Św. Bernardyna ze Sieny, Wyznawcy [3 kl.]

Inne serwisy:

Krucjata eucharystyczna
KOMUNIKATY
Św. Pius X Rekolekcje ignacjańskie Mały modlitewnik łaciński Krucjata różańcowa Filozofia św. Tomasza z Akwinu Katecheza DVD dla kapłanów Mszalik codzienny
  
Kościół przesiąknięty modernizmem

Bilans piętnastu posoborowych lat posłuszeństwa reformom

Mamy tylko jedno pragnienie, to znaczy życzenie odnalezienia wiary katolickiej i trwania w niej. Otóż dobrze wiecie, ile wypadków, ile spraw się wydarzyło, ile zniszczeń i nieszczęść w Kościele miało miejsce w ciągu tych piętnastu lat! Dlatego też, jako temat dzisiejszej konferencji, wybrałem „Bilans piętnastu posoborowych lat posłuszeństwa reformom”.

Zrobienie bilansu tychże piętnastu lat mogłoby wydawać się rzeczą niepotrzebną, ponieważ gazety, czasopisma, telewizja oraz wszystkie środki przekazu informują nas na bieżąco. Ewentualne kontakty utrzymywane z przedstawicielami dzisiejszego Kościoła ukazują wam również jego tragiczną sytuację. Z tego też powodu nie uważam, iż jest rzeczą konieczną zbytnie podkreślanie rezultatu tych posoborowych lat.

Pozwolę sobie tylko zwrócić waszą uwagę na jeden poważny skutek, szczególnie niszczycielski dla samego Kościoła, jako że dotyczący wyłącznie kapłaństwa. Nie można wyobrazić sobie Kościoła katolickiego – a powiedziałbym wręcz żadnego kościoła – bez kapłaństwa, ponieważ religia zawsze składa się z obrzędów, to znaczy, mówiąc ściślej, z ofiary. Otóż musimy jasno stwierdzić, że obecnie najpoważniejszym problemem Kościoła jest desakralizacja kapłaństwa i, jeżeli samo to określenie nie jest zbyt mocne, zmiana ofiary. Usiłowano rzeczywiście zdesakralizować to, co najpiękniejsze i najwznioślejsze w Kościele.

Lecz tematem mojej konferencji jest wyłącznie posłuszeństwo reformom, ponieważ w nim tkwi podstawowy problem, zarówno dla tych, którzy poszli za nimi, jak i dla tych, którzy odrzucają (przynajmniej w pewnej mierze) soborowe reformy. Pragnąłbym zatem jasno i w sposób prosty, opierając się jedynie na najbardziej podstawowych zasadach, zastanowić się razem z wami, co to jest posłuszeństwo i dlaczego zarzuca się nam nieposłuszeństwo.

Posłuszeństwo może być dobre albo złe

Samo w sobie posłuszeństwo nie posiada cechy moralnej. Może to wydać się rzeczą zadziwiającą, gdyż na ogół uważa się, iż być posłusznym jest czynem dobrym. Lecz tak nie jest! Posłuszeństwo jako takie nie jest ani dobre, ani złe; może ono być albo jednym, albo drugim.

Posłuszeństwo komunistom

Nie ma prawdopodobnie ludzi bardziej posłusznych aniżeli członkowie partii komunistycznej: są oni posłuszni swojemu przywódcy, są posłuszni Partii. Zresztą wydarzenia w Polsce (w 1980 roku) ukazują nam dramat stojący przed partią komunistyczną: maleńka cząstka olbrzymiego bloku sowieckiego chce przestać być posłuszną i oto w konsekwencji cały system jest kontestowany. Jest to przykład posłuszeństwa sztywnego często nawet spontanicznego.

Czy jest ono dobre? Oczywiście, że nie! Dlaczego? Ponieważ cel, do którego dąży Partia, jest zły. Tak więc ci, którzy, pracując wspólnie nad osiągnięciem jej celu, są jej posłuszni, dokonują złego czynu. Nietrudno to zrozumieć to nie jest rzeczą trudną.

Posłuszeństwo niesprawiedliwym prawom cywilnym

Weźmy inny przykład – posłuszeństwo rządowi cywilnemu. Lekarze zmuszani do przeprowadzania sztucznych poronień mówili, że są posłuszni uchwalonemu prawu, ponieważ są urzędnikami państwowymi (obecnie większość lekarzy to pracownicy państwowi). W taki sposób usprawiedliwiali się, że zabijają dzieci. Aptekarze, pielęgniarze, pielęgniarki czyja wiem kto jeszcze..., uważają również, iż są zobowiązani do przestrzegania prawa.

Czy to posłuszeństwo jest dobre? Nie, ono jest złe, gdyż jest to współpracowanie ze złym czynem, ze złym celem, niszczącym społeczeństwo. Państwo nie otrzymało od Boga władzy po to, aby niszczyć społeczeństwo ani po to, aby zabijać dzieci; jest to zrozumiałe samo przez się!

Posłuszeństwo szkodliwe

Oto inny rodzaj złego posłuszeństwa występującego w szkolnictwie, nawet w szkolnictwie katolickim. W wyniku umów stowarzyszeniowych większość szkół katolickich jest obecnie zobowiązana do przyjęcia nie tylko państwowych programów, lecz również państwowych książek oraz podręczników. Otóż owe podręczniki zawierają rzeczy nie do przyjęcia dla rodziców i katolickich wychowawców, w szczególności gdy chodzi o wychowanie seksualne.

Ach, jesteśmy posłuszni, jesteśmy opłacani przez państwo, dano nam państwowe podręczniki, musimy przygotować dzieci do państwowego dyplomu; dlatego nie możemy inaczej postępować i jesteśmy posłuszni”.

Ich posłuszeństwo jest dobre czy złe? Oczywiście złe, ponieważ przyczynia się do moralnego zepsucia dzieci! Obrzydliwość!

Podobne przykłady można by cytować w nieskończoność. Wyobraźcie sobie wykolejonych rodziców, nakłaniających swoje dzieci do czynienia rzeczy nieprzyzwoitych w celu zarobienia pieniędzy; na przykład do kradzieży. Te dzieci mogłyby powiedzieć, że muszą być posłuszne poleceniom swoich rodziców. To posłuszeństwo jest dobre czy złe? Oczywiście jest to posłuszeństwo złe. Myślę, że nie ma potrzeby udowadniania tych zasad.

Posłuszeństwo złym pasterzom

Zbliżamy się teraz do Kościoła.

Och, lecz to jest zupełnie coś innego! Jak to? Wasza Ekscelencja będzie nam teraz mówić o złym posłuszeństwie w Kościele? Jest to niemożliwe!”.

Ależ tak, to jest możliwe! Pan Jezus uczy nas w Ewangelii: „Poznacie drzewo po owocach”.

Powiedział to odnośnie do złych pasterzy: Poznacie złych pasterzy po ich owocach, podobnie jak poznaje się drzewo po owocach; dobre drzewo nie może dawać złych owoców, tak samo jak złe drzewo nie może rodzić dobrych owoców. Pan Jezus dodaje: „Strzeżcie się złych pasterzy”.

Zatem nikt inny jak On naucza nas, że istnieją źli pasterze, ludzie zajmujący kościelne stanowiska, którzy mogą żądać, abyśmy zrobili rzeczy sprzeczne z dobrem Kościoła lub szkodliwe dla naszych dusz.

Czyżby to było możliwe? Ależ tak! W przypowieści o dobrym pasterzu Pan Jezus ponadto dodał, iż istnieją najemnicy, dla których owce nie mają żadnego znaczenia i że, ponieważ są to najemnicy, one ich nie interesują i w rzeczywistości do nich nie należą.

Ja jestem dobry m pasterzem, mówi Pan Jezus. Owce mnie obchodzą i znam je, podobnie jak one mnie znają i idą za mną. Lecz najemnik z nadejściem wilka ucieka porzucając owce na jego łup.

