca w taki sposób, by Ojcze nasz odmawiane było tylko raz – na początku, a Zdrowaś Maryjo zostało przeredagowane tak, by zawierało jedynie „biblijną część tej modlitwy”. „Święta Maryjo, Matko Boża...” byłoby odmawiane „jedynie pod koniec każdej dziesiątki Zdrowaś Maryjo”. Powstałaby również nowa, „publiczna” wersja różańca, obejmująca czytania, pieśni, homilie i „szereg Zdrowaś Maryjo”, ale „ograniczonych do jednej dziesiątki”.

Paweł VI odpowiedział na tę absurdalną propozycję poprzez Sekretariat Stanu:

Wierni mogliby wyciągnąć wniosek, że papież zmienił różaniec i efekt psychologiczny byłby katastrofalny. (...) Każda wprowadzona w nim zmiana może jedynie osłabić zaufanie ludzi prostych i ubogich”.

Niezrażony tym Bugnini z uporem przedstawił jeszcze dwa projekty wzywające do zrewidowania różnych form pobożności maryjnej. W każdym z nich przemycał również postulat zrewidowania różańca. Jego trzeci projekt, zaprezentowany w kwietniu 1973 roku, spowodował interwencję Pawła VI, który zażądał, by z tekstu „zostały usunięte pewne ustępy o różańcu i aluzja o innym porządku tajemnic”. Papież napomniał Bugniniego, że „różaniec ma pozostać prosty w formie i niezmieniony w stosunku do swej obecnej postaci. Niech nowe formy pobożności maryjnej znajdą swe miejsce obok różańca”. Uznając porażkę, Bugnini zanotował w swych wspomnieniach, że „z czwartego projektu wszystkie wzmianki o rewizji różańca znikły”. Dwa lata później Bugnini został usunięty z zajmowanych stanowisk i wysłany do Iranu, po tym jak Paweł VI przeczytał dossier dokumentujące jego powiązania z masonerią – o istnieniu tych dokumentów sam Bugnini wspominał w swej autobiografii. Tradycyjny różaniec uniknął losu tradycyjnej Mszy.

Spadkobiercy Bugniniego po czterdziestu latach dobrali się w końcu do różańca. Wraz z opublikowaniem encykliki Rosarium Virginis Mariae (dalej RVM) tradycyjna forma różańca, kanonizowana przez św. Piusa V w bulli Consueverunt, została obalona. RVM wprowadza do różańca bezprecedensową innowację, dołączając nieoczekiwanie czwarty cykl „tajemnic światła”, obejmujący wydarzenia z publicznego życia Chrystusa: „1° chrzest Chrystusa w Jordanie, 2° Jego objawienie na weselu w Kanie, 3° głoszenie Królestwa Bożego i wezwania do nawrócenia, 4° przemienienie, 5° ustanowienie Eucharystii, jako sakramentalnego wyrazu Misterium Paschalnego”. Zmiana ta, w połączeniu z propozycjami sześciu innych modyfikacji różańca (które neokatolicka prasa pominęła), grozi poddaniem owej podstawowej modlitwy katolickiej temu samemu procesowi nieustannego eksperymentowania, który zniszczył ryt rzymski. Trudno przewidzieć, jak daleko ten proces zajdzie, skoro już raz został rozpętany, ale jeśli stan nowej Mszy może być jakimś wskaźnikiem, mamy uzasadniony powód do obaw, jak będzie wyglądał nowy różaniec za kilka lat.

Pragnę zaznaczyć na początku, że nie chciałem pisać tej broszurki. Niemal ostatnią rzeczą, jaką pragnąłbym robić, było zgłaszanie obiekcji do jeszcze jednego dokumentu papieskiego, który zawiera wiele dobrych rzeczy, ale również (jak to zwykle w tych czasach) wiele rzeczy dziwnych, bezprecedensowych i niepokojących, niespotykanych w żadnym dokumencie watykańskim przed ostatnim soborem. Jako świecki, wolałbym być budowany i inspirowany, a nie wprawiany w zakłopotanie i wzburzany przez watykańskie dokumenty, zwłaszcza przez dokument o różańcu świętym. Jaki tradycjonalista chciałby dać kolejny pretekst do oskarżeń o „ataki na papieża” czy bycie „bardziej katolickim od papieża” ze strony tej samej bandy neokatolickich komentatorów, którzy przełknęli wszystko – od ministrantek, po papieskie spotkania modlitewne z szamanami składającymi ofiary z żywych kozłów?

