Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X
śś. Andrzeja Świerada i Benedykta, wyznawców [3 kl.]
Zawsze Wierni nr 3/2024 (232)

Tomasz Grzybowski

Inflacja „wydarzeń eucharystycznych”

„Przez konsekrację chleba i wina dokonuje się przemiana całej substancji chleba w substancję Ciała Chrystusa, naszego Pana, i całej substancji wina w substancję Jego Krwi. Święty Kościół katolicki słusznie i właściwie nazwał tę przemianę przeistoczeniem” (Sobór Trydencki, 1551, Sesja 13, I/A, dekret o Eucharystii, 4)

Tajemnica wiary

Katechizm Soboru Trydenckiego opisuje trzy wielkie tajemnice, które realizują się wraz z wypowiedzeniem przez kapłana słów konsekracji. Po pierwsze, w Sakramencie Eucharystii znajduje się prawdziwe Ciało Chrystusa – tego samego, który narodził się z Maryi Dziewicy, a dziś zasiada po prawicy Ojca w niebie. Po drugie, jakkolwiek sprzeciwia się to naszemu zmysłowemu postrzeganiu, nie ma w Sakramencie Eucharystii niczego z substancji chleba i wina. Po trzecie wreszcie, jedynie przypadłości chleba i wina jawią się naszym zmysłom wzroku i smaku, w sposób cudowny istniejąc w oderwaniu od substancji1. Sakrament Eucharystii został ustanowiony i przekazany apostołom przez samego Chrystusa i dlatego nikt nie może do niego już nic dodać. W istocie święci, którym zdarzało się doświadczać niezwykłych okoliczności towarzyszących sprawowaniu Mszy św. czy komunikowaniu, nie mieli przecież na temat Eucharystii innej wiary od tej, którą Chrystus przekazał Kościołowi. Dlatego też św. Ludwik IX, król Francji, którego otoczenie zachęcało do zobaczenia domniemanego cudu eucharystycznego w jednym z kościołów, miał odpowiedzieć, że wystarczy mu słowo Chrystusa, aby wierzyć w Jego obecność w Eucharystii. Na łożu śmierci natomiast święty ten zapytany, „czy wierzy, że w Hostii Świętej jest obecny sam Pan Jezus, odrzekł: «Wierzę nie mniej silnie, jak gdybym widział Pana wtenczas, gdy w obecności apostołów wstępował do nieba»”2.

„Nadzwyczajne” zdarzenia związane z Eucharystią

Mimo to w popularnych źródłach znajdujemy szereg opisów mniej lub bardziej niezwykłych wydarzeń, które towarzyszyły sprawowaniu Sakramentu Eucharystii lub udzielaniu Komunii św. w różnych miejscach i okresach, począwszy od wczesnego średniowiecza do czasów nam współczesnych. „Krwawiące” Komunikanty, Hostie „zmieniające się” w ludzką tkankę, Hostie „niezniszczalne” w warunkach wysokiej temperatury mimo prób spalenia czy wbrew upływowi czasu mierzonego w setkach lat – to tylko niektóre przykłady zjawisk, które budzą zrozumiałe zainteresowanie wierzących i niewierzących, zwłaszcza w atmosferze sensacji podsycanej przez środki masowego przekazu, z internetem i mediami społecznościowymi na czele3. Jednakże nawet pobieżna analiza źródeł internetowych skłania do wniosku, że wśród niektórych wiernych zachowujących na ogół prawidłowe katolickie pojęcie Eucharystii da się wyczuć powierzchowną i nieco naiwną tendencję do uznawania autentyczności tych niecodziennych zjawisk i traktowania ich w kategorii „cudów”. Z drugiej strony, tego typu pochopne interpretacje stają się przedmiotem drwin z Eucharystii, Kościoła katolickiego i jego wiernych. Widać zatem, że problematyka ta, z towarzyszącymi jej kontrowersjami, niekoniecznie musi się przyczynić do zwiększenia czci należnej Chrystusowi obecnemu w Eucharystii. Samo w sobie musi to skłaniać do daleko idącej ostrożności.