Tak więc jest rzeczą oczywistą, że w Kościele mogą znajdować się źli pasterze, którzy, co więcej, zawsze w nim istnieli.

Źli pasterze: gdzie oni są? Kim oni są?

Czy mają oni świadomość tego co robią, czy rzeczywiście są oni subiektywnie źli? Jedynie Bóg sądzi sumienia. Lecz, obiektywnie rzecz biorąc, ksiądz lub biskup nauczający w swoich szkołach katechizmu nie będącego już katechizmem katolickim jest złym pasterzem.

Złe katechizmy

Otóż jest rzeczą pewną, iż począwszy od Soboru, złe katechizmy zostały rozprowadzone we wszystkich krajach świata, a w pierwszym rzędzie w Holandii. Po katechizmie holenderskim nastały inne, naprawdę obrzydliwe. Wcale nie przesadzam. Posiadam katechizmy z Kanady; jest to prawdziwa obrzydliwość! Napełnia się serce dziecka duchem marksistowskim, duchem rewolucyjnym, wymierzonym przeciwko rodzicom.

Jeden z tych katechizmów nosi tytuł zerwanie. Wyjaśnia się w nim dziecku, że postęp następuje poprzez zerwanie i odnośnie do tego daje się przykłady: należy zerwać ze środowiskiem, tak jak małe pisklę przebija skorupkę jajka, by z niego się wydostać. Dziecko winno zatem również wyjść ze swojej skorupki, to znaczy rodziny, która krępuje jego rozwój. Winno więc zerwać z własną rodziną, z własnymi rodzicami, następnie zaś ze społeczeństwem, ponieważ ono nas krępuje i jest konwencjonalne. Bardzo łatwo jest znaleźć przykłady: czujemy się nieswojo w społeczeństwie, w szkołach nie można ani uczyć się, ani robić tego co się chce, zawsze jest się ograniczanym, kierowanym... zatem, należy z tym wszystkim zerwać i... ilustruje się ten katechizm obrazkami wzniesionych pięści. Oto, czego naucza się katolickie dzieci we wszystkich szkołach Kanady!

Czy więc należy być posłusznym tym biskupom? Czy pod pretekstem, iż należy słuchać biskupów, rodzice winni to zaakceptować? To niemożliwe! Nie, to niemożliwe.

Dymisja autorytetu, zło się rozpowszechnia

Specjalnie pojechałem, aby pokazać te katechizmy kardynałowi Wrightowi i powiedziałem mu:

— Eminencjo, Wasza Eminencja jest pierwszą po Papieżu osobą odpowiedzialną za katechizmy na całym świecie. Jaka jest zatem opinia Waszej Eminencji odnośnie do tego katechizmu; co Wasza Eminencja o nim sądzi?

— Och, odpowiedział mi, znam ten katechizm, on nie jest katolicki!

— Jeżeli zatem ten katechizm nie jest katolicki, jak Wasza Eminencja może go zaakceptować, dlaczego Wasza Eminencja nie upomni konferencji biskupów Kanady, która rozpowszechnia go wśród swoich dzieci?

— Ach... ksiądz rozumie... to bardzo trudne... zgromadzenia biskupów są panami w swoim kraju, nie możemy stale interweniować, etc.

I tyle. Jest to dymisja władzy, a zatem pozwolenie rozdawania dzieciom zatrutych książek, nie tylko w Kanadzie, lecz wszędzie.

Gdybym tylko zapytał jednego z towarzyszących mi dzisiaj panów co musieli oni robić, aby uniknąć tych katechizmów rozpowszechnianych w Valais, w Szwajcarii... A tymczasem wiadomo, iż Szwajcaria znana jest z ładu, dyscypliny i umiarkowania. Otóż nie, nawet tam rozpowszechniono katechizmy nie do przyjęcia. Katoliccy rodzice udali się do biskupa, aby mu powiedzieć, że te katechizmy nie są już katolickie i że nie należy ich zostawiać w rękach dzieci. Biskup nie bardzo wiedział co odpowiedzieć, lecz ostatecznie nic nie uczynił i złe katechizmy są nadal rozpowszechniane oraz nauczane!

I tak dalej; można by przytoczyć dużo podobnych przykładów.

Zmiany w kościołach

Poza tym biskupi wymagają od swoich księży, aby przebudowali wszystkie kościoły; Sobór minął, nadeszły reformy. Należy wynieść ołtarze, owe ogromne, zdobiące je tabernakulum, zniszczyć to wszystko, wyrzucić figury, oczyścić Kościół ze wszystkich staroci, relikwii. Trzeba usunąć z ołtarzy krzyże, ponieważ przeszkadzają one w odprawianiu twarzą do ludu. Najświętszy Sakrament również przeszkadza, umieszcza się go zatem w ścianie, byleby tylko mieć prosty stół ołtarzowy, taki, jakiego rzekomo wymagały regulaminy liturgicznych reform. Należy też uprościć dekoracje. W końcu trzeba wziąć nowe modlitwy; jest zresztą duży ich wybór. Cytuję trochę na chybił trafił: istnieją cztery oficjalne kanony, następnie trzy przeznaczone dla dzieci, inne w mszach za zmarłych, inne w mszach ślubnych, oczywiście nie licząc tych, które zostały wymyślone...

Jest to kompletny bałagan, desakralizacja liturgii, profanacja. Umieszcza się Pana Jezusa na uboczu, usuwa oznaki adoracji, dochodząc przez to do pewnego rodzaju lekceważenia Jego obecności.

Czy jest to rzeczą dobrą? Spójrzcie na skutki, osądźcie drzewo po owocach!

Nawet młodzi już tego nie chcą. Nie dalej jak dzisiaj rano, widząc odprawianą Mszę, niektórzy byli bardzo zdziwieni, spostrzegając wreszcie, iż na końcu ulicy znajduje się kościół, przed piętnastoma jeszcze laty wiele razy pełen w każdą niedzielę, a obecnie opustoszały.

Czyż na widok takich skutków można jeszcze twierdzić, że tego typu posłuszeństwo było dobre? Nie, gdyż będąc posłusznymi, księża współdziałali w dechrystianizacji swoich parafii oraz w profanacji rzeczy najświętszych.

Zręczny atak przeciwko sutannie

Podobnie nakłoniono ich do zrzucenia sutanny.

Przeżyłem ten epizod w 1962 roku, gdy byłem biskupem Tulle; dobrze sobie przypominam zebranie u arcybiskupa Richauda, biskupa Bordeaux (nie był on jeszcze wtedy kardynałem), razem z wszystkimi biskupami regionu. Arcybiskup Richaud przedłożył nam podanie, które nadeszło z Paryża: „Co obecnie należy sądzić o noszeniu sutanny przez francuskich księży?”.

List pozwalał domyślać się, że byłoby dobrą rzeczą, aby biskupi zastanowili się nad tym problemem i ostatecznie pozostawili księżom swobodę wybrania ubioru jeszcze odróżniającego ich od innych ludzi, lecz który nie byłby już sutanną. Była to bardzo wielka wolność. Reakcja biskupów południowo-zachodniej Francji była w pełni negatywna. Żądać od francuskich księży, aby już nie nosili sutanny? Cóż powiedzieliby na to wierni? To niemożliwe! Zapewniam was, wszyscy biskupi byli temu przeciwni.

Arcybiskup Richaud włączył się do rozmowy; był on już nieco uzależniony od biskupa Paryża:

Och, wiecie, ja na przykład, aby przechadzać się lub jechać z Bordeaux do Paryża, czułbym się o wiele swobodniej jedynie w koloratce, aniżeli w sutannie.

Wtedy było rzeczą nie do pomyślenia zobaczyć francuskiego biskupa bez sutanny; byłby to skandal! Osądźcie zatem ową pogardę biskupa Bordeaux dla sutanny...