Przyznaję, że poważnie zastanawiałem się, czy roztropne będzie zgłaszanie jakichkolwiek obiekcji do innowacji, którą neokatolicki establishment już ogłasza najwspanialszym wynalazkiem od czasu zaprowadzenia zwyczaju używania wody święconej. Jak relacjonował entuzjastycznie dla „USA Today” Scott Hahn: „Gdy ogłosiłem [tę zmianę] studentom, byli zafascynowani. Stwierdzili, że to poruszające, ponieważ łączy Jezusa i Maryję w sposób jeszcze ściślejszy, niż do tej pory”. Tak więc, po setkach lat odmawiania różańca, Kościół nagle odkrył, 15 października 2002 roku, sposób na „połączenie” Jezusa i Maryi „w sposób jeszcze ściślejszy, niż do tej pory”. Widocznie związek między Matką a Dzieckiem, który rozważamy w tajemnicach radosnych, nie jest dla neokatolików związkiem zbyt bliskim. Tak, jest to jeszcze jeden niesamowity, zdumiewający dzień w „posoborowej wiośnie Kościoła”. Kto wie, jakie inne „braki” w tradycji kościelnej zostaną „naprawione” w burzliwych dniach, które jeszcze są przed nami? Czyż nie jesteśmy wszyscy świadkami cudownego „rozkwitu” liturgii rzymskiej po skorygowaniu przez Pawła VI wszystkich „braków” tradycyjnej Mszy?

Po ludzku patrząc, tradycjonaliści nie mogą nic zyskać na kwestionowaniu „doniosłości” tego „fascynującego i zdumiewającego rozwoju”. Możemy się jedynie spodziewać kolejnego ataku ze strony neokatolickich mediów, których święte oburzenie wobec wyrażanych przez tradycjonalistów obiekcji w stosunku do ostatnich ogłupiających innowacji będzie jak zawsze dostarczało doskonałej przykrywki dla pracy neomodernistycznych inżynierów nad demontażem kolejnej tradycji kościelnej. Nie chciałem pisać tej broszury i nawet zrezygnowałem z tego pomysłu. Wydarzyły się jednak trzy rzeczy.

Po pierwsze, przeczytałem wspaniałą serię encyklik Leona XIII o różańcu. Te królewskie akty Magisterium przypomniały mi z wielką mocą, że odwieczne nauczanie katolickie o Maryi i Jej różańcu niemal zanikło od czasu Vaticanum II. Żadnego aspektu tego nauczania nie można znaleźć w RVM – to dość dziwne, biorąc pod uwagę, że encyklika ta wzywa do powrotu do tradycji nabożeństwa różańcowego.

Po drugie, otrzymałem telefon od prałata, któremu mam zaszczyt ufać jako duchowemu doradcy w wielu kwestiach. Jest to wybitny mariolog, który z wszelkich względów zasłużył na to, by być biskupem, a nawet kardynałem, ale zamiast tego pracuje w małej lokalnej parafii, gdzie odprawia co tydzień indultową Mszę trydencką, na którą uzyskał zgodę, wbrew wszelkim szansom, dzięki nieustannej modlitwie o wstawiennictwo Matki Bożej. Prałat ten przeczytał uważnie RVM i poczynił szczegółowe uwagi. Powiedział mi, że był oburzony nie tylko niesłychanymi innowacjami wprowadzonymi przez RVM, ale też zaciemnianiem i systematycznym pomijaniem w tej encyklice tradycyjnego nauczania Kościoła. Nalegał, bym napisał tę broszurę i dołączył do mych rozważań jego własne uwagi.

Po trzecie, za radą tego prałata, przeczytałem encyklikę Marialis cultus (1974) Pawła VI. To niewiarygodne, ale ostatnia innowacja Jana Pawła II odchodzi nawet od nauczania Pawła VI, twierdzącego, że tradycyjna, trzyczęściowa forma różańca, kanonizowana przez św. Piusa V – trzy cykle tajemnic zawierające 50 Zdrowaś Maryjo, odpowiadających 150 psalmom – została słusznie zalecona przez Magisterium jako najlepszy wyraz chrystologicznego aspektu tego nabożeństwa.

Cóż, uczyniłem to. Posoborowe nowinkarstwo osiągnęło poziom, na którym tradycjonaliści mogą cytować przeciw innowatorom Pawła VI. Zarzucone zostało papieskie nauczanie sprzed zaledwie 28 lat. W tych okolicznościach uważam, że tradycjonaliści mają obowiązek wysunąć swe obiekcje wobec RVM, gdyż jeśli nie powiedzielibyśmy nic, bylibyśmy współwinni konsekwencji, jakie prawdopodobnie wynikną z promulgowania tego dokumentu, biorąc pod uwagę nasze gorzkie doświadczenia z „odnową” Mszy. Traktujcie ten artykuł jako obiekcje prywatnego człowieka, gdyż taką przedstawiają wartość.

Kim jest autor encykliki?