Konieczność naukowej weryfikacji

Założywszy, że w planach Opatrzności może być co do zasady pouczenie wiernych o istocie i zbawiennym znaczeniu Eucharystii za pomocą jakiegoś nadzwyczajnego znaku – zwłaszcza w czasach zaniku wiary w rzeczywistą obecność Pana Jezusa w tym Sakramencie – należy się zastanowić, kto i jak powinien zweryfikować takiego znaku autentyczność. Narzucająca się odpowiedź jest taka, że leży to w kompetencji władz kościelnych, które powinny zlecić odpowiednie badania naukowcom, którzy są ekspertami w tej dziedzinie. W istocie współczesne nauki o życiu dysponują całą paletą metod pozwalających stwierdzić, czy w przypadku niezwykle wyglądających Hostii mamy rzeczywiście do czynienia z materiałem biologicznym, a jeśli tak, to czy jest to materiał pochodzenia ludzkiego, jaka jest jego przynależność tkankowa (krew, mięsień, naskórek itd.), czy pochodzi od mężczyzny, czy kobiety, z jakiej części świata pochodzi ta osoba, w jakim jest wieku, a nawet jakie są wybrane cechy jej wyglądu zewnętrznego (kolor skóry, włosów, tęczówki oka). Współczesne metody badań DNA stosowane rutynowo w ośrodkach medycyny sądowej pozwalają ponadto na określenie unikalnego profilu genetycznego śladu biologicznego, który po dokonaniu odpowiednich porównań z profilem wytypowanej osoby (tzw. materiałem porównawczym) pozwala na wiarygodną identyfikację osobniczą, tj. stwierdzenie, czy dany ślad pochodzi, czy nie pochodzi od danej osoby. Powszechnie i z dobrym skutkiem wykorzystują te możliwości dzisiejsze organy stosowania prawa. Metody badawcze, o których mowa, rozwijały się jednak na przestrzeni zaledwie ostatnich czterdziestu lat, zrozumiałe jest zatem, że nie mogły być zastosowane do badania zjawisk sprzed tego okresu. Należy zatem przyjąć, że ogromna większość niecodziennych zdarzeń związanych z Eucharystią nie była i nie będzie zbadana nowoczesnymi metodami patomorfologii, mikrobiologii i genetyki sądowej. Ponadto wydaje się, że ewentualne orzeczenie władz kościelnych o prawdziwości takiego znaku powinno być poprzedzone niebudzącym żadnych wątpliwości konsensusem naukowym – wyniki badań laboratoryjnych powinny być absolutnie jednoznaczne i niedopuszczające alternatywnych interpretacji. W samym środowisku naukowym znaczącą (choć nie zawsze absolutnie) rękojmią jakości jest opublikowanie wyników badań w czasopismach naukowych o zasięgu międzynarodowym. Periodyki te przed publikacją stosują dość restrykcyjny system recenzowania, zaś po niej dopuszczają na swoich łamach krytyczną dyskusję ze strony innych naukowców. Tymczasem spośród bardzo wielu zjawisk eucharystycznych opisanych w obiegu popularnym tylko jedno doczekało się typowo naukowej publikacji.

Było to zdarzenie z Lanciano (VIII wiek), kiedy to według tradycji kapłan – bazylianin odprawiający Mszę św. i wątpiący w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii – miał zauważyć, że podczas konsekracji hostia zamieniła się we fragment ciała ludzkiego, a wino w krew, z ich typowymi przypadłościami. Próbki zostały zbadane metodami histologicznymi, serologicznymi i biochemicznymi po upływie ponad trzynastu stuleci, a wyniki badań zostały opublikowane w 1971 r.4 Wykazano m.in. obecność krwi ludzkiej grupy AB oraz struktury, które mogą odpowiadać mięśniowi serca. Należy jednak podkreślić, że próbki zostały zbadane metodami dostępnymi na początku lat 70. ubiegłego wieku, a materiał był niezwykle trudny – badano ew. elementy komórkowe przechowywane przez setki lat bez żadnego utrwalenia. Być może metody współczesnej paleopatologii, która bada materiał biologiczny z różnych okresów historycznych i pradziejowych, mogłyby wnieść więcej do badań zjawisk z Lanciano. Należy jednak przyznać, że zostały one opisane na miarę ówczesnego rozwoju nauki w sposób właściwy i wyczerpujący, choć z dzisiejszego punktu widzenia mogą być poddawane różnym interpretacjom.

Mnogość wybiórczo zbadanych zjawisk

Nie można niestety tego powiedzieć o innych niecodziennych zjawiskach związanych z Eucharystią, znanych z popularnego przekazu i mających miejsce nie ponad 1300 lat temu, lecz na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, również w Polsce. Najlepiej znane są w naszym kraju wydarzenia z Sokółki (2008) i Legnicy (2013).

Ze zdziwieniem należy stwierdzić, że mimo dostępności szeregu nowoczesnych i dobrze już ugruntowanych metod badawczych próbki z tych zdarzeń zostały przebadane w sposób fragmentaryczny, a wyniki badań nie tylko zostały podane do publicznej wiadomości w sposób wybiórczy, ale nie zaistniały w ogóle w oficjalnym obiegu naukowym5.