Później, pewnego pięknego dnia dowiedzieliśmy się, że podjęto decyzję w Paryżu, następnie w Lyonie, potem w dużych miastach; był to koniec, biskupi ulegli... Księża zdejmowali na wyścigi sutanny, początkowo zachowując koloratkę, aby potem włożyć ubranie cywilne; był to koniec! Czy to była słuszna decyzja? Należy teraz zobaczyć skutki: księża porzucający stan kapłański oraz wszyscy ci, odnośnie do których dzisiaj już nie wiadomo czy jeszcze są księżmi, czy już nie! Wszystko to również wpłynęło na zanik powołań.

Posłuszeństwo Rzymowi

Z pewnością odpowiecie mi, że oczywiście zdarza się, iż biskupi wymagają od swoich księży, a nawet i od wiernych, rzeczy niedopuszczalnych, na które nie możemy się zgodzić i na które należy odpowiedzieć „nie”. Nie – ich katechizmom, nie – ich liturgii, nie – całej tej desakralizacji; tego nie akceptujemy!

Lecz Rzym? Och, tutaj sprawa jest poważniejsza. Czy Rzym może się mylić? Czy może przymuszać nas do złego posłuszeństwa?

Należy bez żadnej wątpliwości odpowiedzieć: tak. Wiara, że we wszystkich dziedzinach i w całym nauczaniu to co przyszło z Rzymu było zawsze dobre i korzystne dla Kościoła, stanowi zaprzeczenie całej jego historii. Takie przekonanie jest błędne.

Należy oczywiście poczynić konieczne rozróżnienia. Jeśli chodzi o samego papieża, rękojmię nieomylności posiada jego nauczanie ex cathedra, to znaczy gdy definiuje on prawdę zawartą w Objawieniu. Papież ma również zapewnioną nieomylność w swoim zwykłym magisterium (pod pewnymi jednak warunkami), na przykład w encyklice powtarzającej nauczanie poprzednich papieży, aby potwierdzić i zobowiązać do przyjęcia go.

Lecz poza tymi dwoma szczególnymi przypadkami papież może się mylić. Czy nie sądzicie, że Railiement (uznanie przez Leona XIII, że francuscy katolicy mogą współpracować z republiką, co w konsekwencji uniemożliwiło restaurację monarchii i doprowadziło do rządów lewicy – przyp. tłum.) papieża Leona XIII był błędem? Podobnie jak potępienie Action Française przez papieża Piusa XI? Najlepszym na to dowodem jest fakt, że natychmiast po wstąpieniu na tron papieski, Pius XII zniósł wyrok swego poprzednika. W całej historii Kościoła można by wymienić wiele tego rodzaju przypadków! Jest zatem rzeczą pewną, iż poza przypadkiem zwykłego magisterium posiadającego warunki nieomylności, papież może równie dobrze się mylić. Poza tym należy również wziąć pod uwagę nacisk wywierany na niego przez osoby z jego otoczenia.

Historia przenikania do wnętrza Kościoła

Jak to zatem wytłumaczyć? Należy raz jeszcze powtórzyć w skrócie historię tego, co przeżywamy od dwóch wieków. Och, wszystkiego nie wyszczególnię, ponieważ myślę, iż jesteście wystarczająco uświadomieni odnośnie do historii liberalizmu. Wiecie, że został on potępiony przez wszystkich papieży, gdyż zawiera błędy, które są ostatecznie niczym innym jak błędami rodem z wolnomularstwa. Owe błędy poddają w wątpliwość rozum ludzki: nie ma już prawdy ostatecznej, nie ma już prawdy absolutnej. Poddają one również w wątpliwość wolę. Nie ma już praw, człowiek jest wolny. Poddają wreszcie w wątpliwość sumienie: sumienie nie jest zobowiązane do przestrzegania prawa. Wolność sumienia, wolnomyślicielstwo, wolność prasy, wolność nauczania; wszystkie te wolności stanowią część tego zespołu błędów potępianych przez papieży przez półtora wieku.

Przenikanie tych błędów powoli zniszczyło chrześcijaństwo. W swojej encyklice Humanum genus, potępiającej tajne stowarzyszenia wolnomularskie, Leon XIII mówi: „Celem towarzystw wolnomularskich jest zniszczenie chrześcijańskich instytucji”.

Zamiarem wolnomularstwa jest dogłębne zniszczenie tych instytucji, powoli lecz zdecydowanie tworzonych przez Kościół w ciągu piętnastu stuleci. Osiąga to ono przy pomocy liberalnego umysłu, rozsiewającego fałszywe idee, zastępujące stopniowo Dekalog przez prawa człowieka oraz powoli odrzucającego wszystko to, czego nauczał Kościół.

Oto dlaczego w swoim czasie święty Pius X mógł stwierdzić:

Nieprzyjaciel znajduje się już nie tylko na zewnątrz Kościoła – a gdy mówi on o nieprzyjacielu, chodzi właśnie o te tajne stowarzyszenia, ponieważ papież czyni do nich aluzję – jest on obecnie wewnątrz Kościoła.

Nieprzyjaciel jest wewnątrz, papież sam to mówi! Przeczytajcie sobie książkę Ploncard d’ Assaca, Kościół okupowany, do której należy dołączyć inną jego pracę, dotyczącą sekretów masonerii. Są to książki, które wszyscy powinni przeczytać, aby móc poznać prawdziwą przyczynę tego, co dzisiaj przeżywamy. Odnośnie do tych spraw święty papież Pius X był niesłychanie na bieżąco.

Otóż z pewnością wiecie, że już w ubiegłym wieku w tekstach wolnomularskich można przeczytać:

Przeniknijcie do seminariów, a poprzez nie przedostaniecie się do duchowieństwa; przenikając do duchowieństwa, wejdziecie do plebani; wnikając do plebani, wejdziecie do kurii diecezjalnej; po kurii diecezjalnej zaś nadejdzie kolej na biskupów, którzy uznają nasze idee. Gdy biskupi przyjmą nasze poglądy, wybierani spośród nich kardynałowie również je zaakceptują. I pewnego dnia – być może za sto lat – będziemy mieli papieża, który uzna nasze zapatrywania. I wtenczas, przy pomocy Kościoła, wygramy Rewolucję.

Zostało to napisane przez Wysoką Wentę Karbonariuszy i było opublikowane na polecenie papieży Grzegorza XVI oraz Piusa IX, którzy pragnęli przez publikację tych dokumentów pokazać biskupom, że celem masonerii było przedostanie się do seminariów.

Dlatego też na początku obecnego wieku papież Pius X mówi:

Nieprzyjaciel znajduje się teraz w naszych seminariach; udało im się to, co sobie zamierzyli przed pięćdziesięcioma laty.

Niedawno jeszcze wolnomularz Marsaudon napisał z okazji soboru książkę Ekumenizm widziany przez tradycyjnego wolnomularza. Pokazuje on w niej, iż triumf liberalnych idei, od dawna zamierzony przez masonerię, obecnie staje się rzeczywistością i „już – pisze bez osłonek – z okazji soboru nad kopułą Świętego Piotra unoszą się nasze wolnomularskie poglądy”.

Tak, straszną jest rzeczą tak myśleć!

Jeżeli jeszcze zastanawiamy się, jak to jest możliwe, iż Rzym nami rządzi w imię złego posłuszeństwa, to da się to wytłumaczyć postępującym przenikaniem liberalnych błędów, potępionych przez papieży.

A dzisiaj, w Brazylii biskupi ośmielają się nawet zorganizować światowy kongres biskupów w obronie deklaracji praw człowieka; tej samej deklaracji, która została potępiona przez papieży Piusa VI i Piusa VII. Zrozumcie więc coś z tego; pewną rzeczą jest jedynie to, że liberalne idee rozpowszechniły się...