RVM jest oczywiście listem apostolskim Jana Pawła II. Tak przynajmniej mówi jej tytuł. Po trzykrotnym przeczytaniu tego dokumentu doszedłem jednak do silnego przekonania, że w dużej mierze RVM została napisana przez wrogów tradycyjnego różańca, podzielających liturgiczną mentalność abp. Bugniniego, a z pewnością służy ich celom. Zobaczymy to wyraźnie, przyglądając się licznym bugniniowskim „poprawkom” różańca, które gdyby zostały wprowadzone w życie, z całą pewnością doprowadziłyby do katastrofy. Mimo iż nie widzę powodu, by wątpić, że papież poparł pomysł dodania pięciu nowych tajemnic, oschła i oklepana frazeologia w innych kluczowych częściach dokumentu – tak niepodobna do papieskiego, zwykle dość zawiłego stylu – jasno wskazuje, przynajmniej dla mnie, na pracę jednego lub większej liczby watykańskich biurokratów, którzy nie potrafili oprzeć się pokusie pospiesznego „odnowienia” najważniejszej pozostałości tradycyjnej katolickiej pobożności, nadal praktykowanej w Kościele powszechnym.

Opinie tradycjonalistów, wyrażane przez publikacje takie jak „The Remnant”, nigdy nie koncentrowały się na osobie papieża, ograniczając się do uzasadnionej krytyki obiektywnej zawartości jego działalności i dokumentów, które każda rozumna osoba uznaje za w najwyższym stopniu kontrowersyjne i bezprecedensowe w historii Kościoła. Zwłaszcza w tym przypadku szczególnie istotne jest zaakcentowanie rozróżnienia pomiędzy osobą a jej działalnością.

Pamiętajmy, że nawet kiedy Paweł VI cieszył się dobrym zdrowiem, zgodził się na opublikowanie – jako swego osobistego nauczania – zawierającego błędy doktrynalne Wprowadzenia ogólnego do mszału rzymskiego (łac. IGMR) w roku 1969, naiwnie ufając, że Bugnini przedłożył je dla zbadania jego ortodoksji Kongregacji Nauki Wiary, które to polecenie Bugnini po prostu zignorował. W obliczu fali krytyki Paweł VI zmuszony został do wycofania pierwotnej wersji Wprowadzenia... w celu jego ponownego przeredagowania i nadania mu charakteru choć w minimalnym stopniu katolickiego. Jeśli Paweł VI mógł popełnić tak katastrofalny błąd, będąc w dobrym zdrowiu, co mogło zapobiec podobnej sytuacji w przypadku obecnego papieża, będącego w ostatnim stadium choroby Parkinsona, nie potrafiącego chodzić, odżywiać się samodzielnie czy nawet mówić dłużej bez utraty tchu? Trzeba również pamiętać, że w 50% przypadków choroba Parkinsona powoduje również otępienie umysłu.

Gdyby mój własny ojciec cierpiał na dolegliwości, na które cierpi papież, i gdyby jak on, otoczony był przez wpływowe osobistości delikatnie (lub mniej delikatnie) wywierające na niego naciski, nigdy nie polegałbym na dokumentach noszących jego podpis, chyba że zapewniłby on mnie osobiście, że napisał je i podpisał całkowicie samodzielnie i z dobrej woli. Te same rozsądne zastrzeżenia musimy odnieść do szybko gasnącego naszego Ojca w Rzymie. Z tego właśnie powodu nie jestem skłonny do uznania, że jakikolwiek dokument ogłoszony w tych dniach w Watykanie w imieniu papieża jest owocem jego zdrowego i sprawnego umysłu oraz pamięci, wolnych od wszelkich niewłaściwych wpływów. Proszę więc moich neokatolickich braci o rozważenie, w świetle faktów, które zaprezentuję, czy naprawdę chcą uznać RVM za wspaniały owoc „rozwoju” różańca, czy też powinni raczej modlić się, by dokument ten nigdy nie został wprowadzony w życie.

Biorąc pod uwagę okoliczności, moje komentarze będą ograniczały się do treści dokumentu, którego autorami były w sposób ewidentny jeszcze inne osoby poza samym papieżem. W podobny sposób w pełni usprawiedliwieni krytycy pierwotnego IGMR Pawła VI (od kard. Ottavianiego po M. Daviesa) ograniczali się do analizy treści tego dokumentu sporządzonego przez Bugniniego i jego współpracowników. Chcąc położyć właściwy fundament pod tę dyskusję, koniecznie musimy najpierw rozważyć zarówno tradycyjną doktrynę, jak i tradycyjną formę różańca.

Tradycyjne nauczanie o różańcu św.

