Rocznica konsekracji bazylik śś. Piotra i Pawła, Apostołów [3 kl.]

Inne serwisy:

Krucjata eucharystyczna
KOMUNIKATY
Św. Pius X Rekolekcje ignacjańskie Mały modlitewnik łaciński Krucjata różańcowa Filozofia św. Tomasza z Akwinu Katecheza DVD dla kapłanów Mszalik codzienny
Zawsze wierni nr 6/2011 (145)

ks. Dawid Pagliarani FSSPX

Hermeneutyka hermeneutyki ciągłości

Refleksje nad jej implikacjami i ostatecznymi konsekwencjami (cz. II)

Część II. Ostateczne konsekwencje hermeneutyki ciągłości

Hermeneutyka ciągłości przeczy nieomylności soboru

Tekst nieomylny z definicji nie może być interpretowany. Jeśli tekst nieomylny wymaga interpretacji, to treść interpretacji w automatyczny sposób staje się nieomylna i to ona wyraża naukę, która jest kategoryczna i definitywna, a więc wiążąca. Definicja implikuje coś definitywnego: definiowanie tego, co nie jest definitywne, oznaczałoby definiowanie niedefiniowalnego, byłaby to próba potraktowania jako rzeczy ustalonej i niezmiennej samego procesu stawania się. Konsekwentnie żadna władza nie może nikogo obligować do wierzenia w coś, zanim jeszcze ten ktoś wie o co chodzi i co dana prawda wyraża (stąd absolutna precyzja klasycznych formuł dogmatycznych): taka próba przypominałaby wydanie polecenia pływania przy równoczesnym uniemożliwieniu wejścia do basenu.

Zastosowanie tej zasady staje się jeszcze bardziej potrzebne, jeśli sama władza uznaje konieczność interpretacji. Skoro jednak po 40 latach dokumenty soborowe nadal nie doczekały się właściwej interpretacji, jest to dowód, że sobór nie może wiązać sumień katolików.

Rozważając ten sam problem z czysto teoretycznego punktu widzenia, wiemy, że właściwa interpretacja byłaby wiążąca w sumieniu. Wiemy jednak również, że właściwa interpretacja, aby była autentyczna (we współczesnym sensie tego słowa1), musi być formułowana wciąż na nowo, tak by mogła wyrazić rzeczywistość żywą, a zarazem zawsze prawdziwą. Przy takiej metodzie hermeneutyki nie ma już nic wiążącego dogmatycznie, ponieważ nie ma już semantycznie stabilnych formuł dogmatycznych. Ten aspekt problemu zasługuje na kilka dodatkowych komentarzy.

1965–2005–2010

Napomknęliśmy już o pewnych implikacjach „duszpasterskości” soboru, wskazując na jego intencję posługiwania się językiem i wyrażeniami dostosowanymi do wrażliwości współczesnego człowieka. Konsekwentnie, język dokumentów soborowych dostosowuje się do klimatu kulturowego oraz świadomości i entuzjazmu typowych dla lat 60. XX wieku. Jednak kontekst społeczny, kulturowy i religijny [początku] trzeciego tysiąclecia przeszedł taką transformację, że z autentycznej i uczciwej perspektywy hermeneutycznej duszpasterskie teksty soborowe wymagają nie tyle interpretacji, co zastąpienia nowymi dokumentami, lepiej dostosowanymi do współczesnej mentalności. Gdyby ktoś naprawdę chciał nadal posługiwać się nimi jako podstawą do autentycznej interpretacji, powinien mieć odwagę przyznać, że każda interpretacja ma wartość względną, zależną od uwarunkowań historycznych, w jakich została sformułowana – a równocześnie musi uwzględniać zmieniającą się rzeczywistość i starać się dostarczać odpowiedzi zawsze adekwatnych i prawdziwych.

Autentyczna hermeneutyka – we współczesnym sensie tego słowa – zakłada stałe próby formułowania nowych pytań, nowych odpowiedzi i nowych form wyrazu, stosownie do ewolucji rodzaju ludzkiego, z jego życiem, problemami i oczekiwaniami.