Przeczytajcie również książkę profesora Prelota, senatora z departamentu Doubs, na temat liberalnego katolicyzmu na soborze. Mówi on bez ogródek:

My, liberałowie walczyliśmy. Przez półtora wieku byliśmy odrzucam przez oficjalną władzę Kościoła, byliśmy źle widziani nawet przez naszą lewicę, ponieważ nie zgadzaliśmy się w pełni z wszystkimi zasadami Rewolucji francuskiej, z zasadami wolnomularskimi; znajdowaliśmy się w swoistego rodzaju rozbieżności aż do momentu, gdy sobór przyznał rację naszym zapatrywaniom, zatwierdzając publicznie i oficjalnie liberalizm. Odnieśliśmy więc zwycięstwo.

A czy znacie słowa profesora Prelota (który jest katolikiem) przytoczone przez niego w swojej książce? Cytuje on księdza Lamennais (potępionego przez Grzegorza XVI – przypis red.): „Kościół nie potrzebuje niczego oprócz wolności”; a później te słowa Pawła VI, z jego przemówienia skierowanego do ambasadorów na zakończenie soboru:

Panowie, po wiekach konfliktów Kościoła z waszymi państwami, dzisiejszy Kościół domaga się od was tylko jednej rzeczy: wolności.

Jest to dokładnie ta sama sprawa! Rzecz zatem bardzo symptomatyczna: liberalizm przeniknął aż do najwyższych szczytów Kościoła.

Oddychamy liberalizmem

Liberalizm jest stanem umysłu codziennie wdychanym w naszych społeczeństwach.

W mniejszym lub większym stopniu jesteśmy nim skażeni i zatruci, ponieważ już nie potrafimy wyobrazić sobie katolickiego społeczeństwa. Nigdy go nie widzieliśmy, gdyż trzeba byłoby powrócić do okresu sprzed Rewolucji i znaleźć się w Średniowieczu. Należałoby wrócić do tego głęboko chrześcijańskiego społeczeństwa oraz odnaleźć wiarę ożywiającą społeczność naszych przodków, zdolnych do zbudowania takich katedr jak katedra w Chartres, Paryżu lub w Bourges, prawdziwych cudów architektury, pokazujących nam, czym mogło być w owym czasie Chrześcijaństwo. Było to coś bezwzględnie wspaniałego; coś, co, gdybyśmy tylko mogli sobie to wyobrazić, zadziwiłoby nas! Dzisiaj żyje się w klimacie ateistycznym lub w najlepszym wypadku teistycznym, ale już nie w atmosferze chrześcijańskiej.

Nie pragnie się już społecznego panowania Naszego Pana Jezusa Chrystusa, ponieważ narzuca nam swoje dogmaty i swój sposób myślenia. Otóż właśnie w tym punkcie wolnomularstwo najgwałtowniej przeciwstawia się Kościołowi: dla masonerii nie mogą istnieć dogmaty, rozum ludzki nie może przyjąć tego, czego nie pojmuje, to znaczy prawdy narzuconej z zewnątrz. Dlatego nawet w nauce człowiek powinien trzymać się poglądów, które rozumie i które sam sobie kształtuje, a nie zaś opinii narzuconych mu z zewnątrz. Widzicie, iż jest to zupełna rewolucja.

Przeciwnie, Pan Jezus mówi wyraźnie:

Idźcie i nauczajcie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Ten, kto uwierzy, będzie zbawiony, ten, kto nie uwierzy, będzie potępiony.

Oto co charakteryzuje Kościół katolicki. Winniśmy wierzyć w prawdy objawione nam przez Naszego Pana Jezusa Chrystusa, Proroka w całym tego słowa znaczeniu. Lecz jest rzeczą niemożliwą, aby wolnomularz mógł to zaakceptować!

Laicyzacja państw katolickich, dokonana przy pomocy Stolicy Apostolskiej

Obecnie wolnomularskie idee rozpowszechniły się na całym świecie, a państwa prawdziwie katolickie zniknęły. Kilka z nich istniało jeszcze stosunkowo niedawno: Hiszpania, Włochy, a nawet Irlandia, liczne kraje południowoamerykańskie oraz inne państwa, których konstytucja otwarcie głosiła publiczne uznanie religii katolickiej przez państwo oraz rząd. Otóż podczas soboru (szczególnie poprzez opublikowanie dekretu o wolności religijnej) przeciwstawiono się społecznemu panowaniu Pana Jezusa. Nikt inny jak Stolica Apostolska zażądała, aby katolickie państwa nadały świecki charakter swoim konstytucjom; to nie prezydenci, lecz sama Stolica Apostolska domagała się, aby skończyć z królowaniem Pana Jezusa!

Słyszałem na własne uszy, jak Prezydent Kolumbii tego żałował. Przy okazji zmiany konstytucji doszło do spotkania

Prezydenta z Nuncjuszem oraz delegatami Episkopatu Kolumbii. Nuncjusz przemówił jako pierwszy, następnie przedstawiciel biskupów, a na koniec Prezydent Republiki Kolumbii. I otóż najbardziej katolickie z tych trzech było przemówienie Prezydenta Republiki.

Biskupi mówili:

Działamy zgodnie z zasadami ustalonymi przez Sobór Watykański II w dekrecie o wolności religijnej i pragniemy, aby we wszystkich państwach uznano wolność wszystkich bez wyjątku religii.

Jest to koniec państw katolickich; jest to państwo laickie, praktycznie nawet państwo ateistyczne.

Nuncjusz poinformował Prezydenta o dokonującym się na całym świecie postępie, ewolucji, czyja wiem o czym jeszcze... przemowa prawdziwie masońska.

Prezydent Republiki Kolumbii zaś wyraził żal. Przeczuwał on reakcję swojego narodu: co powiedzą Kolumbijczycy w związku z tym wydarzeniem? Czy zgodzą się, aby religia katolicka przestała być religią państwową, aby katolickie szkoły już nie były utrzymywane przez państwo? Co na to powiedzą wszyscy zakonnicy i zakonnice, księża, gdy dowiedzą się, że nie mieszkają już w państwie katolickim i że od tej chwili rząd przestaje ich wyróżniać? Dlatego też Prezydent oświadczył:

Dopóki będę Prezydentem Kolumbii, jako katolik zawsze publicznie, gdy zajdzie taka potrzeba, wyznam swoją wiarę i pozostaniemy katolikami jako Kolumbijczycy, gorąco pragnąc, aby nasz kraj był nadal krajem katolickim.

Lecz te zapewnienia są jedynie pustymi słowami. Jaką posiadały one wartość wobec faktu oficjalnego zniesienia katolickiego charakteru Kolumbii. Oczywiście Prezydent mówił:

Będąc osobiście katolikiem, zrobię wszystko co tylko jest możliwe, aby nie dopuścić do ateizacji i laicyzacji mojego kraju.

Lecz kamień węgielny w Kolumbii został usunięty, budynek rozsypywał się. Osiem dni później wszystkie protestanckie sekty zażądały przyznania im takich samych jak katolikom przywilejów; jest to zupełnie naturalne!

A teraz przeżywamy szturm wszystkich sekt protestanckich, wszelakiej maści sekt zielonoświątkowców, buddystów, czyja wiem jakich jeszcze... Z powodu swobody kultów, wszystkie religie opanowują Amerykę Południową. I nie ma już sposobu, aby legalnie temu zapobiec.

Oto poważny błąd popełniony przez sobór. Czy winniśmy go zaakceptować? Czy musimy być posłuszni, tak jak byli posłuszni biskupi kolumbijscy, a także hiszpańscy, włoscy, biskupi z kantonu Valais oraz innych katolickich kantonów Szwajcarii?