Leon XIII napisał aż dziesięć encyklik na temat różańca Najświętszej Maryi Panny. Stanowią one wspaniałe kompendium nauczania Kościoła względem początków i skuteczności tej modlitwy. Dowiadujemy się z nich m.in. że:

  1. Nabożeństwo różańcowe zaprowadzone zostało pod Boskim natchnieniem przez św. Dominika około roku 1206, w odpowiedzi na prośby zanoszone do Matki Bożej o pomoc w pokonaniu herezji albigensów (Supremi Apostolatus officio).
  2. Nadprzyrodzone pochodzenie różańca zostało potwierdzone przed długi szereg papieży, poprzez Leona X (1521), św. Piusa V (1572), Grzegorza XIII (1585), Sykstusa V (1590), Klemensa VIII (1605), Aleksandra VII (1667), bł. Innocentego XI (1689), Klemensa XI (1721), Innocentego XIII (1724), Benedykta XIV (1758) i samego Leona XIII (1903).
  3. Matka Boża dała różaniec Kościołowi jako szczególnie skuteczny środek dla zniszczenia herezji, pokonania wrogów Kościoła, nawrócenia dusz i odwrócenia gniewu Bożego:
    • „Kierowany zaprawdę przez Boskie natchnienie i łaskę, przewidział on, że to nabożeństwo, jak najpotężniejsza broń, będzie środkiem do pokonania nieprzyjaciół i poskromienia ich zuchwałości i szalonej bezbożności” (Supremi Apostolatus officio).
    • „Został on ustanowiony dla dania oporu złośliwym herezjarchom i herezjom” (ibidem).
    • „Wraz z rozszerzaniem się tego nabożeństwa (...) ciemności herezji zostały rozproszone i światło wiary katolickiej ponownie zabłysło” (ibidem).
    • „Różaniec zaprowadzony został przez św. Dominika, by uśmierzyć gniew Boży i wybłagać wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny” (ibidem).
  4. Różaniec zawdzięcza swą niezwykłą skuteczność wyjątkowemu statusowi Matki Bożej i Jej władzy jako Pośredniczki wszelkich łask, nadanej Jej przez szczególną łaskę Boga:
    • „Nasza ucieczka, jaką mamy w modlitwie do Maryi, wynika z Jej urzędu, jaki nieustannie pełni przed tronem Bożym, jako Pośredniczka łaski Bożej – będąc przez godność i przez zasługę najbardziej Mu miła, a więc przekraczająca we władzy wszystkich aniołów i świętych w niebie” (Iucunda semper expectatione).
    • „Władza więc, złożona w Jej rękach, jest niemal nieograniczona. (...) Pośród wielu Jej tytułów pozdrawiamy Ją jako «Matkę Bożą, naszą Pośredniczkę», «Wynagrodzicielkę [grzechów] całego świata», «Rozdawczynię wszelkich niebieskich darów»” (Adiutricem).
    • „Tak więc, podobnie jak żaden człowiek nie przychodzi do Ojca, jak tylko przez Syna, nikt nie przychodzi do Chrystusa, jak tylko przez Jego Matkę” (Octobri mense).

Tradycyjna forma różańca

Jak już wspomnieliśmy, sam Paweł VI w encyklice Marialis cultus stanowczo potwierdził nauczanie św. Piusa V o tradycyjnej formie różańca. Zakrawa na ironię, że mimo iż Paweł VI zrealizował plan Bugniniego co do zniszczenia rytu rzymskiego przez zniesienie formy Mszy, kanonizowanej przez św. Piusa V, niemniej jednak czuł się zobowiązany odrzucić jego projekty odnośnie do różańca i potwierdził nauczanie św. Piusa V. Wyraźnie odnosząc się do nieudanej próby zniszczenia różańca przez Bugniniego, Paweł VI powiedział:

My sami również, przyjmując po raz pierwszy wiernych na audiencji (13 lipca 1963) publicznie, oznajmiliśmy, jak droga jest Nam modlitwa różańcowa. Następnie przy licznych okazjach wielokrotnie podkreślaliśmy jej znaczenie, zwłaszcza w obliczu pewnych smutnych (...) wydarzeń, wydaliśmy encyklikę Christi Matri (15 września 1966) zalecając, by do Najświętszej Maryi Panny Różańcowej zanoszone były pokorne modlitwy w celu uzyskania od Boga największego dobra, jakim jest pokój. Po tej encyklice ukazała się adhortacja apostolska Recurrens mensis October (7 października 1969), by uczcić czterystulecie ogłoszenia listu apostolskiego Consueverunt Romani Pontifices, w którym święty Nasz Poprzednik Pius V wyjaśnił doktrynę modlitwy różańcowej i określił jej formę, która przetrwała aż do naszych czasów.