Dostosowanie się do człowieka w jego konkretnym istnieniu, jego istnieniu w świecie – jak postulował sobór – koniecznie oznacza przystosowanie do ciągłego stawania się2.

By podać przykład: mowa do Kurii Rzymskiej z 2005 r. jest wyrazem intencji papieża sformułowanej i wyartykułowanej w konkretnym momencie jego pontyfikatu. Dziś prawdopodobnie ująłby on tę kwestię inaczej, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w Kościele przez minionych pięć lat oraz zmianę jego własnej wrażliwości i wrażliwości jego trzody... a także sposób, w jaki przejawy jego troski zostały przyjęte przez biskupów.

Wracając do dokumentów soborowych: gdybyśmy doprowadzili ten model hermeneutyki do ostatecznych konsekwencji, przybrałyby one na koniec postać wyrażającą coś całkowicie nieokreślonego, ich sens mógłby się zmieniać, a w końcu okazać się nawet sprzeczny z początkowym. W tym znaczeniu teksty soborowe, brane dosłownie, są de facto niezdolne do przekazania konkretnego, definitywnego sensu.

Wniosek ten może się wydawać przesadny, jednak teologiczną, doktrynalną i moralną wieżę Babel, jaką wydaje się dzisiejszy Kościół, rzeczywiście można porównać do mieszaniny prawdy i fałszu, dobra i zła, piękna i brzydoty, absolutu i względności, bytu i niebytu... mieszaniny będącej wynikiem wyrzeczenia się definiowania, a więc również nauczania. Jeśli taki jest rzeczywiście stan rzeczy, wówczas – mówiąc po ludzku – Kościół nie może być już ani pouczany, ani rządzony.

Nikt nie może być już nauczany, ponieważ nic nie może zostać zdefiniowane w klasycznym sensie tego słowa. Żaden tekst i żadna formuła dogmatyczna nie może już rościć sobie pretensji do tego, że posiada definitywne, wewnętrzne, uniwersalne i wieczne znaczenie.

Na tym właśnie polega pułapka, w jaką wpadł Kościół po II Soborze Watykańskim. Jest to pułapka, w której Magisterium więzi samo siebie, starając się obronić dokumenty soborowe. Posługując się podobną do wcześniejszej metaforą: hermeneutyka umożliwia kontakt z Tradycją, nie uwalniając jednak umysłów ucznia i nauczyciela z klatki, w której zamknął je sobór.

Nieuprawniona analogia: problem odbioru wcześniejszych soborów

Niekiedy, by pomniejszyć znaczenie obecnego kryzysu, przypomina się problemy, jakie miewał Kościół z wdrożeniem decyzji poprzednich soborów. Wystarczy wspomnieć Sobór Nicejski czy Sobór Trydencki. Jednym słowem, spojrzenie na historię Kościoła ma nas pouczyć, że musimy mieć cierpliwość i nadzieję.

Choć z pewnością podzielamy tę ufność w Bożą Opatrzność, w tym rozumowaniu dostrzegamy jednak pewien zasadniczy błąd. To prawda, że np. Sobór Trydencki napotykał na opór i z pewnością jego postanowienia nie zostały wdrożone w jeden dzień, niemniej fundamentalna przyczyna tych trudności była przeciwieństwem problemu, jaki stwarza hermeneutyka Vaticanum II. Sobór Trydencki napotykał na przeszkody właśnie ze względu na swoją klarowność i dyscyplinarną, i dogmatyczną: jego teksty wyjaśniały się i nadal wyjaśniają się same z taką wyrazistością, że z pewnością zatrważały sfery niechętne angażowaniu się w konieczne reformy i ponoszeniu nieuniknionych ofiar, jakie to za sobą pociągało.

W przypadku Vaticanum II było odwrotnie, został on powitany i przyjęty w klimacie powszechnego entuzjazmu, przede wszystkim przez modernistyczną część duchowieństwa, którą obecnie oskarża się o to, że nigdy nie rozumiała właściwie znaczenia dokumentów soborowych.