Papież Jan Paweł II popiera laicyzm

Gdy 19 listopada 1978 roku spotkałem się z Papieżem, powiedziałem mu:

— Jak to jest możliwe, że z racji deklaracji o wolności religijnej, Kościół osobiście przyczynia się do zniesienia państw katolickich oraz społecznego panowania naszego Pana Jezusa Chrystusa?

— Och, lecz mimo wszystko, nie jest to ta sama sprawa... to nie jest to samo...

Odpowiedziałem mu:

— Jeżeli Wasza Świątobliwość pozwoli, przytoczę słowa Nuncjusza, z którym widziałem się w Bernie.

Rzeczywiście spotkałem się z Nuncjuszem w Bernie i zapytałem go, czy jego zdaniem zniesienie państw katolickich było dla Kościoła rzeczą korzystną. Odpowiedział mi: „Ach, Ekscelencja rozumie, zniesienie państw katolickich spowoduje większą swobodę wyznania u Sowietów”...

Jest to zupełna fantazja... Zwróciłem mu uwagę:

— Znosicie więc społeczne panowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa? Lecz nie macie do tego prawa! Co zatem zrobicie z encykliką Quas primas, w której Pius XI potwierdza dogmat o społecznym królowaniu Naszego Pana Jezusa Chrystusa?

— Obecnie Papież już by jej nie napisał!

Oto dosłowna odpowiedź Nuncjusza w Bernie.

Gdy zrelacjonowałem to Papieżowi, odpowiedział mi: „Och tak, ale być może on już nie napisałby tego w taki sam sposób...”. Lecz jestem pewien, że gdyby Pius XI jeszcze żył, w Quas primas potwierdziłby panowanie Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Powtórzyłby głowom państw: będziecie mieli Boże błogosławieństwo jedynie wtedy, gdy Pan Jezus zapanuje nad wami i waszymi narodami.

Czy to wszystko? Gdy Pan Jezus zstąpi z nieba na obłoku, oczywiście zapanuje On nad społeczeństwami! I zobaczymy co zrobią w obliczu Pana Jezusa zstępującego na obłokach, aby ich sądzić, ci wszyscy prezydenci oraz wszyscy ci, którzy ich popierali...

Nie mamy prawa ograniczać społecznego panowania Naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Jednostronny ekumenizm

Pozwoliłem sobie zwrócić Papieżowi uwagę, że państwa protestanckie są i będą protestanckie: Anglia, Szwecja, Dania, protestanckie kantony Szwajcarii, wszystkie one potwierdzają w swoich konstytucjach, iż protestantyzm jest jedyną religią uznaną przez państwo. Jest rzeczą niemożliwą (przynajmniej w obecnej chwili), aby królowa Anglii nie była protestantką. Podobnie dzieje się w Holandii: następczyni tronu poślubiła syna księcia Ksawerego de Bourbon, katolika. I z tego powodu nie będzie mogła panować w Holandii. Pamiętajcie również ten wielki skandal wywołany przez Francuza, który ożenił się z księżniczką Danii i który, aby móc panować, wyrzekł się wiary. Widzicie zatem, iż państwa protestanckie są aż do przesady protestanckie.

Jeszcze gorsze są państwa muzułmańskie. Nie ma mowy, aby ich prezydent nie był muzułmaninem!

A czyż można sobie wyobrazić, aby w krajach komunistycznych prezydent nie był członkiem partii? Jest to rzecz nie do przyjęcia, ponieważ komunizm jest swoistą religią, religią ateistyczną, lecz jednak religią.

Pozwoliłem sobie zatem zwrócić Papieżowi uwagę:

Wszystkie te kraje zachowują swoją religię, czyż więc tylko jedyna prawdziwa religia, religia Naszego Pana Jezusa Chrystusa, prawdziwego Króla i prawdziwego Boga, nie miałaby prawa panować nad społeczeństwem? Jest to nie do pomyślenia.

Samozniszczenie Kościoła

Czyniąc to Wasza Świątobliwość niszczy Kościół katolicki, ponieważ w obliczu tych państw będzie on bezsilny. Na przykład, aby spróbować przeszkodzić ludobójstwu biednej małej wspólnoty katolickiej, pozostałej w Libanie, wysiano tam Nuncjusza. Niestety, nie przyniosło to żadnego rezultatu!

Papież nie może już zwrócić się do Hiszpanii, do Włoch albo do Francji. Gdy państwa te były jeszcze katolickie, mógł on im powiedzieć: „Pomóżcie mi, aby ocalić taką lub inną ginącą wspólnotę katolicką!”. Lecz obecnie te kraje odpowiadają mu: „Och, nie jesteśmy już katolickie, nie możemy dla Waszej Świątobliwości nic zrobić! Wasza Świątobliwość sam tego chciał”. Kościół jest pozostawiony sam sobie, nie jest on w stanie już nic zrobić. Papież nie dał żadnej odpowiedzi.

Odrzucić deklarację Soboru o wolności religijnej

W tym co dotyczy soboru, jego deklaracja o wolności religijnej jest dosłownie sprzeczna z nauczaniem papieża Piusa IX. Komu zatem należy wierzyć?

Jest to argument, który szczegółowo przedstawiłem papieżowi Pawłowi VI podczas udzielonej mi audiencji:

— Ojcze Święty, Wasza Świątobliwość mówi, iż jesteśmy nieposłuszni, lecz, co innego zdaniem Waszej Świątobliwości, możemy zrobić? Deklaracja o wolności religijnej twierdzi jedno podczas gdy Pius IX, Grzegorz XVI oraz wszyscy późniejsi papieże nauczają nas zupełnie czegoś innego. Kogo winniśmy wybrać? Jeśli o mnie chodzi, wybierałem zawsze tych ostatnich, ponieważ reprezentują oni całą Tradycję Kościoła, wszystko to, czego On zawsze, w ciągu dwudziestu wieków nauczał. Nie mogę więc przyjąć tego, co głosi sobór w deklaracji o wolności religijnej, gdyż jest to coś zupełnie przeciwstawnego. Wasza Świątobliwość stawia mnie przed niesłychanie trudnym problemem.

I wiecie, co Papież mi odpowiedział?

— Och, nie możemy w tej chwili zajmować się kwestiami teologicznymi!

Oczywiście nie byłem tam po to, aby dyskutować o sprawach teologicznych, lecz mimo wszystko właśnie w tym tkwi problem. Osobiście jestem głęboko przekonany, że katolicy świeccy i księża winni odrzucić podobne teksty, gdyż są one sprzeczne z magisterium Kościoła, ponieważ może się w nich znajdować nauczanie błędne. Oczywiście to nauczanie, o którym uprzednio wam wspominałem, to znaczy magisterium ex cathedra lub też magisterium zwyczajne, narzucające wszystkim wiarę zgodną z Tradycją, jest zupełnie zgodne, lecz obok niego może istnieć magisterium sprzeczne z Tradycją. Otóż fakt ten stanowi kryterium. Święty Paweł wyraźnie mówi nam, iż jeśliby nawet przybyły z nieba anioł albo też on, Paweł, zaczęli dzisiaj nauczać prawdy sprzeczne z prawdą pierwotnie nam ogłoszoną, niechaj będą oni przeklęci. Święty Paweł dopuszcza zatem możliwość ewentualnego nauczania, niezgodnego z tym, co było nauczane uprzednio. Gdzie więc znajdzie on kryterium prawdy wiary?

Pierwotne nauczanie

Twierdzę zatem, że deklaracja o wolności religijnej nie jest zgodna z tym, co było początkowo nauczane. Wszyscy papieże zawsze głosili, iż istnieje tylko jedna prawda, że Kościół jest prawdą i że nie ma żadnego przyrodzonego prawa wyboru pomiędzy prawdą a fałszem. Otóż wspomniana deklaracja wyraźnie mówi, iż istnieje takie przyrodzone prawo wyboru – nie tylko prawo cywilne lub jakiekolwiek inne prawo legalne, ale prawo przyrodzone – oparte na „godności ludzkiej osoby”. Sobór uprawomocnia postępowanie według własnego widzimisię. Lecz Kościół nigdy nie nauczał czegoś podobnego; odwrotnie – zawsze polecał on, aby opowiadać się tylko za prawdą.