Przypadki z Sokółki i Legnicy są jednak łudząco podobne do innych podobnych zjawisk, które w ostatnich latach w coraz większej liczbie są badane w polskich ośrodkach medycyny sądowej oraz patomorfologii. Zleceniodawcami tych badań są przedstawiciele Kościoła instytucjonalnego, co samo w sobie wskazuje, że Kościół powołując zewnętrznych ekspertów, daleki jest od pochopnego wnioskowania o „cudownym” charakterze zjawisk. W samej jednostce kierowanej przez autora niniejszego tekstu przebadano w ciągu ostatnich dziesięciu lat ponad dziesięć takich przypadków pochodzących z kościołów w Polsce i za granicą. Niezależnie od występujących pomiędzy nimi różnic co do miejsca i czasu mają one pewien rys wspólny co do scenariusza wydarzeń. Najczęściej dotyczą bowiem konsekrowanych Hostii, które podczas udzielania Komunii św. upadają na ziemię, a następnie, zgodnie z przepisami liturgicznymi, są umieszczane w naczyniach wypełnionych wodą (tzw. vascula), gdzie są przechowywane celem rozpuszczenia, tj. zaniku postaci eucharystycznych, wraz z którym ustaje również rzeczywista obecność Chrystusa. W omawianych tutaj przypadkach okazuje się jednak, że po kilku–kilkunastu dniach przechowywania i obserwacji w kontrolowanych warunkach bez ingerencji osób trzecich Hostie nie rozpuszczają się, lecz przybierają krwistoczerwone, pomarańczowe lub rdzawe zabarwienie, które utrzymuje się mimo wysuszenia. Niejednokrotnie również podobnie zabarwia się woda wewnątrz vasculum. Bardzo podobny przebieg miały również zdarzenia z Sokółki i Legnicy, które należy uznać za w pełni reprezentatywne dla tej kategorii zjawisk.

W zderzeniu z warsztatem kryminalistyki

Laboratoria genetyki sądowej nie mają istotnych problemów z określeniem, co naprawdę dzieje się z podniesionymi Hostiami umieszczanymi w vasculum. Stosują w tych przypadkach w istocie taki sam warsztat badawczy, jaki rutynowo wykorzystywany jest w badaniach śladów biologicznych w kryminalistyce. Pierwszą, oczywistą procedurą jest stwierdzenie obecności krwi w ogóle metodami nieswoistymi, a następnie wykazanie ewentualnej obecności krwi ludzkiej poprzez wykrycie ludzkiej hemoglobiny. Obie procedury, wykorzystując proste testy biochemiczne oparte odpowiednio na tzw. peroksydazowych właściwościach hemoglobiny (test paskowy) oraz testy immunochromatograficzne (kasetkowe) na obecność hemoglobiny człowieka, są bardzo szybkie i czułe. W razie wątpliwości co do wyników tego ostatniego można wykazać obecność ludzkiej hemoglobiny za pomocą bardziej wyrafinowanego testu molekularnego wykrywającego mRNA kodującego to białko. W żadnym z badanych w naszej jednostce przypadków nie wykazano obecności ludzkiej hemoglobiny, a więc krwi ludzkiej. Bywały natomiast przypadki, kiedy notowaliśmy pozytywne lub słabo pozytywne wyniki testu nieswoistego na obecność krwi – według producenta testów takie fałszywie pozytywne wyniki można obserwować w przypadku zanieczyszczeń pochodzenia bakteryjnego i grzybowego.

Kolejnym ważnym krokiem jest stwierdzenie obecności ludzkiego i męskiego DNA. Służą do tego nowoczesne testy molekularne, wykorzystujące tzw. ilościowy PCR w czasie rzeczywistym. W ogromnej większości przypadków nie wykazywano obecności ludzkiego DNA w ogóle. Było jednakże jedno zdarzenie, w którym zanotowano obecność DNA mężczyzny. Ustalono jego unikalny profil genetyczny, który mógłby posłużyć do jego indywidualnej identyfikacji, o ile dysponowano by materiałem biologicznym od uprzednio wytypowanej osoby. Stwierdzono ponadto, że jest to osoba pochodzenia środkowo-europejskiego. Interpretacja tego wyniku jest dość prosta – mieliśmy tu do czynienia z tzw. śladem dotykowym, tj. niewielką ilością DNA przeniesionego na Hostię z palców osoby, która jej dotykała, lub innego miejsca, np. z podłogi lub samego vasculum. To ostatnie bywa dotykane przez wiele osób i rzadko (jeśli w ogóle) podlega dokładnemu oczyszczaniu. Ślady dotykowe są powszechnie obserwowane i badane we współczesnej genetyce sądowej, choć ich obecność niekoniecznie musi wnosić istotną informację do prowadzonego postępowania. Często ich obecność jest wynikiem przypadkowego zanieczyszczenia (kontaminacji), a znajdujący się w nich materiał genetyczny określa się jako „DNA tła”.