Paradoksalnie, porównanie z poprzednimi soborami dowodzi w sposób jednoznaczny, że za problemy pojawiające się po II Soborze Watykańskim należy winić przede wszystkim jego własne braki, czego nie można powiedzieć o jakimkolwiek soborze z przeszłości.

„Hermeneutyka ciągłości” i „superdogmat” soboru

Pewną pomocą w zrozumieniu poruszanego przez nas zagadnienia jest wyrażenie, użyte przez Benedykta XVI w czasie, gdy był jeszcze kardynałem; wyrażenie, które od tego momentu weszło do języka potocznego i często jest używane dla zilustrowania błędów w interpretacji soboru, na co lekarstwem ma być właśnie „hermeneutyka ciągłości”. Jak stwierdził kard. Ratzinger3, sobór przedstawia się niekiedy jako „superdogmat”, jak gdyby historia Kościoła rozpoczynała się od Vaticanum II, bez żadnego odniesienia do niezmiennej Tradycji Kościoła. Termin ten jest bardzo jednoznaczny i ostry, pozwala też oddać w jednym słowie złożony problem traktowania soboru jako swego rodzaju absolutu. Jednakże to sformułowanie, podobnie jak związana z nim „hermeneutyka ciągłości”, niesie za sobą pewne niebezpieczeństwo, niebezpieczeństwo zlekceważenia źródła całego problemu. Poprzez używanie tego sformułowania usiłuje się przywrócić soborowi właściwe proporcje, korygować proces wdrażania jego decyzji oraz prostować błędną interpretację określaną jako „superdogmat”, przy równoczesnej obronie integralności tekstów soborowych. Jednym słowem, problem ma dotyczyć właściwej interpretacji, a nie samych dokumentów.

Wydaje się jednak, że interpretacja nie stanowi całego problemu, wystarczy wyobrazić sobie (przeprowadzając reductio ad absurdum), co by oznaczało zastosowanie takich samych kryteriów do rezultatów wdrażania postanowień innych soborów. Gdybyśmy na przykład potraktowali dogmatyczne definicje Soboru Trydenckiego jako absolutne, Kościół nie stałby się przez to „trydencki”, z uszczerbkiem dla innych, niezdefiniowanych wówczas prawd – pozostałby całkowicie katolicki. Gdyby ktoś „superdogmatyzował” decyzje Soboru Nicejskiego, Kościół pozostałby niezmieniony, a nawet niezwykle umocniony i utwierdzony w wierze wszech czasów. A to dlatego, że wiara jest cnotą teologiczną, której przedmiotem jest Bóg, nie może więc być „zbytnio” dogmatyczna – w tym sensie, że nie ma czegoś takiego jak błąd „przesady w definicji dogmatycznej”. Gdyby ktoś na przykład miał „superdogmatyzować” dogmat o Wcieleniu, innymi słowy – gdyby ktoś przywiązywał do tego dogmatu nadzwyczajne znaczenie, owo „superdogmatyzowanie” nigdy nie doprowadziłoby do błędu. Skutkiem byłaby po prostu lepsza znajomość tego dogmatu, a więc zostałaby wzmocniona cała struktura dogmatyczna. Wiara jest prostą i integralną jednością, a nie rezultatem równoważenia czy mieszania heterogenicznych składników.

Tak więc fakt, że „superdogmatyzacja” Vaticanum II doprowadziła do bardzo poważnego problemu, którego istnienie uznaje sam papież, jest oznaką, że nauczanie soborowe zawiera elementy sprzeczne z Tradycją; absolutyzacja soboru jawi się jako nieunikniona konsekwencja jego braku powiązania z przeszłością. Ta absolutyzacja nie wykreowała ex nihilo pierwiastków zmiany obecnych w soborowym nauczaniu, a jedynie uwypukliła ich istnienie.

Ten brak więzów z przeszłością jest dobrze ilustrowany brakiem potępień – o czym już wspomnieliśmy – charakteryzujący zarówno sobór, jak i Kościół posoborowy, tworzące pod tym względem doskonałą ciągłość.