Oczywiście, w niektórych sytuacjach można tolerować błąd, lecz nigdy nie ma się prawa go przyjąć.

Ekumenizm – dzieło diabla

Wielkim złem, odpowiedzialnym za to wszystko, co działo się na soborze, jest fałszywy duch ekumeniczny, stawiający nas na równym poziomie z wszystkimi innymi religiami. Nie, nie można postawić Pana Jezusa obok Buddy, Lutra, obok tych wszystkich sług diabła!

Być może myślicie sobie: „Ksiądz biskup przesadza, mówiąc: słudzy diabla!”.

A jednak, albo są oni kierowani przez Ducha Świętego, albo inspirowani przez złego ducha. Jak z tego wybrnąć? Otóż, jeżeli są oni natchnieni przez dobrego Ducha, pozostają automatycznie w łączności z Kościołem, lecz gdy głoszą błędy, są kierowani przez ducha diabelskiego, księcia kłamstwa. Inne rozwiązanie nie jest możliwe. Sam diabeł wymyśla wszystkie te religie, aby przeszkodzić nawróceniom na prawdziwą wiarę! W dobrze zorganizowanym systemie próbuje zniewolić on całe rodziny, szkoły, nauczanie, żeby stanowczo utrzymać dusze z dala od Kościoła.

Zobaczcie jak trudną jest rzeczą nawrócenie muzułmanina! W Dakarze, gdzie byłem biskupem przez piętnaście lat, było trzy miliony muzułmanów, sto tysięcy katolików i czterysta tysięcy animistów. Mogliśmy chrzcić tych ostatnich, lecz nie muzułmanów. Aby móc się nawrócić, studenci uniwersytetów musieli całkowicie zerwać z własną rodziną, utrzymywać się z własnych środków, a mimo to ryzykowali jeszcze swoje życie. W naszych szkołach mieliśmy dziesięć procent muzułmanów (nie tolerowałem więcej, gdyż w przeciwnym razie nasze szkoły stałyby się muzułmańskie). Rodzice zachęcali nawet swoje dzieci do nauki katechizmu. „Trochę religii dobrze im zrobi”, mówili.

Często te maluchy były prymusami z katechizmu i widząc inne dzieci przystępujące do komunii, chciały również komunikować. Lecz nie! Gdybyśmy zgodzili się na pierwszą komunię (nawet prymusa z katechizmu), muzułmanie podpaliliby szkołę!

Na Saharze wizytowałem szkoły Sióstr Białych. W szczególności Siostry Franciszkanki Maryi wspaniale wychowywały powierzone im młode dziewczęta muzułmańskie. Oczywiście nigdy ich nie zmuszały do pójścia na Mszę Św. ani do pobożnych praktyk religijnych, ani do czegokolwiek, lecz bądźcie pewni, że te dziewczynki nie miały zawiązanych oczu, widziały one Siostry... Często zadawały im pytanie: „Czy możemy pójść do kaplicy, aby modlić się z wami?”.

Lecz uwaga, gdy chodzi o to, można było zgodzić się tylko od czasu do czasu, ukradkiem, gdyż, jeżeli muzułmanie dowiedzieliby się, że Siostry próbują ochrzcić lub nawrócić ich dzieci, natychmiast wypędziliby je i szkoła zostałaby bezzwłocznie zamknięta. Dla tych młodych dziewcząt, które spędziły pięć lub sześć lat u Sióstr i które pragnęły być ochrzczone, jedynym sposobem zostania chrześcijanką było (przy okazji podróży z pustyni do Algieru) zniknąć w taki sposób, aby ich rodziny nie wiedziały, gdzie się znajdują, tak żeby nawet bliscy nie domyślali się, że za tym kryły się Siostry!

Oto do jakiego stopnia diabeł ich krępuje, aby tylko przeszkodzić każdemu nawróceniu. Nie mówmy zatem, że te religie równe są religii Naszego Pana Jezusa Chrystusa! Nie łudźmy się; diabeł jest i pozostanie diabłem...

Niektóre rzeczy mogą wydawać się wspaniałe, lecz, aby skazić dusze, diabeł zawsze posługuje się pewnymi pozorami prawdy.

Czyż możemy więc przyjąć deklarację o wolności religijnej, będącą błędem nauczanym przez sobór? Czyż możemy zgodzić się na całą tę reformę liturgiczną, zrobioną w takim samym duchu ekumenicznym? Oczywiście, że nie!

Liberalny duch przeniknął do Kościoła, jest to źródło obecnego zła

Papież Paweł VI miał umysł liberalny. To nie ja to mówię, lecz jego wielki przyjaciel, kardynał Danielou. Czytamy to w jego Wspomnieniach spisanych przez jego siostrę: „Kardynał mówi o papieżu Pawle VI, iż był on jednym z jego wielkich przyjaciół, że dobrze go znał, że miał on umysł liberalny”. Oto wyjaśnienie całego jego pontyfikatu.

Umysł liberalny jest kuszony przez świat, przez wszystkie wolności, jakby przez swoistego rodzaju urok. Liberałowie byli zauroczeni Rewolucją francuską. Gdy w jakieś pięćdziesiąt lat później Francja stanęła w obliczu jej następstw, znaleźli się tacy, którzy byli zdecydowanie przeciwni zasadom Rewolucji oraz tacy, którzy pragnęli jedynie przeciwstawić się bezprawiu, nadużyciom, przemocy. Dla tych ostatnich wystarczyłoby schrystianizować zasady Rewolucji, aby móc doskonale porozumieć się z nią... Było to zgubą dla Francji. Papież Leon XIII nie zdawał sobie sprawy, że Francją kierowały wówczas umysły wolnomularskie i sądził, iż można zalecić „przyłączenie się”. Odpowiedzią był rząd Combesa; wszyscy zakonnicy oraz zakonnice wypędzeni z Francji, kościoły otwierane wytrychem, konfiskata dóbr Kościoła... Liberalizm to jest właśnie to!

Począwszy od soboru, na nowo słyszy się: zaakceptujmy jego zasady bez zgody na ekscesy. Otóż robak drąży owoc i ograniczanie nadużyć jest rzeczą bezskuteczną. Należy całkowicie wyjąć robaka z owocu, wygnać z Kościoła błędy jakie zawiera jeszcze filozofia liberalna. Być może zostaniemy zmuszeni do tego przez wydarzenia, kataklizmy jakie Pan Bóg może nam zesłać jako karę za odrzucenie społecznego panowania Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ale co robić, gdy nie ma już prawdziwych księży, nie ma już Ofiary, gdy wszystko zmierza ku upadkowi?

Kontynuować Tradycję!

Pozostaje do zrobienia tylko jedna rzecz: powrócić do Tradycji, jeżeli oczywiście pragnie się prawdziwej odnowy Kościoła. Nie chodzi jedynie o chęć powiedzenia: „To myśmy wygrali, to my mieliśmy rację...”, liczy się tylko zbawienie dusz, ciągłość Kościoła, nasz obowiązek przywrócenia królowania Naszego Pana Jezusa Chrystusa. To właśnie każe nam nie ustępować. W każdym razie znajdujemy się u progu pewnego zwycięstwa; na przykład, wszyscy możemy umrzeć na skutek bomby atomowej, lecz, jak to mówi święty Paweł, to co zrobiliśmy, to czego nauczyliśmy, to co powiedzieliśmy pozostanie, ponieważ jest to zgodne z tym, co było nauczane uprzednio. Jesteśmy w Prawdzie, a Prawda nie może zginąć. Winniśmy więc po prostu pozostać wierni Tradycji, tak jak czynili to nasi rodzice, nasi dziadkowie, kontynuować w swoim życiu zawsze tę samą religię.