Odwoławszy się do nauczania św. Piusa V, Paweł VI wyjaśniał dalej:

Ponadto łatwiej teraz się rozumie, że uporządkowany i stopniowy bieg różańca wskazuje sposób, w jaki Słowo Boże z miłosiernego postanowienia, włączając się w sprawy ludzkie, dokonało dzieła odkupienia. W odpowiednim bowiem porządku rozważa się główne wydarzenia zbawcze, które dokonały się w Chrystusie: od dziewiczego poczęcia Słowa Bożego i tajemnic dzieciństwa Jezusa aż do najważniejszych wydarzeń Paschy, mianowicie błogosławionej męki i chwalebnego zmartwychwstania, do jej owoców, jakie w dniu Pięćdziesiątnicy przypadły w udziale rodzącemu się Kościołowi, a także samej Najświętszej Maryi Pannie, gdy z tego ziemskiego wygnania równocześnie z ciałem i duszą została przyjęta do niebieskiej ojczyzny. Rozumiemy również, że trzyczęściowy podział tajemnic różańca, zachowując kolejność czasu, całkowicie odpowiada następstwu wydarzeń; zwłaszcza, że odtwarza schemat pierwotnego głoszenia wiary; że ukazuje nadto tajemnicę Chrystusa w ten sam sposób, w jaki ujęta została przez św. Pawła, gdy w owym wspaniałym hymnie, w Liście do Filipian, przedstawił Jego wyniszczenie, śmierć, wyniesienie.

Następnie papież przedstawił jako autorytatywne i wiążące nauczanie św. Piusa V o elementach składowych różańca:

Koronka Najświętszej Maryi Panny – według tradycji przyjętej przez św. Piusa V, Naszego Poprzednika, i przez niego z powagą jego urzędu przedstawiona – składa się z różnych elementów odpowiednio uporządkowanych i powiązanych ze sobą. Są zaś one następujące: a) kontemplacja dokonująca się w duchowej wspólnocie z Maryją wielu tajemnic zbawienia, mądrze podzielonych na trzyczęściową serię, które przypominają zarówno radość z przyjścia Mesjasza, jak i zbawcze cierpienia Chrystusa oraz Jego, wskrzeszonego z martwych, chwałę spływającą na Kościół. Ta kontemplacja ze swej natury skłania ducha do podjęcia praktycznych rozważań i do czerpania stąd skutecznych norm postępowania; b) Modlitwa Pańska, czyli „Ojcze nasz”, na której – z uwagi na jej niezmierną wartość – jakby na swoim fundamencie wspiera się chrześcijańska modlitwa i od której biorą swoją godność wielorakie formy modlitwy; c) litanijna seria pozdrowień anielskich „Zdrowaś, Maryjo”, która powstaje ze słów anioła pozdrawiającego Najświętszą Dziewicę i z pełnego czci zdania wypowiedzianego przez Elżbietę oraz z dodanej pokornej prośby Kościoła „Święta Maryjo”.

Nieprzerwana ciągłość pozdrowień anielskich jest właściwa i charakterystyczna dla różańca, a poprzez ich ilość, która w typowej i pełnej formie tejże koronki wynosi sto pięćdziesiąt, wyraża się pewne podobieństwo do Psałterza. Dostrzega się to od początku tego pobożnego ćwiczenia. Ta to liczba, zgodnie z uznanym zwyczajem, podzielona na dziesiątki odnoszące się do poszczególnych tajemnic, rozpada się na trzy wspomniane serie lub cykle. Stąd zrodziła się dobrze znana koronka, składająca się z pięćdziesięciu Pozdrowień Anielskich. Weszła ona w użycie jako zwyczajowa miara tego ćwiczenia i jako taka przeszła do pobożności ludu oraz została zatwierdzona przez papieży, którzy obdarzyli ją również licznymi odpustami; d) doksologia „Chwała Ojcu”, jaką – stosownie do powszechnego zwyczaju chrześcijańskiego – kończy się modlitwy przez uwielbienie Jedynego i Troistego Boga, z Którego wszystko, przez Którego wszystko, w Którym wszystko.

Takie są części różańca maryjnego. Każda z nich odznacza się właściwym sobie charakterem, który musi odzwierciedlić się w odmawianiu, by różaniec mógł wyrazić całe bogactwo i różnorodność swej treści.

Tak więc Paweł VI, w jedności ze swymi poprzednikami, włączając w to Leona XIII (por. Iucunda semper expectatione) i w zgodzie z autorytatywnym nauczaniem św. Piusa V, potwierdził, że elementami różańca „uporządkowanymi i powiązanymi ze sobą” są:

Paweł VI wyraźnie więc dał do zrozumienia, że różaniec nie jest jakimś podlegającym zmianom zestawem modlitw, który może być przerabiany, kiedykolwiek komuś będzie się wydawało, że to dobry pomysł – ale trójjedyną strukturą złożoną z „elementów odpowiednio uporządkowanych i powiązanych ze sobą”, starożytnym kamieniem węgielnym katolickiej pobożności ludowej, zatwierdzonym od wieków przez Magisterium.