Konkluzja

Dyskusje na temat „hermeneutyki ciągłości” mają z pewnością jedną zaletę: pozwalają zrozumieć istotę problemu, jaki stwarza II Sobór Watykański; jest to problem w pierwszym rzędzie formy, a dopiero potem treści.

– Sobór nie naucza w klasycznym sensie tego słowa, natomiast miesza stare formy i treści z nowymi, elementy natury dogmatycznej z rozważaniami o charakterze duszpasterskim i zależnym od okoliczności.

– Rezultat tego pomieszania różnorakich elementów nie posiada definitywnej wartości, stanowi raczej punkt wyjścia dla nieustannej reinterpretacji, zawsze żywej i współczesnej, której nie sposób zakotwiczyć w konkretnym kontekście historycznym ani wyrazić w postaci niezmiennych i niepodważalnych deklaracji.

Mamy tu do czynienia z niepowstrzymanym procesem hermeneutycznym, który nie może zostać zahamowany, zanim nie zostanie zastopowany sam sobór, czyli przyczyna, która go zainicjowała.

By osiągnąć ten cel, konieczny będzie przede wszystkim powrót umysłów do idei, że istnieje absolutna prawda, która może być wyrażana i opisywana przez ostateczne definicje dogmatyczne, niewymagające żadnej dodatkowej hermeneutyki.

Klasyczne formuły dogmatyczne stałej i niezmiennej Tradycji Kościoła, nie będące wyrazem „niekompletnego i sprzecznego” pojmowania Tradycji, dalekie od jej „petryfikowania”, są jedynymi środkami zdolnymi do przekazywania wiary apostolskiej aż do końca czasów. Ω

Tekst za: Hermeneutic of the Hermeneutic of Continuity. Reflections on the implications and final consequences of the hermeneutic of continuity, St. Thomas Aquinas Seminary. Przełożył z języka angielskiego Tomasz Maszczyk.

Pozostałe części:

Przypisy:

  1. Interpretacja autentyczna w sensie teologicznym to interpretacja dokonywana przez osobę sprawującą władzę w Kościele (papieża, biskupa diecezjalnego itd.); autor czyni tu aluzję do innego rozumienia autentyczności (czy może lepiej autentyzmu) – zgodności wypowiedzi z osobistymi odczuciami i przeżyciami (przyp. red. Zawsze wierni).
  2. Jednym słowem, hermeneutyka ciągłości ma obowiązek zharmonizować elementy, które wyglądają na zdecydowanie niemożliwe do pogodzenia – Tradycję, dokumenty soboru i obecny rozwój ludzkości.
  3. Tego wyrażenia użył po raz pierwszy kard. Ratzinger 13 lipca 1988 r. w swym wykładzie dla biskupów Chile. Kardynał, komentując „sprawę abp. Lefebvre’a”, przedstawił wówczas analizy i refleksje, w których można rozpoznać ziarna podstawowych zasad hermeneutyki ciągłości.
Interpretacja autentyczna w sensie teologicznym to interpretacja dokonywana przez osobę sprawującą władzę w Kościele (papieża, biskupa diecezjalnego itd.); autor czyni tu aluzję do innego rozumienia autentyczności (czy może lepiej autentyzmu) – zgodności wypowiedzi z osobistymi odczuciami i przeżyciami (przyp. red. Zawsze wierni).
Jednym słowem, hermeneutyka ciągłości ma obowiązek zharmonizować elementy, które wyglądają na zdecydowanie niemożliwe do pogodzenia – Tradycję, dokumenty soboru i obecny rozwój ludzkości.
Tego wyrażenia użył po raz pierwszy kard. Ratzinger 13 lipca 1988 r. w swym wykładzie dla biskupów Chile. Kardynał, komentując „sprawę abp. Lefebvre’a”, przedstawił wówczas analizy i refleksje, w których można rozpoznać ziarna podstawowych zasad hermeneutyki ciągłości.
Strona głównaKapliceKomunikaty duszpasterskieMultimedia„Zawsze Wierni”KontaktKsięgarnia wysyłkowa

Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X

© 1997—2017 Wydawnictwo Te Deum sp. z o.o.