Płaczemy na widok zniszczonego do tego stopnia Kościoła: ubóstwo naszych świątyń, naszych księży, naszych seminariów, zgromadzeń zakonnych wyprzedających swoje nieruchomości (w ubiegłym roku, założone przez świętego Franciszka Salezego. Wizytki zdecydowały się sprzedać połowę z siedemdziesięciu pięciu klasztorów jakie im pozostały we Francji, podczas gdy reszta stanie się hospicjami dla sióstr w podeszłym wieku. Oto los klasztorów we Francji.

Zewsząd piszą do mnie: „Niższe seminarium w Quimper jest na sprzedaż. Czy Wasza Ekscelencja chce je kupić?”, „Seminarium w Liége jest na sprzedaż. Czy Wasza Ekscelencja chce go kupić?”, i jeszcze dzisiaj rano: „Wyższe seminarium w Nantes jest na sprzedaż. Czy Wasza Ekscelencja nie chciałby je kupić?”.

Nieprawdopodobne! Co osiem dni mam ofertę kupna seminarium, klasztoru, opactwa...

Czy dotyczy to jedynie Francji? Oto przykład z innej części świata. Przed dwoma dniami otrzymałem list od naszego przełożonego dystryktu południowych Stanów Zjednoczonych, mieszkającego niedaleko Kansas City:

Możemy nabyć olbrzymią nieruchomość w El Paso, na granicy z Meksykiem, od zakonników Jezusa i Maryi, którzy wystawili ją na sprzedaż: jest kościół, jest z czego zrobić seminarium, jest szkoła, plebania: wszystko to znajduje się teraz w naszych rękach.

Można byłoby to zrobić każdego dnia. Jest rzeczą smutną być świadkiem tej powszechnej ruiny w Kościele. Ocalamy meble, ocalamy to co możemy; będziemy zatem mieli seminarium w Meksyku. Młodzi, dobrze usposobieni ludzie, staną się dobrymi kapłanami; nie chcą wstępować do dzisiejszych seminariów, wiedząc, iż może wyszliby z nich utraciwszy wiarę.

Nieugiętość i rozsądek

Należy umieć rozróżniać. Mogą Państwo być przekonani, że z głęboką boleścią widziałem kilku z moich księży opuszczających Bractwo; nie zgadzali się oni z drogą postępowania, którą zawsze szedłem, począwszy od momentu utworzenia Bractwa. Zawsze uznawałem papieża, pojechałem zobaczyć papieża Pawła VI, pojechałem spotkać się z papieżem Janem Pawłem II; jutro, gdyby tylko tego ode mnie zażądał, jestem gotów powtórnie się z nim spotkać... Lecz zawsze też jestem gotów powiedzieć im prawdę!

Usiłuję sprawić, aby zrozumieli, iż należy powrócić do Tradycji, że pomylono się, że należy powrócić do rzeczy trwałych, do podstaw wiary, do niezmiennego, tradycyjnego katechizmu, do zawsze tych samych sakramentów, do zawsze takiej samej Najświętszej Ofiary Mszy. Należy do tego powrócić, oni muszą to zrobić. Będzie się sądzić drzewo po jego owocach. Oby przynajmniej dali wolność...

Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią: nie ma papieża. Uważam, iż jest bardzo niebezpiecznie tak mówić; to nie dlatego, że papież jest liberałem, przestaje nim być.

Myślę, iż papież Jan Paweł II nie jest do tego stopnia przesiąknięty liberalizmem jak papież Paweł VI, lecz na nieszczęście, sam oświadcza, iż jest duchowym synem Pawła VI, że idzie jego śladem, aby bronić oraz kontynuować dzieło Pawła VI, że czuje w sobie jakby obowiązek kontynuowania postanowień swoich poprzedników Jana i Pawła, których imiona przybrał. Jesteśmy zatem zaniepokojeni; mówimy sobie: „Mój Boże, dokąd dojdziemy? Czy trzeba będzie poczekać na nowy pontyfikat?

Ten Papież na pewno bardziej od swoich poprzedników pragnie powrócić do Tradycji w tym co dotyczy seminariów, duchowieństwa, kościelnej dyscypliny, dyscypliny zakonnej; gdy o tym mówi, wypowiada piękne rzeczy, cieszymy się, słysząc to.

Niestety, w dziedzinie liturgii jest zupełnie na odwrót. Papież powiedział mi:

— Jeżeli Wasza Ekscelencja uważa, że może zaakceptować Sobór Watykański II, pod warunkiem, aby Tradycja była jego kryterium, czy zatem, że nie ma między nami różnic?

— Tak – odpowiedziałem – właśnie pod warunkiem, aby Tradycja była jego kryterium; zatem, jeśli istnieje coś, co nie jest zgodne z Tradycją, przykro mi...

— Jeżeli Wasza Ekscelencja może podpisać się pod takim zdaniem, to bardzo dobrze.

— Tak, jestem gotów to podpisać.

— Pozostaje więc zatem jedynie sprawa reform?

— Tak, w szczególności reforma liturgiczna. Jest to bardzo poważna reforma, bardzo ważna, dotycząca wszystkich chrześcijan, wszystkich wiernych, wszystkich księży.

Papież mi odpowiedział:

— Jest to kwestia posłuszeństwa...

Osądźcie sami!

Zwróciłem mu uwagę:

— Mimo wszystko, istnieje to powiedzenie, należące od wiek wieków do Kościoła: lex orandi, lex credendi: formuła modlitwy jest jednocześnie formułą naszej wiary; jeżeli zmieni się formę modlitwy, ryzykuje się mocno zmienić również formę wiary. Wiara jest poniekąd po części rezultatem naszego kultu, naszej liturgii, ponieważ wyrażamy naszą wiarę. Jeżeli zmienia się wyraz naszej wiary w sposób tak poważny, tak znaczny, do tego stopnia, iż na przykład zmienia się słowa konsekracji, ryzykujemy, że nasza wiara będzie również zniekształcona; jest to bardzo, bardzo poważna rzecz. Dlatego to nie jest tylko kwestia posłuszeństwa.

Ani heretycy, ani schizmatycy

Mówię to Państwu zupełnie wprost, ponieważ Państwo mogą stawiać sobie pytania (tak samo jak ja je sobie zadaję), pragnąc z całego serca powrotu Tradycji do Kościoła, modląc się rano i wieczorem, w dzień i w nocy w tejże intencji. Najbardziej zadowolony i najszczęśliwszy będzie z tego sam Papież: można żyć jedynie z Panem Jezusem i przez Niego i tylko z królowaniem Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Wszędzie! W liturgii, w dziedzinie społecznej, politycznej, rodzinnej. Nie można nic zrobić bez Naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Pośród przeżywanych trudności winniśmy trwać na niewzruszonym stanowisku i nie popadać w błąd; można by mieć ochotę na rozwiązania ekstremalne, można by powiedzieć: „Nie, Papież jest nie tylko liberałem, lecz również heretykiem, prawdopodobnie nawet więcej aniżeli heretykiem, zatem nie ma papieża!”.

Jest to błędne. Jako liberał nie jest on koniecznie ani heretykiem, ani poza Kościołem. Aby pozostać na pewnej drodze, aby rzeczywiście pozostać w Kościele, należy umieć poczynić niezbędne rozeznanie.

Jeżeli nie, to do czego dojdziemy? Nie ma już papieża ani kardynałów! Jeżeli Papież nie był papieżem w momencie, gdy mianował kardynałów, owi kardynałowie nie są kardynałami i nie mogą już wybrać papieża. Zatem czy to anioł z Nieba przyniesie nam papieża?