RVM i tradycyjne nauczanie o różańcu

Jak to zawsze bywa w przypadku nagłych i bezprecedensowych zmian, stale dodawanych do wielkiej fasady posoborowych nowinek, omawiana innowacja nie dotyka bezpośrednio katolickiej doktryny. RVM, podobnie jak pozostała część posoborowego programu zmian, nie narzuca właściwie katolikom żadnego nowego obowiązku. Dokument ten jest zasadniczo zbiorem obserwacji, zachęt i propozycji zmian w różańcu, przedstawianych jako sugestie czy opcje.

Ponadto RVM zawiera kilka wspaniałych ustępów odnoszących się do Matki Bożej i Jej różańca – którym tradycjonaliści powinni przyklasnąć i których powinni używać w apologetyce i ewangelizacji. Weźmy na przykład wspaniały końcowy paragraf, będący cytatem z pism bł. Bartłomieja Longo:

O, błogosławiony różańcu Maryi, słodki łańcuchu, który łączysz nas z Bogiem; więzi miłości, która nas jednoczysz z aniołami; wieżo ocalenia od napaści piekła; bezpieczny porcie w morskiej katastrofie! Nigdy cię już nie porzucimy. Będziesz nam pociechą w godzinie konania. Tobie ostatni pocałunek gasnącego życia. A ostatnim akcentem naszych warg będzie Twoje słodkie imię, o Królowo różańca z Pompei, o Matko nasza droga, o Ucieczko grzeszników, o Władczyni, Pocieszycielko strapionych. Bądź wszędzie błogosławiona, dziś i zawsze, na ziemi i w niebie.

Fragment ten bez wątpienia przejmuje drżeniem do szpiku kości ekumenicznych aparatczyków, którzy zrobili karierę na bagatelizowaniu dogłębnie maryjnego charakteru rzymskiego katolicyzmu, poprzez swe niekończące się, bezsensowne i bezwartościowe „dialogowanie” z różnego rodzaju dysydentami, którzy odmawiają powrotu do Kościoła.

Co więcej, względem praktycznych zaleceń RVM, katolicy na całym świecie powinni przyjąć z radością papieskie wezwanie do odmawiania różańca w rodzinach – abstrahując od tego, co RVM proponuje zrobić z samym nabożeństwem.

Ale niestety, RVM zawiera znacznie więcej niż powyższe cytaty, jakkolwiek piękne by one były. Jak katolicy słusznie mogą spodziewać się od czasu Vaticanum II, ostateczny wpływ tego dokumentu nie będzie zdeterminowany przez dobre fragmenty, które się w nim znajdują. Trzeba zauważyć również „bomby zegarowe”, niejasności i przypadki pominięcia tradycyjnego nauczania, wskazujące na nieustanne przeciąganie liny pomiędzy liberalną a bardziej konserwatywną frakcją w Watykanie. Tak jest również w przypadku RVM, co za chwilę pokażemy.

O czym nie mówi RVM

Liczba zagadnień, które RVM ignoruje lub pomija, jest naprawdę zdumiewająca. Na dwudziestu jeden stronach komentarzy i pochwał pod adresem różańca i Niepokalanej Dziewicy nie wspomina się o żadnym z podstawowych elementów tradycyjnego katolickiego nauczania, odnoszącego się do tego nabożeństwa.

Po pierwsze, brak jest jakiejkolwiek wzmianki o nadprzyrodzonym pochodzeniu różańca, o jego przekazaniu przez Matkę Bożą św. Dominikowi. Pisanie o historii różańca bez wspomnienia św. Dominika jest tak samo śmieszne, jak mówienie o powstaniu USA bez napomknięcia o Jerzym Waszyngtonie. Ignorując wszystkie dokumenty papieskie z ubiegłych wieków, dotyczące nadprzyrodzonej genezy różańca, RVM oświadcza, że „różaniec jest tylko metodą kontemplacji. Jako metodę należy go stosować mając na względzie cel, ale nie może on stać się celem samym w sobie”. Pisząc o przywiązaniu, jakie niektórzy „chrześcijanie” odczuwają rzekomo do form medytacji pochodzących z religii niechrześcijańskich, RVM posuwa się do stwierdzenia, że „różaniec należy do tej ogólnej panoramy fenomenologii religii, ale ma swe własne cechy charakterystyczne, które odpowiadają typowym wymogom specyfiki chrześcijaństwa”. Tak więc, według RVM, różaniec jest po prostu pewnym „zjawiskiem” religijnym, dopasowanym do „chrześcijańskich” potrzeb. Co gorsza, oświadcza dalej, że formy medytacji obecne w innych religiach zawierają wiele elementów, które są „pozytywne i dające się czasem zintegrować z doświadczeniem chrześcijańskim”!