Odrębną kategorię badań stanowią w omawianych przypadkach analizy histopatologiczne, mikrobiologiczne i mykologiczne. Patomorfolodzy, wykorzystując różne techniki mikroskopowe i wykładniki morfologiczne, określają, czy mamy do czynienia z ludzką tkanką, a jeśli tak, to z jaką. Z kolei mikrobiolodzy i mykolodzy, posługując się metodami hodowli oraz technikami molekularnymi, wskazują, czy mamy do czynienia z bakteriami i grzybami, starając się określić ich pochodzenie rodzajowe i gatunkowe. W żadnym z badanych przypadków nie stwierdzono w obrazach mikroskopowych jednoznacznych wykładników morfologicznych wskazujących na ludzką tkankę. W badaniach mikrobiologicznych oraz mykologicznych wykazano natomiast obecność szeregu bakterii i grzybów, z których niektóre dają charakterystyczne bordowo-różowe i pomarańczowo-różowe barwniki, np. Brevundimonas intermedia czy Fusarium spp.

Wiara czy wiedza?

Zasygnalizowane powyżej wyniki badań składają się na pewnego rodzaju „demistyfikację” współczesnych „zdarzeń eucharystycznych”, które mnożą się w zaskakująco szybkim tempie. Sama wielość tych zjawisk powinna skłaniać do krytycznej refleksji na temat ich rzekomego cudownego charakteru. Prawdziwe cuda nie mają charakteru seryjnego. Jakkolwiek może się to nie podobać wiernym szukającym w życiu sakramentalnym (a ogólniej duchowym) niezwykłości i spektakularnych efektów, omawiane tu zjawiska mają prozaiczne, naturalne wyjaśnienie. Warto zwrócić uwagę, że nabierają one szczególnego wydźwięku w kontekście współczesnego rozluźnienia dyscypliny liturgicznej czy też wielokrotnie dyskutowanej na tych łamach praktyki Komunii św. na rękę. Zauważmy również jeszcze jeden aspekt omawianych tu zdarzeń, często – jak się wydaje – niedostrzegany przez osoby spragnione cudowności, choć pewnie mające dobre intencje. Czy jest do pomyślenia, aby wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii ostatecznie sprowadzić do czysto eksperymentalnej, laboratoryjnej weryfikacji przy użyciu szczegółowych technik biochemicznych, histopatologicznych, genetycznych i tym podobnych? Czy sam Zbawiciel chciałby w ten sposób coś „dodać” do doktryny o Eucharystii, dostarczyć swojemu Kościołowi specjalnego, spektakularnego znaku? Czy w tym celu zechciałby się dać zbadać w laboratorium, pozwolić naukowcom określić Jego profil DNA, dokonać predykcji pochodzenia biogeograficznego? Niezależnie od możliwej głębszej refleksji teologicznej na ten temat sama taka myśl nie wydaje się szczególnie pobożna…

Autor jest profesorem nauk medycznych, kierownikiem uniwersyteckiej jednostki zajmującej się medycyną sądową.

Przypisy

  1. The Catechism of the Council of Trent, Rockford, Illinois, 1982, s. 228–229.
  2. Bp J.S. Pelczar, Życie duchowe, t. 2, Kraków 2012, s. 320.
  3. Dość znamienny jest w tym kontekście opublikowany niedawno przez I. Virgolini i wsp. („Annals of Clinical and Medical Case Reports” 2023, vol. 11, s. 1–10) artykuł kazuistyczny pt. Reality or Fiction of the „Real Presence” of Jesus Christ in the Holy Eucharist?, w którym autorzy przytaczają szereg podobnych przypadków, powołując się jednak w głównej mierze na źródła internetowe.
  4. O. Linoli, Ricerche istologiche, immunologiche e biochimiche sulla carne e sul sangue del miracolo eucaristico di Lanciano, „Quaderni Sclavo di Diagnostica”, 1971, vol. 7, s. 661–674.
  5. W języku polskim ukazało się m.in. popularne opracowanie Franco Serafiniego Cuda eucharystyczne pod lupą nauki, Kielce 2021, oraz wieloautorska monografia Bóg przemówił w Legnicy, Kraków 2017.