To absurdalne i niebezpieczne! Gdyż, być może, zostalibyśmy zmuszeni do rozwiązań prawdziwie schizmatyckich: poszlibyśmy znaleźć papieża z Palmar de Troya, który jest ekskomunikowany, który mnie ekskomunikował, który ekskomunikowal Papieża, który wszystkich ekskomunikował! Poszlibyśmy do kościoła Tuluzy, kościoła Rouen... czy ja wiem, do mormonów, do zielonoświątkowców, do adwentystów lub do czegoś jeszcze innego... Dusze byłyby stracone!... Mimo wszystko nie chcę ponosić tej odpowiedzialności.

Być może uważa się, że jestem zbyt surowy, gdy żądam od księży odmawiających pójścia tą drogą, aby nas opuścili... Lecz nie chcę wprowadzić wilka do owczarni, jeżeli dzisiaj mówię: papież istnieje, lecz nie jesteśmy zmuszeni słuchać go we wszystkim.

Mogą istnieć papieże, którzy w całkowitym tego słowa znaczeniu nie są dobrymi pasterzami; nie jesteśmy zmuszeni we wszystkim ich słuchać. Lecz, aby posunąć się do stwierdzenia, iż nie ma papieża, co to, to nie!

Takie mówienie równa się wprowadzeniu podziałów wśród tradycjonalistów, a tego nie chcę.

O ważności święceń

Sprawa ważności święceń dokonanych przez heretyków była już omawiana. Mogę przytoczyć przykłady.

W pewnym okresie, w Średniowieczu papieże nauczali, iż święcenia udzielane przez heretyckich biskupów nie były ważne. Było to odejście od nauczania świętego Augustyna i wielu innych: biskup ważnie wyświęcony u katolików może popaść w herezję, w schizmę, lecz jego święcenia pozostają ważne; jeżeli wyświęca on biskupa, tenże jest ważnie konsekrowany; jeżeli wyświęca on księży, ci również są ważnie wyświęceni.

Istniało zatem w Kościele coś w rodzaju wahania, dyskusje pomiędzy teologami; następnie powrócono do pewnej doktryny. Jest więc prawdą, iż Kościół przeżył chwile wahania, lecz owi papieże nie nauczali ex cathedra, że schizmatyccy albo heretyccy biskupi nie konsekrowali w sposób ważny. Wyrażali oni jedynie pewną błędną opinię.

Trwajmy jedynie w prawdzie

Obecnie stoimy w obliczu takich samych trudności. Winniśmy odrzucić błędy, wytrwać właśnie w taki sposób, aby przy powrocie papieża w rodzaju świętego Piusa X nie było już problemów. Kościół Święty odnajdzie nas w Prawdzie i będziemy w pełnej komunii z papieżem, który powróci do Tradycji. Och, oczywiście nie będzie już mnie prawdopodobnie na świecie... Lecz należy mieć nadzieję, że z papieżem Janem Pawłem II sprawy się ułożą.

Prosimy tylko, by nie za wiele dyskutować o problemach teologicznych, aby pozostawić na boku dzielące nas kwestie, takie jak sprawa wolności religijnej. Nie musimy rozstrzygać obecnie wszystkich tych problemów, czas wszystko rozjaśni, przyniesie rozwiązanie.

W praktyce, tak jak to wielokrotnie powtarzałem, niechaj papież nie przeszkadza w kontynuowaniu eksperymentu Tradycji. Można mi odrzec:

Lecz możecie to zrobić!

Tak, ale wyobraźcie sobie Państwo, że sam papież mówi biskupom:

Zostawcie ich w spokoju! Nie przeszkadzajcie im! Robią jedynie to, co my robiliśmy przez, polowe, przez dwie trzecie naszego życia... Dajcie im spokój. Zobaczymy co będzie”. Oto jedyna rzecz, o jaką prosimy! Jestem przekonany, że w tym momencie Prawda odnalazłaby swoje prawa, że Tradycja odzyskałaby swoje miejsce oraz że Kościół odnalazłby drugą młodość!

Wielkie znaki nadziei

Powodów do nadziei nie brakuje. Tego roku mieliśmy siedemdziesiąt pięć nowych powołań! Zapytajcie siostry z Fanjeaux, siostry z Brignoles, siostry karmelitanki: powołania kwitną wszędzie, gdzie tylko zachowywana jest Tradycja.

Półtora roku temu w Quievrain został założony karmel, a już trzeba projektować drugi! Zmuszony jestem mówić mojej siostrze, która jest jego przeoryszą:

Powoli! Powoli!... Gdzie znajdę na to fundusze?”.

Lecz lepiej jest mieć takie kłopoty, aniżeli widzieć jak karmele pustoszeją, tak jak wtedy, gdy moja siostra wyjechała z Australii, gdzie łamano klauzurę, gdzie siostry, ubrane po cywilnemu, szły nauczać katechizmu na zewnątrz!... Widząc to, wróciła ona do Europy i założyła ten karmel.

Widzimy więc owoce, widzimy tę młodzież i to jest pocieszające, ponieważ Duch Święty dzisiaj nadal działa! Widzimy tę młodzież reagującą na błędy popełnione przez naszych poprzedników. Często w taki oto sposób jedno pokolenie przeciwstawia się poprzedniemu...

Obecnie istnieją naprawdę wspaniali młodzi ludzie.

Dlatego też pragnęliśmy utworzyć Uniwersytet w Paryżu. Zaczął się skromnie, lecz funkcjonuje bardzo dobrze, w doskonałym duchu; profesorowie oraz uczniowie są zadowoleni. Jest to narzędzie formujące solidne, dobrze ustawione umysły, karmione prawdziwą filozofią świętego Tomasza z Akwinu, prawdziwą historią, naukami humanistycznymi godnymi osób wykształconych. Ośrodek ten daje nam duże nadzieje.

Oczywiście przykro jest myśleć, że należy wszystko rozpocząć od nowa, lecz zaczynać można jedynie na solidnych podwalinach.

Módlmy się do Najświętszej Maryi Panny

Myślę, iż Państwo całkowicie zgadzają się ze mną: nadzwyczajnym środkiem ocalenia Kościoła i dusz jest modlitwa, a w szczególności modlitwa do Najświętszej Maryi Panny. Zwłaszcza różaniec!

W sierpniu ubiegłego roku, gdy byłem w Chile w gościnie u pewnej rodziny, zapytałem ich:

— Lecz jak uwolniliście się od Allende i od komunizmu? Czy rzeczywiście wojskowy pucz was oswobodził?

Odpowiedzieli mi:

— Nie, księże biskupie. To różaniec zmusił komunistów do odwrotu. We wszystkich chrześcijańskich rodzinach postanowiliśmy utworzyć modlitewne łańcuszki i wzięliśmy różaniec, odmawialiśmy go... i wyraźnie czuliśmy, że to opieka Najświętszej Dziewicy wygnała komunistów z naszego kraju.

To samo powiedzieli mi biskupi brazylijscy: kto wypędził komunistów z Brazylii? Chrześcijanie, mężczyźni i kobiety, wyszli na ulice, z różańcem w ręku, odmawiając go publicznie na głos!

A zatem, moi drodzy przyjaciele, właśnie to powinniśmy zrobić: aby wypędzić nieprzyjaciół zewnętrznych i wewnętrznych, węży nasz różaniec i polećmy się Najświętszej Maryi Pannie!

  
Kościół przesiąknięty modernizmem
Strona głównaKapliceKomunikaty duszpasterskieMultimedia„Zawsze Wierni”KontaktKsięgarnia wysyłkowa

Najnowszy numer „Zawsze Wierni”

Rycerstwo w czasach pacyfizmu

Najnowszy materiał do pobrania

Pokuta w duchu Fatimy

rekolekcje wielkopostne wygłoszone przez o. Tomasza OP

Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X

© 1997—2019 Wydawnictwo Te Deum sp. z o.o.