Nawiasem mówiąc, słowo „katolicki” nie pojawia się w tekście RVM ani razu, poza jednym odesłaniem do Katechizmu Kościoła katolickiego. Słowo „katolicy” pojawia się jeden raz – w przypisie 25. Tajemnicze zniknięcie tych terminów jest cechą charakterystyczną wszystkich posoborowych deklaracji watykańskich, jednak tu – w dokumencie traktującym o najbardziej chyba katolickim z nabożeństw – jest szczególnie rażące.

Po drugie, RVM w ogóle nie wspomina o roli Matki Bożej jako Pośredniczki wszelkich łask – która ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia wagi i skuteczności różańca. Dokument ten nie przyznaje Matce Bożej nawet ograniczonego tytułu „Pośredniczki” (bez uzupełnienia „Wszystkich Łask”), użytego przez Vaticanum II w konstytucji Lumen gentium punkt 62. Termin „Pośredniczka” nie pojawia się ani razu. Nie ma żadnej wzmianki o Jej roli w powszechnym pośrednictwie łask. Samo słowo „łaska” występuje jedynie w otwierającej osobistej refleksji papieskiej dotyczącej łask, jakie otrzymał, odmawiając różaniec.

Jak pisał Ludwig Ott: „Doktryna powszechnego pośrednictwa łask za przyczyną Matki Bożej, oparta na Jej współdziałaniu we wcieleniu, jest tak dobrze widoczna w źródłach objawienia, że nic nie stoi na przeszkodzie ogłoszeniu definicji dogmatycznej”. Jednak najbliższe tej prawdzie zdanie, jakie możemy znaleźć w RVM, brzmi:

macierzyńskie wstawiennictwo wszystko może uzyskać od Serca Syna (...). To przekonanie, począwszy od Ewangelii, umacniało się w ludzie chrześcijańskim na drodze doświadczenia”.

RVM nie czyni ani jednego odniesienia do nieomylnego nauczania całego szeregu papieży na temat wszechpośrednictwa łask, wspomina jedynie, że przez wstawiennictwo Matki Najświętszej możemy wyjednać sobie przychylność Boga. Jednak nawet ta wzmianka o wyjątkowej pozycji i roli Maryi przed tronem Boga wsparta została jedynie przez cytat z Boskiej komedii Dantego: „Pani, tej jesteś mocy i szczodroty, / że kto chcąc łaski do Cię nie ucieka, / taki bez skrzydeł waży się na loty”. Zdumiewające słowa. Dlaczego RVM nie cytuje żadnego z papieży, piszących na temat katolickiej doktryny o pośrednictwie wszystkich łask, jak to czynił względem różańca np. Leon XIII? Dlaczego ta fundamentalna prawda katolicka przedstawiona jest jako rodzaj mętnego poetyckiego sentymentu, wypływającego z „doświadczeń” chrześcijan, podczas gdy istnieje stałe papieskie nauczanie, które wyraża w doktrynalnych terminach szczególne powody, dla których katolicy odmawiają różaniec?

Po trzecie – RVM nie wspomina nic o historycznej i nierzadko cudownej roli różańca jako „najskuteczniejszej broni wojennej” przeciwko wrogom Kościoła (Leon XIII). Czy stało się tak dlatego, że zdaniem niektórych, począwszy od Soboru Watykańskiego II, Kościół nie ma już wrogów, a tylko „partnerów do dialogu”? Prawdziwych nieprzyjaciół (zwłaszcza wewnętrznych) ma dziś Kościół więcej niż kiedykolwiek, a mimo to z jego języka usunięto pieczołowicie wszystkie sformułowania mówiące o walce czy wrogach oraz inne wyrażenia, uznane za zbyt militarystyczne. Jest to z pewnością jedno z najpoważniejszych osiągnięć modernistów. Z niewiarygodną wprost beztroską RVM stwierdza, że „dziś stoimy wobec nowych wyzwań”. To wszystko, co dokument ten ma do powiedzenia odnośnie do opłakanego stanu dzisiejszego Kościoła.

Po czwarte, podczas gdy RVM mówi o pięciu nowych tajemnicach i innych zmianach w różańcu, nie wspomina ani słowem o prośbie Matki Bożej z Fatimy, aby po każdej dziesiątce dodawać krótką modlitwę: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”. Modlitwa ta doskonale odpowiada papieskiemu nauczaniu o nadprzyrodzonym pochodzeniu i skuteczności różańca – tak Leona XIII, jak i jego poprzedników.

RVM zatwierdza jeszcze jedną bardzo poważną innowację, polegającą na wprowadzeniu całego mnóstwa „krótkich modlitw kończących” każdą dziesiątkę różańca, tak by został on dostosowany do „różnych duchowych tradycji i różnych wspólnot chrześcijańskich”. Tak więc dla autora RVM modlitwa fatimska nie istnieje. W tym miejscu trzeba zauważyć, że z jakiegoś powodu sam papież nie używa tej modlitwy podczas publicznego odmawiania różańca – przynajmniej nie podczas tych, których byłem świadkiem. Podczas transmitowanego za pośrednictwem satelity „światowego różańca” 7 października 2000 ani papież, ani żaden z watykańskich dostojników nie odmawiał jej, chociaż s. Łucja uczyniła to po portugalsku w swoim klasztorze w Coimbrze, z głębokim smutkiem na twarzy.

Ponadto RVM nie wspomina nic o nabożeństwie pierwszych sobót, które zaprowadziła Matka Boża w Fatimie, przywiązując do niego ważne obietnice:

Obiecuję pomoc w godzinę śmierci razem ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia tym wszystkim, którzy w 5 pierwszych sobót następujących po sobie miesięcy przystąpią do spowiedzi, Komunii św. i będą Mi towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając nad piętnastoma tajemnicami różańca.

Słowa te nie pasują zbytnio do proponowanych 20 tajemnic, o których Matka Boża nie wspomniała nic w Fatimie, chociaż z pewnością przewidziała tę innowację. To mogłoby wyjaśnić, dlaczego RVM nie wspomina nic o nabożeństwie pierwszych sobót. W rzeczy samej RVM, poza jedną ogólną wzmianką, nie mówi w ogóle nic o objawieniu Matki Bożej w Fatimie. Nawet jednak ta lakoniczna aluzja opatrzona została następującym komentarzem w przypisie 11:

Jak wiadomo, co należy raz jeszcze potwierdzić, objawienia prywatne nie mają tej samej natury, co objawienie publiczne, normatywne dla całego Kościoła. Zadaniem Urzędu Nauczycielskiego jest badanie i stwierdzanie autentyczności objawień prywatnych oraz ich wartości dla pobożności wiernych.

Według RVM, przesłanie z Fatimy należy właśnie do tych zbędnych, „prywatnych objawień”. Bez znaczenia zdaje się tu fakt, że jego autentyczność została potwierdzona przez publiczny cud, zapowiedziany trzy miesiące wcześniej, w obecności 70 tys. ludzi, w tym wielu ateistów, nawróconych później pod jego wrażeniem.

Jak widzimy, ktokolwiek pomagał papieżowi w tworzeniu tego dokumentu, ewidentnie dążył do dwojakiego celu: „odnowy” różańca i głębszego pogrzebania orędzia z Fatimy. To lekceważenie objawień fatimskich zadziwiająco dobrze współgra z opinią kard. Sodano, że Fatima „należy do przeszłości” i nie ma już żadnych podstaw do żądania poświęcenia Rosji. Powiedzcie to cierpiącym katolikom rosyjskim. – W tym samym czasie, kiedy kard. Sodano informuje nas, że Fatima „należy do przeszłości”, Joachim Navarro-Valls protestuje przeciw „przeprowadzanej na wielką skalę kampanii antykatolickiej” w Rosji i mówi o „autentycznych prześladowaniach” Kościoła, obejmujących systematyczne wydalanie duchowieństwa, wstrzymywanie budowy kościołów, odmowę rejestracji parafii i podejrzanie dobrze zorganizowane akty wandalizmu. (...) Dzięki kard. Sodano i jego współpracownikom „ten biedny naród”, jak nazywała go s. Łucja, jest dalej niż kiedykolwiek od nawrócenia, obiecanego w Fatimie pod warunkiem, że Jej żądania zostaną spełnione. W dzisiejszej Rosji sześćdziesiąt procent wszystkich ciąży kończy się aborcją. Jednak ludzie chcący wprowadzić nowinki do różańca wydają się zdecydowani pogrzebać orędzie fatimskie jeszcze głębiej w procesie całościowej „ekumenicznej” reorientacji rzymskiego katolicyzmu. cdn.

Dalszy ciąg w kolejnych numerach Zawsze wierni. Tekst za: Christopher A. Ferrara, The New Rosary, The Remnant Press 2005. Przełożył Tomasz Maszczyk.

Pozostałe części:

Strona głównaKapliceKomunikaty duszpasterskieMultimedia„Zawsze Wierni”KontaktKsięgarnia wysyłkowa

Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X

© 1997—2017 Wydawnictwo Te Deum sp. z o.o.